Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

18.03.2014
wtorek

Szkolenie metodą Lego-Logos

18 marca 2014, wtorek,

Otrzymałem propozycję zorganizowania na terenie szkoły warsztatów kreatywności prowadzonych metodą Lego-Logos. Zapytałem organizatorów, kogo chcą przeszkolić: uczniów czy nauczycieli? A komu bardziej potrzebna jest kreatywność: belfrom czy dzieciakom?

Zapytałem paru nauczycieli, czy wzięliby udział w takim szkoleniu. Usłyszałem, że nie teraz, gdyż obecnie nie mamy czasu na zabawę. Niedługo matura (info o warsztatach tutaj).

Nadal więc nauka nie jest utożsamiana z zabawą. Dzieli je przepaść. Jak się uczymy, to nie możemy się bawić. Do nauki trzeba powagi. Szczególnie w szkole.

Także uczniowie mają opory. A czy nie jesteśmy za starzy na klocki? To chyba metoda adresowana do dzieci z podstawówki. Młodzież boi się ośmieszenia.

Uczniom można narzucić udział w warsztatach, ale co powiedzą na to rodzice? Obawiam się, że mogą zaprotestować. Już teraz niektórym nie podoba się, że szkoła zamiast przygotowywać do matury, organizuje wyjścia do teatru.

Komu potrzebna jest zatem kreatywność i kto ma tyle poczucia humoru oraz dystansu do samego siebie, że zechce wziąć udział w warsztatach Lego-Logos? Uczniowie czy nauczyciele? My czy Wy? Ja czy Ty?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 26

Dodaj komentarz »
  1. „Około półtorej godziny (można wybrać sobie godzinę uczestnictwa).
    (…)
    Jak wyglądają takie warsztaty? Każdy z uczestników otrzymuje krótki tekst filozoficzny do interpretacji. Jego zadaniem jest stworzyć budowlę z klocków Lego na podstawie tego tekstu ? jego własną interpretację. Następnie cała grupa zasiada przy wspólnym stole i po kolei omawiana jest każda praca.”
    Dopasuję się do zwykłej „seriozności” Gospodarza na tym blogu i powiem, po głębokim przemyśleniu i dłuugim zastanowienu nad tym, co właśnie przeczytałem: O k…!

    Całe szczęście, że:
    „Czy warsztaty są bezpłatne? Tak.”
    Czytaj: Unia zapłaci, czyli komuna, czyli nikt. Wszystko po staremu.

    „co powiedzą na to rodzice? Obawiam się, że mogą zaprotestować. Już teraz niektórym nie podoba się, że szkoła zamiast przygotowywać do matury, organizuje wyjścia do teatru.”
    Na 100% jest to kolejny kwiatek z lokalnej filozoficzno-polonistycznej łączki. Tak częściowa prawda, że aż nieprawda.
    W moim liceum były różne klasy. Nie było – w teorii – żadnej humanistycznej. Był za to – w opinii wielu osób; nauczycieli, rodziców i uczniów – zdrowo stuknięty polonista-teatrolog.
    Który terroryzował szkołę ganiając wszystkich, chcieli czy nie chcieli, na wszystkie przedstawienia teatralne w mieście i w większych miastach Polski. Paszportów łatwo nie dawali wtedy, bo pewnie kazałby jeździć i po całej Europie.
    Nie wszyscy chcieli uczyć się teatrologii u stukniętego teatrologa-terrorysty. Niektórzy woleli biologię, chemię, fizykę lub matematykę. Szkołę wybrali, bo pisało „liceum mat-fiz”. Klasę wybrali bo pisało „klasa mat-fiz”. W dupie mieli, że poprawniej jest powiedzieć „było napisane”.

    Gospodarz nic nie pisze o tych motywach rodziców. Ja z doświadczenia przypuszczam, że to rodzice mogą mieć rację a nie Gospodarz.
    Gospodarz może być pazernym na forsę tchórzem, który tylko wtedy się związkowo pieni, kiedy mu kasiorę miasto zabiera klasy likwidując źródełko dochodów. Gospodarzowi nie starcza jaj na zorganizowanie głośnych w Polsce protestów nauczycielskich mających na celu reformę metod egzaminacyjnych i klasyfikacyjnych/promujacych uczniów na studia. Gospodarz woli pisać kawałki robiące idiotów z rodziców.

    Rodzice nie są antyteatralnymi troglodytami. Oni tylko, podobnie jak ich dzieci, próbują dopasować się do debilnego systemu naboru na studia, jaki obowiązuje w pszenno-buraczanej. Gdyby egzaminy i matury premiowały wiedzę o teatrze i inteligencję to rodzice nie protestowaliby przeciwko chodzeniu do teatru. Gdyby wszyscy chcieli iść na filologie czy filozofie – byłoby podobnie.

    A jak ktoś chce na elektronikę to musi stukać fizykę i matematykę i angielski i ma, na 5 minut przed maturą, głęboko w dupie to, co się dzieje na teatralnej scenie. Zamiast gołej Iwonki, księżniczki ma do woli golizny na internecie. To już nie te czasy.

    Bardzo przykre jest czytanie takich wpisów. To nie rodzice są nieracjonalni i głupi. To system i tchórzliwy Gospodarz.

    W przypadku gdybym nie połapał się i nie złapał jakiejś głęboko ukrytej i znaczeniowo bogatej ironii – przepraszam bardzo za mój prymitywizm i życzę miłego życia wśród równie sofistykowanych układaczy przedmaturalnych kloceczków.

  2. Tak, po co komu kreatywność, byle wryć do matury, dostać się na studia, tam też wryć, a potem na bezrobocie, bo papierki nic nie dają, a się nic użytecznego nie umie i na czym się nie zna
    PS Wpisy z bluzgami można by usuwać, to nie forum onetu

  3. @Gospodarz
    1.Co się będziemy oszukiwać – tu nie chodzi o żadną kreatywność tylko promocję klocków LEGO… 😉
    2.Czemu ma zachwycać jak nie zachwyca! Nie każdy takie zabawy lubi, jest wiele form kształtowania kreatywności jak ktoś odczuwa taką potrzebę! Na dodatek niekoniecznie przed maturą … 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przemyślenia na temat edukacji w naszym kraju? Decydenci do roboty. Zmieniać rzeczywistość, a nie siedzieć w papierach !!!

    Wydaje mi się, ze jedynym dobrym sposobem na poprawę poziomu edukacji w kraju jest przywrócenie prawdziwych egzaminów do szkół średnich i na studia oraz przywrócenie nauczania wszystkich przedmiotów ogólnych w całym okresie nauczania w szkole średniej. Prawdziwych egzaminów w takim sensie, że wynik egzaminu przesądza o możliwości uzyskania prawa do edukacji na wyższym poziomie.

    Dziś uczniowie nie mają prawie żadnej motywacji do nauki. Utopią jest myślenie, że u młodego człowieka (dziecka) można wykształcić chęć do zdobywania szeroko pojętej wiedzy bez jakiegokolwiek przymusu. Nie można liczyć na to, że kilku lub kilkunastoletnie dziecko zrozumie, że zdobyta w szkole wiedza pomoże mu lepiej, godniej żyć. Tym bardziej jest to trudne, zważywszy na to, co dzieje się na rynku pracy. Nadmiar ludzi z tzw. ?wyższym? wykształceniem powoduje, że nie zdobywają oni upragnionych prestiżowych miejsc pracy, a wręcz przeciwnie zasilają szeregi bezrobotnych. Tłumaczenie młodzieży, że zdobywanie wykształcenia ułatwi im przyszłe życie jest więc bezpodstawne. Nie będę tłumaczyć dlaczego taki nadmiar ludzi ?wykształconych? istnieje w naszym społeczeństwie, bo wszyscy znają przyczynę takie stanu rzeczy.

    Dobry nauczyciel może, mimo to, próbować budować w młodym człowieku tzw. ?głód wiedzy?. Jest to jednak bardzo trudne w sytuacji, gdy ma się w klasie trzydzieścioro dzieci i pracuje się na dwóch etatach, często w dwóch szkołach. Nie głupim był ten, który wymyślił, ze nauczyciel powinien mieć nie więcej niż 18 godzin dydaktycznych. Innym problemem jest to, jak wykorzystuje pozostały czas pracy? ale to temat na odrębną dyskusję.

    ZaMożna też liczyć na mądrość rodziców, którzy potrafią swoim pociechom wytłumaczyć potrzebę zdobywania wiedzy. Bądźmy jednak realistami! Iluż jest takich rodziców, którzy chcą i potrafią to zrobić? Ciągła pogoń za pracą i pieniędzmi sprawia, że cały ciężar edukacji, a często i wychowania spada na szkołę. Stąd coraz częściej słyszy się głosy za tym, by uczniowie nie mieli zadawanych żadnych prac domowych, bo to obciąża przede wszystkim rodzica, który czuje, że powinien dopilnować wykonania tych prac. Zmęczony, sfrustrowany coraz rzadziej ma na to ochotę.

    Zastanówmy się dlaczego młody człowiek miałby się uczyć? W początkowym okresie edukacji nie rozumie potrzeby rozwoju umysłowego, gdyż jest na to za młody. Szkoła tez nie bardzo ?naciska?? Dziecka nie można ukarać za brak pracy domowej, za brak zeszytu, nie wystawia się jednoznacznych ocen negatywnych za postępy w nauce itp. Nie można bez zgody rodzica pozostawić ucznia w klasach 1-3 w przypadku gdy dziecko nie poradziło sobie z przyswojeniem minimum wymaganych treści. Nie daje się szansy wyrównania tych braków. Rzadko który rodzic dobrowolnie zgodzi się na powtarzanie klasy przez jego pociechę. Fałszywy wstyd przed znajomymi, rodziną powoduje, że rodzice niechętnie decydują się na takie rozwiązanie. Praktyka jest więc taka, że niedouczone dzieci przechodzą do kolejnych klas i mają coraz większe trudności, które nawarstwiają się w kolejnych etapach edukacji, bo inaczej być nie może. Nauczyciele mają też ogromny problem. W jaki sposób pracować z grupą, w której część dzieci, z powodu braków z poprzedniej klasy, nie jest w stanie zrozumieć przekazywanych im treści? Nad czym mają się skupić? Nad pracą z tymi słabszymi, czy być może pracować z pozostałymi dziećmi, zaniedbując te z brakami? Najczęściej bywa tak, że próbują to jakoś pogodzić i po prostu obniżają częściowo wymagania. Skutkuje to niestety obniżeniem poziomu nauczania uczniów zdolnych. A na to jako cywilizowany naród nie powinniśmy sobie pozwolić! Natomiast zaniedbywanie dzieci mniej zdolnych lub z brakami w edukacji będzie poszerzać tzw. ?margines społeczny?, a to generuje, jak wiemy, określone problemy w społeczeństwie.

    W szóstej klasie szkoły podstawowej uczeń zdaje egzamin, który ma dać informację o dotychczasowych osiągnięciach edukacyjnych ucznia. I co się dzieje, gdy okaże się że te osiągnięcia są marne? Nic. Zupełnie nic. Uczeń przechodzi dalej do gimnazjum. Tam opisane wyżej problemy nawarstwiają się. Dochodzą do tego trudności związane z wiekiem dojrzewania, ze zmianą szkoły i środowiska i w efekcie mamy dobrze już nam znany, całkiem poważny problem społeczny.

    Wraz z trudnościami w nauce w gimnazjum pojawiają się trudności wychowawcze, z którymi nauczyciele przestają sobie radzić. Częstą praktyką jest tzw. ?wypychanie? trudnych wychowawczo uczniów metodą: ?szybciej skończy szkołę, to szybciej będziemy mieć go z głowy?. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak wpływa to na pozostałe dzieci.

    Nauka w gimnazjum kończy się również egzaminem. Egzaminem, którego wynik nie stanowi kwalifikacji do kolejnego etapu edukacji. W dobie niżu demograficznego tylko nieliczne szkoły średnie mogą pozwolić sobie na rekrutację z prawdziwego zdarzenia. Większość szkół musi przyjąć każdego ucznia, który zgłosi się do niej. Mało tego, szkoły praktycznie ?biją się? o uczniów. Organizowane są tzw. targi edukacyjne, mające na celu przyciągnąć jak największa liczbę kandydatów do danej szkoły. Trwa walka o miejsca pracy dla nauczycieli, którym nowa reforma edukacyjna ograniczyła bardzo mocno liczbę godzin pracy i jedyna nadzieja w tym, że w szkole będzie duża liczba uczniów, a co za tym idzie duża liczba godzin do przydziału. Do szkół średnich trafiają więc uczniowie, którzy jeszcze kilkanaście lat temu, nigdy nie mieliby szans znaleźć się w nich. Siłą rzeczy poziom w tych szkołach znacząco ulega obniżeniu!

    Przywrócenie egzaminu do szkół średnich lub wprowadzenie takich regulacji prawnych, które spowodują, że niezdanie egzaminu po szkole podstawowej, czy egzaminu gimnazjalnego skutkuje powtarzaniem ostatniej klasy w danym etapie edukacyjnym mogłoby znacznie poprawić sytuacje w edukacji Polaków.

    Perspektywa niezdanego egzaminu uruchomi u uczniów i ich rodziców myślenie o konsekwencjach z tym związanych, myślenie o straconym czasie, o dodatkowych nakładach finansowych, o niemożliwości osiągnięcia zamierzonych celów edukacyjnych itp. Śmiem twierdzić, że u dzieci pojawi się znacznie większa motywacja do systematycznej nauki , a rodzice w większym stopniu zaangażują się w proces dydaktyczno-wychowawczy szkoły.

    Niezdany egzamin gimnazjalny ponadto uświadomi uczniowi i jego rodzicom, że dziecko niekoniecznie poradzi sobie w liceum czy technikum i należałoby pomyśleć o szkole zawodowej.

    Szkoły zawodowej nie należy oczywiście traktować jako zło konieczne. Jest wiele ciekawych zawodów, które można uprawiać całe życie z ogromna satysfakcją z wykonywanej pracy. Tym bardziej, że już całkiem niedługo okaże się, iż dużo łatwiej jest znaleźć pracę dobremu fachowcowi np. hydraulikowi niż magistrowi od zarządzania. Szkołę zawodową można potraktować jako ten etap w którym nie tylko zdobywa się konkretny zawód, ale również wyrównuje się braki edukacyjne na tyle, że możliwa staje się nauka w szkole średniej, a później nawet na studiach.

    Dotychczasowe rozwiązania spowodowały praktycznie upadek szkolnictwa zawodowego.

    Który młody człowiek wybierze szkołę zawodową, kojarzącą się z praca fizyczną w przyszłości, jeżeli może wybrać bez problemu szkołę średnią? Tym bardziej, że nikt mu za bardzo nie uświadamia jego braków edukacyjnych. Przechodzi przecież bez większych problemów z jednego poziomu edukacji na drugi. Nie rozumie jakie niekorzystne procesy zachodzą w polskich szkołach i żyje w przekonaniu, że radzi sobie całkiem nieźle z nauką, bo przecież zdaje z klasy do klasy. W takiej samej błogiej nieświadomości żyje większość rodziców.

    Na domiar złego nowa reforma edukacyjna zakłada, że cała edukacja ogólna ma się odbywać praktycznie w gimnazjum. W średniej szkole, w klasie pierwszej edukacja ta znajduje swój finał.

    Mając lat 16 młody człowiek, musi zdecydować czym będzie zajmował się przez całe życie wybierając tzw. ?rozszerzenia? czyli przedmioty w których będzie kształcić się w kolejnych klasach. Od tego wyboru będzie zależał kierunek studiów, który będzie mógł wybrać. Brak egzaminów na studia, powoduje, że nie daje się mu szansy na edukację własną. Musi do egzaminu maturalnego wybrać te przedmioty, które obowiązują na danej uczelni. Jeżeli w klasie trzeciej liceum zdarzy się, że właśnie zaczęła interesować go chemia i chciałby pójść na studia chemiczne, to okaże się to nie możliwe bo będąc w klasie pierwszej podjął decyzję, że będzie uczył się w zakresie rozszerzonym geografii a nie chemii. Jego edukacja chemiczna skończyła się praktycznie na poziomie gimnazjum, wtedy, kiedy jeszcze nie bardzo wiedział co go tak naprawdę interesuje. Innym problemem jest fakt, że na poziomie gimnazjum, wiedza matematyczna ucznia jest zbyt wątła by zrozumieć większość procesów chemicznych czy fizycznych. Nie ucząc się chemii w kasie drugiej i trzeciej liceum po pierwsze nie ma szans odkrycia swoich zainteresowań, a po drugie nie ma szans zdać egzaminu maturalnego z chemii ( wyłączając pojedyncze, szczególnie uzdolnione jednostki, które są w stanie same się kształcić). Zatem jego droga na studia chemiczne została zamknięta w klasie pierwszej. Pewnie, ze jest możliwość uzupełnienia egzaminu maturalnego z chemii w kolejnych latach, ale proszę mi powiedzieć ilu uczniów zdecyduje się na odłożenie studiów w czasie, gdy wszyscy jego koledzy idą na studia zraz po maturze?

  6. Innym problemem stanie się rodzaj przedmiotów wybieranych na tzw. ?rozszerzenia?. Nie ma już praktycznie szkół zawodowych. Kwitnie tzw. edukacja ogólna. Zwi ązane jest to również z obniżeniem poziomu edukacji, o którym pisałam wcześniej, szczególnie edukacji matematycznej. Nauka w technikach a później na politechnikach wymaga niestety pewnego poziomu wiedzy matematycznej. Wbrew pozorom dzisiejsi uczniowie są świadomi swoich braków w tej dziedzinie. Nie wybierają więc techników i poźniej szkół politechnicznych. Z kilka lat inżynier będzie w Polsce na wagę złota.

    Wykładowcy na politechnikach bija na alarm. Poziom wiedzy matematycznej jest zastraszająco niski. Będzie jeszcze gorzej. W liceach uczniowie będą wybierali przedmioty humanistyczne, gdyż nauka ich jest łatwiejsza ( w rozumieniu ucznia). Uczelnie będą przyjmowały coraz słabiej wykształconych matematycznie studentów ponieważ nie przeprowadzają egzaminów weryfikujących. Podstawą do przyjęcia jest egzamin maturalny, który z założenia ma być łatwiejszy, bo w pewnym czasie decydenci stwierdzili , że ma wzrosnąć liczba ludzi z dyplomem szkoły średniej, ale niekoniecznie lepiej wykształconych. Żeby ten cel osiągnąć , postanowiono obniżyć wymagania na egzaminie maturalnym. Jak zwykle liczy się ilość a nie jakość.

    Szybkimi krokami zbliża się era ?Idiokracji?!

    Niestety nic nie wskazuje na to, aby ten stan rzeczy zmienił się. Wprowadzenie ponownie egzaminów do szkół średnich i na studia wiązać się będzie ze zmniejszeniem liczby uczniów i studentów, a co za tym idzie liczby etatów w szkołach i na uczelniach. A każdy żyć chce?

    Przepraszam za nieco chaotyczny wywód, ale postanowiłam nie poprawiać tego co napisałam, bo znając siebie w końcu, po dłuższych przemyśleniach zrezygnowałabym z tej publikacji ..

  7. Nauka jako zabawa – czemu nie? Zawsze jestem za tym, problem jedynie w tym aby ta zabawa była wpleciona w cały system edukacji. @”w czym problem” słusznie zwraca jednak uwagę na niedopasowanie proponowanej wyżej zabawy do całości. Organizowanie tak od sasa do lasa jaskichś nagłych „fajniackich” szkoleń ma w sobie znamiona „takiego tralala” – jak skomentował pewien pedagog kolejny świetny pomysł ministra edukacji. Nie ma się więc co dziwić, że opory mają już nie tylko nauczyciele (bo można powiedzieć że to stare wapniaki), ale także uczniowie. Poza tym, jakie perspektywy na naszym rynku pracy mają kreatywni ludzie w swej masie? Profesor Czapliński – ten od „Diagnozy społecznej” powiedział, że tak naprawdę polski rynek pracy wcale nie poszukuje tak wielu kreatywnych. Cecha ta bardziej może się przydać w USA czy w Niemczech, gdzie rzeczywiście tacy ludzie są w pełni wykorzystywani i doceniani. W Polsce bardziej liczą się ci, którzy skrupulatnie potrafią wykonywać polecenia i szybko uczą się procedur.

  8. @belferxxx 18 marca o godz. 21:32
    1) Co się będziemy oszukiwać – jakakolwiek byłaby to metoda – entuzjazm byłby podobny.
    Przypadkowo miałem ostatnio styczność z programem unijnym, w ramach którego odbyły się m. in. warszaty z zakresu kreatywności (bez lego). Osoba prowadząca (która pracowała wcześniej z bezrobotnymi, menagerami, podopiecznymi MOPS, młodzieżą zdolną i nie tylko) stwierdziła po zajęciach, że z podobnej grupy jeszcze nie spotkała; jedyna aktywność uczestników polegała na dowodzeniu, że kreatywność jest w szkole niepotrzebna, nie ma sensu, niemożliwa oraz pytaniach: „kiedy skończymy” i „kiedy będą zaśwaidczenia”.
    2) Żeby odczuwać potrzebę rozwoju w jakiejś dziedzinie, trzeba mieć z tą dziedziną cokolwiek wspólnego. Jak ktoś nie wie co to jest ułamek i do czego, nie będzie „odczuwał potrzeby” umiejętności sprowadzania do wspólnego mianownika na przykład.
    2:3)Zaryzykuję stwierdzenie, że równie fatalny byłby termin we wrześniu (bo początek roku), w lutym (bo ferie), w listopadzie (bo pada), w maju (bo wycieczki) i tak (kreatywnie) dalej.

  9. @ gyubal wahazar

    Jednym z wielu pytań wyzwalających kreatywność , jakie zadaje się kandydatom do podjęcia pracy, jest coś w rodzaju:
    „podaj jak najwięcej sposobów wykorzystania brzytwy” (nożyczek, długopisu czy szczoteczki do zębów)…
    Niestety, żaden z rekruterów, zadających takie pytanie kandydującej do fryzjerstwa małpie, nie przeżył.
    Na szczęście klocki lego mają tępe krawędzie, jest więc szansa przeżycia dla organizatorów treningu.
    Pozdrawiam 😉

  10. @gyubal wahazar
    Interesowałem się kreatywnością i uczestniczyłem w różnych takich warsztatach! Ale to był mój wybór i warsztatu i prowadzącego i tego, co miał do zaoferowania. Natomiast w warsztatach zakupionych na zasadzie „kotlet raz” mógłbym uczestniczyć wyłącznie pod przymusem – prymitywna, schematyczna oferta i byle jak podszkolony prowadzący to w Polsce standard gdy warsztaty/szkolenia zamawiają za publiczne(unijne!) pieniądze urzędasy … 🙁

  11. AAn-l, moim zdaniem napisałaś bardzo dobry tekst trafnie odzwierciedlajacy nastroje wśród rodziców, uczniów i w pokojach nauczycielskich. Oby ktoś rzadzący polską oświatą zechciał wysłuchać takich celnie sformułowanych diagnoz, płynacych nie tylko z Twojego wystąpienia. Tylko czy ci, ze szczytu schodów, jak pisał poeta, mają dobry słuch, czy tylko cechują się dobrą znajomościa ortografii, co sugerował nam Gospodarz w poprzednim wpisie?

  12. Eltoro
    Powinieneś wiedzieć ,że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
    ciekawa jestem jakby twóje logiczny wywód wyglądał gdyby rekruterem okazała się małpa,a rekrutem ……
    albo gdyby nastąpiło spotkanie dwóch małp:)
    profesjonalny rekruter posiada wiedzę na temat prawidłowości rozwojowych (w tym przypadku małp) i opowiednio przygotowuje polecenie, żeby nie zrobić sobie krzywdy:)

  13. Eltoro
    rekruter często chciały aby małpa małpowała czyli udzielała wg rekrutora’ własciwych ‚odpowiedzi (-wiedza) ,małpa może takiej wiedzy nie posiada, ale niektóre z małp( moze się tak zdarzyć ,że myślą logicznie) np na wywód rekrutora,że: malpa powinna poruszać się po drzewach zręcznie,i przeskakiwać na gałęzie oddalone o więcej niż 10 m,może odpowiedzieć: a po co jej ta umiejętność skoro w zoo mieszka:)
    małpa niby głupia, a …….:)
    reasumując rekruter powinien być profesjonalistą

  14. Ej, no! Wszyscy są „na nie”? Gdyby gdzieś bliżej – poszłabym na te klocki 😉 Tylko do czego taka umiejętność mi się przyda? Jakieś pomysły? Bo mi już kreatywności zabrakło 😉 Oprócz tego, że będę mogła bawić się z dziećmi „na poziomie” (teraz umiem tylko mur) 😉

  15. Człowiek się staje bardziej perfekcyjnym, zdolniejszym, dokładniejszym i wrażliwszym, dzięki uwagom krytycznym.

    Jestem wdzięczna za współpracę panu Chętkowskiemu i Dyrekcji szkoły, w której on naucza. Jeśli macie Państwo ochotę chłodno i obiektywnie ocenić powody mojej wdzięczności, proszę czytać dalej. Jeśli nie, proszę ominąć mój post podczas lektury komentarzy.

    Próbujemy zorganizować LEGO LOGOS ŁÓDŹ od prawie roku. A jest nas tylko troje. Studentów. Najzwyklejszych w świecie. Naszym celem było i jest zdobycie doświadczenia po tym, jak uzyskaliśmy tzw. papierek – zaświadczenie o ukończeniu kursu licencyjnego. Tego pragnęliśmy i pragniemy nadal – praktyki. Idea była i jest prosta – my pracujemy za darmo, zdobywamy doświadczenie, a dzieciaki lub/i młodzież (tudzież inna grupa wiekowa uczestników) robią coś kapitalnie Innego niż w szkole/pracy/urzędzie/czasie wolnym.

    Wbrew pozorom Inne nie polega na zabawie klockami. To próba podjęcia filozoficznego wysiłku, próba wykonania trudnej (jeśli nie najtrudniejszej) pracy – intelektualnego samodoskonalenia się.

    Po co komu jakieś warsztaty kreatywności z klockami, kiedy matura, kiedy zaraz studia, kiedy egzaminy i papiery, litości! Odpowiem – właśnie dlatego, właśnie z tych powodów LEGO LOGOS ŁÓDŹ są potrzebne. Obnażają wszystkie słabości systemu szkolnictwa, które zostały opisane powyżej przez Komentujących. Testologię, manię zakuwania wszystkiego na blaszaną pamięć (po egzaminie wyrwani do odpowiedzi uczniowie i uczennice odpowiadają charakterystycznym dla blachy echem) i przeciążenie szczegółowymi, wręcz encyklopedycznymi wiadomościami. Uczennice i uczniowie, którzy stykają się z Lego – Logos po raz pierwszy często są zaskoczeni Innością zadania, które przed nimi stoi. Jak to? Mam zbudować coś… własnego? Poza schematem? Bez klucza odpowiedzi? Radośnie mogę odpowiedzieć – tak, właśnie tak! Twoim zadaniem jest teraz próba artykulacji Twojego stanowiska. A to pobudza do zastanowienia się nad pytaniem – jakie mam zdanie na ten temat?

    Lego – Logos uświadamia uczestnikom ich własny światopogląd. Odsłania ich zaplecze intelektualne. Takie warsztaty są wręcz niezbędne w edukacji podmiotów wyborczych, społecznych, kulturowych etc. Analogicznie owe warsztaty są kompletnie niepotrzebne w tresurze zawsze posłusznych, idealnie urobionych, a więc wymiennych jednostek pracowniczych.

    Za LEGO LOGOS ŁÓDŹ nie zapłaci Unia (czyli nikt), ale Urząd Miasta Łodzi (czyli my wszyscy). Zapłaci wyłącznie za narzędzie pracy. Żaden z warsztatowców nie dostanie za to nawet złotówki. Nie zostaną mu zwrócone żadne koszty (dojazdów czy telefonów) a za pracę w wymiarze godzin pełnego etatu musi mu wystarczyć satysfakcja, że po kompletnym braku zainteresowania jego determinacja wreszcie wydaje plon.

    Za co jestem wdzięczna naszym partnerom projektu? Za równy naszemu entuzjazm, otwartość na Inne i życzliwe podejście do sprawy. Za to, że wysiłki moje, mojej Koleżanki i mojego Kolegi nie idą na marne. Za to, że cała nasza praca zaowocuje doświadczeniem i wiedzą.

    Na koniec ciekawostka. Czy wiecie Państwo, że jedną z pierwszych czynności, którą podjęła komunistyczna władza wkrótce po wojnie było wyrugowanie filozofii ze szkół? Zrobiono to, ponieważ filozofia uczyła krytycznego i logicznego myślenia. Narcystyczny komunizm nie potrzebował kreatywnych i krytycznych jednostek, nawet ja, dziecko III RP to wiem. Nie traktował filozofii jako eteryczną naukę o niczym, wręcz przeciwnie, traktował ją jako realne i poważne zagrożenie. Hm, moim zdaniem słusznie. Filozofia, która wciąż pyta motywuje do samodzielnego myślenia. I odpowiedzialności za swoje czyny i słowa.

  16. @współorganizatorka bla bla bla
    >Na koniec ciekawostka. Czy wiecie Państwo, że jedną z pierwszych czynności, którą podjęła komunistyczna władza wkrótce po wojnie było wyrugowanie filozofii ze szkół?<
    I wprowadziła ją, obowiązkowo, na wszystkich kierunkach wszystkich uczelni bo należała do propagandowej bazy systemu – miał mieć naukowe (filozoficzne!) źródła … 😉
    Z czego dokładnie nic dla filozofii nie wynika – dziś jest po prostu, dla nauk ścisłych i przyrodniczych, intelektualnym rupieciem, którego bezwartościowość wykazał eksperyment Sokala, a ładne porównanie do puszki i jadącego samochodu nauki dał noblista Feynman … 😉

  17. Kreatywność. Ponad pół wieku ma legenda o upartym studencie, który poproszony o podanie sposobu pomiaru wysokości budynku za pomocą barometru, wprawdzie udzielił nawet kilku poprawnych odpowiedzi, ale jak ognia unikał podania rozwiązania, którego jak łatwo było zgadnąć oczekiwał pytający profesor.
    Takimi anegdotkami można bawić się w gronie, w którym już wszyscy mamy sensowne dyplomy. W gronie uczniaków jest to strata czasu. Najpierw podstawy, oczywiście nauczane tak, aby nie zatłuc zainteresowania dalszą, samodzielną nauką, a potem kreatywność. Chłopczyk, który podobno jako jedyny w pytanej grupie wiedział jak za pomocą młotka i sznurka wydobyć piłeczkę pingpongową z dna rury o długości pół metra i wmurowanej pionowo w podłogę (nasiusiać do rury) nie jest dobrym doradcą w życiu zawodowym.

    Klocki Lego i opowiadanie o emocjach dobre są jak mamy masę czasu i raczej w szpitalu, dla mocno chorych. Ciężko zestresowanych.

    Normalny, współczesny uczeń „zwykłymi” klockami Lego, o ile miał wystarczająco zamożną rodzinę, bawił się w dzieciństwie. Nastolatek powinien już programować zestawy Mindstorms 2.0 Piszę z pamięci, więc nie wiem, jaki numerek teraz jest najnowszy. Moje dzieci zaczynały od Mindstorms ver. 1. Książki o wielu powstałych przy okazji współpracy między MIT a Lego językach programowania wysyłałem moim dzieciom kilkanaście lat temu. Nie w 2014. Kreatywność zobaczyłem natychmiast po rozpakowaniu podchoinkowego prezentu. Ponieważ czytanie angielskiej instrukcji było „niefajne” pierwszy robot został złożony „na pałę”, czyli „z głowy”, skutkiem czego były wątpliwości, jak ustawić polaryzację fotoczujnika, dyktującego drogę robotowi. Zmuszony napotkanymi trudnościami syn przeczytał instrukcję i dowiedział się, że zalecają tam ułożenie na podłodze arkusza białego paperu z namalowaną czarnym flamastrem linią – drogą robota. Prychnął, powiedział, że to głupie, przestawił polaryzację fotoczujnika na przeciwną, zgasił światło w pokoju i włączył latarkę.
    Robot poszedł za plamą światła na podłodze jak pies przy nodze.
    Takich drobnych pomysłów było do końca jeszcze tego wieczoru kilkanaście.

    Układanie klocków Lego aby o tym opowiadać w dobie, gdy można je programować to albo pomysł idioty albo wydrwigrosza, albo terapeuty dla osób mocno nadwyrężonych psychicznie.

    Pomijając nawet stracony czas przed maturą. Zgoda, dla niektórych każdy czas jest stracony, przed czy po maturze.
    Każdy też zna (powinien znać) swoje ograniczenia i swoje dzieci.
    Ja nie czuję się na siłach zalecać dziecku podejmowania prób utrzymania się za pomoca malowania obrazów. Być może błąd. Chociaż w podstawówce miałem tyle nagród za prace z plastyki, że ich kompletnie nie ceniłem. To jest moje ograniczenie. Nie zalecałem pójścia w kierunku humanistycznym z identycznych powodów jak z plastyką. To tez mógł być błąd, nie wypieram się.
    Jak ktoś jest na tyle odważny, że poleci dziecku studiowanie filologii albo filozofii to jego sprawa. Tak czy tak, nie wydaje mi się, aby ktoś powaznie podchodzący do nauki w szkole średniej miał czas na głupotki z układaniem klocków Lego.

    Jest milion lepszych pomysłów na spędzanie czasu. Np. podjęcie próby rozjaśnienia sobie głowy na temat wyboru studiów czy przyszłego zawodu. Można pójść na wykłady czy inne zajęcia na kierunku, o którym „myślimy” i przyjrzeć się, co tam robią. Można pójść do jakiegoś zakładu pracy i spóbować zobaczyć/dowiedzieć się, jak tam ludzie zarabiają na życie. Chyba wszystko, tylko nie układanie staroświeckich kloceczków. Zresztą akurat Lego, czyli klocki o z góry zdefiniowanych wymiarach, kształtach, których nie można zmienić, kolorach zabijających wyobraźnię swoją „gotowością” i „oczywistością”, swoim powielaniem filmowych historyjek, są w moim pojęciu bardziej kreatywność zabijające aniżeli rozwijąjące.

    Na koniec, aby z klocków Lego ułożyć/zbudować coś innowayjnego, ciekawego, – potrzeba czasu. Głupie pól godziny, czy nawet cała godzina to idiotyzm. Aby to miało jakiś sens trzeba mieć czas na uspokojenie myśli, na zastanowienie, na zatopienie się w tym, co robimy.

    Jak ja mam coś zrobić na chybcika to zrobię z klocków Lego mały pojemniczek i do niego nasiusiam.

  18. @ Magda, 19 marca o godz. 14:19

    Kreatywność nie polega na udzielaniu spodziewanych odpowiedzi, ale na pokazywaniu oczekiwanych zdolności w sposób nieoczekiwany.
    Serdecznie polecam.

    PS
    Profesjonalny rekruter rozpoznaje małpę udającą fryzjera po włosiu; przed, a nie po rozmowie. Siła edukacji 😉

  19. @ Współorganizatorka LEGO LOGOS ŁÓDŹ
    „…Obnażają wszystkie słabości…uświadamia uczestnikom ich własny światopogląd. Odsłania ich zaplecze intelektualne…”

    Tak na marginesie.
    Ostatnie zacytowane zdanie odsłania cel tak mało ambitny, że aż osiągalny bez wysiłku 😉
    Pokazywanie komuś niezdolności to mało motywujący cel edukacyjny.
    Pokazywanie niezdolności opłacanej przymusowo z podatków, to powód Państwa kłopotów z zarobkowaniem pod egidą edukacji.
    Życzę transgresji kompetencyjnej i wtedy jak najlepszych doświadczeń w sektorze publicznym oraz cennych dyplomów.
    Pozdrawiam.

  20. Współorganizatorka LEGO LOGOS ŁÓDŹ 19 marca o godz. 19:04
    „Po co komu jakieś warsztaty kreatywności z klockami, kiedy matura, kiedy zaraz studia, kiedy egzaminy i papiery, litości! Odpowiem ? właśnie dlatego, właśnie z tych powodów LEGO LOGOS ŁÓDŹ są potrzebne.”
    Przed maturą taka oferta dobra jest dla prymusów. Ja przed maturą głównie grałem w szachy. Ale ja maturę zdałem na pięć. Nie wszystkim moim dzieciom to się udało. Niekóre z nich uczestniczyły wtedy w pięćdziesięciu pięciu, niewątpliwie bardzo rozwijających umysłowo konkursach. I po maturze płakały.

    „Na koniec ciekawostka. Czy wiecie Państwo, że jedną z pierwszych czynności, którą podjęła komunistyczna władza wkrótce po wojnie było wyrugowanie filozofii ze szkół?”
    Proszę się nie ośmieszać porównywaniem poziomu liceum z czasów PRL i dzisiaj. Przez ćwierć wieku nie mieliście matmy na maturze. Macie religię (jeden rok nauki w cyklu 12/13 lat stracony) macie filozofię i etykę. Ilość maturzystów i studentów wzrosła kilka razy ale ta ilość niestety nie przeszła w jakość. Podziękujcie styropianowi i postkomunistom, obniżenie jakości wykształcenia to ich zasługa. Akurat komuna miała tu dużo więcej rozumu. Kwestionowania wszystkich informacji, jakie do mnie docierają nauczyła mnie matematyka. Solidnego uzasadniania i bronienia swojego stanowiska nauczyciele praktycznie wszystkich przedmiotów. Nawet wiekowa anglistka wiedząc, że całkiem sprawnie posługuję się angielskim robiła mi pranie mózgu przy całej klasie i wszystko co powiedziałem kwestionowała polecając uzasadnić każdą moją odpowiedź.

    Zresztą kawałkowanie wiadomości na polski, historię, sztukę, filozofię, religię/religiznawstwo, etykę, każdy nauczany odrębnie, każdy w swoim silosie jest raczej sztuczne i chyba bardzo staroświeckie. Podobnie z przedmiotów przyrodniczych. Jak mnie sparzy płomień świecy to wrzeszczę z bólu k…! a nie zastanawiam się, czy jest to skutkiem zjawiska fizycznego, chemicznego oraz przez jakie „u”.

    „Jak to? Mam zbudować coś? własnego? Poza schematem? Bez klucza odpowiedzi? Radośnie mogę odpowiedzieć ? tak, właśnie tak! Twoim zadaniem jest teraz próba artykulacji Twojego stanowiska. A to pobudza do zastanowienia się nad pytaniem ? jakie mam zdanie na ten temat?(…)Analogicznie owe warsztaty są kompletnie niepotrzebne w tresurze zawsze posłusznych, idealnie urobionych, a więc wymiennych jednostek pracowniczych.”
    Ja moje dzieci widywałem głównie z okazji Świąt. Stałym powodem do nieporozumień, czasami do bardzo głośnych kłótni, były moje uwagi co do ich prac domowych. Zawsze, przez lata, miałem te same.
    Dlaczego robisz to po łebkach?
    Dlaczego tak mało starannie?
    Dlaczego wszystko kopiujesz z internetu, robisz na odczepnego?
    Dlaczego robisz „pod nauczyciela”?
    Czy ty wiesz, ile lat ten nauczyciel już pracuje?
    Czy wiesz, ile razy zadał to samo wypracowanie?
    Czy policzyłeś, ile miał klas?
    Ilu uczniów w każdej klasie?
    Czy wiesz, ile razy w życiu czytał uczniowskie wypracowanie na ten temat?
    Czy myślisz, że jest zainteresowany, tym co czyta?
    A może ziewa i śpi?
    Może obiad dziecku gotuje?
    Może karmi dzieciaka?
    Może w głowie ma coś zupełnie innego bo sprawdza na lekcji innej klasy?
    Zainteresuj go!
    Obudź jego mózg!
    Daj muj szansę dostrzerzenia twojej indywidualności!
    Metodą kopiuj-wklej tego nie zrobisz. Prezepisując podany przez niego podręcznik tego nie zrobisz. On takie same teksty widział setki razy w życiu! Wyróżnij się z tłumu! Dodaj coś unikalnego, na co nikt inny nie wpadł!

    Reakcja wszystkich moich dzieci? Te grzeczniejsze (starsze), buzia w ciup i tylko znaczący uśmieszek. Te młodsze, bardziej rozbrykane – ojciec, co ty z byka spadłeś?! Ja nie będę ryzykować! Nie w „tej” szkole i nie „z tym” nauczycielem! Nie ma głupich! A na maturze jest klucz i wszystko robi się pod klucz. Być może indywidualnie to dobrze było robić w twoich czasach (przypominam – za gierkowskiej komuny) ale nie teraz. Spadaj ojciec, bo nie mam czasu – jeszcze mam 3 prezentacje do zrobienia a łącze coś dzisiaj wolno działa. Kupiłbyć szybszy internet a nie gadał bez sensu.

    Niestety żona dawno pogodziła się z „robieniem pod schematy” i głośno uzasadniała to w ten sposób: „Słuchaj, popatrz kto z naszego pokolenia, z naszych znajomych został nauczycielem? Same odrzuty, selekcja negatywna. A wierz mi, ci nauczyciele to w porównaiu z tymi, którzy do szkoły przyszli po nich to i tak elita. Nie buntuj dzieci, bo tylko z tego kłopotów im narobisz. Wyjadą za granicę to tam będą swoją nietuzinkowść pokazywać”.

  21. Ja stosuję z dużym powodzeniem na moich lekcjach LEGO-LOGOS od kilku lat. Interpretujemy nie tylko teksty filozoficzne, ale również poezję. Ostatnio Szymborską. Proszę mi wierzyć, dzieje się wtedy dużo dobrego i … kreatywnego. Pozdrawiam „wyznawców Spychały” i nie tylko!

  22. @Magda; 19 marca o godz. 13:59, 19 marca o godz. 14:19

    ‚albo gdyby nastąpiło spotkanie dwóch małp:)’

    Nie wpłynie to w żadnym stopniu na los klienta owego małpiego fryzjerstwa.

    ‚profesjonalny rekruter posiada wiedzę na temat prawidłowości rozwojowych (w tym przypadku małp) i opowiednio przygotowuje polecenie, żeby nie zrobić sobie krzywdy:)’

    Profesjonalny rekruter bez zbędnych ceregieli kieruje małpy do zoo a nie do fryzjerstwa.

    ‚rekruter często chciały aby małpa małpowała czyli udzielała wg rekrutora’ własciwych ?odpowiedzi (-wiedza) ,małpa może takiej wiedzy nie posiada, ale niektóre z małp( moze się tak zdarzyć ,że myślą logicznie) np na wywód rekrutora,że: malpa powinna poruszać się po drzewach zręcznie,i przeskakiwać na gałęzie oddalone o więcej niż 10 m,może odpowiedzieć: a po co jej ta umiejętność skoro w zoo mieszka:)’

    Rekruter rekrutuje małpę do cyrku w celu wykonywania dziesięciometrowych skoków a małpa wcina banany na wybiegu, jak któryś jej nie smakuje, to skórką w widzów i powiada, że jest w zoo.

  23. @Współorganizatorka LEGO LOGOS ŁÓDŹ; 19 marca o godz. 19:04

    ‚Odpowiem – właśnie dlatego, właśnie z tych powodów LEGO LOGOS ŁÓDŹ są potrzebne. Obnażają wszystkie słabości systemu szkolnictwa, które zostały opisane powyżej przez Komentujących’

    Niestety, ta właśnie cecha dyskwalifikuje program do zastosowania w szkole. Szkoła nie jest zainteresowana obnażaniem czegokolwiek; przeciwnie, raczej usankcjonowaniem, potwierdzeniem i uzasadnieniem status quo („bo inaczej będzie jeszcze gorzej” – to już klasyczna mantra).

    ‚Takie warsztaty są wręcz niezbędne w edukacji podmiotów wyborczych, społecznych, kulturowych etc. Analogicznie owe warsztaty są kompletnie niepotrzebne w tresurze zawsze posłusznych, idealnie urobionych, a więc wymiennych jednostek pracowniczych.

    I znowu: szkolnictwo nie prowadzi ani do jednych ani drugich.
    Stało się klasycznym procesem zamkniętym, ukierunkowanym na samego siebie. Nie uczy, tylko realizuje program. Dlaczego? Bo musi. Dla kogo? Dla celów przez siebie określonych. Jakich? Takich, jakie najpewniej potwierdzą celowość działań. A co pojawi się na wyjściu procesu? A to już nie nasz problem.
    Część wróci do procesu jako jego funkcjonariusze, doskonale do niego przystosowani; pozostali zderzą się z rzeczywistością i jeżeli w niej się odnajdą to bardziej pomimo niż dzięki odbytej edukacji.

    A co do filozofi…
    Tutaj nie tylko umiłowanie mądrości ale i wiedzy i umiejętności, to raczej ich karykaturalne cienie widziane z dna jaskini.

    Pozdrawiam.

  24. Może tak – moja żona jest nauczycielem w przedszkolu, pracują tam nieschematycznie, stosują wiele metod rozwijających kreatywność, mają dość dużo wyjść w różne ciekawe miejsca. Tak jest rok po roku, kolejne zastępy kreatywnych, ciekawych świata dzieciaków ruszają w bardziej dorosłą edukację. I co się dzieje dalej? Gdzieś to wszystko ginie, następuje coś co można porównać do analfabetyzmu wtórnego. Bardzo fajnie, że ten czy tamten nauczyciel stosuje metody rozwijające kreatywność, tylko że to powinna być norma, nie wyjątki. Jak pisałem wcześniej, to powinno być wplecione w system. Gdy obowiązują schematy, testy i klucze odpowiedzi to zbyt kreatywne dziecko może sobie nawet zaszkodzić, jeśli szczęśliwie nie trafi na dobrego nauczyciela.

  25. @Magda; 19 marca o godz. 13:59

    Jeszcze przeoczyłem: ‚,że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia’

    Istotnie. Są takie punkty siedzenia, z których w polu widzenia jest jedynie ściana.
    Ale to nie oznacza, że za i obok tej ściany niczego więcej nie ma.
    Nie wynika też, że skoro są różne punkty siedzenia, to rzeczywistość jest nieoznaczona.
    Albo, że rzeczywistość zależy od stopnia niedowidzenia.

    Owszem, należy zapytać zawsze z którego punktu nożyczek więcej dowiemy sie o strzyżeniu i jego skutkach.

  26. Komentatorowi „w czym problem” i jego dzieciom życzę sukcesu w życiu.

    Komentatorce Arlecie dziękuję za głos osoby, która metodę Lego -Logos stosuje w praktyce.

    Pozostałym dziękuję za głos w sprawie.

  27. Eltoro
    Z twoimi komentarzami mam czasami problem -rozumiem ale nie pojmuję ,pojmuję ale nie rozumiem ,wydaje mi się ,że rozumiem i pojmuję

    ‚Profesjonalny rekruter rozpoznaje małpę udającą fryzjera po włosiu’-
    pod warunkiem ,że małpa się nie wydepilowała ,

    gyubal wahazar

    zadumałam się
    rzeczywistość i cyrk -będę myśleć
    pozdrawiam obu panów

css.php