Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

9.07.2018
poniedziałek

Znowu ranking

9 lipca 2018, poniedziałek,

Dla szkół indywidualne sukcesy uczniów, z wyjątkiem olimpijczyków, nie mają większego znaczenia, liczą się średnie – te dają miejsca w rankingach. Matura 2018 to kolejna okazja, aby pokazać, które szkoły są najlepsze. Rzuciłem się, podobnie jak koleżanki i koledzy z pracy, aby zobaczyć, jakie miejsce zajęło moje liceum (ranking tutaj).

Aby mieć wysoką pozycję w rankingach, nie wystarczy dobrze uczyć. Trzeba jeszcze stosować strategię wyrzucania słabszych uczniów za burtę, gdyż ich obecność na egzaminie mogłaby zaniżyć wyniki. Jednych wystarczy zniechęcić do wyboru mojego przedmiotu, innych trzeba wręcz wypchnąć ze szkoły, najlepiej do takiej, która nie liczy się w rankingach. Wspieranie słabszych to fikcja – przynajmniej w szkołach z czołówki rankingu.

Ja w tym roku strzeliłem samobójczego gola mojemu liceum. Otóż nie miałem klasy maturalnej z rozszerzoną nauką języka polskiego. Jednak tak uczyłem na poziomie podstawowym (połowa godzin mniej), że parę osób, chyba z dziesięć, postanowiło spróbować swoich sił na egzaminie rozszerzonym. Oczywiście, nie byli aż tak oczytani, jak uczniowie z klas humanistycznych. Według mnie, zdali na medal, jednak średnią liceum zaniżyli. Tak oto indywidualne sukcesy uczniów mogą być nawet stratą dla szkoły. A wszystko przez rankingi i średnie wyniki.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. @Gospodarz
    Następni żurnaliści próbują sobie podnieść nakład chałupniczym „rankingiem” robionym byle taniej dla liczby odsłon i klikalności! 🙁 Jedyny profesjonalny(!) ranking to ten „Perspektyw” – szkoda, że MEN nie chce/nie potrafi niczego zrobić!!!

  2. Rzut na taśmę rankingu wyrzutów.

    Świat wyzbyty edukacji nie rozumie, jaką krzywdę wyrządza funkcjonariuszom etatów szkolnych, i to w dodatku za niewiadomoczyje srebrniki, dozwalając temu i owemu pohukiwać na blogach (ale już wkrótce, towarzysze, nasze sądy położą temu stanowcze: nie).

    Tymczasem, płatne trole tak niszczą dobrą atmosferę pokoju za przepierzeniem gogicznym, że aż Gospodarz musiał zawezwać wznowy rankingów z odsieczą.
    Rankingi wszak uczą, że w pogoni za szczurem sukcesa nie każde ośle mleko należy wylewać z kąpielą.

    Chociaż więc, jak donosi po koleżeńsku z eleganckim wyrzutem belferblog, koleżeństwo wprost musi -dla rankingów i z ich mocy- słabszych uczniów wyrzucać (za ukrywanie słabeuszy nierankingowego wyznania grozi wszak kara śmierci, jak to za okupacji), jest ktoś, kto -uwaga- słabszych uczniów UCZY, UCZY!
    Tym samym, wyrzutem („rzucam się!”) …na taśmę, rankingów moce gasi, stając na ich czele.
    I jak w klątwie czarnej perły (nie mówiąc nawet, między kogo rzucanej), upiornie skrzywdzona armia wyrzuconych murem za Jego rankingiem stoi, choć umiejscowiona w rankingach koleżeństwa na ich hańbę, jak wyrzut wyrzutów wszelakich, niezmazywalnych inaczej, niż nauczaniem słabszych, choćby pod przymusem zadanej z własnych flank infamii.
    Co też, z rutynową finezją, belferlog im po koleżeńsku czyni.
    I jak tu komuś tę pedagogikę rankingu prawdziwej dumy metodycznej wyrzucać, gdy tak zniewalająca?
    🙂 🙂 🙂

  3. Jeszcze w liceum pani od geografii powiedziała mi, że jakbym się trochę do geografii przyłożył to miałbym bdb. Odpowiedziałem jej , że mi nie zależy – bdb to chce mieć z matmy i z fizyki. Z kolei pan od wf-u wystawiał ocenę nie tylko za wyniki ale też za postęp w ciągu roku.
    Osobiście uważam ranking wg średniej z wszystkich ocen za głupotę.
    Premiować winno się za wyłapywanie i rozwój talentów w określonych dziedzinach.
    Wybranym dla danego ucznia preferowanym 2-3 przedmiotom np. dać wagę = 5 .
    Dla przyszłego inżyniera byłyby to matematyka i fizyka, lekarza – biologia i chemia itd.
    Dodatkowe punkty za olimpijczyków.
    Wtedy ma to jakiś sens, jakąś społeczną użyteczność.
    W końcu szkolimy fachowców potrzebnych w przyszłości społeczeństwu i gospodarce.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @kaesjot
    10 lipca o godz. 7:30 255756

    Niestety, nie zgadzam się z wymową tego wpisu.
    Świadectwo maturalne – szczególnie licealne – jest, a przynajmniej powinno być (kiedyś tak było), dowodem, że uczeń posiadł dobre podstawy ogólnego wykształcenia. Matematyka czy fizyka są więc dla każdego tak samo ważne jak język polski czy biologia. Użyteczne dla kraju powinno być posiadanie jak najlepiej i jak najwszechstronniej wykształconego społeczeństwa. Wtedy tylko możemy mówić o fachowcach „potrzebnych w przyszłości społeczeństwu i gospodarce”.
    Zwracam uwagę, że nędzny w ostatnich czasach poziom edukacji (również na szczeblu wyższym) jest jedną z przyczyn, że „specjalizujemy” się w przetwórstwie drewna i skóry oraz skręcaniu obcego sprzętu AGD a widownia ambitnych filmów – zwycięzców festiwali filmowych w Cannes czy Wenecji – liczy czasami – w czterdziestomilionowym kraju należącym do UE i NATO – około 2000 osób (sic!). O zerowym niemal czytelnictwie książek i braku – w odróżnieniu od choćby Niemiec – jakiegokolwiek poważnego dziennika czy tygodnika już nawet nie wspomnę. Nie ma już komu takowych redagować; nie ma już komu takowych czytać…
    Po neoliberalnych spustoszeniach Balcerowicza i jego hunwejbinów („najlepszą polityką jest brak polityki”) ciężko będzie się podnieść. Ale próbować trzeba.

  6. @grzerysz
    Bzdura! I za cara/cesarza i w II RP, mimo, że matury zdawała sama śmietanka (mniejszy odsetek niż dziś broni doktoratów!), był podział(sprofilowanie) szkół średnich na klasyczne/humanistyczne, realne (przyrodnicze) i matematyczne!!! Podobnie było w reformie niesłusznie zapomnianego pierwszego opozycjonisty PRL prof.Bieńkowskiego. To dopiero od roku 1980 zwyciężyły ideologiczne potrzeby walczących obozów urabiania wszystkich maturzystów „historycznie” i „polonistycznie” – dlatego godziny (i poziom!) traciły kluczowe w świecie technologii i know how matematyka, fizyka, chemia, informatyka, biologia (nawet w sprofilowanych klasach!), a zyskiwały przedmioty ideologiczne czyli „humanistyka” 🙁

  7. @belferxxx
    10 lipca o godz. 11:32 255758

    Sam chodziłem do klasy matematyczno fizycznej i nigdzie przecież nie twierdzę, że klasy profilowane należy zlikwidować. Twierdzę natomiast, że dla ucznia klasy matematyczno-fizycznej liceum lekcje z języka polskiego (oczywiście na odpowiednim poziomie) są tak samo ważne jak te z matematyki i fizyki.
    W USA, gdzie mają najlepsze wyższe uczelnie na świecie (ze dwadzieścia albo nawet trzydzieści z nich ma poziom wyśmienity), specjalizację przedmiotową wybiera się dopiero po trzecim semestrze studiów licencjackich. Jakoś nie przeszkadza im to przodować „w świecie technologii i know how”…
    Oprócz tego wychodzą tam – i to w stosunkowo dużych nakładach – doskonałe czasopisma.
    Jest komu je redagować i jest komu je czytać…

  8. @grzerysz
    Lekcja polskiego lekcji polskiego nierówna. To samo dotyczy historii. Według mojej wiedzy i doświadczenia uczniowie klas mat-fiz świetnie sobie radzą tam, gdzie jest potrzebne logiczne myślenie. I nie lubią się uczyć na pamięć (!) mało ciekawych lektur, a tym bardziej mniemanologii stosowanej literaturo”znawców” o tym, „co autor miał na myśli” i „co należy sądzić o utworze”. Były już zresztą w Polsce takie (niezamierzone!) „eksperymenty” CKE, że autorzy utworów do analizy na maturze (m.in.W.Szymborska i J.Sosnowski) mogli się zapoznać później z kluczem do sprawdzania tych matur CKE. Śmiechu było co nie miara … 😉

  9. @belferxxx
    10 lipca o godz. 15:27 255760

    Moje wspomnienia są inne. Mimo klasy matematyczno-fizycznej mieliśmy doskonałych nauczycieli z języka polskiego, biologii, chemii, języka angielskiego, języka rosyjskiego, geografii…
    Najlepsze wypracowania pisali uczniowie z klas matematyczno-fizycznych – w ich pisaniu jak najbardziej jest potrzebne logiczne myślenie.
    Dobrych kilka lat temu czytałem wywiad z synem profesora Janusza Czapińskiego. Studiował na jakimś wydziale humanistycznym na UW. Zapytał dziennikarkę: „jak pani myśli, ile prac pisemnych musiałem napisać przez trzy lata studiów na UW?”. Okazało się, że 0. Dopiero jak przeniósł się do Włoch, zaczęli od niego wymagać pisania…
    Na uniwersytetach amerykańskich – przynajmniej tych dobrych – na kierunkach humanistycznych i społecznych w zasadzie ciągle (z każdego przedmiotu) trzeba pisać prace o różnej długości (ilości stron).
    Na kierunkach ścisłych i technicznych ciągle trzeba z kolei rozwiązywać zadania (jako dość rozbudowane prace domowe) i robić projekty…
    W czasie trzech pierwszych semestrów czteroletnich studiów licencjackich w USA, obowiązkowe są dla wszystkich przedmioty z ekonomii, historii, itp.
    No i wyniki mają…

  10. @grzerysz
    Twoje wspomnienia dotyczą zupełnie innych czasów – to była ta szkoła w wersji Bieńkowskiego, którą stopniowo zamordowano od roku 1981 do 1999. Teraz jest inaczej – szkoła jest masowa i również polski/historia są dostosowane do 80-90% populacji (za Twoich czasów – kilkunastu zaledwie) bo tyle jest w szkołach kończących się maturą. A to, poza b.wąskimi enklawami, nie zostawia pola ani na wybitnych nauczycieli ani na myślenie w szkole i na maturze. Teraz mamy szkołę, przez którą mają przejść „mądrzy inaczej” i to jeszcze tak, żeby tej swojej „mądrości” nie zauważyć. Czyli pamięcią i (prostymi!) schematami. Wśród tych 90% ludzie bystrzy w czymkolwiek(!) są zdecydowaną mniejszością, a już wszechstronnie bystrzy – nieistotną statystycznie grupą. Co do uczelni w USA, to one na tle polskich, są o wiele bardziej ZRÓŻNICOWANE. Na jednym biegunie możesz dostać dyplom ukończenia za zaliczeniem pocztowym, a na drugim są Harvard, MIT, Caltech, Yale czy Stanford dla wąskiej(!) INTELEKTUALNEJ elity USA i świata. A po środku jest np. uniwersytet stanu Floryda w Tallahassee- w sali na 2 tys.(!) słuchaczy wykładowca wykłada, a oni go widzą i słyszą na telebimie … 😉

  11. @grzerysz
    Zgadzam się z Tobą, że uczniowie dobrzy w przedmiotach ścisłych dobrze sobie radzili także w przedmiotach humanistycznych choć w drugą stronę to już tak nie działało. Moje wypracowania z polskiego to były standardowo 4 strony w zeszycie ( 4,5 strony jak temat wyjątkowo mi „leżał” ) a „humaniści” mieli po 8, 10 a nawet 12 stron i ocenę nie lepszą od mojej.
    Gdy na lekcji z poezji współczesnej, przy omawianiu jakiegoś wiersza polonista spytał „co autor miał na myśli?” odpowiedziałem – „nic nie mial na myśli, bo nachlał się i w pijackim widzie nabazgrolił coś, nad czym my się tu męczymy!”. Byłem wtedy świeżo po lekturze książki o Rafale Wojaczku.
    Podsumowując to nieco przesadnie pragmatycznie – z tych nauk więcej chleba nie będzie a tylko dodatkowe gęby do karmienia.
    Na maturze z matmy trzeba było humanistom ściągi podrzucać. Wtedy nauczyciele udawali, że tego nie widzą, bo i tak egzaminy wstępne na wyższe uczelnie wiedzę maturzysty weryfikowały.

  12. @belferxxx
    10 lipca o godz. 17:27 255762

    „Co do uczelni w USA, to one na tle polskich, są o wiele bardziej ZRÓŻNICOWANE. Na jednym biegunie możesz dostać dyplom ukończenia za zaliczeniem pocztowym, a na drugim są Harvard, MIT, Caltech, Yale czy Stanford dla wąskiej(!) INTELEKTUALNEJ elity USA i świata”.

    To nie do końca tak. Oni mają i bardzo wybitne uczelnie (a jest ich dużo) i raczej kiepskie. My tylko przeciętne i kiepskie. Średnia – moim zdaniem – jest duży wyższa w USA.
    Oprócz „Harvard, MIT, Caltech, Yale czy Stanford” jest jeszcze co najmniej ze dwadzieścia-trzydzieści naprawdę świetnych uczelni (w tym Princeton, Uniwersytet Kalifornijski – kampus w Berkeley (ale też w Los Angeles, San Diego, San Francisco), Columbia, Cornell, Chicago, Johns Hopkins, Pennsylvania, Duke, Washington, Carnegie Mellon, Georgia Institute of Technology, Rice, Illinois, Wisconsin-Madison, Michigan-Ann Arbor, Northwestern, Minnesota, Colorado).
    Wiele – chyba większość – powyższych uczelni jest całkiem spora tak więc ta INTELEKTUALNA elita USA (i częściowo świata) nie jest aż tak wąska.
    Co do sal na 2000 osób to zapewniam cię, że i takie wykorzystuje się też na Harvardzie.
    Na wykład z podstaw ekonomii – obowiązkowy przecież dla wszystkich studentów-licencjatów na początku studiów – potrafi przyjść grubo ponad 1000 osób. Co więcej, prowadzący zajęcia potrafi co jakiś czas zadawać pytania do rozwiązania w małych grupkach studentów siedzących obok siebie…

  13. @kaesjot
    10 lipca o godz. 17:28 255763

    „… z tych nauk więcej chleba nie będzie a tylko dodatkowe gęby do karmienia”

    To zdecydowanie za mocno powiedziane. Nauki humanistyczne i społeczne też są przecież potrzebne.

  14. @grzerysz
    1.Ja podałem przykłady uczelni amerykańskich z topu – mógłbym po prostu napisać o Lidze Bluszczowej. Biorąc pod uwagę, że trafia tam większość ŚWIATOWEJ elity intelektualnej ich pojemność nie jest duża. I są poza zasięgiem nawet MARZEŃ niższej klasy średniej USA – 20 lat temu rzuciłem te nazwy w czasie wizyty w USA kończącemu (jako najlepszy uczeń!) high school kuzynowi – reakcja była taka, jakbym mówił o karierze brytyjskiego następcy tronu. A nie jest głupi – dziś w randze pułkownika US Army pracuje w jednym ze sztabów NATO w Europie.
    2. Jeśli prawie całe(!) studia odbywają się w salach o pojemności kilkuset i więcej osób to już są raczej marne.
    3. Nie bronię naszych uczelni – szczególnie jako miejsce edukacji studentów są WYJĄTKOWO marne, nawet najlepsze uczelnie na najlepszych kierunkach:

    http://naukazagranica.pl/polskaanglia.html

  15. @belferxxx
    10 lipca o godz. 19:08 255766

    „Ja podałem przykłady uczelni amerykańskich z topu”.

    Yale to nie jest absolutny top.
    Princeton, Berkeley, Columbia, Chicago są lepsze. Nie mówiąc już oczywiście o Harvard, Stanford, MIT czy Caltech.

    „I są poza zasięgiem nawet MARZEŃ niższej klasy średniej USA”.

    Niekoniecznie. Jak ktoś jest naprawdę bardzo dobry – a na każde miejsce w czołówce uniwersytetów jest około 20 (i to dobrych) kandydatów – i się dostanie to zawsze można wziąć kredyt.
    Mając po ukończeniu bardzo dobrą pracę taki kredyt można dość szybko spłacić.

    „Jeśli prawie całe(!) studia odbywają się w salach o pojemności kilkuset i więcej osób…”

    To tylko przykład wykładu najpopularniejszego przedmiotu. Są jeszcze oczywiście ćwiczenia. To już w małych grupkach. Ćwiczenia bądź seminaria odbywają się z reguły w grupach kilku lub – góra – kilkunastoosobowych.
    Znałem gościa, który studiując filologię klasyczną (studia magisterskie) większość przedmiotów miał w grupach dwuosobowych…

  16. @grzerysz
    Na którym poziomie potrzeb człowieka są te, które zaspokajają humaniści?
    Tych najważniejszych dla bytu człowieka, tych z poziomu 1-go , 2-go a i po części 3-go żaden humanista nie zaspokoi.
    Dla mnie rolnik zawsze będzie ważniejszy od np. historyka.

  17. @grzerysz
    Ja wiem sporo o studiach na uczelniach z Ligi Bluszczowej – mam/miałem tam sporo swoich uczniów z Polski jak najbardziej – one mają różne specjalizacje i pożądane profile kandydatów oraz system ślepej rekrutacji (bez patrzenia na dochody kandydata – w razie potrzeby jest stypendium!).
    Pisząc o zasięgu MARZEŃ niższej klasy średniej USA nie miałem na myśli kwestii finansowych – najlepszy(!) uczeń w swojej sporej high school uważał, i słusznie, że nie jest wystarczająco dobry by mieć SZANSE trafić do Ligi Bluszczowej. Słusznie, bo na tle światowej(!) elity intelektualnej to on był cieniutki, matematycznie nawet na tle stryjecznego brata z 7 klasy wrocławskiej podstawówki, przebywającego w zbliżonym momencie na feriach … 😉

  18. @kaesjot
    10 lipca o godz. 20:05 255768

    „Na którym poziomie potrzeb człowieka są te, które zaspokajają humaniści?”

    Problem w tym, że potrzebę obcowania z dobrą literaturą czy muzyką tudzież z dobrym filmem i teatrem trzeba u młodego (a i u starszego) człowieka rozbudzić i mu pomóc. Wielka w tym rola szkoły ale też mediów.
    Gdyby wszyscy tak rozumowali jak ty – a niestety, chyba tak myśleli (i wciąż myślą) Balcerowicz & Spółka – to już chyba zawsze byśmy mogli tylko przetwarzać drewno i skórę oraz montować obcy sprzęt AGD…

    Na koniec zacytuję słowa naszego wielkiego artysty teatru, Tadeusza Kantora, jakie przypomina inny wybitny reżyser teatralny, Krystian Lupa. Wywiad z Lupą przeprowadzono dobrych kilka lat temu:

    „20 lat temu, kiedy rozpoczęła się w Polsce wielka przemiana, kiedy zachłysnęliśmy się wolnością, wielkie wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź Tadeusza Kantora o nowych ekipach rządzących. Kantor mówił, że z zapartym tchem słuchał tego, co mówią politycy tej wolnej Polski, od których tyle oczekiwaliśmy. A wtedy premierem został Tadeusz Mazowiecki, więc nie byle kto, elita. „Słuchałem uważnie – mówił Kantor – ale żaden z tych polityków nie wypowiedział słowa sztuka. Oni pożałują tego, oni przez to przegrają””.

  19. @grzerysz
    Nam w pierwszej kolejności potrzeba nie „pięknoduchów z głowa w obłokach” lecz fachowców , którzy potrafią ziemie zaorać, zboże zasiać, potem zebrać, na mąkę przerobić i chleb z niej upiec a także tych, którzy ubrania, domy i potrzebne do tego materiały i narzędzia potrafią wytworzyć . Potrzebni są także ci, którzy lecza, uczą oraz przed rabusiem obronią.
    Jak to wszystko ma zapewnione to dopiero wtedy może myśleć o rozrywce.
    Dzisiaj problem w tym, iż owi niezbędni fachowcy to w większości ludzie kształceni jeszcze w czasach PRL i powoli wymierają a następców NIE MA !!!
    Wiele małych i średnich firm upada głownie z tego powodu. Niektórzy próbują się jeszcze ratować Ukraińcami ale jak długo można ?
    Nie sadze, że należysz do tych, którzy myślą, ze niezbędne do życia towary kupuje się w sklepie. Nim się tam znajdą, ktoś musi je wytworzyć a ten, który ten towar wytwarza oczekują w zamian innego towaru, którego sam nie wytwarza a potrzebuje?

  20. @grzerysz
    Na pewno trzeba i wychowywać artystów (ilu ich potrzeba?) i „konsumentów” kultury wysokiej. Tyle, że na pewno nie przymusem(!!!) (program + 90%(!) rocznika w szkołach maturalnych kosztem (!) życiowych interesów i uczniów i kraju. Od takich rzeczy POWINNA być telewizja publiczna etc.. Dopóki LO i uczelnie kształciły 10-20% „elitę” ten przymus jakoś, choć kiepsko, działał. Dziś nie działa – mamy szkodliwą dla WSZYSTKICH fikcję 🙁

  21. @kaesjot
    11 lipca o godz. 8:52 255771

    „Dzisiaj problem w tym, iż owi niezbędni fachowcy to w większości ludzie kształceni jeszcze w czasach PRL i powoli wymierają a następców NIE MA !!!”

    Problemem jest też to, że już nawet konkursy pianistyczne z muzyką Chopina wygrywają u nas Azjaci (Li Yundi – chiński pianista, laureat I nagrody na XIV Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie w roku 2000, Cho Seong-jin – koreański pianista, zwycięzca XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w roku 2015)

    Wszystko opiera się na odpowiedniej polityce państwa.
    A u nas przez dobre ćwierćwiecze obowiązywała neoliberalna zasada, że „najlepszą polityką jest brak polityki”…

  22. @kaesjot
    11 lipca o godz. 8:52 255771

    I jeszcze jedno – bez wygrzebania się z wtórnego analfabetyzmu, w jaki wprowadzili nas Balcerowicz i jego neoliberalni hunwejbini („najlepszą polityką jest brak polityki”), chyba nie da się zawojować świata wyrobami wysokich technologii…

  23. @grzerysz
    Generalnie się zgadzamy się z tym, że potrzeba fachowców – różnią nas priorytety, hierarchia potrzeb.
    Ty zapewne działasz w sferze kultury, ja w sferze przemysłu – stad ta różnica.
    Hierarchię łatwo ustalić metodą porównywania par – który ważniejszy. Okaże się, że najważniejszy jest rolnik ( rozumiany jako szeroko pojęty producent żywności ) – bez żywności nie żujemy i te wszyscy inni są nam niepotrzebni bo i po co ?

  24. @kaesjot
    11 lipca o godz. 10:30 255777

    „Generalnie się zgadzamy z tym, że potrzeba fachowców – różnią nas priorytety, hierarchia potrzeb”.

    Jeśli mamy wtórny analfabetyzm, zerowe zainteresowanie kulturą, nędzne media, kiepską edukację i najlepsze uczelnie (UW i UJ) w dalekich setkach światowych rankingów, to daleko nie zajedziemy…

css.php