Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

31.03.2018
sobota

Z brytyjskiej szkoły do polskiej

31 marca 2018, sobota,

Fajnie jest przenieść się z polskiej szkoły do brytyjskiej i zostać pozytywnie zaskoczonym przyjaznym nastawieniem do ucznia. Niestety, przeniesienia odbywają się też w drugą stronę: z brytyjskiej szkoły do polskiej. I wtedy fajnie już nie jest.

Najpierw podam przykład sprzed paru lat. Jest z drugiej ręki, gdyż opowiedział mi o tym przerażony ojciec. Rodzina się rozpadła. Żona została z dzieckiem w Anglii, a ojciec wrócił do Polski. Po kilku latach rodzice podjęli decyzję, że syn zamieszka z ojcem. W polskiej szkole największym problemem okazał się angielski, mimo że chłopak był dwujęzyczny i miał za sobą cztery lata w brytyjskiej szkole. Oto jeden z wielu incydentów. Anglistka zadała do przeczytania w domu akapit lektury po angielsku. Chłopak przeczytał całą książkę, a następnego dnia na lekcji dostał jedynkę, ponieważ nie wiedział, o czym jest ten konkretny akapit. Wyjaśnienie nie zostało przyjęte.

Mnie też zdarzyło się uczyć osoby, które są dwujęzyczne i mają za sobą kilka lat nauki w brytyjskich szkołach. Prawie zawsze uczniowie ci mają u nas problemy. Najczęściej są skonfliktowani z nauczycielami oraz dyrekcją. Nie rozumieją bowiem i nie respektują zasady, którą polskie dzieci wysysają z mlekiem matki, że trzeba siedzieć cicho, że to nie twoja sprawa, że nie należy interesować się tym, co nie dotyczy ciebie, że nauczyciel ma zawsze rację, że pokorne cielę dwie matki ssie, że dzieci i ryby głosu nie mają, że największą cnotą jest posłuszeństwo i wykonywanie poleceń itd. Uczniowie po brytyjskich szkołach kompletnie rozmijają się z wizją i misją polskiej szkoły. Lepiej więc, żeby zostali tam, skąd przyszli. Tak to, niestety, działa.

Płynnej Rzeczywistości dziękuję za podlinkowanie tekstu o brytyjskiej edukacji i za inspirację (tutaj).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 41

Dodaj komentarz »
  1. Zastanawia mnie polska fascynacja brytjskim systemem nauczania. Moje dzieci edukowaly sie w takim systemie, przyznaje nie w Wielkiej Brytanii. Jednoczesnie zaznaczam, ze moje prownanie odnosi sie do czasow mojej edukacji ( dawno temu), z dzisiejsza szkola polska nie mam kontaktu. Zgadza sie, moje dzieci jak ognia unikaly choroby i pozostania w domu, gdy ja z radoscia witalem kazde przeziebienie pozwalajace na niepojscie do szkoly. Innym pozytywem sa zajecia uczace umiejetnosci debatowania tj. zadawany jest temat i calkiem arbitrarnie grupa dzielona jest na tych bedacych za oraz tych bedacych przeciw – nie ma znaczenia jakie sa osobiste poglady kazdego z mlodych ludzi w danej sprawie. Sadze, ze jest to dobre cwiczenie wyrabiajace kulture dyskusji. I tu chyba koniec pozytywow. Tzw. brytyjski system edukacji uczy kiepsko i powierzchownie. Moze nie z racji zawartych tresci lecz braku wymuszenia wynikow tj. mlody czlowiek o wielu aspektach edukacji decyduje sam.W mlodym wieku najczesciej w momencie wyboru miedzy „nudnym” procesem uczenia i innymi atrakcjami, nauka przegrywa.
    Tyle w skrocie.

    Pozdrawiam

  2. Szkoła antypolska w święta?

    Czy nie jest wyrafinowaną perwersją, że w nasze polskie Święta szkoła, głosem Gospodarza przywołuje pożałowania godne próby ingerencji cywilizacji w Naszość?
    Szkoła powinna stać na straży tradycji tak, jak dotąd stała a stoi jeszcze bardziej, a obcy i odszczepieńcy, jak słusznie Gospodarz porażony linkiem (ale nie do końca) sugeruje, iść stąd won, wraz ze swoją cywilizacją.
    Może polska szkoła i jej belfrzy niewiele o świecie wiedzą, ale akurat to, jak go spod wierzb płaczących przepędzić czynią i na co dzień i od święta, jak widać.
    I za to szkole polskiej winniśmy wdzięczność, ministerstwa, godziny karciane a nawet luksusowe cele …edukacyjne.
    Na razie, poświęćmy te jaja z cywilizacji szkole właśnie.
    Jesli ktoś obcy nam kulturowo jeszcze nie zdążył.

  3. Gekko
    31 marca o godz. 21:35 254934
    Przynajmniej w święta dałbyś sobie spokój i odpoczął od trolowania.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ kwant25

    Ja nie wiem kto i co świętuje 31 marca (daty wpisu i komentarza), ale na pewno nie Gospodarz, zapodając wpis jak znalazł dla skażonych cywilizacją szkolną uczniów wracających do Polski na ferie.
    Dzisiaj z kolei święto Prymaaprylisa, więc przyjmij ode mnie z tej okazji przebaczenie za Twe iście polskoszkolne inwektywy.

  6. Niechcący dałem ci pretekst, abyś znowu zarobił, więc nie przebaczaj, a dziękuj. Ciekawe ile dostajesz za wierszówkę. Jesteś na wszystkich forach polityki. Trudno na wszystkim się znać. A ty jednak się znasz. Szacun.

  7. >>Zastanawia mnie polska fascynacja brytjskim systemem nauczania. <<

    Nie ma czegoś takiego, jak 'brytyjski system nauczania'. Szkoły tutaj różnią się od siebie chyba bardziej, niż szkoły w Polsce. Społeczeństwo jest wyraźniej podzielone na klasy, klasy mieszkają osobno, to zaś rzutuje na poziom lokalnych szkół państwowych. Część szkół jest autentycznie tragiczna, przypuszczam, że gorsza od najgorszych polskich. Około 10% dzieci uczęszcza do szkół prywatnych (zwanych dla niepoznaki 'public schools'), które zwykle – acz nie zawsze – przewyższają jakością państwowe. Tu i ówdzie przetrwały też prawdziwe 'grammar schools' bezllitośnie selekcjonujące najzdolniejsze dzieci (w tej, którą właśnie kończy mój syn było 11 kandydatów na jedno miejsce), i to co w nich się oferuje, włącznie z atmosferą, jest chyba nieporównywalne z jakąkolwiek polską szkołą.

  8. @ turpin,

    To, co Pan napisal znam. Niemniej w Polsce istnieje fascynacja systemem nauczania na Wyspach – umownie ujetym przeze mnie jako brytyjski. Tak na marginesie owe „public schools” tez sa mocno zroznicowane i niektore z nich daja fory na cale zycie.

    Pozdrawiam

  9. Znam bezpośrednio system brytyjski nauczania tylko z jednego college do którego chodziła moja córka.Znam również z informacji ogólnie dostępnych i od znajomych rodziców dzieci chodzących do szkół podstawowych i średnich i jakby nie patrzył system brytyjski jest lepiej dostosowany do realiów tempa życia i przemian zachodzących społecznościach niż zastosowany obecnie w Polsce skosniały system nauczania z PRL.Na to wygląda,że teoria ukrytego zamordyzmu i indoktrynacji religijnej(dawniej partyjnej) wraca z powodzeniem do naszych polskich szkół co uważam za największe draństwo i krzywdę wyrządzoną dzieciom polskim przez obecną ekipę pisowską.
    A tak nawiązując do tematu to byłoby dobrze przyjrzeć się bardziej systemom nauczania w wielu krajach i rozważyć czy nie stworzyć bardziej dynamicznego sysetmu nauczania bo ten skosniały z poprzedniej epoki do zrównoważonego rozwoju się nie nadaje co najwyżej do zrównoważonej stagnacji.

  10. @prospector,

    akurat ‚system z poprzedniej epoki’ nie był zły, przynajmniej jak chodzi o jego zasadnicze ramy organizacyjne (nie mówię tu o treściach, którymi owe ramy zwykle wypełniano). Ważny etap selekcyjny – ukończenie podstawówki z pytaniem ‚co dalej’ – miał miejsce rozsądnie później. Było mnóstwo ‚dróg krążenia obocznego’ dla ludzi, którzy w pewnym momencie odkryli, że chcą jednak kształcić się nieco ambitniej, niż zakładdały to ich (lub ich rodziców) plany, gdy mieli lat czternaście – jeden mój kolega został magistrem-inżynierem, skończywszy zawodówkę, a potem uzupełniające technikum ‚pozawodówkowe’. Uczelnie ustalały własne kryteria przyjęć. Studiowała zresztą tylko młodzież najzdolniejsza – kilkanaście procent, nie jedna trzecia, jak obecnie.

    Nie, ‚system’ ów nie był zły.

    >>teoria ukrytego zamordyzmu i indoktrynacji religijnej(dawniej partyjnej) wraca z powodzeniem do naszych polskich szkół <<

    Zaś z tego, znając Polaków, tylko bym się akurat cieszył. Wiemy wszak wszyscy, jakie efekty na nas – 'indoktrynowanej' młodzieży – wywarło wpajanie nam miłości do komunizmu. Trzeba tylko trochę poczekać.

  11. Ach, ta polska szkoła niszcząca uczniów, których o dziwo z otwartymi ramionami przyjmują i na rynku edukacyjnym i pracy,gdy dorosną. Daleka jestem od gloryfikacji naszego systemu, wiele jest do naprawienia, ale demonizowanie w stylu gospodarza jest trochę nie w porządku. W przytaczanej powiastce musimy założyć, że dzieciak prawdę mówił i zadany tekst przeczytał (bo przecież dziecko niewinne, dziecko nie kłamie). Wkrada też się mały błąd logiczny, skoro pytanie dotyczyło treści danego akapitu, a młody jej nie znał, to za co miał dostać dobrą notę? Kwestia dwujęzyczności nie ma nic do rzeczy. A jak jest cudownie na Wyspach? Ostatnio pojawił się taki problem: http://www.bbc.com/news/education-43604865 Czytając ichniejszą prasę można trafić na różne głosy krytyczne. Poza tym o triumfie brytyjskiej oświaty niech świadczy fakt, że młody Polak z dukającym angielskim prędzej sobie poradzi i chętniej będzie zatrudniany niż jego rozkapryszony, leniwy, nie potrafiący uczyć się szybko brytyjski rówieśnik.

  12. Na blogu sa osoby, ktore maja kontakt z brytyjskim systemem edukacji w dniu dzisiejszy. Z moich mlodych lat, gdy wchodzilem w dorosle zycie uznawano, ze racji istniejacego na Wyspach systemu edukacji Wielka Brytania miala nagorzej wyksztalcona klase robotnicza w Europie Zachodniej. W tym rowniez upatrywano przyczyny problemow istniejacych w kraju. W zwiazku z tym, ze stracilem bezposredni kontakt z Wielka Brytania +- 25 lat temu, interesuje mnie na ile powyzej wspomniane poglady sa aktualne dzisiaj. Jesli dobrze rozumiem wypowiedz „turpina” sedno rzeczy nie uleglo zmianie – moge sie jednak mylic.

    Pozdrawiam

  13. @Gospodarz
    1.Pan Sadura, jak to klasyczny dyletant, robotę sobie uprościł. Nie ma brytyjskiego systemu nauczania – inny jest w Anglii, inny w Szkocji, inny w Walii, pewnie jeszcze inny w Irlandii (Płn.). B.dużo, w przeciwieństwie do Polski, zależy też od lokalnego SAMORZĄDU. Na dodatek p.Sadura – związkowy, skrajnie lewicowy aparatczyk ZNP, w szkole widzi JEDYNIE narzędzie do mieszania klas i warstw – pod tym względem jedynie ocenia system edukacji. O podstawowych(!) celach systemu nic nie wie i nie chce wiedzieć. Dobrze jednak, że napisał iż RZEKOME polskie sukcesy w PISA były NACIĄGANE szalenie … 😉
    2.Niewątpliwym ATUTEM brytyjskich systemów jest ZRÓŻNICOWANIE i prawo WYBORU – przedmiotów, ich poziomu i stosownych egzaminów. Podobnie z uczelniami – dla jednych Oxbridge, Imperial College,St.Andrews, Edynburg, Warwick czy LSE etc. z górnej światowej(!) półki, a dla innych – pasujące do nich uniwersyteciki w rodzaju Oxford Brooks … 😉

  14. @Gospodarz
    P.S.
    Warto (może niezbyt!) przeczytać tekst z GW, ale na pewno o wiele bardziej warto przeczytać co piszą ludzie znający, w przeciwieństwie do aparatczyka ZNP Sadury ( a nie żadnego pracownika UW), NAPRAWDĘ brytyjskie systemy edukacyjne i to z autopsji, w komentarzach pod tym tekstem …. 😉
    BTW – czy Gospodarzowi płacą za promocję PŁATNYCH tekstów z GW??? 😉

  15. ***
    Dajemy odpór, na co dzień i od święta.
    Nie będzie brytol psuł nam twarz.
    Atomice świętują, będzie wesele…

    „Trudno uwierzyć, o co pytają nauczyciele na Facebooku. Nie potrafią rozwiązać zadań dla dzieci.”
    ‚http://natemat.pl/229405,jak-pracuja-nauczyciele-wczesnoszkolni-zle-rozwiazuja-zadania-dla-dzieci

  16. Jako czlowiek po brytyjskich studiach podyplomowych i kontaktujacy sie czesto z brytyjskimi absolwentami potwierdzam,ze brytyjski system edukacji jest bardzo zly.Uczniowie po A-levels nie znaja historii i geografii wlasnego kraju, nie umieja rozwiazac najprostszych zadan matematycznych. Na kazdej uczelni wekszosc studentow i kadry to cudzoziemcy, bijacy na glowe miejscowych. Co gorsza, dzieciaki sa leniwe, roszczeniowe i przekonane,ze wszystko sie im nalezy.Wiekszosc klasy sredniej i wyzszej posyla dzieci do szkol prywatnych badz religijnych, ktore trzymaja jaki-taki poziom.
    Co zas do podanego przykladu: jesli przeczytalem cala ksiazke, to wcale nie znaczy ze bede pamietac jakis jej konkretny akapit.Chlopak zwyczajne nie przygotowal sie do lekcji i slusznie dostal jedynke.

  17. @zly,

    Myślę, że kontakt z dzisiejszymi absolwentami polskimi wywarłby na Ciebie wpływ leczniczy, jak chodzi o spojrzenie na `system` edukacji brytyjskiej. Brytyjczycy popełnili ten sam grzech, co większość społeczeństw zamożnych (w tym i – tak tak!) – Polacy. Wmówili mnóstwie umiarkowanie zdolnych dzieci, że powinny pójść na studia, podczas gdy dzieci te powinny robić karierę na budowie lub w kwiaciarni.

    Stykasz się chyba nie z tymi `absolwentami`, co trzeba.

    Ja akurat jestem wykładowcą nienajgorszego uniwerku na Wyspach, nie jest to Oxford ani Cambridge, ale i tak bije na głowę wszelkie polskie wszechnice. Studenteria na kierunkach biologiczno-okołomedycznych jest istotnie – powiedziałbym – różna. Ale studenci medycyny i młodzi lekarze są po prostu pod wieloma względami lepsi od swoich polskich odpowiedników. A tych też ongiś miałem okazję nauczać.

    O ile `przeciętna` istotnie nie wydaje się być zachwycająca, o tyle elity kształcone są na Wyspach o wiele lepiej, niż w Polsce.

  18. @turpin
    Brytyjskie uczelnie medyczne to elita elit – są traktowane w rekrutacji UCAS dokładnie tak samo jak Oxbridge (termin zgłoszeń – 15 października). Bo tam zawód lekarza traktowany jest jako wyjątkowo „pieniądzodajny”… Więc i poziom studentów przy TAKIEJ selekcji jest wyjątkowy.

  19. Nie mowie tu o jakosci ksztalcenia, bo akurat wykladowcow mialem dobrych i cos niecos z tych studiow wynioslem. Mowie tu o poziomie studenterii, ktory jest bardzo zly. Potwierdzam,ze na studia w Anglii przyjmuje sie ludzi,ktorzy nigdy nie powinni na nich byc, bo sie na nie nie nadaja i tyle.
    Niestety,jest to generalnie efekt przedluzania edukacji i obnizania jej poziomu.Studia maja sens wtedy,gdy sa elitarne, a nie , kiedy od sekretarki wymaga sie doktoratu.

  20. Może tak.Tu się niema co ekscytować.Poziom nauczania w UK jest na niskim poziomie a nauka jest na wysokim poziomie w Polsce na odwrót nie wspominając już o rankingach wyższych uczelni.To się wszystko kupy nie trzyma.

  21. @prospector
    Poziom nauczania w UK tych co trzeba 5-10% jest b. wysoki. Za to przyszłych kelnerów, kierowców, sprzedawców TESCO etc. odpowiedni do POTRZEB (i ich i społeczeństwa!)… 😉

  22. belferxxx.Tak.Racja.

  23. @prospector
    Alez trzyma.Poziom badan naukowych i nakladow na nauke jest w UK bardzo dobry. Dydaktyki natomiast jest raczej niski, od studentow oczekuje sie,ze sami beda poszukiwac faktow i tworzyc wlasne teorie. Niestety, wiekszosc tego nie robi, obijajac sie przez cale studia.Sam podczas studiow bylem bardzo chwalony przez wykladowcow wlasnie za umiejetnosc samodzielnego myslenia.

  24. @Kavar
    >Dydaktyki natomiast jest raczej niski, od studentow oczekuje sie,ze sami beda poszukiwac faktow i tworzyc wlasne teorie. Niestety, wiekszosc tego nie robi, obijajac sie przez cale studia.Sam podczas studiow bylem bardzo chwalony przez wykladowcow wlasnie za umiejetnosc samodzielnego myslenia.<
    No i na tym właśnie polega selekcja samodzielnych, twórczych i zdolnych do uprawiana nauki i …. reszty 😉

  25. @turpin, ” Brytyjczycy popełnili ten sam grzech, co większość społeczeństw zamożnych (w tym i – tak tak!) – Polacy. Wmówili mnóstwie umiarkowanie zdolnych dzieci, że powinny pójść na studia, podczas gdy dzieci te powinny robić karierę na budowie lub w kwiaciarni.” – i tylko turpin wie, jak jest najlepiej…

    Jeżeli błędem było w połowie lat 90. wpuszczenie w bramy uniwersytetów ponad 50% populacji młodych Polaków, to skąd teraz kasa na 500+, skąd rozwijająca się gospodarka i malejące bezrobocie?
    Może te uczelnie rzeczywiście opuszczały względne głąby, ale jakimiż nieporównywalnymi głąbami ci młodzi ludzie byliby, gdyby ich edukacja zakończyła się na zawodówce?

    Nasz świat jest inny niż gdy mieliśmy po 15-20 lat. Zamiast próbować zawracać kijem rzekę czasu, chyba lepiej zastanowić się, jak nauczyć się w niej pływać. Edukacja wyższa (=licencjat/inżynier) nie jest już nawet masowa, jest *powszechna* tak jak umiejętność czytania za Gomułki czy matura za Gierka/Jauzela. Inna sprawa, że ani uczelnie, ani chyba przygotowujące do studiów szkoły średnie z tą powszechnością wykształcenia wyższego sobie jeszcze nie poradziły,

  26. @Niewdziosek
    „polska szkoła niszcząca uczniów, których o dziwo z otwartymi ramionami przyjmują i na rynku edukacyjnym i pracy,gdy dorosną”.
    No to jak się ma polska szkoła do sukcesów ukraińskiej? To musi być na prawdę geniusz wychowawczy i edukacyjny. W ciągu paru lat 1,5 miliona Ukraińców wyjechało i każdy „chętniej będzie zatrudniany niż jego rozkapryszony, leniwy, nie potrafiący uczyć się szybko” polski rówieśnik i to już za 8 zł za godzinę zamiast 12.
    Reszta dyskusji: Ziewam

  27. Kolejny „płatny” artykuł tej samej autorki w tym samym medium!

    Varkey Foundation zapytała ponad 27 tys. rodziców z 29 państw świata, na co w edukacji chcieliby przeznaczyć dodatkowe fundusze. W Polsce podwyżek dla nauczycieli chciałoby tylko 39 proc., w Niemczech – 76 proc., w Wielkiej Brytanii – 70 proc., a we Francji – 65 proc. Wyprzedzamy tylko Koreę Południową, Indie i Meksyk.

    To niepokojące, że niespecjalnie cenimy nauczycieli, a wbrew szumnym deklaracjom nie robi tego też minister edukacji Anna Zalewska. Podwyżki, które obiecała na najbliższe trzy lata, nie będą się różniły od przewidywanego wzrostu płac w gospodarce. Nawet po nich nauczyciele będą zarabiali wyraźnie mniej niż inni specjaliści. Do tego minister wydłuża im drogę awansu zawodowego (z 10 do 15 lat), co jeszcze opóźni wynikające z niego podwyżki! Związki zawodowe wyliczyły, że na zmianach przeciętny nauczyciel straci w ciągu kilku lat nawet 90 tys. zł.

    Dlaczego powinno to martwić nawet tych, którzy nie pracują w szkołach? Bo z licznych badań wynika, że osoba nauczyciela jest kluczowa dla rozwoju naszych dzieci. Wszystkim powinno zależeć, by pracowali z nimi ci najlepiej przygotowani i zmotywowani.

    No cóż. Powinniśmy sobie uświadomić, że żyjemy w kraju rolniczym.

  28. I faktycznie, moi nauczyciele mieli zdecydowanie większy wpływ na to, kim dziś (w sensie zawodowym) jestem niż rodzice.

  29. @Plynna Rzeczywistosc
    ‚Jeżeli błędem było w połowie lat 90. wpuszczenie w bramy uniwersytetów ponad 50% populacji młodych Polaków, to skąd teraz kasa na 500+, skąd rozwijająca się gospodarka i malejące bezrobocie?
    Może te uczelnie rzeczywiście opuszczały względne głąby, ale jakimiż nieporównywalnymi głąbami ci młodzi ludzie byliby, gdyby ich edukacja zakończyła się na zawodówce?’
    W latach 90tych uczelnie byly wylacznie przechowalnia bezrobotnych, zwlaszcza wszelkie prywatne Wyzsze Szkoly Gotowania na Gazie. Szli na nie ludzie, ktorzy czesto nie poradziliby sobie nawet w zawodowkach, i taka tez edukacje z nich wynosili. Spotkalem w Londynie paru takich ‚absolwentow’, ktorym strach bylo powierzyc nawet zmywanie naczyn. Bezrobocie zas zmalalo w koncu z powodu masowej emigracji i nizu demograficznego. Widac to juz teraz- ludzie ida do pracy zamiast na studia, i wszelkie prywatne pseudouczelnie zaczynaja upadac.

  30. @Płynna Rzeczywistość
    Jestem tego samego zdania co @Kavar i @bleferxxx
    Szkoli się pod potrzeby gospodarki i społeczeństwa wykorzystując zdolności i możliwości szkolonych a nie dla zaspokojenia ich ( a często ich rodziców ) ambicji często przewyższających możliwości.
    Dawniej na kasie w SAM-ach siedziały czy za lada stały absolwentki szkół zawodowych i musiały potrafić znacznie więcej niż te obecnie po „Wyższej Szkole Skanowania Kodu Kreskowego i Obsługi Kasy oraz ( czasami ) Wydawania Reszty”.
    Kiedyś byłem świadkiem, gdy do sklepu metalowego przyszedł student politechniki i zażądał (!), by mu pokazali, co to jest śruba, nakrętka a co podkładka.
    To ma być przyszły inżynier !!!
    Coraz więcej mamy tych „fachowców” w mało użytecznych specjalnościach a niedługo nie będzie komu pola zaorać i obsiać, zebrane ziarno na mąkę przemielić i chleb z tego upiec.
    W naszym systemie oświatowym „pcha się do przodu” tych, co zostają z tyłu jednocześnie hamując innych, którzy za bardzo „ciągną do przodu” zamiast wyłapywać tych najzdolniejszych i z nimi pracować.
    Z jednego mądrego często większa jest korzyść niż z tysiąca „małomadrych”.

  31. Tak przy okazji, dla natywnych i wtórnych analfabetów cywilizacji.
    O poziomie edukacji w danym kraju (nie: uczniów!) świadczy wynik kulturowo-rozwojowy kraju który korzysta (?) z jej absolwentów.
    Przepisywac to trzy stulecia, a może poziom dyskusji sięgnie obrzeży zagadnienia.
    W międzyczasie, zastanowić się, czym różni się GB od PL i dlaczego przepływ ludzi jest od minusa do plusa (to na zajęciach z wychowania technicznego dla kasjerów państwowej edukacji publicznej w tym gumnie).
    Nauczycielu, lecz ucz się sam, na samie.

  32. @kaesjot
    Co do zawodowek: moim zdaniem bledem jest to,ze szkoly te nie koncza sie matura i nie zapewniaja uczniom mozliwosci dalszego ksztalcenia. Duzo sensowniejszy bylby system gdzie uczniowie chodziliby do liceum a dalej wybierali nauke zawodu w szkolach policealnych, zas studia bylyby zarezerwowane dla najzdolniejszych. W koncu kasjerce w markecie tez przyda sie jakas wiedza ogolna. Natomiast zrobienie z uniwersytetow fabryk dyplomow bylo glupota.

  33. @Kavar
    Z niewolnika nie ma robotnika jak powiada znane przysłowie. Akurat kasjerce w markecie(o ile takie etaty się utrzymają w nieodległej przyszłości!) nie jest potrzebna tzw. wiedza ogólna, a tym bardziej związane z nią pewne umiejętności czy to matematyczne czy polonistyczne (poprawne przedstawianie własnych myśli w ojczystym języku) na poziomie licealnym. I ta kasjerka to świetnie wie , mając skądinąd zupełnie inne zainteresowania, a żeby kogoś czegoś nauczyć potrzebna jest jego współpraca albo wielka dawka takiego czy innego przymusu. Bo nauka, szczególnie jeśli się nie jest wybitnie uzdolnionym, wymaga WYSIŁKU. Zwłaszcza dotyczy to nauki umiejętności bo je trzeba wyćwiczyć. Dlatego nie każdy musi(!) mieć maturę bo jej ani nie chce ani nie potrzebuje. BTW – w II RP maturę zdawał taki odsetek populacji, jaki dziś broni doktoratów … 😉

  34. @Kavar
    Szkoła zawodowa z matura dawała tytuł technika, zaś Zasadnicza Szkoła Zawodowa dawała tytuł „pracownika wykwalifikowanego” ( czeladnika” w rzemiośle ) w danym zawodzie.
    Po 3-letniej zawodówce można było zrobić technikum ( z matura ) i nic nie stało na przeszkodzie, by kontynuować naukę na studiach – stacjonarnych, wieczorowych czy zaocznych. Oczywiście potrzebne były umiejętności i chęci.
    Tak wiec system był „drożny” w każdym kierunku.
    Szkolnictwo zawodowe miało także te zaletę iż oprócz teorii duża rolę odgrywała w nim praktyka, gdzie doświadczeni, starzy fachowcy przekazywali młodym swą wiedzę i doświadczenie..
    Niestety – po 19879 roku i reformach Balcerowicza zostało to zniszczone. Dzisiaj przed wielu małymi firmami stoi perspektywa upadku z powodu braku następców dla odchodzących na emerytury fachowców. Młodzi się do takich zawodów nie garną.
    Kończy taki byle jakie studia i jedzie do UK układać towar na półkach niż wyuczyć się fachu takiego jak tokarz, frezer, ślusarz, spawacz czy jakikolwiek inny z tzw. „rzemieślniczych”.
    Nie w każdej pracy zastąpią nas obrabiarki CNC. roboty i automaty.
    Z tego powodu np. HCP zaniechał produkcji silników okrętowych – nie ma już kim tej roboty wykonać.

  35. @kaesjot
    Nic nie stoi na przeszkodzie by firmy zaczely szkolic pracownikow badz dofinansowywac kursy zawodowe. Kiedys w Lodzi fabrykanci fundowali szkoly dla robotnikow.W PRL wiekszosc szkol to byly szkoly przyzakladowe. Ale jesli fachowcom firmy dalej beda placic po 2 tysiace zlotych, to chetnych do roboty nie znajda.

  36. @Kavar
    Ale problem polega na tym KIEDY ( w jakim wieku!) zaczyna się do tego zawodu przygotowywać. Po 12 latach czytania, kucia i odtwarzania (to na poziom potencjalnych kandydatów do zawodówki) praktyczne umiejętności manualno-techniczne będą dla nich katorgą. A to bywają sprytne dzieciaki, ale PRAKTYCZNIE i MANUALNIE … 😉

  37. @Kavar
    Pracodawcy tak mało płaca swym pracownikom, bo ich klienci kiepsko im płacą ( polska firma musi dać ofertę 2- 3 razy niższą niż np. niemiecka , by te robotę dostać ) no i oczywiście do tego dochodzi ZUS i Urząd Skarbowy..
    W Poznaniu z tego co wiem, to tylko VW porozumiał się z władzami oświatowymi, by w jednej ze szkół uruchomić szkolenie fachowców w zawodach mu potrzebnych.
    A jak myślisz – czy firmy zatrudniające po kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt pracowników stać na utrzymanie szkoły ?
    40 lat pracuję w przemyśle więc trochę znam te problemy.

  38. @kaesjot
    Jak ich nie stac na placenie pracownikom, to niech te firmy zlikwiduja, proste i latwe, a nie uprawiaja januszostwo.W Polsce sa dziesiatki zawodowek, technikow i szkol policealnych, BEZPLATNYCH, utrzymywanych przez panstwo. Nic nie stoi na przeszkodzie, by male zaklady doplacily im do narzedzi badz zorganizowaly praktyki dla uczniow.

  39. @belferxxx
    A jaki jest niby roznica miedzy zdolnosciami manualnymi 13-latka, 18-latka czy nawet 30-latka?Mozg nie kurczy sie z wiekiem, rece tez nie. To tylko w Polsce 35-latek to juz zgrzybialy starzec. Sam widzialem 80-latkow uczacych sie tanczyc czy zaczynajacych studia.

  40. @Kavar
    To się naucz np. dobrze(!) grać na skrzypcach, języka obcego czy judo od zera(!) w wieku 30 lat – te same problemy … 😉

  41. Zdziwisz sie,bo nauczylem sie nowego jezyka obcego w wieku 32 lat.Nawet grac w RPG.Chce to sie zrobi. Mahomet w wieku 40 lat zalozyl nowa religie

  42. A ja na 60-te urodziny dostałem gitarę i zacząłem się uczyć. Żona mówi, że to moje granie nawet da się słychać ale wirtuozem już nie będę …

css.php