Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

9.02.2018
piątek

Nauczyciele z upadłych szkół

9 lutego 2018, piątek,

Licea wiele sobie obiecują po podwójnym naborze, jaki będzie miał miejsce w roku szkolnym 2019/2020. Spotkają się wtedy absolwenci gimnazjów i 8-letnich podstawówek. Warto jednak pamiętać, że nie tylko uczniowie zaleją szkoły, ale także nauczyciele ze zlikwidowanych gimnazjów.

Już teraz władze powiatu ustalają, ile dane liceum będzie mogło przyjąć klas pierwszych. Powiedzmy, że zwykle przyjmuje cztery klasy. Dyrekcja myśli więc – całkiem słusznie – że weźmie cztery klasy po gimnazjum oraz dodatkowo cztery klasy po podstawówce (razem osiem). Nie może wziąć mniej po podstawówce, bo jak raz weźmie mniej, np. dwie, to może już nigdy nie dostać więcej. Licea – poza rokiem podwójnego naboru – walczą o przyznanie przez organ prowadzący jak największej liczby klas. Oczywiście, poza tymi placówkami, do których nie ma chętnych.

Powiedzmy, że liceum weźmie podwójną liczbę klas, czyli cztery po gimnazjum i cztery po podstawówce. Niech się jednak pracownicy nie cieszą, nie będzie żadnych nadgodzin. Nadwyżkę godzin dostaną nauczyciele ze zlikwidowanych szkół. W Łodzi kilkanaście lat temu, może nawet już ze dwadzieścia, likwidowano masowo szkoły zawodowe. Z tych szkół nauczyciele przeszli do innych placówek. Także w moim liceum jest parę osób z tego naboru.

Są to, niczego nie ujmując innym, najlepsi pracownicy. Weszli do naszego zespołu ze świadomością bycia pracownikiem z upadłej szkoły. Starali się więc, jak mogli, aby pokazać, iż sami są świetni. Zrobili nam, trochę już gnuśniejącym pracownikom, niezłą konkurencję. Teraz będzie podobnie. Przyjdą bezrobotni nauczyciele, zaczną tak dobrze uczyć, że dyrekcja będzie w rozterce, kogo zostawić. Czy nowych, którym się chce, czy starych, którzy może nie wszystko, ale – co naturalne po kilkunastu latach pracy w tym samym miejscu – część roboty mają w d…pie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Wiem, że macie misję do spełnienia ale warto wiedzieć za jakie dodatkowe, śmieszne „piniondze” haruje Wasza szefowa! Życzę wszystkim nauczycielom takich pensji po podwyżce płac!
    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/morawiecki-w-sprawie-nagrod-dla-ministrow-niczego-nie-ukrywamy/tx4kkv0

  2. @Gospodarz
    Nie wystarczy chcieć – trzeba jeszcze umieć. Zanim polonista, matematyk, informatyk czy fizyk gimnazjalny się przestawi z egzaminu gimnazjalnego na maturę i z 13-16 latków na maturzystów minie duuużo czasu, a niektórzy w ogóle temu nie podołają … 😉

  3. Gospodarzu, rocznik ma być nie podwójny, jak w pijanym zwidzie, a po-2,4 krotny!

    Tymczasem za rok wypłynie kolejny ogromny problem. Wtedy zmiany w systemie edukacji uderzą w trzy roczniki. To obecne drugie klasy gimnazjalne (czyli ostatni rocznik gimnazjalistów) oraz siódmoklasiści, czyli dzieci urodzone w 2003 oraz 2004 r. Trzeci poszkodowany rocznik – 2005 r., czyli dzieci, które rodzice wysłali do szkoły w wieku sześciu lat. Tak się składa, że w Warszawie to pierwsze roczniki wyżu demograficznego.

    Cała ta grupa w przyszłym roku będzie się starać o miejsca w szkołach ponadpodstawowych. Do wyboru są topowe licea, licea bardzo dobre i słabsze, technika – te cieszące się ogromnym zainteresowaniem i te, które mają często problem z zapełnieniem wolnych miejsc w klasach pierwszych, oraz trzyletnie szkoły branżowe I stopnia (dotychczasowe zawodówki). W tym roku wystartuje do nich około 18 tys. uczniów, podobnie jak w poprzednich latach. A już w 2019 r. licea, technika i branżówki będzie szturmować – uwaga! – grupa 42 tys. uczniów. To najnowsze obliczenia miejskiego Biura Edukacji, które spotyka się z burmistrzami dzielnic, by przygotować się na przyjęcie tej uczniowskiej „górki” do szkół. Urzędnicy biorą pod uwagę nie tylko warszawiaków, ale też nastolatki z okolic Warszawy; co roku stołeczne szkoły wybiera około 40 proc. dzieci spoza miasta.

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23004686,zmiany-w-systemie-edukacji-uderza-w-trzy-roczniki-szkoly-beda.html

    Tak czułem że ze styropianu nie da się zbudować niczego trwałego. Mojżeszowe 40 lat minie dopiero we wrześniu 2029 roku.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Nie zdziwię się, jeśli dojdzie do importu fachowców z Ukrainy” – a to coś co nie ma już miejsca? W mojej szkole JOZ-u (języka obcego zawodowego) uczy Ukrainka. Fakt, że ma też posade w szkole wyższej, no ale…

  6. Na szczęście już nie pracuję w tym państwowym, oświatowym bagienku. Mam własną działalność gospodarczą i przynajmniej mnie głowa nie boli od tej durnej straty czasu na wielogodzinne rady, zebrania i idiotyczne szkolenia. Wrócę do oświaty jak będę mógł więcej zarobić niż teraz, mając własną firmę czyli pewnie nigdy hehehee. Współczuję tej biernej postawie swoich byłych koleżanek wobec jakichkolwiek akcji protestacyjnych. Nie pamiętam kiedy ostatnio w oświacie był porządny strajk, paraliżujący matury czy inne egzaminy. Skandal. Żenujące jest podejście nauczycielek (mało jest facetów,; wiadomo z jakich powodów), typu „nie daj Boże, żeby jakaś godzina lekcji przepadła dzieciom bo świat się zawali, bo programu nie zrealizuję albo tworzenie jakiś chorych programów naprawczych, które i tak lądują w koszu albo w szafie. Masakra. Nauczyciele, uczcie się od lekarzy, pielęgniarek czy innych grup zawodowych, to zarobicie konkretna kasę a nie jałmużnę a Wy siedzicie cicho więc macie jak macie. Pracownik na kasie w markecie po gimnazjum (często wasz były uczeń) ma więcej pieniędzy na dzień dobry więcej niż nauczyciel po tylu latach studiów i pracy w szkole. Żenada; Nie ma nic co by przyciągnęło mnie do powrotu do pracy w szkole; ani jakaś konkretna kasa tylko jałmużna, ani stabilność (większość ofert to praca na zastępstwo lub część etatu); totalne zero atrakcji;

  7. Musi tak, bo jest. Jak i kiedy nauczyciele gimnazjów nauczą się rozmawiać z uczniami liceów? Matfiz rozumiem, ale polski?!

  8. Jakoś nie mogę się zgodzić z wizją „podwójnego rocznika” w pierwszych klasach LO. Nie po to nasza władza promuje szkoły branżowe(WCALE NIE ZAWODÓWKI!!!) aby nie miały te szkoły kandydatów.(Znajome anglistki po analizie przykładowych testów z angielskiego na koniec SP porównują je z obec
    ną maturą na poziomie podstawowym) Moim zdaniem poziom egzaminu po 8 klasie SP będzie tak wysoki, aby większość uczniów go mówiąc kolokwialnie- „uwaliła” i chcąc- nie chcąc trafiła do WCALE NIE ZAWODÓWEK. Jeśli zrobi się szum wśród zawiedzionych rodziców to zawsze w roli „chłopca do bicia” obsadzi się tych nierobów nauczycieli, a gdy to nie zadziała to dobra władza wprowadzi coś na kształt amnestii maturalnej- wzorzec już jest.

  9. bykx
    9 lutego o godz. 23:15
    Ty jako nauczyciel to pomyłka !!!
    Podziwiam nauczycielki, które przejmują się swoimi uczniami gdyż czynią to z powołania a nie „dla kasy”. Stawiani przez ciebie za przykład lekarze też w większości wybrali ten kierunek studiów „dla kasy” a nie z chęci pomagania ludziom.

  10. Gardzę tą partią, a rozwinięcie skrótu PO – „Partia Oszustów” jest jak najbardziej na miejscu. Tak, to oszuści. „Polityczne Obszczymury”. Zdrajcy Polski i Polaków, szwabskie sługusy, zdrajcy Wyszehradu z PO-.Platformę należy zdelegalizować jako obcą agenturę

  11. Do kaesjot
    Sorki, ale z chęci pomagania ludziom się nie wyżyje i nie wykarmi rodziny. Może jak ktoś jest singlem to za te ok. 1700-2000zł na rękę lub mniej na początku „kariery” w oświacie da radę przy rodzicach przeżyć ale jakby miał wynająć mieszkanie i płacić sam za wszystko, nie mówiąc już o utrzymaniu rodziny i swoich dzieci to jest jakiś cyrk i to jest właśnie pomyłka. Lekarze jakoś potrafili się zorganizować i połączyć powołanie z godnym zarobkowaniem. A nauczyciele??? Bierność i wierność ideałom powołania hihihihi. Która grupa zawodowa jest wystawiana na tyle hejtu i pośmiewisko w internecie??? Żadna, ani lekarze, ani górnicy, ani pielęgniarki, które niejednokrotnie odeszły od łóżek pacjentów i miały wszystko w nosie. W necie aż roi sie od artykułów typu „u nas zarobisz więcej w markecie niż jako nauczyciel”. Takie opinie i świadectwo sobie wystawiają sami nauczyciele swoim biernym zachowaniem ale tez baaaardzo słabymi zwiazkami zawodowymi, które niczym się nie interesują.

  12. No, cóż, bykx ma rację. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Wypruwasz sobie żyły, żeby Nowak nie trafił do poprawczaka, a Nowak trafia do poprawczaka. Twoja porażka. Ciebie oskarżą, nauczycielu. Tysiącpińcet tytułów będzie: „Gdzie była szkoła?!”, „Co robili nauczyciele?!”

    A nauczyciele, na przykład, w czasie, kiedy Nowak dokonywał rozboju z użyciem, siedzieli sobie spokojnie w knajpie przy piwie. Wieczorem, po 21:30. I co teraz?

  13. bykx
    Zgadzam się z tym, że zarobki nauczycieli są za niskie ale mój szacunek dla nich nie wynika z wysokości ich zarobków lecz z tego co robią.

  14. Całkowicie się też zgadzam. Ja mam szacunek do wszystkich ludzi, bez względu na ich zarobki czy wykonywany zawód. Krzywdzące jest jednak traktowanie nauczycieli przez innych jako nieroby czy inne epitety na ich ich temat. Nauczyciele jako grupa tak liczna (może zbyt liczna i dlatego tak jest???) nie potrafią się zorganizować i zgrać; nie potrafią mówić jednym głosem, jest w tej grupie tyle antagonizmów, wszystko im obojętnie i na szystko się godzą no bo jakże?? odmówią dzieciom lekcji czy zbojkotują egzaminy??? A dlaczego nie zrobić tego dla dobra całej grupy zawodowej i poprawy prestiżu??? Gwarantuję, że wtedy byliby więcej szanowani i doceniani niż teraz, kiedy potulnie i grzecznie zasuwają przy tablicy. Jak lekarze robią protesty to na baczność stają dyrektorzy szpitali i minister, aby sprostać wymaganiom lekarzy, bo ci od razu szantarzem odchodzą od łóżek pacjentów i mają wszystko w nosie; a nauczyciele???

  15. bykx
    Związki zawodowe, branżowe powinny działać niezależnie, poza zakładami pracy bo wtedy działacze bardziej będą dbać o interesy swych związkowców a nie będą mieli możliwości „smażenia konfitur” dla siebie.
    A poza tym jakieś 7-8% funduszu wynagrodzeń idzie na katechetów.
    To taki ważny dla kształcenia kadr niezbędnych do rozwoju gospodarki naszego państwa i dobrobytu społeczeństwa ?

css.php