Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

12.01.2015
poniedziałek

Rada pedagogiczna

12 stycznia 2015, poniedziałek,

Kończy się pierwszy semestr nauki w szkołach. Nauczyciele spotykają się na radach pedagogicznych, nieraz kilkudniowych i bardzo długich. Ktoś mógłby pomyśleć, że musi to tyle trwać, gdyż trzeba omówić postępy wszystkich uczniów. Niestety, o uczniach mówi się bardzo mało albo wręcz wcale.

W mojej szkole zaplanowane zostały dwa posiedzenia. Jedno długie, a drugie jeszcze dłuższe. Już sam plan zebrania budzi grozę, tyle jest rzeczy do omówienia. Groza jest tym większa, że o uczniach wiele się nie będzie mówiło. Głównym problemem dzisiejszej szkoły jest bowiem skuteczne administrowanie – budynkiem, zasobami ludzkimi i finansami. Uczeń jako człowiek jest tak mało ważny, że szkoda na niego cennego czasu.

Pamiętam czasy, kiedy rada pedagogiczna polegała głównie na omawianiu wyników poszczególnych uczniów. Wychowawca najpierw wyczytywał oceny zachowania, a nauczyciele wymieniali zalety bądź wady każdego ucznia, co zrobił, a czego nie zrobił. Było to męczące, ale człowiek miał poczucie, że jest wychowawcą. Obecnie mówi się o średnich, najczęściej średnich wynikach klasy i jej pozycji w szkole. Dziecko musiałoby chyba spalić szkołę, aby na posiedzeniu padło jego nazwisko. Liczby zastąpiły żywego człowieka.

Wielu kolegów próbuje porozmawiać o swoich wychowankach, ale ten styl kompletnie wyszedł z mody, więc ludzie nie podejmują rozmowy. Od nauczyciela wymaga się, aby ucznia opisał, sklasyfikował i zhierarchizował, wbił w odpowiednią ramkę i ustalił dla niego stosowne średnie, złożył na ręce dyrekcji liczne wydruki, a podczas rady nie przeszkadzał. Gadanie o uczniach to fanaberia, na którą współczesna szkoła nie może sobie pozwolić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Też uważam, że personalizacja wyniku nauczania, w postaci omówienia „wad i zalet każdego ucznia”, to dalece ciekawsze zajęcie belfra, niż bycie samemu poddawanym „administrowaniu zasobami ludzkimi”, co jest bardzo, ale to bardzo niedyskusyjne, na gruncie karty „i tentego, wicie, kolego”.
    Jest zasób – to ma być etat; jest etat – to i wadę czy zaletę przedmiotu omawiania się powiąże, z tym „co zrobił a czego nie zrobił” w związku z oceną zachowania (ta idzie na czele omówienia przecież) będąc inspiracją oceny …człowieka.
    Bynajmniej nie wyniku.
    To jest dyskusja! To pedagogika!
    Takie gadanie na pokojach o uczniach to nie fanaberia; fanaberia to liczby, czyli pieniądze, jakie się za to gadanie i jego skutki płaci, a więc, tak jak administrowanie zasobami ludzkimi – ma być dla władzy i płatnika tabu.
    Ach, ta pogarda władzy dla ucznia do liczb się sprowadza.
    Dobrze że nie do wzmiankowanego uczniom, jako zalecenie do omówienia – pożaru.
    Jest już jeden kabaret do pożaru nawiązujący, ale tam chodzi o pożar w burdelu.
    Pożar, w postaci podmiotowego i kompetentnego traktowania uczniów w etatowym rezerwacie pokoi gogicznych byłby już tylko groteskową farsą wobec oryginału.
    Oczywiście ze strony władzy, nie aktorów tęskniących za jego scenariuszem z minionych epok.
    Credo, że tylko na tablicy pisać grubo kredo.

  2. Urawniłowka i marnowanie mojego czasu nie jestem przedmiotowcem a muszę przebywać na tej radzie pedagogicznej i innych konferencjach choć i tak nie mam prawa głosu jedyne po co tam jestem to tylko po to, żeby podnosić rączkę w górę oraz zapewniać frekwencję.

  3. Ale kto was tak upupił? Przecież to rada decyduje o porządku swoich obrad.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @takei-butei
    Nieprawda – rada musi (ma taki prawny obowiązek!) zatwierdzić masę organizacyjnych dupereli. Z drugiej strony „czynniki zewnętrzne” zwracają uwagę na różne formalno-biurokratyczne kwestie w wielkiej ilości i stawiają stosowne wymagania, to dyrektor, jeśli dalej chce nim być, musi siłą rzeczy przekazać je nauczycielom. Tak jest w państwie prawa, ale powielaczowego, czyli Polsce … 😉

  6. belferxxx
    13 stycznia o godz. 10:07 243492

    Aha, mus to mus. Ale po co nazywacie się radą?

  7. @takei-butei
    Taka nowa świecka tradycja … 😉

  8. „dyrektor, jeśli dalej chce nim być, musi siłą rzeczy przekazać je nauczycielom”

    I najlepiej jak przeczyta te informacje osobiście, bo NIKT w radzie nie potrafi czytać, szkoda… A może zrobić stronkę z dokumentami do zatwierdzenia (zalajkowania)? Ale kto by tam potrafił formularz w HTML-u stworzyć, jak nikt nie potrafi czytać, tylko dyrektor.

    Takie posiedzenie nazywa się „seks nauczycielski” – p..lą kilka godzin i nikt d..ą nie rusza. Grunt, że potem można się pochwalić , ile to roboty mamy w szkole. Narady… po kilka godzin. Jeden czyta, reszta słucha- chociaż w teczuniach na dyplomowanego nikt nie znajdzie opisu takiego sposobu przekazywania informacji – podobne jest passe.

  9. U mnie w szkole rozmawiamy o uczniach… na szczęście.Nie muszą podpalać niczego jak Herostrates; robią inne, równie uciążliwe rzeczy.
    Jest o czym dyskutować, czyli gadać.
    Pozdrawiam brać nauczycielską.

  10. @CaRdeN
    To dyrektor „z konkursu” decyduje o formie przekazywania i o tym ile tych rad i o czym oraz minister, a nie nauczyciele. Postaw się swojemu szefowi najpierw i czekamy na informację kiedy się ciebie pozbędzie. Na prawo możesz nie liczyć – zawsze można podwładnego zmusić do odejścia z własnej woli – od tego jest cwany mobbing … 😉

css.php