Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

4.09.2007
wtorek

Absolwenci

4 września 2007, wtorek,

W pierwszym dniu roku szkolnego przychodzi do nas sporo absolwentów. Niektórzy odwiedzają tylko jednego nauczyciela, ewentualnie kilku wybranych, a inni robią rundkę po wszystkich. To miłe. Podejrzewam, że równie dobrze czuliby się moi nauczyciele z liceum ekonomicznego, które ukończyłem nieomal 20 lat temu, gdybym ich odwiedził. A nie byłem w swojej budzie dobrych kilka lat. Ciekawe, co u nich słychać.

Kilka lat temu odwiedziłem swoją polonistkę i to spotkanie oceniam jako jedno z ważniejszych wydarzeń w moim życiu. Gdybym mógł cofnąć czas i powtórzyć jedno jedyne wydarzenie, wybrałbym właśnie to spotkanie. Moja polonistka robiła bowiem na nas, nieokrzesanych uczniach, oszałamiające wrażenie prawdziwej damy, znawczyni świata kultury. Kiedy więc już jako absolwent, i to dość wiekowy, bo z trzydziestką na karku, zostałem poczęstowany przez Panią Profesor lampką koniaku i zaszczycony rozmową o literaturze, poczułem wyjątkową dumę. Dodam, że mimo upływu lat moja polonistka nic nie straciła ze swojego uroku. W każdym roku szkolnym, gdy rozpoczynam swoją pierwszą lekcję polskiego, myślami jestem przy osobie, która uczyła mnie literatury. W tym roku pierwszą lekcję mam z klasą Id.

Nie do każdego absolwenta czuję sympatię, także nie każdy absolwent czuje sympatię do mnie. Więc po latach niektórzy omijają mnie z daleka, a i ja nie cieszę się na widok niektórych moich byłych uczniów. Takie jest życie.  Ale z niektórymi uczniami tworzy się wyjątkowa więź, która powoduje, że właśnie z nimi chciałbym się spotkać i porozmawiać. Gdy po latach nieobecności przyjdą lub zadzwonią, czuję, że rozpoczynający się rok szkolny będzie lepszy od poprzedniego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Wczoraj, razem z czternastoma innymi tegorocznymi absolwentami, odwiedziłem moje liceum- III LO w Brodnicy. Mój wychowawca znalazł nam osobną klasę, gdzie przegadaliśmy kawał czasu. Radość z powrotu do szkoły dostrzegłem na wielu twarzach. Nie warto tracić kontaktu ze starą szkołą, nie warto.

  2. to bardzo miłe, kiedy wracają – i przydaje sensu tej pracy:)

  3. Optymistyczne. W drzwiach obu moich starych szkół stoją woźne mające zakaz wpuszczania do szkoły wszystkich nie-uczniów. Mimo że panie mnie znają, nie mogą pozwolić mi odwiedzić byłych nauczycieli, bo grozi im za to bura od przełożonych.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. A ja właśnie po raz pierwszy nie poszłam na rozpoczęcie roku szkolnego do mojego liceum.
    Uznałam, że nie ma to sensu po tym, jak rok temu była wychowawczyni podeszła do nas i powiedziała: ‚O! To jeszcze chce wam się tu przychodzić?’. I nic więcej. Przez te lata, kiedy jako absolwentka, przychodziłam do mojego liceum, usłyszałam tylko jedno w miarę miłe zdanie: ‚Tak, stanowczo wasz rocznik to był ostatni normalny rocznik w tym liceum’!

    I pomyśleć, że byliśmy klasą, która pobiła rekord w najwyższej średniej. Rekord, z którego pobiciem problem będzie przez następne 20 lat! A teraz nie ma dla nas czau nawet na chwilę rozmowy…

  6. Ja na pewno mojego LO nie odwiedzę. A więcej wstydzę się że kiedykolwiek do niego chodziłem.
    Ale ponieważ mam honor przyznaję że wybrałem je sobie sam i był to największy błąd w moim życiu.
    Zacytuję Wojciecha Jasińskiego, ministra skarbu, który mówił o swojej przynależności do PZPR: „Jak już się w coś takiego wdepnęło to trzeba się pogodzić z faktem że będzie się to za człowiekiem wlokło bardzo długo”
    Ten cytat pasuje do mnie.
    Pozdrawiam Przyjaciół

  7. Maniek ma rację. Uczęszczanie do XXI LO nie przysparza powodów do dumy i zastosowałem tu eufemizm :D. Moja noga nigdy już w tym liceum nie postanie.

  8. Ech co za masochistów nam Pan tu opisuje.
    A co do tego spotkania jestem bardzo zasmucony że gdy spotkam Pana nie będzie mi dane napisać takiego tekstu.
    W ogóle lepiej żebym nie pisał o takim spotkaniu nic.
    Warto zachować nad tą notką doniosłe milczenie.

  9. a ja dzisiaj, polonistka w pierwszych dniach na emeryturze – odwiedzilam moją szkołę – było mi obco i głupio. Niby wszyscy mili, ale szybko uciekłam – dwa inne światy. taki los.

  10. Ja mojej polonistki nie odwiedzę mimo tego, że ledwo 3,5 roku temu maturę zdawałam. Zmarła w zeszłym roku :(. A też była wspaniałym pedagogiem..

  11. Z tego co pamiętam, odwiedziłam nasze XXI LO dwa lata temu w roli absolwentki, zrobiłam „rundkę” po nauczycielach, zamieniłam z każdym kilka słów. Wszyscy pytali na jakim kierunku rozpoczęłam studia, czy mi się podoba, co zamierzam robić dalej i takie tam… zmartwiła mnie tylko jedna rzecz. Mój wychowawca, Szanowny Pan Gospodarz nie uraczył mnie nawet chwilą rozmowy, śpieszył się… I zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie przykro, kiedy człowiek któremu chciałam powiedzieć gdzie dostałam się na studia i zamienic z nim kilka słów po prostu mnie.. olał. Być może nie darzył mnie wielką sympatią przez te trzy lata, widocznie zmyliło mnie jego zachowanie, być może..
    Niestety zdaje się, że zaliczam się do grona Pana byłych uczniów z których widoku wcale się Pan nie cieszy.

    Pozdrawiam,
    (E.)

  12. Hekate,
    nie wyciągaj pochopnych wniosków po jednym spotkaniu. Pamiętaj o dylemacie Antygony. Gdy muszę wybierać między prawem boskim (np. opieka nad rodziną), a prawem świeckim (np. obowiązki zawodowe), wybieram podobnie jak Antygona. Dwa lata ma moja córka. Może trafiłaś na chwilę okołoporodową mojej żony, kiedy to mężczyzna musi rzucac wszystko i stawiać się w szpitalu?
    Serdecznie pozdrawiam
    DCH

  13. O ile dobrze pamiętam, było to przed Pana kolejną lekcją polskiego i nie zauważyłam objawów wzmożonego stresu/zdenerwowania ale… zaryzykuję i wybiorę się raz jeszcze w odwiedziny któregoś pięknego dnia 🙂

  14. Mieć szczęście do spotkań z właściwymi ludźmi, to mieć największe szczęście. Polonistki zdecydowały o moim życiu. Ja – wszechstronnie uzdolniona, zakochana w matematyce, fizyce i chemii, uczestnicząca w kolejnych konkursach matematyczno- przyrodniczych, tylko raz – dzięki polonistce – zbłądziłam na konkurs polonistyczny. Tak już zostało. Trwam, zmieniam się, nie nudzę, odkrywam polonistyczne manowce. Spotkałam wielkich polonistów, prawdziwych ludzi z pasją. Przyjaźniłam się z nimi, tak jak teraz mam szczęście być bliska następnym po mnie polonistycznym fascynatom.
    Dlaczego nie wpuszcza się absolwentów? Niektórzy nie mogą znieść, że do nich nikt nigdy nie zajrzał? Ja spotykam się z absolwentami prywatnie.

css.php