Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

17.05.2011
wtorek

Ankieta, czyli konsultacje społeczne

17 maja 2011, wtorek,

Nieomal co lekcja uczniowie otrzymują jakieś ankiety do wypełnienia. Oceniają podręczniki, dostęp do książek w bibliotece, użyteczność komputerów w prowadzeniu lekcji, agresję wśród rówieśników, poziom bezpieczeństwa w szkole, dostęp do narkotyków, kiedy doświadczyli pierwszego seksu itd. Przeprowadzanie ankiety stało się jedynym sposobem zdobywania wiedzy o szkole i uczniach.

Zaletą jest szybkość pozyskiwania informacji. Już po godzinie zainteresowani mają czarno na białym napisane, jak w szkole jest z tym lub innym problemem. Wyniki ankiet podaje się w formie przejrzystych tabel i na ich podstawie planuje dalszą pracę. Niestety, ankiety a rzeczywistość to dwie różne sprawy.

Dzisiaj uczniowie oceniali jakość pracy biblioteki. Jedno z pytań brzmiało: „Czy korzystasz z biblioteki szkolnej?” Sporo osób odpowiada, że nie, a dalej ci sami uczniowie na pytanie, jak często wypożyczają książki z tej biblioteki, odpowiadają, że raz na miesiąc, a na pytanie, ile czasu spędzają w szkolnej czytelni, twierdzą, że kilka godzin w tygodniu. Jeśli ktoś przeczyta odpowiedzi ze zrozumieniem, to od razu zauważy, że większość ankiet nadaje się do wyrzucenia do kosza. Niestety, na taką nonszalancję nie możemy sobie pozwolić. Skąd bowiem wzięlibyśmy informacje o tym, jak uczniowie oceniają szkołę? Chociaż więc odpowiedzi są guzik warte, traktujemy je, jakby odkrywały Amerykę.

Pomysł z pozyskiwaniem informacji od młodzieży jest dobry. Uczeń naprawdę wie i widzi więcej niż nauczyciele. Jednak wcale to nie oznacza, że podzieli się swoją wiedzą z belframi. A już na pewno nie wtedy, gdy zarzuca się go ankietami niczym szarańczą. Zresztą nie tylko uczniowie mają już dość takiego traktowania. Mnie też ankiety wychodzą bokami. Codziennie dostaję coś do wypełnienia. Koleżanka, która tym się zajmuje, mówi, że wszystkie te ankiety mamy wypełnić z nakazu MEN.

Jeśli chodzi o mnie, to zgodnie z prawdą i rzetelnie odpowiadam na pierwszych siedem pytań, a na każde następne pytanie zaznaczam odpowiedź małpim odruchem, gdyż czuję się w swoim belferstwie urażony. A porozmawiać ze mną to nie łaska? Myślę, że podobnie czują się uczniowie. Zamiast rozmowy o problemach ankieta? Dziesięć takich ankiet i minister Hall będzie mogła oświadczyć, że zgodnie z obietnicą zostały przeprowadzone konsultacje społeczne (zobacz tekst).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Profesorze,

    jak sądzę, właśnie udało się Panu bezwiednie poruszyć dość istotny problem, o czym Pan wspominał.
    Tylko nie wiem, czy Pan lub Pana uczniowie o tym właśnie chcieliby porozmawiać (oczywiście szczerze, nie tak jak w ankiecie).
    Otóż, duże firmy badające w naszym kraju rynek konsumencki, po 15 latach (ponad) stosowania naukowych, zachodnich technologii takich badań, niechętnie przyznają, że w naszym społeczeństwie zobiektywizowany metodycznie dialog społeczny NIE DZIAŁA.

    Ponieważ naszą normą kulturowo-społeczną jest KŁAMAĆ w odpowiedzi na rozmaite formy dialogu.

    Od początku było to wiadome w odniesieniu do rynków postsowieckich. Polskę uznawano za nieco inny obszar. Jakże naiwnie.

    Jak rozumiem, to właśnie stawiając czoła takiemu aspektowi męczących społeczność szkolna ankiet, zamieścił Pan swój wpis.

    Teraz młodzież będzie już wiedziała, co sądzą szkolne autorytety na temat martyrologii odpowiadania na głupie, społeczne pytania.
    Z władzą się nie gada, tylko nadsłuchuje, za którą rękę wsadzoną do cudzego słoika z kąfiturą może nas złapać.

    Takie są młodzieży schowania, jaki popęd nadają przewodnicy stada.
    Jak pięknie to ujął wiedźmin (czy może inny wieszcz).

    O czym woluntarystycznie i nie pytany spod katery uprzejmie donoszę 🙂

  2. ET
    Znowu pouczasz, geniuszu, a tu słoma z butów….;-)
    Nie ” kąfiturą” tylko konfiturą!!!

  3. Niech Pan się nie przejmuje Panie psorze.W globalnej korporacji w latach wczesnych dziewięcdziesiątych cwiczyłam tą dyscyplinę.Po drugiej ankiecie już tylko ,jak Pan pisze, „małpim odruchem”.Nikt się w tym nie zorientował.To liturgia statystyczna.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rozumiem intencję z jaką Gospodarz zamieścił powyższy wpis, jednak, patrząc na sprawę możliwie obiektywnie, (dodam, że z pozycji ucznia) ankiet w szkole wcale nie ma tak dużo. Co więcej muszę przyznać, że poziom zawartych w nich pytań, w porównanie z tymi rozdawanymi w gimnazjum, bardzo się poprawił (chodzi mi o przejrzystość, logikę itp.). Nie wiem, czy jest to norma, czy było tak tylko w moim przypadku, w każdym razie w poprzednich latach kazano nam odpowiadać na pytania, które, za przeproszeniem, wyglądały jak skierowane do osób upośledzonych umysłowo.
    Co do kwestii czysto analitycznej, jestem zdania, że ankiety dają rzeczywiście przejrzysty obraz, w dodatku w krótkim czasie. Oczywiście zdarzają się wspomniane przez Gospodarza formularze-śmieci, ale wydaje mi się, że są to pojedyncze przypadki. Ze wspomnianej dyskusji na temat aktualnych problemów często nic nie wynika, jeśli nie jest poprowadzona w odpowiedni sposób, co z kolei nie jest łatwe. W dodatku zajmuje znacznie więcej czasu, którego w systemie polskiego szkolnictwa i tak brakuje ;), a jak wiemy – czas to pieniądz, a to jest dla MEN chyba najważniejsze.

    Pozdrawiam czp

  6. Co tam badania. Chłopski rozum się liczy i szczera rozmowa.
    Prawidłowo zrobione badanie, uwzględnia kretynów, zakompleksionych i zniechęconych do badań.
    Małpie odruchy gospodarza też odsiewa.
    Ale co tam. Można sobie badać, że na skuteczność nauczania wielkość klasy nie wpływa.
    Skoro na chłopski rozum wpływa, znaczy się badania są do dupy.
    Podobne problemy miał Kopernik.
    Jak chłopu wytłumaczyć, że Ziemia się wokół Słońca kreci, jak on co rano widzi, że jest odwrotnie.

  7. >ET
    >Znowu pouczasz, geniuszu, a tu słoma z butów?.;-)
    >Nie ? kąfiturą? tylko konfiturą!!!

    Jeśli ktoś nie zauważył – ET jest trolem. Wypominane mu ortografów to miód na jego duszę: „haha, specjalnie zrobiłem błąd, a debile się nie skapnęli i mnie poprawiaja, przechytrzyłem ich jestem niesamowity”. Ale w sumie co ja się odzywam, niech ma chłopak trochę radości w życiu.

  8. Czy ktoś skomentuje poziom odpowiedzi na ankietowe pytania?
    Może nawet – z pozycji ucznia?
    Czy w Polskiej Szkole uczymy kłamać, bo pytania są „gupie” czy też uczymy zdolności do mądrych i rzetelnych odpowiedzi?

    🙂

  9. Zgubiłem się. Parker pisze: 2011-05-17 o godz. 22:14

    „Co tam badania. Chłopski rozum się liczy i szczera rozmowa.
    Prawidłowo zrobione badanie, uwzględnia kretynów, zakompleksionych i zniechęconych do badań. Małpie odruchy gospodarza też odsiewa.”

    Nie zawsze. Ważny jest sposób ankietowania (powtarzanie pytań o to samo, tylko w inny sposób), liczność próbki, czyli liczba ankietowanych oraz stosunek prawdziwych odpowiedzi do liczby małpich odruchów. Tak więc przy stosunkowo małej próbce, małej ilości powtórzeń lub ich braku oraz dużej proporcji małpich odruchów wyniki ankiety można o kant pupy rozbić.

    O czym własnie jest ten wpis Autora blogu. Nie podejrzewałbym, że tak podstawowa wiedza na temat ankietowania jest Autorowi obca.

    „Ale co tam. Można sobie badać, że na skuteczność nauczania wielkość klasy nie wpływa.
    Skoro na chłopski rozum wpływa, znaczy się badania są do dupy.”

    Powaznie twierdzisz, że „na skuteczność nauczania wielkość klasy nie wpływa”?

    „Podobne problemy miał Kopernik. Jak chłopu wytłumaczyć, że Ziemia się wokół Słońca kreci, jak on co rano widzi, że jest odwrotnie.”

    Parker, parker. Sprawdź, jakiej natury kłopoty (potencjalnie mógł mieć, bo nie miał) Kopernik. Z pewnością nie były by one natury astronomiczno-fizyczno-matematycznej.

  10. zza kałuży
    Powaznie twierdzisz, że „na skuteczność nauczania wielkość klasy nie wpływa”?

    Poważnie twierdzę.
    Takie są wyniki badań.
    Ci co twierdza inaczej, na żadne badania się nie powołują, tylko na chłopski rozum właśnie.
    Na skuteczność nauczania wykształcenie, inteligencja i zdolności pedagogiczne nauczyciela wpływają.
    Mowa o gimnazjach i liceach.
    W szkołach podstawowych, w klasach 1-3 jest trochę inaczej ze względu na kłopot z utrzymaniem dyscypliny w większej grupie.

  11. zza kałuży

    I jeszcze jedno.
    Napisałem:”Prawidłowo zrobione badanie,”

    A ty piszesz, że nie zawsze bo może być nieprawidłowo zrobione.
    No to pogadalim.

  12. silversun pisze:
    2011-05-18 o godz. 21:31

    To właśnie co podlinkowałeś to chłopski rozum. Tam nie ma żadnych rzetelnych badań tylko przykłady. Przykładami to można skuteczność homeopatii wykazać.

    „W Raporcie o Intelektualnym Kapitale Polski z 10 lipca 2008 r. wskazano na wyniki polskich i międzynarodowych badań w zakresie wpływu liczebności klas na poprawę wyników nauczania. – Wyniki tych badań nie wykazują, aby wyniki uczniów były tym lepsze, im klasa jest mniejsza. Ze 112 projektów badawczych przeprowadzonych na całym świecie, 103 nie wykazały istotnej pozytywnej korelacji pomiędzy ograniczeniem wielkości klasy a wynikami uczniów, lub też wykazały korelację ujemną – czytamy w odpowiedzi dla Rzecznika. Z analizy badań przeprowadzonych w krajach OECD wynika, że ?to różnice w umiejętnościach nauczyciela całkowicie dominują nad efektem zmniejszonych klas?.

    http://edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1134&Itemid=16

    Mniejsza klasa, mniej pracy dla nauczyciela.
    Mniejsze klasy, więcej zatrudnionych nauczycieli.
    To jest powód szerzenia tego szkodliwego dla społeczeństwa mitu.

    A rodzice tę bzdurę kupują. Jak kupują w prywatnej szkole, to ich sprawa. Kto bogatemu zabroni, pieniądze w błoto wyrzucać. Ze społecznego punktu widzenia, to nawet pożyteczne, bo to rodzaj redystrybucji. Im bogaci więcej pieniędzy wydają, tym więcej trafia do potrzebujących co maja mniej.
    Ale z publicznymi pieniędzmi sprawa ma się inaczej. Bo to biedne w znakomitej większości społeczeństwo, nieefektywnie wydaje pieniądze ulegając chłopskiemu rozumowi.
    Nie stać nas na chłopski rozum.

  13. parker pisze: 2011-05-18 o godz. 20:17
    „Na skuteczność nauczania wykształcenie, inteligencja i zdolności pedagogiczne nauczyciela wpływają.”

    Moja klasa licealna liczyła 17 osób. Reszta klas w szkole zbliżała sie do 30. Tylko dwóch ( w porywach trzech) naszych nauczycieli matematyki było „różnych” dla nas i dla reszty szkoły. Wszystkich innych poza matematyką przedmiotów uczyli nas i reszte uczniów ci sami nauczyciele.
    Nasi matematycy byli:
    a) wyżej wykształceni niż inni nauczyciele, bo mieli doktoraty ( jeden był akademickim prof.)
    b) co do inteligencji to jak to zmierzyć, w/g mnie podobną do reszty śmiertelników, a jeden pewnie mniejszą, bo kiedyś uległ wypadkowi próbując powstrzymać zjeżdżajacy w dół, do garażu samochód metodą podpierania go swoimi rękami od strony najeżdżającego na niego przodu,
    c) zdolności pedagogiczne naszych matematyków były żadne (jeżeli nie negatywne)

    Wszyscy nauczyciele w szkole kochali uczyć w naszej klasie.
    Wszyscy oni mówili nam, że bardzo się im podobała możliwość zaadoptowania innej niż w każdej innej klasie metody nauczania. Bylismy odpytywani praktycznie na każdej lekcji z każdego przedmiotu codziennie, na każdej lekcji były dyskusje z obowiązkowym zabieraniem głosu przez każdego, była praca w grupach a że tych grup było tylko kilka była też możliwa późniejsza dyskusja rezultatów każdej grupy i porównywanie. Nieskromnie powiem, że stopnie z innych przedmiotów też mieliśmy conajmniej nie gorsze aniżeli uczniowie z innych klas no i na koniec złoty medal szkoły (piątki z góry na dół i od lewa do prawa, plus „postawa”, „aktywność”, etc.) dostał się też uczniowi z naszej klasy.

    Nasza klasa najczęściej (czasami z posiłkami z innych klas) reprezentowała naszą szkołę:
    a) w miedzyszkolnych meczach matematycznych
    b) w olimpiadzie fizycznej
    c) historycznej
    d) kilku językowych
    e) konkursach szachowych
    f) konkursach teatralnych

    Co do nas, to praktycznie pewność bycia zapytanym codziennie i z każdego przedmiotu, czasami wielokrotnie, wymuszała „nieco” inny stosunek do nauki aniżeli w większej klasie.

    Z własnego doświadczenia powiem więc (za Fordem) – wielkość klasy nie ma znaczenia tak długo jak klasa nie jest liczniejsza aniżeli 20 osób. No może 22 😉

  14. O wielkości klas

    Liczebność w klasie ma takie samo znaczenie jak liczba pasażerów w pojeździe dla kwalifikacji i odpowiedzialności kierowcy, mającego wymagane standardem ruchu drogowego zadania i cele.
    Kierowca – amator nie będzie w stanie skutecznie i bezpiecznie prowadzić wyładowanego autobusu.
    Profesjonalny Kierowca zawodowy nie zgodzi się wieźć w 7 osobowym busie 30 osób.

    Class size matters.
    For teacher’s competence level demand, if you expect result, not myths feed.

    Można przytaczać dowolna ilość badań, każde z nich wskazuje na powyższe.
    Pozdrawiam.

  15. @parker

    Przecież tekst wypełniony jest linkami do dokumentów dotyczących zawartych w nim tez.

    W Twoim linku natomiast mamy po prostu opinię kanadyjskiego autora. Ja tutaj rzetelnych badań nie widzę.

css.php