Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

19.03.2011
sobota

Czy to jeszcze wagary?

19 marca 2011, sobota,

W poniedziałek nie należy się spodziewać tłumów w szkole. Wiadomo, 21 marca zaczyna się wiosna, co należy uczcić pójściem na wagary. Taka jest tradycja. Uczniowie chodzą na wagary, a nauczyciele wymierzają za to kary. To też należy do tradycji. Kara za wagary musi być.

Niestety, uczniowie chcieliby zjeść ciastko i mieć ciastko. Oczekują, że pójdą na wagary za zgodą i pełnym poparciem nauczycieli. Niektórzy moi podopieczni wręcz oczekują, że się zgodzę. Inni spodziewają się, że zorganizuję wagary. Równie dobrze mogliby zapytać, czy mogą mnie kopnąć w kostkę. Tymczasem cały urok polega na tym, aby kopnąć i zobaczyć, co będzie. Wiadomo, co będzie – jakaś kara.

Młodzi chcą wagarować bez konsekwencji. Jeśli tak, to wpiszmy to do statutu szkoły. Niech w prawach ucznia będzie zapis, że 21 marca jest Dzień Wagarowicza, co oznacza prawo do opuszczenia szkoły w dowolnym momencie. Dopóki jednak takiego zapisu nie ma, wagarować nie wolno.

A jednak za wagary trudno ukarać uczniów. Chronią bowiem swoje dzieci rodzice. Wystawiają więc usprawiedliwienia, w których piszą, że dziecka nie było w szkole z powodu ważnych spraw rodzinnych. Tak oto wagary stały się sprawą rodzinną, a nauczycielom nic do tego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 53

Dodaj komentarz »
  1. Słuszny tekst. Wagary muszą być ukarane. Jeśli nie są, to przestają być wagarami, bez dreszczu emocji i poczucia, że spożywa się zakazany owoc.

  2. Szanowny Panie Profesorze,

    jakaż odmiana, zgodzić się z Panem w pełni – co do wniosku z ostatniego Pana wersu.

    Toż przecie, uczniów w szkole właśnie nauczono, że mając odpowiedni kwit – można tu, na kartoflisku, BEZ KONSEKWENCJI – wszystko, na ten przykład:
    – Nauczać w szkole (nawet, jeśli kwit w szufladzie i nie na temat).
    – Nie podlegać regułom uczenia (zaświadcza to kwit o dys-inteligencji nieemocjonalnej lub tp. a 500 PLN)
    – Rżnąć UE i Państwo na kasę (wystarczy kwit zakupiony od urzędnika, że program szkoleniowy spełnia kryteria efs, np.)
    – Jeździć po pijaku autem (kwit do nabycia na miejscu)
    – że się jest dojrzałym lub wykształconym wyższo (niż co? – stułbia?) – kwit załatwia się nawet za friko, jeśli uczciwość jest przeciwstawieniem się większości, co nie?

    Kwit załatwia wszystko tam, gdzie w środku nie ma nic – wartości, rozumu, zasad, dążeń, ambicji, ethosu, deontologii, uczciwości i tak dalej i tepe.
    A Pan – ma Pan kwit, że może zamieszczać materiały audiowizualne na blogu (przecież tekst to materiał wizualny, chyba że brajlem) ???
    Mało co brakowało, a rząd nasz światowy i bibelarny (czy jakoś tak), pod wodzą historyka-kopacza i komin-paintera, dałby Panu w imieniu „drobnych kroczków” w kierunku utrzymania władzy, możliwość o kwit taki ubiegania się w rajkomie (KRRiTV).
    Na szczęście jest alternatywa – może Pan wybrać sobie wkrótce inną opcję wyborczą – nie małych kroczków a równie małego formaciku, wymagającego kwitów o historycznie politycznym i poprawnym pochodzeniu (od proboszcza naturalnie).

    Jest w Polszcze alternatywa – a kwit ją zawsze potwierdzi.

    Czego więc Pan oczekuje od świata, który Pan sam tworzy?
    Panie Profesorze, z gronem wraz na wagary czas – z pokoju, a pozostanie po Państwu jedynie chóralny, patriotyczny hymn młodzieży powszechnie wszechpolskiej:

    Polacy, nic się nie stało (i tak, jak chcą – będzie).

    Z uważaniem kwituję spod katedry 🙂

  3. Pamietam, że w liceum do ktorego uczęszczałem u schyłku PRL-u mozna się było wyslizgać z odpowiedzialności za indywidualne wagary – np do kina, czy na randkę, bo chata wolna – sprytem. Często uciekałem z lekcji czy po prostu nie trafiałem rankiem do szkoły ale dało się z tym jakoś żyć. Przyjemność warta była znoszenia drobnych, formalnych kłopotów. Ale wagary kolektywne były traktowane z całą surowością jako bunt. Oczywiście nie było wtedy tradycji „dnia wagarowicza”. Wziąłem udział w kilku kolektywnych wagarach i represje były dotkliwe. Przyjemność grupowego picia wina w parku nie była warta znoszenia tych drakonskich kar. To rozróżnienie między indywidualnym a kolektywnym buntem było jedną z ważniejszych rzeczy, ktore wyniosłem ze szkoły. Przydawało mi się to i przydaje w życiu. Po prostu zrozumiałem, że kolektywne działania są ostatecznością. Zawsze lepszy indywidualny bunt niż grupowy. Nawet jeśli ten grupowy ma tak oswojony wymiar jak współczesny „Dzień wagarowicza”. Swoja droga to komiczny wymiar buntu – jakiś taki kieszonkowy, infantylny … .
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja pamiętam takie dni wagarowicza, żeśmy się przebierali i szli w miasto. I pełno było dzieciarni w obszarpanych ciuchac. I wisiało mi – mówiąc brzydko- czy zostanę ukarana czy nie. Po prostu nie wypadało iść do szkoły tego dnia. Ale też nie wypadało wagarować z domu- szliśmy do parku. To se ne wrati.

  6. @ kartka,

    chyba Twoja lekcja była nietrafna albo zrozumienie – mylne.

    Jednostkowy protest kończy się w więzieniu, zbiorowy – może zniszczyć nawet tyranię, czego dowiodła Solidarność.

    W demokratycznym życiu społecznym, zbiorowości budują (np kilkusetkilometrową autostradę w Hiszpanii w 3 lata) a pogarda dla wspólnoty obywatelskiej – buduje „Polnische wirtschaft”.

    Czyżby Twoje podróże ( na skutek takich lekcji ?) to były blind dates ze światem?

  7. Do ET
    >Jednostkowy protest kończy się w więzieniu, zbiorowy ? może zniszczyć nawet tyranię, czego dowiodła Solidarność.<
    Znowu mnie rozczarowujesz!;-) "Tyranię" doprowadziły do bankructwa(więc upadku!) rewolucja technologiczna, niskie ceny ropy i afgańscy mudżaheddini(tak ci sami, którzy dziś do plajty doprowadzają kolejne imperium!). "Solidarność" to żaba podstawiająca nogę gdy konie kują;-)

  8. Pan jak zwykle upiera się, że gdy rodzice napiszą „Proszę o usprawiedliwienie nieobecności z powodu ważnych spraw rodzinnych” to nauczyciel ma to obowiązek uznać i nieobecność usprawiedliwić. A może kiedyś wreszcie odważyłby się pan odmówić?

  9. @ BejBi

    musisz przed pójściem do liceum trochę jeszcze poczytać coś trudniejszego, niż plotki z pudelka –
    – jeśli nie chcesz się kompromitować wypowiedziami na trudniejsze tematy (na to dobrego kwitu nie ma, hihi, póki my żyjemy, hehe 🙂

    Trzymam kciuki!

  10. Eltoro
    Tak było i tak jest. Jak napisałem – „kolektywne działania są ostatecznością”. To jest opis sytuacji kraju. Nie mam na nią najmniejszego wpływu. Reguły, które mi wbito do głowy w PRL-owskim ogólniaku tu wciąż są aktualne. Mogę co najwyżej indywidualnie sie przeciwko temu buntować. Kolektywny bunt przeciw tym regułom w ktorym brałem udział po skończeniu ogólniaka – jak dziś oceniam – nie zmienił tych reguł.
    Tempo w jakim buduje się autostrady w Hiszpanii czy Portugali zapierają dech w piersiach. Ale to jest możliwe i zrozumiałe tam a nie tutaj za sprawą tego o czym wcześniej napisałem.
    Pozdrawiam

  11. @ kartka

    ciekawe, ile trzeba kartek … przeczytać, albo wysłać, aby zrozumieć, że „jak jest i jak było” dzieje się tylko w społeczeństwie.
    A indywidualnie to można tylko mieć wrażenie, że to, co się kartkuje, to rzeczywistość…
    Kartka, nawet „jeżeli kochać- to nie indywidualnie…”, jak rozpowszechnił pewien twórczy duet 🙂
    Ale cóż – jakie czasy, taki i hedonizm.
    Polecam profesora Hartmana w „TP”, a propos (nie tylko o młodzieży on pisze, jak widać)

    Bon voyage!

  12. @S-21

    A Papierz, nasz Papierz?
    To on wykończył tyranię.
    Zstąpionym duchem Jego, którego zstąpienia wyraźnie i przy włączonych mikrofonach sobie nasz Ojciec Święty, świętej pamięci zażyczył.

  13. Nie chce mi się z wami gadać, bośta są niedoinformowani, a bijeta pianę, jakbyśta nowych tryndów nie znali, co rozumiem u was maluczkich, ale pod katedrą to juz niewyobrażalne 🙂

    http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110319/EDUKACJA/74561875

  14. Papież był(jednym z ) dobrym przekaźnikiem równowartości paru(góra) myśliwców do struktur „S” coby się kręciły…;-)

  15. @ parker …? papierz to w tej narracji mały pikuś…

    Układ Warszawski runął pod naciskiem flashmoba – by gostek od fejkzbuka (postemp znaczy przyniósł i kaskę nakręcił)…

    Linda Evangelista nawróciła ziomali z kagebe marketingiem partyzanckim w outdorze (Rzym dołączył później)…

    Banksy obalił szprajem mur berliński – na bank’sy tak było, nawet na twiterze ćwierkali o tem…

    Wałęsę ruscy zrzucili na spadochronie pomyłkowo na stocznię za płotem, a miał być twarzą SLD i tak sie porobiło – pokazywali w tivi „Plwam” z Torunia…

    Grześ nadchodzi przez wieś, worek jabłek niesie – a już młodzież nowoczesna ślini się za Grzesiem – kolejnym, ale tak samo jabolowo pierworodnym…zapoda to Pan Krzaczasty w swojej internetowej TVP.

    To, parkerze, nasza rzeczywistość społeczna i rosnące nowe pokolenie, wykształcone w szkołach naszych…
    Wkrótce usłyszymy to wszystko na sali sejmowej – bo dlaczego nie, skoro za to płacą więcej, niż zasiłek?

    A wagary…cóż za obciach w czasach, gdy nadchodzi do Polski z przeszłości >blinded lerning< w wersji jednego okienka – wystarczy wysłać esemesa, kliknąć i papier sam z drukarki wyjdzie;
    na "wagary" będzie się WCHODZIŁO – to nowy serwis.
    Oczywiście "społecznościowy".

    Pozdrawiam w nowy, niedzielny Poranek Nad Polską, świt, można powiedzieć… hihi.

  16. Podążając za ‚bucem’ (trudno się oprzeć tak powszechnemu zjawisku społecznemu) spod katedry po jego linka znajduję takie oto wstrząśnienie nową formułą dnia wagarowicza:

    „- W poniedziałek odwracamy role. ZAZWYCZAJ to nauczyciele COŚ POKAZUJĄ. 21 marca to uczniowie mają się pokazać – mówi Marzena Tranowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej numer 33 w Kielcach. Oto szkoły, które otrzymały specjalny tytuł od Ministerstwa Edukacji Narodowej: Szkoła Podstawowa Pacanów…(…)”

    No i jesteśmy w domu – kwintesencja „blinded lerning” po polsku, czyli wiódł ślepy kulawego.

    Ciekaw jestem, co Pani Drechtór POKAZUJE – czy ma codziennie przepisowy mundurek, kapcie, dzienniczek, kartkówki i może dostać „pałę” za jakość swojej pracy?
    Skoro nie rozumie nawet, w czym robi?
    Ciekawe, co jeszcze mają POKAZAĆ tego dnia uczniowie, wyleniuchowani codziennym OGLĄDANIEM POKAZÓW nauczycieli…
    Może – tyły?

    Ech, dobrze że choć w Pacanowie kują za ministerialne granty, są szanse na kujonów lepszych niż Pani Dyrechtór z Kielc (bo chyba nie rzuca słów na wiatr…)
    🙂

  17. Eltoro
    Przepraszam, czy nie mógłbyś wyrażać się jasniej. Ułatwiło by mi dyskuję z Tobą gdybym nie musiał się domyślać o co Ci chodzi. Uprościło by to rozmowe czyli wstęp do kolektywnego działania.
    Pozdrawiam

  18. Eltoro,
    Pocieszające jest, że jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.
    Smutne to, że tak naprawdę najważniejsza dla naszej przyszłości inwestycja jaką jest nowoczesna edukacja i wychowanie społeczne młodych, ma tylu wrogów.
    Wszystkie zapóźnienia da się pokonać, służbę zdrowia zreformować, uruchomić wciąż nie małe rezerwy tkwiące w naszej gospodarce aby wzrost gospodarczy przyspieszyć.
    Zmarnowanej młodzieży się nie naprawi.Problem będzie narastał, bo podobnie jak wykluczenie społeczne w niektórych miejscach jest dziedziczne, tak nieprzystosowanie społeczne, tumiwisizm, i roszczeniowy stosunek do życia będzie dziedziczony.(Też czytałem Hartmana, ciekaw jestem ilu nauczycieli, tak procentowo, się z tekstem zapoznało, Ile stawiasz, promil? Procent?Procent to 6 tysięcy to chyba mniej.W ilu Pokojach można TP zobaczyć?Jak zaglądam czasem, to Fakt i SE dominuje na biurkach.)
    Kościół mimo, że słabnie, to dzięki lekcjom religii których nie wyprowadzimy ze szkół chyba nigdy, nie jedno jeszcze pokolenie oportunistów i cyników wychowa.
    Trochę ciemnogrodu też, choć to nie jest największy problem, bo niektórym taki już Bóg scenariusz na życie wymyślił i ksiądz tego nie zmieni, nawet jakby go w szkole nie było.
    A politycy?
    Część z nich widzi i potrzeby zmian i wie jak się je powinno przeprowadzić ale..
    Nie da się.
    Ci politycy, co nie widzą potrzeby zmiany w edukacji, też by im nie zależało przecież, żeby to torpedować, jakby się entuzjazm w narodzie do reformowania szkoły wyzwolił.
    No chyba, że na sprzeciwie by mogli zyskać.
    W jakich środowiskach by zyskali?

    Ludzie nie chcą reformy zmierzającej do podniesienia poziomu kształcenia i wychowania, dlatego jest, jak jest.
    Ale którzy ludzie?
    Uczniowie nie chcą?
    Uczniowie chcą.
    Na całym świecie młodzi ludzie chcą się uczyć i rozwijać.Trzeba ich tylko zainteresować, odpowiednio pokierować. Dać szansę.Dobrego nauczyciela.
    To może rodzice nie chcą?
    Wydający wszystko co mają, zaciągający kredyty, ostatnią krowę sprzedający, żeby syn czy córka studiowała, nie mający świadomości jak te ich pieniądze są przez fatalny system edukacji marnowane. Jak marny produkt edukacyjny, nie dający dużych szans na przyszłość otrzymują ich dzieci.
    To kto do jasnej ciasnej nie chce tych niezbędnych zmian?
    Lenie, obiboki, ludzie nieutalentowani, którzy do zawodu trafili ze strachu przed wolnym rynkiem, chcący schronić się pod publicznym parasolem socjalnym przed problemami do rozwiązywania których, powinni swoich uczniów przygotować.
    Jak ku..wa maja przygotować, jak same sieroty nieprzygotowane?
    A czy wszyscy nauczyciele tacy są? Nie, nie wszyscy ale obawiam się, że niestety większość.
    Nawet jak ktoś z młodzieńczym zapałem do zawodu trafi, to go albo szara gnuśna i roszczeniowa masa na ziemie sprowadzi i zmusi do fałszowania w chórze, albo co się częściej zdarza po prostu z zawodu ucieknie, bo perspektyw brak.
    Perspektyw na pozytywna zmianę.

  19. @ kartko,

    zaznaczam, że nie jestem w stanie montowania koalicji działania kolektywnego, gdzie łączą ludzi wspólne poglądy, cele i przekonania.

    Natomiast w dyskusji, chętnie odpowiem, jeśli jasno napiszesz, jak rozumiesz inaczej to, co napisałem, skoro masz poczucie „niejasności” poglądów, jakie wyrażam 🙂

    Tak więc – jeśli dyskutować o różnicy poglądów, to sprecyzuj mi swoje, dla jasności.

    Bo na razie, dla mnie to jasne, co piszę tu:

    „Jednostkowy protest kończy się w więzieniu, zbiorowy ? może zniszczyć nawet tyranię, czego dowiodła Solidarność.”

    polemizując z równie jasnym, tym:
    „Zawsze lepszy indywidualny bunt niż grupowy.”

    Pozdrawiam 😉

  20. Do dziś przechowuję usprawiedliwienie, które kilkanaście lat temu napisała mama mojej uczennicy: „Proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojej córki w dniu 21 marca, bo była na wagarach z okazji pierwszego dnia wiosny”.

  21. Eltoro
    Trzymając sie tematu czyli wagarów. Piszesz – „Jednostkowy protest kończy się w więzieniu, zbiorowy ? może zniszczyć nawet tyranię, czego dowiodła Solidarność.” W moim przypadku jednostkowy protest – wagary indywidualne – nie powodowały jakiś dotkliwych kar – były tolerowane. Natomiast wagary grupowe wiązały się z represjami – ofertami donosicielstwa, szantażami, szukaniem prowodyrów a przede wszystkim brutalnym rozbijaniem jedności zbuntowanej grupy. W życiu dorosłym odpowiedzialnośc za buntownicze dzialania grupowe też jest większa. Panstwo toleruje politycznych ekscentryków natomiast wobec ich związków używa już siły. Oczywiście, że w życiu społecznym są chwile, gdy buntownicze dzialania zbiorowe przynoszą efekty niszcząc tyranie. Lecz później życie wraca do normy i na przykład szkoły – te pierwsze instytucje represji z którymi mamy doczynienia – znów dławią bunty zbiorowe w zarodku. I dzieciom pozostaje bardziej skuteczne w codziennym życiu indywidualne, buntownicze miganie się od represji.
    Twoja uwaga o konsekwencjach tego indywidualizmu jest prawdziwa. Trudno od tak wychowywanych dzieci żadać kolektywnych dzialan – np sprawnej budowy autostrady. No ale taki był i jest system. Sprzeciw antysystemowy może przybrać formę kolektywnego buntu z najczęściej przypadkowymi ofiarami. No ale bunt może też mieć charakter indywidualny – np emigrację, bo te decyzje najczęściej samotnie się podejmuje.
    Nie traktuj mego wyjasnienia jako deklaracji światopoglądowej. To tylko opis sytuacji – tak to po prostu widzę.
    Pozdrawiam

  22. @Parker
    Nie bolałabym tak nad jaokoscia nauczycieli. Oni nie wzieli sie z ksiezyca.
    Sa czescia spoleczenstwa, ktore takze i Ty tworzysz.
    Traktatami filozoficznymi nie nauczysz ludzi etycznych zachowan, tylko przykladem. A Ty jaki dajesz przyklad etycznego podejscia do czlowieka? Do nauczyciela? Wcale nie wygladasz na czytelnika Hartmana.
    Rozumiem, ze chcesz skrytykowac, ale argumenty w stylu:

    „Lenie, obiboki, ludzie nieutalentowani, którzy do zawodu trafili ze strachu przed wolnym rynkiem, chcący schronić się pod publicznym parasolem socjalnym przed problemami do rozwiązywania których, powinni swoich uczniów przygotować.”

    jest smieszny (pomine, ze obrazliwy, jesli rozumiesz to slowo). Wyobraz sobie, ze w pipidowach sa tylko takie prace jak nauczyciel, policjant i urzednik. Kim wolalbys zostac? A zarabiac trzeba.
    I nie badz naiwny, praca w szkole to tylko praca. Nikt tam sie rozpruwac nie bedzie dla przyszlosc narodu, bo dzieci takie wspaniale trele morele…
    Idzie sie, uczy, wraca do domu. Jak dzieci maja „dys-wszystko” to ich problem. Na prywatna edukacje tez nie nie licz. Ten sam czort. Za to licz na wychowywanie ludzi wokol siebie. Wiecej tym zdzialasz dla wlasnych dzieci, niz ponizanie nauczycieli.
    Zeby nie bylo nieporozumien: rozumiem Twoje zale i prawo do krytyki. Ale obelgi to juz za wiele.
    Jak Ci dzieci w domu robia inaczej niz chcesz lez je tak wyzywasz??? Bo chcesz zeby bylo lepiej?

  23. @ parker,

    w tym co piszesz przygnębiające nie jest nawet to, co piszesz, tylko to, że ja nie mam prawie nic do dodania – jest dokładnie tak, jak piszesz.

    potwierdza to explicite wpis
    @ tsubaki – skądinąd sympatycznej persony, ale horyzonty biorącej jakże wąskie i ułomne za rzeczywistość.
    Dla przykładu – setki młodych ludzi widzą inne możliwości niż gnuśnienie w nieróbstwie na powiatowym garnuszku podatnika – można w GW poczytać, jak przenoszą gminne gumna na trotuary Warszawy. Dla nich awans – dla stolicy i kraju degradacja.
    Ale jednak, na garnuszku oświaty uwłaszczać się to dla nich za mało. Nie jest tak, tsubaki, jak byś chciał(a) – nawet w Jedwabnem (polecam tekst w Dużym F) ludzie chcą i umieją więcej, niż belfrowanie bez kompetencji i bez przekonania.
    Nie ma takiego usprawiedliwienia dla własnej małości, o jakim piszesz – małość to nie wina zbiorowa a indywidualna odpowiedzialność. Tak jak i wielkość.

    @ parkerze,
    jasne że dobrze wiadomo, co jak i gdzie trzeba zrobić, aby nasz kraj stawał się cywilizowany a społeczeństwo nowoczesne i współczesne cywilizacjom.
    Jest też i motyw, który już wkrótce ruszy z posad nawet Tuska.
    Będzie to wpływ następujących procesów, kończących ‚dolce vita’ kolejnego mgnienia dziejowego niepodległej Polski:
    1/ zakończenie pompowania kasy przez UE w polski buraczany wywar (bo kasa i cierpliwość zachodu się skończy)
    2/ dywersyfikacja UE na kraje nowoczesne, z Euro i te europoejskie drugiej świeżości (nam z tej zmiany zostanie tylko ‚syfikacja’).
    3/ kryzys finansów publicznych, zmuszający do podniesienia podatków, co skończy się w tym społeczeństwie płacenia ich ich zanikiem (modo: abonament rtv).
    I jeszcze parę innych, których już nie mam siły tu ujawniać, bo i po co.
    Nasza oświata i społeczeństwo usankcjonowały postsowiecki model społecznej gry o sumie niezerowej – bo ujemnej (sic!) , w której satysfakcja wszystkich napędzana jest wyłącznie stratą wszystkich, a opcja wygranej zbiorowej lub, nie daj Bóg Kato-indywidualnej, paraliżuje bardziej, niż groza utraty państwa i wolności.

    Jakże chciałoby się mieć w tej perspektywie dylematy tylko takie, jak Gospodarza – wagary czy kary..?

    Do zobaczenia więc w pociągu ‚w staronu k wostoku prjetivpołożnoj’, póki stać nas chociaż na ten bilet…na wagary ekstremalne i permanentne!

  24. @ kartka,

    właśnie w Twojej konsekwencji dys-poznawczej tkwi istota sporu.
    Piszesz jak następuje:

    ‚moje doświadczenie indywidualne wskazuje, że celem życia jest konformizm – np. wobec państwa (jest tworem obcym), które może niekomfortowo represjonować , a warto być >tolerowanymmigania sięsystemu<, ten system pochodzi skądinąd a sprzeciw wobec niego to droga do bycia ofiarą represji.'

    Tak to brzmi dosłownie.
    Szanuję Twoją szczerość i rzetelność w opisie, który uważasz za fotografię a nie światopogląd.
    I tu się właśnie nie zgadzamy.
    Przeszliśmy już przez etap, który udowodnił, że zniewolenie nie trwa ani chwili dłużej, niż zezwolenie na to ze strony zatomizowanych, indywidualnych światopoglądów nie składających się na społeczną wolę zmiany.
    Identyczne, jak wyrażasz, poglądy, są w stanie zakonserwować każdą tyranię w imię osobistego hedonizmu małej stabilizacji.
    Nie przypadkiem noszą miano mentalności 'homo sovieticus' i to niestety nie brzmi dumnie, nawet, jeśli pojawia się w nowej szacie po 22 latach od ich kompromitacji.
    Ja nazywam to raczej "mentalnością leminga".

    Z całym szacunkiem – proszę nie bierz użytych przeze mnie określeń jako osobistych ku Tobie epitetów, ilustrują zjawisko szersze i nie tylko polskie, choć dla nas wybitnie charakterystyczne.

    Tak więc, dla mnie jest całkiem jasne, o czym mówimy i co nas różni, pozostaje tylko pytanie, komu współczesny 'homosowieticus' zechce wystawić rachunek za skutki swojej postawy, bo przecież odpowiedzialności za nie świadom ani chętny wziąć nie jest.
    Zapewniam, że ja również nie.
    Będą musiały zrobić to, jak niegdyś kraje ościenne Polsce, w rozbrajający prostotą sposób i jak niedawno MFW, zapewne – nie pierwszy raz udając za innych Greka.

    W tej perspektywie pozdrawiam więc z rzymiańskim "Eheu".

  25. tsubaki

    Widzisz, nawet takie chamy jak ja czy Eltoro czytają Hartmana a nauczyciele nie bardzo.
    O kim to dobrze świadczy, o chamach czy nauczycielach?

    Co do przykładu jaki daję, to nie zamierzam o tym dyskutować.
    Zdecydowanie więcej społeczeństwu daję, niż od niego otrzymuję.
    Nie uważam tego oczywiście za żadną moją zasługę, ale tak się moje losy potoczyły.Nie tylko moje przecież.

    To nie prawda, że w pipidówach są tylko prace pod parasolem sfery budżetowej.
    Są również inne, ale trudniejsze, wymagające wysiłku, zaradności i odpowiedzialności za swój los.
    A jak ich tam brakuje, to świat stoi otworem.
    Ja nie mam pretensji do nauczycieli, że są jacy są.
    Nie ich wina.
    Ale też nie moja.
    Mam pretensje do całego środowiska, do zbiorowości, że jest odpowiedzialna za zacofanie edukacyjne rodaków.
    Że z całą determinacją broni się przed koniecznymi dla naszej przyszłości zmianami.Jak na razie skutecznie. Że szkołę, co tak wyraźnie na tym blogu widać, traktuje jak dojną krowę, która ma im mleko dawać, nie uczniom.
    Że nie liczy się z potrzebami społeczeństwa, ma je w dupie i mnie też.
    Tak, będę Wam to mówił prosto w oczy.
    Lenie i obiboki na państwowym zasiłku.

  26. @ kartko,

    ERRATA do mojego tekstu, którego część cóś zjadło, czyniąc niezrozumiałym. Przepraszam.

    Akapit powinien brzmieć:

    …Piszesz jak następuje:
    ?moje doświadczenie indywidualne wskazuje, że celem życia jest konformizm ? np. wobec państwa (jest tworem obcym), które może niekomfortowo represjonować , a warto być przezeń >tolerowanymmigania się od systemu<, ten system pochodzi skądinąd a sprzeciw wobec niego to droga do bycia ofiarą represji.' …

  27. PS.

    A jakby policjanci narzekali, że im przestępczość cały czas rośnie, jak nauczyciele na tym blogu narzekają na obniżenie się poziomu kształcenia, to co byś sobie o nich pomyślała?

    Wiem, że za mało pieniędzy dostają.

  28. @ Parker napisał: ‚Pokojach można TP zobaczyć?Jak zaglądam czasem, to Fakt i SE dominuje na biurkach’.

    Nie wiem, jak to wygląda w innych szkołach, ale nauczyciele mianowani i dyplomowani, z którymi ja siedzę w pokoju nauczycielskim, cały czas ‚jadą na debecie’, w związku z czym w ogóle nie kupują gazet. Żadnych! Odnosi się to także do mnie samego. Czytamy w sieci. Książki zaś pożyczamy.

  29. „Ludzie nie chcą reformy zmierzającej do podniesienia poziomu kształcenia i wychowania, dlatego jest, jak jest.”

    Ależ ja chcę- bardzo chcę. Ale po czym wnosisz że ta reforma cokolwiek podniesie? Jeśli podniesie liczbę godzin to mnie po prostu zwolnią. Zostaną ci którzy mają dłuższy staż a nie lepsi. Więc nie rozumiem powiązania reformy z poziomem kształcenia- bo z pieniędzmy może i tak.

    „?Lenie, obiboki, ludzie nieutalentowani, którzy do zawodu trafili ze strachu przed wolnym rynkiem, chcący schronić się pod publicznym parasolem socjalnym przed problemami do rozwiązywania których, powinni swoich uczniów przygotować.?

    Nie boję się wolnego rynku – to raz. Po drugie mój mąż pracujący w firmie prywatnej ma dużo stabilniejsze warunki zatrudnienia niż ja – więc nie demonizujmy- u nas wcale nie jest tak różowo. Po trzecie- nie jestem leniwa. Owszem istnieją leniwi nauczyciele, ale tu nastąpiła generalizacja która jest wielkim nieporozumieniem. Po ostatnie jakim parasolem socjalnym? Jak mam 13-tkę to jest szansa że na wakacje gdziekolwiek pojadę i tyle.

    Ogólnie czasem mam ochotę zaprosić cię do mnie do pracy. Na dyżur, na lekcję. Pokazać jak to wygląda, jaka jest moja normalna praca i wtedy … no wierzę że przestałbyś takie rzeczy wypisywać.

    Ps: U mnie 100% popiera pomysł pracy od 7:30 do 15:30 w szkole i braku pracy poza szkołą. Każdy byłby zachwycony- zero drukowania i pracy w domu i w prywatnym czasie. Oby jak najszybciej!

  30. są szkoły, które rozwiązują to w sposób zadowalający obie strony, np. organizowane są w ten dzień wyjścia do kina, teatru lub wycieczki, wystarczy pomyśleć rozsądnie, nie od razu o karaniu, ale widać taka szkoła…

  31. lidqa

    I co z tego, że nie jesteś przeciwna reformom szkolnictwa?
    Ilu takich jest, dwóch, trzech;)
    Dlaczego zakładasz, że po reformie zostaliby ci co maja staż a nie lepsi?
    Przecież taka reforma jest bez sensu, to po co ją robić?
    Reforma która by przyniosła korzyści społeczeństwu, musi polegać na podniesieniu jakości kształcenia, na który przede wszystkim wpływa wykształcenie, zdolności i predyspozycje do zawodu nauczycieli.
    Jeżeli się takie kryteria wprowadzi, to żeby nie zostać bez nauczycieli, trzeba tym ludziom odpowiednio zapłacić.
    Nie trzymiesięcznym urlopem, nie wcześniejsza emeryturą, nie gwarancja zatrudnienia, ale pieniędzmi.
    Zamiast za płatne studia, zamiast za prywatne szkoły, zamiast korepetycji.
    Nauczyciele by zyskali.
    Ale nie wszyscy a przecież solidarność zawodowa tak mocno przez gospodarza akcentowana zobowiązuje.
    Ale się nie da, zaprotestują i wygrają ci, co wiedzą, że tych nowych kryteriów nie spełniają.A politycy ich w tym proteście poprą jak amen w pacierzu.
    Więc niech się społeczeństwo buja, bo szkoła jest od zatrudniania jak to często na tym blogu jest dowodzone.

  32. Eltoro
    Dzieki za komantarz wyczerpujący, ale nie mogę się z nim do końca zgodzić. Ta niewiara, niemożność czy wytresowany drogą np wychowania lęk przed buntem zbiorowym wcale nie musi oznaczać konformizmu. Wręcz przeciwnie – masowy konformizm przecież zaklada jakieś działania kolektywne – o konformistycznym podłożu. Przecież konformiści wybudowali by na rozkaz autostradę. Nie doceniasz buntu indywidualnego, który najwyraźniej wpływa na życie społeczne. Zbuntowany nauczyciel miga się od nauki dzieci tak jak ja od lekcji uciekając samotnie na wagary. On nie zwalnia się z pracy ostentacyjnie, nie strajkuje, nie idzie w pochodach, nie podpala opon… . On po prostu nie robi tego co do niego należy wg starej komunistycznej maksymy – „Z niewolnika nie ma pracownika”. On nie wykonuje istoty swojej pracy. On pracuje tylko formalnie. Własnie rozkład naszego życia społecznego jest skutkiem tych wyuczonych buntów indywidualnych – buntów nauczycieli, urzędników, prokuratorów, robotników… . Nie wiem jak to się dzieje, że ta reguła, którą zrozumiałem w ogólniaku – jeszcze w PRL-u – jest wciąż aktualna. Że się ją wciąż powiela, odtwarza.
    Oczywiście bunt indywidualny ma też głębszy wymiar – pisali o tym egzystencjaliści. No ale nie o tym mówimy.
    Pozdrawiam

  33. [uwaga: w moim poprzednim wpisie coś zjadło pewne fragmenty, proszę o skasowanie poprzedniego wpisu]

    Wszystkiego najlepszego dla nauczycieli z okazji dnia wagarowicza.
    Jeżeli cała klasa zbiorowo zawagaruje (pewnie niejedna taka będzie i w niejednej szkole), będzie okazja na oficjalne, legalne, jawne i zbiorowe wagary nauczycieli.

    A teraz dalej w temacie wagarów – dziwnym (a noże nie?) trafem moi P.T. poprzednicy idąc tropem wagarów dotarli do obszaru reformy oświaty. Może to podświadome marzenie o szkole bez wagarów. Jawnych i ukrytych.

    Kiedy czytam wyobrażenia nauczycieli o reformie oświaty, nieodparcie wraca mi przed oczy obrazek z krótkiej noweli Henryka Sienkiewicza ?Orso?. {Czytałem wiele lat temu, ale b. lubię Sienkiewicza; cenię również za humor i lekkość pióra; więc pamiętam). Otóż nie wdając się szczegóły w pewnym momencie widzimy tam dwójkę dzieci, które uciekły z cyrku na kalifornijską pustynię; są szczęśliwe, że udało im się uciec spod ciężkiej ręki dyrektora i od ciężkiej pracy. Jednak dziewczynka, która była w cyrku akrobatką po chwili reflektuje się, bo wie, że ?trzeba pracować?, więc mówi: ?czasem przeskoczę sobie przez jaką obręcz, przez dwie obręcze, przez trzy obręcze, przez cztery obręcze!?

    Dla niemałej liczby nauczycieli, wszystko, co znalazło się mniej lub bardziej przypadkowo w obszarze oświaty tak dalece wrosło w ich świadomość, że nie potrafią wyjrzeć poza zaklęty krąg małych i wielkich absurdów. Reforma w zależności, czy będzie ?dobra? (dla nich), czy ?zła? (dla nich) może mieć postać: że się im zwiększy pensum albo zmniejszy, że wszyscy dostaną podwyżkę dwa razy w roku albo raz na dwa lata, poratować sobie mogą zdrowie trzy razy albo tylko raz, w klasie może być max 20 uczniów albo 40, że się zamknie 100 szkół albo 100 wybuduje itd. Jeszcze, ewentualnie, że będzie więcej papieru toaletowego (vide ubiegły tydzień).

    Podstawą reformy musi być zdanie: Szkoła została stworzona dla ucznia, głównym i podstawowym zadaniem nauczyciela jest nauczanie; wszelkie inne zajęcia nauczyciela są wtórne i o tyle mają prawo do istnienia, o ile służą owemu celowi.

    A teraz do @lidqa, powoli i cierpliwie:

    ?Ale po czym wnosisz że ta reforma cokolwiek podniesie?? Bo właśnie o takiej reformie mówimy. Reforma to jest taki program, który ma coś zmienić. Jeżeli jest dobrze przygotowana i przeprowadzona, można się spodziewać zamierzonych rezultatów. A celem reformy w oświacie może i powinno być właśnie podniesienie jakości nauczania a nie np. rozwój terenów zielonych w mieście.

    ?Jeśli podniesie liczbę godzin? A po co?

    ?Zostaną ci którzy mają dłuższy staż a nie lepsi.? Dlaczego? Dlaczego nie można stworzyć systemu motywacyjnego, w którym ?lepszy? nauczyciel jest lepiej wynagradzany od ?gorszego? i ten gorszy jest w razie potrzeby w pierwszej kolejności zwalniany? Czas skończyć z mitem, że jakość pracy nauczyciela zależy wyłącznie od stażu.

    ?Owszem istnieją leniwi nauczyciele, ale tu nastąpiła generalizacja która jest wielkim nieporozumieniem.? Nie chodzi o generalizację. Chodzi o taki mechanizm, by leniwych wyeliminować (niezależnie, czy są dyplomowani lub mają 25 lat stażu), lub zmusić do dobrej pracy a promować zdolnych i pracowitych.

    ?Po ostatnie jakim parasolem socjalnym?? Pod parasolem chroniącym od rynku. Od wartościowania nauczycieli na wybitnych i przeciętnych, pracowitych i leniwych, utalentowanych i siermiężnych, tych którzy nadają się do zawodu i tych, którzy powinni odejść. I od konsekwencji tego wartościowania. Od tego, że owi ?istniejący leniwi? mają się tak samo, jak wybitni, otrzymali takie same podwyżki w ubiegłym roku i takie same otrzymają w bieżącym, w tym samym czasie się mianują i dyplomują.

    ?U mnie 100% popiera pomysł pracy od 7:30 do 15:30 w szkole i braku pracy poza szkołą. Każdy byłby zachwycony? A co to ma wspólnego z reformą? Cóż by to miało poprawić w poziomie nauczania? Czyj to pomysł i w jakim celu?

  34. do @parker
    Podpisuję się!
    Dodam tylko w jednym punkcie:

    [jakości kształcenia, na który przede wszystkim wpływa wykształcenie, zdolności i predyspozycje do zawodu nauczycieli.]

    Aby wykonywana praca (nie tylko nauczyciela) była wysokiej jakości, muszą być spełnione cztery warunki:
    1) predyspozycje, zdolności,
    2) wykształcenie,
    3) doświadczenie,
    4) chęć do pracy.
    W oświacie o pkt 1 nie wiemy nic, o drugim wiemy, że jest, jest nawet ustawiczne, często nauczyciele narzekają na jego poziom ale są dumni, że jest, więc trudno wnioskować z ich słów o jego efektach merytorycznych. Za trzeci nauczyciel jest głównie wynagradzany pod pretekstem stażu i stopnia, a mowa o czwartym w odniesieniu do szkoły jest wręcz bluźnierstwem.
    O ile przy baraku jednego z trzech pierwszych warunków efekty pracy mogą być marne, o tyle przy braku czwartego są zawsze tragiczne.

  35. Ależ „wieża Babel” na tym blogu. Przodownikiem – oczywiście – jaśnie oświecony Eltorrrro. Spadam na inne blogi.

  36. Łodzianka

    Spadaj!
    Na pudelka najlepiej.

  37. @ kartko,
    zdaje się nasz spór jest bardziej fundamentalny, ale trafnie widzę jego istotę.

    Otóż twierdzisz, że:

    „lęk przed buntem zbiorowym wcale nie musi oznaczać konformizmu. Wręcz przeciwnie ? masowy konformizm przecież zaklada jakieś działania kolektywne ? o konformistycznym podłożu.”

    Zupełnie nie pojmujesz, jak widać, czym różni się społeczeństwo i demokracja od psychologii zastraszonego tłumu. Piszesz, jakbyś rzeczywiście nie rozumiał, że wygodne grepsy i wymówki z czasów komuny są dziś, w naszych warunkach, cyniczną i prymitywną demagogią, o, taką:

    „Przecież konformiści wybudowali by na rozkaz autostradę.”

    Bynajmniej, autostrady budują obywatele społeczeństwa a tchórzliwe i zdeprawowane jednostki chciałby, aby im za budowę jedynie zapłacono, kryjąc się za rzekomym „zastraszeniem tłumów” jako przyczynie, która uwalnia ich po prostu od odpowiedzialności za oszustwo.

    Właśnie na tym polega konformizm, że robi się coś, co jest wygodnie popularne a nie – rozkazane.
    Sam zresztą piszesz poniżej, że rozkaz dla konformisty jest tylko sygnałem do symulacyjnego oszustwa z dorabianiem sobie ‚ideologii’.
    Takie właśnie mamy autostrady, pomimo wielu ‚rozkazów’ i taką szkołę.

    A teraz już piszesz zupełnie jasno i otwarcie, o co chodzi w tym „buncie”:

    „Zbuntowany nauczyciel m i g a się od nauki dzieci
    On po prostu nie robi tego co do niego należy On nie wykonuje istoty swojej pracy. On pracuje tylko formalnie.”

    Mylisz (?) więc nadal bunt z oszustwem.
    Nie ma nakazu pracy ‚niewolniczej’ w oświacie ani w ogóle gdziekolwiek.
    Nie ma w tym co piszesz mowy o żadnym buncie czy niewolnictwie, ale tylko o cynicznym, maskowanym ideologią oszustwie, bo przecież pobierane wynagrodzenia nie są bynajmniej formalne a realne.
    Na tym polega właśnie konformizm oszustów w kraju przez nich zaludnianym – oszustwo to tutejszy sposób na życie a nie żaden „bunt”.

    „Oczywiście bunt indywidualny ma też głębszy wymiar ? pisali o tym egzystencjaliści. No ale nie o tym mówimy.”

    Niestety, ten poziom cynicznego oszustwa – np symulowanie pracy za którą się bierze pieniądze, to nie jest wymiar egzystencjalny a jedynie płasko kryminalny.
    I niestety, jak się okazuje, o tym dyskutujemy, kartko.

    I jeszcze jedno:

    „wg starej komunistycznej maksymy ? >Z niewolnika nie ma pracownikaa dla złodzieja nie ma zatrudnienia<

    Z wyrazami współczucia i niesmaku rozczarowania, jako jedynym możliwym w tej sytuacji pozdrowieniem.

  38. @ kartko,
    ERREATA
    znowu coś zeżarło mi część akapitu przedostatniego, więc dodaję pełny tekst:

    I jeszcze jedno:
    „wg starej komunistycznej maksymy ? >Z niewolnika nie ma pracownikaa dla złodzieja nie ma zatrudnienia<

  39. @ kartko,

    ERRATA
    znowu i znowu !!!
    coś zeżarło mi część akapitu przedostatniego, więc dodaję pełny tekst:

    I jeszcze jedno, piszesz:

    „wg starej komunistycznej maksymy
    >Z niewolnika nie ma pracownikaa dla złodzieja nie ma zatrudnienia<

  40. @ kartko,

    nie wiem, co się dzieje, ale wycina mi tekst, spróbuję raz jeszcze:

    „wg starej komunistycznej maksymy
    Z niewolnika nie ma pracownika”.
    Maksyma jest wcale niekomunistyczna i skądinąd słuszna,jej druga część brzmi: ‚a dla złodzieja nie ma zatrudnienia’

  41. ależ mi się podoba najwyższy Łodziankowy stopień dezaprobaty dla rozmówcy,
    na blogu BELFERSKIM O OŚWIACIE

    # Łodzianka pisze:
    2011-03-21 o godz. 20:02
    Przodownikiem ? oczywiście ? jaśnie oświecony Eltorrrro. Spadam na inne blogi.

    Tak, być „jaśnie oświeconym” to już nawet gorzej w naszej oświacie niż na ten przykład – bucem.
    Słowo na „s” ilustrujące zamiary Łodzianki wydaje się godne powtórzenia po trzykroć.
    S… – byle nie do oświaty, tam zbyt jasno…hihi

  42. Ten dzień dla pojedynczego nauczyciela to problem / o ile szkoła jakos tego nie zorganizuje/. Podobnie jest z ostatnimi dniami roku szkolnego, uważam jedno i drugie jest potwornie ‚niewychowawcze’.
    Niektóre komentarze tutaj wyglądają na bicie piany i lansowanie się kilku osób, nie ma sensu do nich zaglądać, spadam stąd.

  43. # stacha pisze:
    2011-03-21 o godz. 21:42
    Niektóre komentarze tutaj wyglądają na bicie piany i lansowanie się kilku osób, nie ma sensu do nich zaglądać, spadam stąd.

    Ciekawe, ile jeszcze równie konstruktywnych „spadów” się tu polansuje… 🙂

    Czyżby to był masowy kierunek naszej oświaty, hihi?

  44. Eltoro
    Różnica między Tobą a mną w widzeniu polskiej struktury społecznej zawiera się w Twoim jednym zdaniu – „Zupełnie nie pojmujesz, jak widać, czym różni się społeczeństwo i demokracja od psychologii zastraszonego tłumu.” Otóż Ty chcesz widzieć demokratyczne społeczeństwo a ja widzę zastraszony tłum. Moim zdaniem demokratyczna fasada kryje za sobą własnie ogarnięty lękową psychozą tłum. I to jest w tym kraju niezmienne od kilkudziesięciu lat – tak jak pisałem. Mimo, że nie ma -jak piszesz nakazu pracy – to lęk przed utratą pracy między innymi dla piszących tu nauczycieli jest podstawowym lękiem egzystencjalnym i kumuluje się właśnie w tym destrukcyjnym, indywidualnym oporze czy buncie. Ten lęk musi znaleźć ujście. Oczywiście zgadzam sie, że ów bunt może mieć oszukańczy wymiar. Sam o tym miganiu pisałem. Ale wydaje mi się, że bez uznania tej „psychologii zastraszonego tłumu” nie da się wyjasnic czemu tak jałowy wymiar ma nasza społeczna demokracja. Jeśli tego nie przyjmiesz to będziesz skazany na monolog a nie dialog z ludźmi. Powtarzając im bez konca, że nie dorośli nic nie zmienisz. Bowiem bardzo trudne jest obniżanie lęku racjonalnymi argumentami.
    I jeszcze jedno – przy zdaniu o buncie opisywanym przez egzystencjalistów wyraźnie zaznaczyłem, że nie o tym rozmawiamy
    Pozdrawiam

  45. U mnie za tydzień odbędą się 3-dniowe wagary, żartobliwie zwane rekolekcjami.

  46. @ kartko,

    jak najbardziej masz słuszność – Twoje doświadczenie poznawcze nie wychodzi poza projekcję własnych lęków i postaw.

    Dialog zmierzający do postępu ( indywidualny i społeczny) nie polega na populizmie schlebiania patologicznym postawom lecz na respektowaniu zasad cywilizacyjnych w poszukiwaniu rozwiązań służących wszystkim.

    Nie ma żadnego ‚zastraszonego tłumu’, lecz jest pewna postawa społeczna, swój komfort i wygodę życia na koszt innych chowająca za rzekomymi zewnętrznymi przymusami.

    O tym cynizmie rozmawiamy i cywilizacja rozwiązuje go w wymiarze prawnym i dyscyplinarnym (czyli – sprawa dla posterunkowego a nie filozofa).

    Dziwne, że będąc podróżnikiem, w otoczeniu dostrzegasz tylko „zastraszony tłum”.
    Zadziwiające spektrum poznawcze albo… komfort nieodpowiedzialności przy żądzy hedonizmu (pisze o tym prof. Hartman właśnie).

    Jak widać widzimy różne światy, bo w różnych żyjemy – dla mnie, pasożytniczy oszuści, których owszem, dostrzegam, jest to kryminalny margines (pod katedrą kogoś, kto wyłudza wynagrodzenie symulując pracę, zwalnia się i tyle).

    Dla Ciebie – Polska ludzi przedsiębiorczych, odpowiedzialnych, ciężko pracujących na własne ryzyko, tworzących wspólny dobrobyt, więzi, cele i wyniki społeczne i olewanych przez socjalistyczne państwo – to science fiction.

    A przecież od 22 lat to jest siła społeczna 1/3 Polaków, ich właśnie praca i wyniki są przyczyną, dla której „zastraszeni” mają co wymuszać i z czego żyć.

    Trudno, współczuję takiej postawy, cieszy tylko, że Twój „ogląd” wraz z jego politycznymi rzecznikami w postaci PIS i SLD, zostali odprawieni od władzy z kwitkiem. Bezwstyd „migaczy” nie ogarnął jeszcze „dialogiem” całego społeczeństwa, o którym nie wiesz, że w nim żyjesz.

    Żadna to pociecha, że nie jesteś w tej postawie sam (vide-nauczyciele) – to dopiero powód, aby bać się naprawdę!

    Pozdrawiam.

  47. @Eltoro
    a propos „jaśnie oświeconego” przypomniało mi się jak pewien maluch (5 lat) został nazwany „PANEM”; zaprotestował głośno: „ja jestem Jaś, nie PAN”… (a zabrzmiało, jak zabrzmiało) 🙂

  48. Eltoro
    Uparcie, mimo moich sprostowań, mylisz opis ktorego dokonuję z moją postawą. Zapewniam Cię, że nie jestem ogarniety lękami. Zresztą chyba z moich komentarzy te lęki nie przebijają. Po prostu tak widzę sytuację w Polsce. Staram się ją jakoś wytłumaczyć. Tym bardziej, że kilka godzin marszu od domu mam już Czechy w ktorych tego lękowego smrodu sie nie czuje. No i czuje się porządną ludzką kooperację. To samo odnosi się do innych podróży. Przykro to pisać ale poza Polską ten snujący się nad ulicami strach nie truje i nie paralizuje życia. Tu jest taka karma po prostu.
    Pozdrawiam
    Ps. Myslę, że te ostre, agresywne akcenty w Twojej wypowiedzi (coś o karaniu i posterunkowym) to też efekty lęku. Człowiek wolny od tego uczucia po prostu nie myśli o takich środkach. Nie szarpie się…

  49. @ drogi kartko,

    Nazywanie przez Ciebie ‚agresją’ pracy policji nad ściganiem przestępców (a jest nim wyłudzenie nienależnego świadczenia, jakie opisujesz pod mianem buntu) trafnie podsumowuje i kończy dyskusję.

    Nazwanie z pozycji takiej postawy ‚uporem’ – konsekwentnego odrzucenia i krytyki „migania się”, też jest spójne, podobnie jak Twoja trudność w zrozumieniu i akceptacji innych niewygodnych zasad cywilizacyjnych.
    Poza – zasadą płacenia za obiecane świadczenie, która zapewne jest w Twoich oczach duszy – naiwnością praworządnych społeczeństw..

    Nie ma sensu dyskutować z egzystencjalnym okrzykiem HWDP, jaki w gruncie rzeczy tu wznosisz.

    Staranie wytłumaczenia się, jakie podejmujesz jest oczywiście zrozumiałe i uprawnione.
    Śpieszę jednak rozwiać Twoje złudzenia – zarówno w Czechach jak i reszcie cywilizowanego świata, społeczeństwo nie wykazuje lęku, ponieważ przed marginesem chroni je sprawna policja.
    Odwrotnie, niż u nas (zarówno co do policji jak i marginesu).
    Ucieczka za góry w tym kierunku będzie podróżą z deszczu pod rynnę.

    Pozdrawiam, życząc równie udanych, podróżniczych buntów w miganiu się od opłaty za bilet.

  50. @ time,
    Jak widzę, potrzebna jest kropka na i.
    Ja oczywiście nie mam nic przeciwko rozpoznaniu we mnie jaśnie oświeconego.
    Dziwi tylko (jeszcze…), że w naszej oświacie funkcjonuje to jako epitet i z takim zamiarem zostało użyte (w przeciwieństwie do „pana” wobec malucha).
    Skoro jednak „jaśnie oświecony” z archaicznego koszmaru wiejskiego kołtuna, to jeden z lęków naszej plebejskiej kadry oświatowej – nie mam nic przeciwko umieszczeniu po tej właśnie stronie mocy. Oświeconej, a nie ciemnoty.

    Z wiosennymi promykami pozdrowień, zasyłam 🙂

  51. Eltoro
    Znów Cię ponosi. Po co te złośliwości, po co tyle żalu do świata… . Po co te wątki policyjno – zlodziejskie. Mnie nimi nie urazisz, bo rozumiem czemu to piszesz. Wyluzuj, nie ma się czego bać.
    Pozdrawiam

  52. @ kartka

    właśnie tu wyluzowuję, bo w realu na takie, jak demonstrujesz luzy w kroku i insynuacje, reaguję zaobrączkowaniem klienta…hihi 🙂 🙂

    Obyśmy się mijali w swoich podróżach, tylko 🙂

  53. Coś tak czułem Eltoro!
    Pozdrawiam serdecznie

  54. @ kartka,

    równie ochoczo pozdrowię adekwatnym do klimatu blogu mottem, z odpowiednio kibolskim wyczuciem:

    GRA W WAGARY
    grunt to wyczuć, gdzie można się wygodnie
    mignąć
    w podróży przez życie
    ma się tego czuja – nie ma na Cię byka
    ni ..uja.

    Też serdecznie, do następnej mijanki 🙂 😉

css.php