Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

4.02.2013
poniedziałek

Szkoła a związki partnerskie

4 lutego 2013, poniedziałek,

W ostatnich latach w szkole o niczym nie gadało się tak dużo, jak o tolerancji. No, może jeszcze strzępiło się język na przeciwdziałanie agresji. Nie ma chyba nauczyciela, który działań na rzecz tolerancji nie umieściłby w planie rozwoju zawodowego. Na włączaniu osób zagrożonych wykluczeniem najłatwiej robiło się awans zawodowy. I tak od lat. Uczniom już te działania bokiem wychodzą.

Dlatego w moim liceum prawie nie było odzewu na medialne doniesienia o projektach ustaw o związkach partnerskich. Nikt specjalnie nie chciał o tym rozmawiać, nikt nie zagadywał. Podobnie w innych szkołach, jak mi donieśli zaprzyjaźnieni pedagodzy. Jeśli gdzieś jest inaczej, to duża w tym zasługa nauczycieli, którzy nie popadli w przesadę w wychowywaniu uczniów w duchu tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka, praw Polaka jako Europejczyka itd. Niestety, większość nauczycieli w taką przesadę popadła, wystarczy spojrzeć w plany godzin wychowawczych. Tolerancja wylewa się z każdego punktu i bije po oczach.

Z drugiej strony, o naszych uczniach, którzy mają preferencje homoseksualne, dowiadujemy się lata po tym, jak skończyli szkołę. Wbrew pozorom, dość dużo jest takich osób. Jak wytłumaczyć to milczenie, ukrywanie się, gdy są uczniami? Może homoseksualizm rozwija się później, nie w szkole? Tak byłoby najwygodniej dla nauczycieli. I chyba tak się na to patrzy. Do matury wszyscy jesteśmy tacy sami, prawda? W każdym razie w szkole dużo jest działań na rzecz tolerancji, ale w teorii. Trudno zresztą oczekiwać czegoś innego, skoro inni są gdzieś poza murami szkoły. A u nas, dzięki Bogu, sami swoi.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. E tam… W szkole widać tych uczniów homoseksualnych (przynajmniej większość), tylko trzeba umieć patrzeć. Mnie właśnie taki uczeń kiedyś tego nauczył.

  2. Naprawdę w kraju rozpętującego się kryzysu, szalejącego bezrobocia, nieprawdopodobnej i rosnącej(!) biurokracji, zapadającej się w czarną dziurę edukacji wszystkich szczebli nie ma ważniejszych tematów???…;-)
    I jak tam z Broniarzem???

  3. Może warto się zastanowić, dlaczego jest tak, że nauczyciele dowiadują się o swoich homoseksualnych uczniach po latach. Dlaczego uczniowie nie dokonują coming outów wtedy, kiedy jeszcze są uczniami? Czy wszelkie działania na rzecz tolerancji mają jakikolwiek sens, skoro niczego nie dają, a każdy homoseksualista nadal boi się przyznać do swojej orientacji?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szkola moze nie jest najlepszym miejscem aby wylawiac homoseksualistow w morzu seksualnej poprawnosci.
    Ale zaskakujace jest, ze temat tak wydawaloby sie nosny jak zwiazki partnerskie, albo chociaz jezyk jakim sie o nich mowilo w Sejmie, nie intresuje mlodych. Przegapic taka okazje aby rozmawiac jakiej chca Polski dla siebie, cos jest w tym niezdrowego, sprzecznego z natura mlodosci.
    Jesli uczniom faktycznie wychodza bokiem szkolne godziny spedzone na nauczaniu otwartosci na swiat, to znaczy dla mnie tylko jedno: ze cos z tym nauczaniem jest nie bardzo w porzadku.
    Pare tygodni temu udalam sie na londynskie otwarcie wystawy, najwyrazniej objazdowej, zwiazanej z zakonczonym wlasnie Rokiem Janusza Korczaka. Wystawa skladala sie z kilkunastu plansz byle jak opisanych, albo wcale nie opisanych, bez historycznego kontekstu, bez jednej chocby wzmianki o Stefanii Wilczynskiej, zas standardowe przemowienie przedstawiciela polskiego rzadu skupialo sie glownie na tym aby zapewniac londynskie audytorium, ze KORCZAK CHOCIAZ BYL ZYDEM TO JEDNAK BYL POLAKIEM, co prawde mowiac malo kogo z zebranych obchodzilo, gdyz Brytyjczycy nie znaja tych osobliwosci polskiego dyskursu i jest im ganz pomada ile w Korczaku bylo z Zyda, a ile z Polaka. . Ludzi obchodzila mysl pedagogiczna Korczaka i co z tej mysli jest dzis wciaz zywe, a nawet rewolucyjne. Na szczescie byla tez jakas brytyjska wykladowczyni, ktora zdazyla opowiedziec jak jej studenci reaguja na pisma Korczaka i jakie wyciagaja wnioski. Gdyby chociaz wylozyli pare egzemplarzy facsimile Malego Przegladu z dobrym tlumaczeniem na anielski! Ale skad – dretwa oficjalka i nic wiecej. Duch Korczaka byl am nieobecny.
    A opowiadam o tym dlatego, ze jesli programy szkolne z „tolerancji” sa ukladane i wymyslane z taka wyobraznia i wdziekiem jak ta wystawa, to nie dziwi mnie, ze mlodym wychodzi to uszami i o zwiazkach partnerskich wola moze rozmawiac miedzy soba i na forach , a nie na lekcjach.

  6. Gospodarzu, śmiem twierdzić, że większość uczniów, którzy okażą się w przyszłości homoseksualne, jestem w stanie wyłapać już w podstawówce. Wystarczy obserwacja. Przypadki niezgodności płci są chyba jeszcze jaskrawsze (często nie dla rodziców!). Ale uczniowie odkrywają to często później, niż my. Tyle. Nasza rola – głosić i czynić tolerancję.

  7. Po tylu latach plan lekcji jest powtarzalny i nudny jak flaki z olejem.

    1/ Dzieci drogie, rozpoczyna Pan Profesor. Wczoraj wieczorem mój kotek Mruczuś rozbił wazon, nasikał na dywan, rozdarł zasłonki i pogonił żółwia Skorupkę. A Azorek był grzeczny,- jak kazałem mu spać to spał a jak warowac to warował. Koty są złe i głupie a psy są najlepszymi przyjaciółmi człowieka.

    2/ W 95% lekcji dzieci pokiwały główkami, zapisały grzecznie do kajecików, Pan Profesor jeszcze odpytał z poprzedniej lekcji, zadał zadanie domowe i dzwonek.

    3/ W 4% wypadków Mądra Marzenka, ta co nosi tak ładnie zaplecione i długie do pasa warkocze z kokardkami, gra na fotepianie, mówi po francusku i jest szkolną prymuską z matematyki,- marszczy swoje piekne czółko, podnosi paluszki do góry i poważnym głosikiem mówi z namysłem: Panie Profesorze! A może Mruczuś miał tylko zły dzień? Ja uważam, że nie można sądzić czyjegoś zachowania po jednym dniu! Kotkom Mruczusiom trzeba dać szansę! A Azory mogą być po prostu ciepłymi kluchami! Uważam, że Pan Profesor jest nietolerancyjny i już!

    4/ W Panu Profesorze dusza się raduje i serce rośnie. Ostatnimi czasy rzadko ktoś chwyci przynetę ale na Marzenkę można liczyć, zuch dziewczynka!

    5/ W 1% wypadków rozpoczyna Marzenka. Panie Profesorze, ja już nie mogę wytrzymac z tą moją młodszą siostrą! Ona jest doprawdy n ieznośna! Wczoraj wieczorem zarzygała cały mój zeszycik, i to zaraz jak napisałam moje jak zwykle mądre i inteligentne wypracowanie i już zakończyłam malować ulubiony szlaczek Pana Profesora. Po czymś takim dałam bachorowi Chrzanowskim po łbie aż się poryczała.

    6/ Pan Profesor nie musi licytować, nie musi uzgadniać z Marzenką kolorów ani siły obu rąk. Oboje graja w tego brydża jak z nut. Prawdziwy wspólny język.

    7/ Marzenko droga, może zapytamy klasy co sadzi o twoim postępowaniu? Ja myślę, że…–> teraz idziemy do punktu 1.
    W 4% przypadków, czyli w punkcie 3. Marzenka dokonuje samokrytyki, obiecuje porawę i jest dzwonek. Pan Profesor i Marzenka oczywiście wiedzą co jest grane i dlatego geby mają uśmiechnięte od ucha do ucha.

    S-21 5 lutego o godz. 1:13
    Wyjasniam tobie, boś jest wyjąkowo powolne zwierzątko i nie chwytasz, co jest grane.
    Kasia, Floss, Helena to są Marzenki z „wariantu 95%”, w którym Pan Profesor wychodzi pierwszy.
    Helena z poniższego wpisu to jest Marzenka z „wariantu 1%”
    http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/01/29/szkoly-bez-bibliotek/#comment-130817

    Teraz już wiesz co trzeba robić aby zostać Marzenką.

    Ja to samo niedowierzanie co ty wyraziłem w taki sposób, że Pan Profesor był zmuszony nie puścić mojego wpisu, chociaż nie tylko zawarłem w nim twoje pytania co do sensowności ustawienia brydżowej rozgrywki, (grać w bez atu czy raczej w piki?) ale i całkiem udatnie przewidziałem tematykę następnego wpisu Marzenki Heleny. Za pomocą podkreślenia dwoma przymiotnikami, z których jednym był „londyńska”. 😉

  8. Zapowiada się ideologiczna ofensywa. Dziś w państwowym Zespole Szkół Ogólnokształcących Nr 2 w Poznaniu-Krzesinach(SP 56, gimnazjum 29, LO XVI) na sali gimnastycznej podczas lekcji sprowadzono dzieci na „spotkanie z biskupem”. Imprezy przeprowadzane w budynku szkoły nie budzą większego zażenowania. Pisałem w tej sprawie do dyrekcji otrzymując osdpowiedź, że nie ma żadnego naruszenia świeckości szkoły. Poprzednik obecnego proboszcza organizował msze na sali gimnastycznej kilka razy w roku. Po zmianie personalnej w parafii ilość obrzędów w szkole zmalała, ale to z racji woli proboszcza niż zmiany stanowiska dyrekcji. Teraz jak widać inicjatywa nawiedzenia owiec z pasterską wuzytą wyszła z wyższego szczebla. Odzywam się ponieważ reprezentuję mniejszość, której większość woli się „nie mieszać”, a to tylko pcha dalej sprawy w kierunku klerykalizacji placówek państwowych.

  9. @w czym problem? Zamiast grafomanic, powiedz w czym Twoj problem, bo ja jestem prosta kobieta i nic z tego nie rozumiem, ponad to, ze ten kwiecisty komentarz jest skierowany do mnie. 🙂

  10. „W czym problem”?
    Jak to już kiedyś zostało napisane… I widzę, że nic się nie zmienia. Kolejne wcielenie Gekko, Eltoro i Parkera.
    W tym problem.
    Szkoda czasu na czytanie bełkotu.

  11. Helena 5 lutego o godz. 13:47
    „powiedz w czym Twoj problem”
    Oficjalna propaganda – ta płynąca z mediów zaprzyjaźnionych z panem reżyserem twierdzi, ku niezmiernemu zadowoleniu pisowskich harcowników i rudzykowego ludu, że największymi problemami współczesnej Polski są sprawy religijno-martyrologiczno-smoleńsko-obyczajowo-rozliczeniowe.
    Plus ciągły atak na wszystko co katolickie a w szczególności opluwanie księży, okradania przez czarnych obywateli z forsy, z szansy na demokratyczne państwo, na europejską normalność, itd. Jednym z czysto narzędziowo traktowanych argumentów jest oczywiście sprawa rzekomego raka antysemityzmu wyssanego przez Polaków z mlekiem matek i ciągłe używanie tego oskarżenia do przeróżnych politycznych celów.
    Wszystkie te kampanie nie mają w najmniejszym stopniu szukanie ROZWIĄZAŃ ale tylko PODGRZEWANIE KONFLIKTU. Po obu stronach dąży się do wojny, do sporów, do okazji plucia obelgami. Moralnie jest to dno. Ludzie „na dole” też się w to wciągają w identyczny sposób jak zawsze w przeszłości w podobnego typu rozgrywki na szczytach władzy. Nie wyłączjąc 68 roku w Polsce, którego zwidy do tej pory trapią i dyktują optykę najsilniejszym medialnie środowiskom zaprzyjaźnionym z panem reżyserem.
    Lewicowe środowiska mają prezydenckich idoli jedzących z rączki bogaczom, co to swoja genialnością i uczciwą pracą w parę latek dorobili sie miliardów, tak jak to się oczywiście dzieje wszędzie w świecie, a prawicowe wielbią handlarzy bezcłowych samochodów sprowadzonych dla religijnego pożytku i zaparkowanych przed uratowaną stocznią.
    Ani jedni nie mają pojęcia co znaczy być lewicowcem ani drudzy co to znaczy byc konserwatystą. Etykietki bez znaczenia. Połajanki lewactwa piorącego się w najgorszym stylu po gebach – na razie na szczęście tylko metaforycznie – z mieszanką nacjonalistyczno-religijnej głupoty w niesamowitym stężeniu. Karykatura ideowego dyskursu i procesów demokratycznych.

    A rzeczywistośc skrzeczy do stopnia zupełnie niepojętego dla kogoś, kto ma stały dochód na emeryturze i kto tę emeryturę spędza w kokonie stabilnego politycznie i gospodarczo systemu. Patrzę po swoich dzieciach i widzę, komu się powiodło i GDZIE – w sensie geograficznym – mu sie powiodło. Z takiej perspektywy z Polski wyjeżdżają najzdolniejsi i najpracowitsi. Zostają ci nieco „bardziej zrelaksowani”, żeby nie powiedzieć leniwi, a już z pewnościa mniej pracowici. Przynajmniej tak można było określić szkolną postawę tych z moich dzieci, które na razie jeszcze szukają pracy w Polsce. Tak, powoli dociera do niektórych z nich wiadomość, że przebimbali wczesną młodość i że teraz zapłacą za to słoną cenę, niemniej stan polskiej gospodarki, stosunków pracowniczych, ilość trudności napotykanych w działalności gospodarczej jest niewyobrażalny dla londyńskich rezydentów na emeryturze. Nawet córa numer dwa, która wykazała się obowiązkowością i pilnością, może nie jakimiś super naukowymi osiągnięciami jak córa numer jeden, ale ukończyła wszystkie klasy w terminie i nie na trójkach, ukończyła w terminie studia (planowanie przestrzenne) na dobrej politechnice od ładnych kilku miesięcy opiekuje się dziećmi po domach i dorabia w Maku gdyż pracy w zawodzie „ni ma”. Są jakieś szanse-szmanse ale wygląda na to, że albo trzeba komuś dać w łapę albo „właściwa osoba” musi do kogoś zadzwonić. Przynajmniej takie są moje wnioski. Przy czym „wszyscy twierdzili”, że akurat w tym zawodzie w Polsce „wszędzie jest praca”, bo „wszędzie brakuje planów zagospodarowania”.

    Bezrobocie, brak perspektyw na nieogłupiającą pracę, emigracja młodzieży, jakość edukacji (przydatność rynkowa), opieka zdrowotna, praca dla pokolenia zaraz po pięćdziesiątce, finanse, długi państwa i samorządów, budżet – te i im podobne sa realnymi problemami a nie te przelewające się w mediach bzdety.

    Jak będzie robota to młodzi bedą pili winko lub wódeczkę – co kto lubi, będą się pieprzyli ile wlezie i wszyscy się z wszystkimi kochali. Jak będzie biednie i szaro-buro to bij Żyda albo pedała. I zawsze znajdzie się kanalia, która podjudzi i wykorzysta taką atmosferę. Jeszcze raz podkreslam – po OBU STRONACH, a właściwie PO KAŻDEJ STRONIE jakiejkolwiek politycznej barykady. Igrzyskami zagłuszają paradowskie, hartmany, olejniki, lisy, passenty, żakowskie i wszystkie ich moherowo-rydzykowo-pisowskie odpowiedniki rzeczywiste bolączki Kraju.
    W tym jest problem.

  12. W czym problem
    ale własciwie to w jakiej sprawie Pan pisze? Bo chyba w żadnej z tych, o jakich mówi się tutaj…..

  13. No wlasnie, anglisto. Jesli mnie moj wech na te spraw nie zawodzi, to chodzi chyba o to, ze `zwiekszenie zakresu praw dla osob homoseksualnych jest owym „tematem zastepczym”, o ktorym sie zawsze mowi gdy zaczyna sie rozmowy o prawach czlowieka w Polsce.
    Wiec ja mam naprawde propozycje – porozmawiajmy Panstwo jak mozna z wyobraznia i ciekawie nauczac „tolerancji” i demokracji. Gdzie sie popelnia bledy? W jaki sposob mozna nauczac tak, by nie wygladalo to na smetne poprawnosciowe gledzenie, lecz by zachecalo to mlodych do zastanawiania sie nad prawami czlowieka? Przeciez w niektorych szkolach to sie juz dzieje – czytalam o tych kilkudziesieciu uczniach w jednej ze szkol, ktorzy zainicjowali akj protestu przexwko krzyzom w klasach. Wiec to nie jest chyba tak, ze polska mlodziez AD2012 jest jakas z natury dupowata i malo interesuje sie sprawami demokracji.

  14. w czym problem?
    5 lutego o godz. 18:38

    „Bezrobocie, brak perspektyw na nieogłupiającą pracę, emigracja młodzieży, jakość edukacji (przydatność rynkowa), opieka zdrowotna, praca dla pokolenia zaraz po pięćdziesiątce, finanse, długi państwa i samorządów, budżet ? te i im podobne sa realnymi problemami a nie te przelewające się w mediach bzdety.”

    Jak zwykle masz 100 % racji i jak nikt potrafisz dostrzec w czym naprawdę problem.

  15. Najbardziej dyskryminowaną grupą ludzi (i to praktycznie w niemal każdym środowisku) jaką znam, są ludzie mówiący szczerze to co myślą. A jak jeszcze mają rację, no to już w ogóle…

    Przed nauczycielem uczeń nie chce przyznać się szczerze do bardzo wielu rzeczy i w bardzo wielu kwestiach nie powie tego co naprawdę myśli. Jest to naturalne. Czy ktoś z Państwa zdawał ostatnio na prawo jazdy? Bylibyście Państwo całkowicie szczerzy z egzaminatorem (przed egzaminem)? Przyznalibyście np. na jaką partię głosujecie albo nawet jaki kolor lubicie, gdyby był po temu powód? No właśnie.

  16. Niedawno na własne oczy widziałem rezultat coming out-u nastoletniej uczennicy liceum. Odwrócili się od niej natychmiast wszyscy, łącznie z uczniami, których uważałem za wybitnych,w rezultacie czego na kilka tygodni zniknęła ze szkoły. A gdy wróciła, to natychmiast została ze szkoły usunięta.

    Nigdy bym w coś takiego nie uwierzył, gdyby mnie zobaczył na własne oczy.

css.php