Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

6.01.2018
sobota

Szkoły myślą rankingami

6 stycznia 2018, sobota,

Opracowujemy wyniki próbnych matur i zastanawiamy się, dlaczego oceny są tak niskie. Jeśli nie przyciśniemy uczniów, możemy spaść w rankingach. Tylko jak zmusić młodych ludzi do nauki przedmiotu, który jest im do niczego niepotrzebny?

Szkoła potrzebuje wysokich wyników ze wszystkiego, co liczy się w rankingach. Natomiast uczniowi potrzebne są tylko sukcesy z przedmiotów, które brane są pod uwagę w rekrutacji na studia. Pozostałe przedmioty mógłby zdać wręcz na minimum. Taka postawa nie pasuje jednak szkole.

Nauczyciele nie pozwalają uczyć się na minimum. Po pierwsze, to obniża pozycję szkoły w rankingach. A po drugie, z dwójki blisko do jedynki. Uczniowie słabi z wyboru to zbyt duże ryzyko dla placówki. A jak nie zdadzą matury? Nie mówimy przecież o głąbach, tylko o leniach. Co szkodzi takim osobom wziąć się do nauki i sprawić prezent dyrekcji?

Ucznia, który zamierza zdać maturę z niepotrzebnych mu do niczego przedmiotów na minimum, bardziej opłaca się nie dopuścić do matury. Oczywiście, formalnie nie ma czegoś takiego jak niedopuszczenie. Uczeń musiałby nie uzyskać promocji, aby stracić prawo do egzaminu.

Tacy, co powtarzają klasę, nie są w ogóle uwzględniani w rankingach. Aby więc mieć pewność, że matura ze wszystkiego pójdzie maksymalnie dobrze, należałoby uczniów, którzy nie popierają polityki szkoły, zostawić na drugi rok. Będą mieli czas zrozumieć, że maturę należy zdawać albo na maksymalnie wysoki wynik, albo wcale. XX Ranking Liceów i Techników Perspektywy 2018 już za trzy dni (info tutaj). Trzymamy kciuki!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. „Kiedy pewna miara staje się celem regulacyjnym, przestaje być dobrą miarą.” Charles Goodhart

  2. @Gospodarz
    To nie wina rankingu tylko polskiej biurokracji oświatowej, że w polskiej szkole brak jest WYBORU i uczeń MUSI zdawać egzamin z kompletnie zbędnych mu w 99,9% czyli pseudoznajomości historii literatury (= polonistycznego żargonu!) w pierwszej kolejności … 😉

  3. @belferxxx
    Czy to wina biurokracji to bym nie mówiła. Bardziej chęć udobruchania polonistów, zwykle płci żeńskiej. Chyba żadna grupa nauczycieli nie ma takich kompleksów jak oni. A jak takiemu da się jakąkolwiek władze to jest wniebowzięty…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @rabnietawariatka
    1.To biurokracja tworzy i akceptuje taki a nie inny zestaw przedmiotów/poziomów do zdawania na maturze oraz ich paznokciowe programy.
    2.O ile wiem, uwzględnianie w rankingu przymusowych przedmiotów z poziomu podstawowego, to wynik nacisków urzędasów z MEN/CKE na autorów rankingu, a to CKE udostępnia im istotne dane. Kapituła rankingu składa się z przedstawicieli uczelni, którzy mają te akurat wyniki w … nosie (wiedzą, skąd się biorą) i chętnie by je wyrzucili, ale urzędasy nie pozwalają 🙁

  6. @belferxxx
    1. Tak, ale te założenia biurokracji skądś się biorą. Jak dla mnie – z niedowartościowanych polonistów.
    2. Z tego co wiem wyniki poszczególnych szkół na maturze w rozbiciu na przedmioty są dostępne na stronie OKE danego miejsca. Ilość osób też chyba tam jest. To są dane publicznie dostępne, tylko ranking to scala. Jak jest z egzaminami zawodowymi i olimpiadami – szczerze nie wiem.

  7. @Płynna Rzeczywistość
    Wyjątkowo celny cytat we właściwym miejscu.

    Jak szkoły zaczynają brać udział w „wyścigu szczurów” i przesadnie koncentrują się na rankingach, to po prostu zdradzają swoją misję i cel. Statystyki porównawcze ocen są cennym źródłem informacji dla uczniów i nauczycieli, głównie w kontekście lokalnym i tak powinny być traktowane. Natomiast gdy są stosowne do jakiś wyścigówek na listach, to tracą praktycznie swój sens.

    To jak w sporcie, gdy presja na wyniki powoduje, że w niektórych konkurencjach od pewnego poziomu każdy pakuje w siebie jakieś biochemiczne świństwa. Sport traci wtedy sens, jak również wyniki, chociaż w sporcie jest to bardziej naturalne, bo tam w zasadzie jedynym celem i kryterium oceny są wyniki. Szkoła ma jednak z założenia zupełnie inne zadania.

  8. @snakeinweb, Gospodarz, Płynna nierzeczywistość
    To RODZICE i UCZNIOWIE „rozliczają” szkoły z wyników matury/egzaminów gimnazjalnych i porównują. Bo od tych wyników zależy ich PRZYSZŁOŚĆ!!!I to dotyczy WSZYSTKICH szkół. Ranking PERSPEKTYW dotyczy zaledwie 500 szkół średnich w Polsce (na jakieś 20 tys.) przyjmujących NAJZDOLNIEJSZĄ i NAJAMBITNIEJSZĄ młodzież(na podstawie dopuszczonych przepisami(!)danych!) – ta młodzież (i jej intelektualno-materialne potencjały!) jest w tej 500-tce porównywalna(!). Ranking (już nie tylko maturalny (bo to za mało!)) pokazuje, co te szkoły z tym wielkim potencjałem potrafią zrobić. No i widać, że jednym województwom, miastom, szkołom i ich nauczycielom wychodzi to lepiej, czasem wręcz świetnie, a innym – marnie. Niestety biurokracja CKE/MEN wymusza uwzględnienie w rachunku maturalnym wyników egzaminów przymusowych, w których OPTYMALNA taktyka większości młodzieży jest „zaliczyć jak najmniejszym kosztem”, bo tylko to dla jej przyszłości się liczy. Informacje źródłowe rankingu (publikowane!) mówią kandydatom do liceów – czujesz, że masz talent do przedmiotu X, to spróbuj się dostać do liceum Y, bo tam tacy jak Ty mają największe szanse na ROZWÓJ tego talentu i sukces. Oczywiście rankingi kontestują te szkoły i ich nauczyciele, którym się nie chce albo nie mają dość umiejętności by tam sukces odnieść i zachęcić (!) do siebie co zdolniejszych (ci najzdolniejsi zresztą często mają różne dysfunkcje (np. Asperger , dysgrafie, dysleksje czy autyzm) w innych obszarach . Ci najzdolniejsi nie są przecież do liceów z czołówki rankingu kierowani pod PRZYMUSEM – sami je wybierają, a mogą. Być może powinien być jakiś inny, tworzony np. przez MEN, ranking szkół dla zaniedbanych społecznie. Ale to już inna historia.

  9. @belferxxx
    W normalnym świecie tak jest. W praktyce oceny pełnią jeszcze jedną funkcje – spokoju. Jak ktoś ma dobre oceny to ma poczucie, że mało kto mu może cokolwiek zrobić i jest spokojniejszy. A środowisko szkolne jest niejednokrotnie pełne różnych dziwnych sytuacji, w których dana osoba może czuć się zagrożona.

  10. @rabnietawariatka
    >Tak, ale te założenia biurokracji skądś się biorą. Jak dla mnie – z niedowartościowanych polonistów.<
    Trochę tak, ale głównie z tego, że CKE/MEN walczą ze wszystkim i wszystkimi kwestionującymi obecny kształt matury – chodzi o to żeby NIC nie zmieniać. A sytuacja nieuwzględniania w rankingu części egzaminów(tych PRZYMUSOWYCH!) sugerowałaby, że są zbędne … 😉

  11. OKE publikują dane wszystkich szkół i zapewniam, że rodzice te rankingi przeglądają. Prasowy przykład z łódzkiego: https://portal.plgrid.pl/affiliations/list
    (swoją drogą, sam pomysł, by w rankingu jakimkolwiek umieszczać szkoły, kształcące 3 dzieci jest tak absurdalny, że zęby bolą – informacja, że w danej szkole uczy się 3 dzieci jest ważniejsza od wyniku rankingowego i w oczach odpowiedzialnego rodzica całkowicie powinna dyskwalifikować daną szkołę, bo nie ma mowy o prawidłowej socjalizacji dzieci w takim przedszkolnym otoczeniu).

    No i teraz problem w tym, że ten ranking przekłada się na popularność szkół wśród rodziców, to zaś choćby na „trwałość nauczycielskich miejsc pracy”.
    Teraz pytanie: co mierzy ranking? Czy pracę nauczycieli? Wszystkich nauczycieli czy kilku wybranych? Tych zatrudnionych obecnie czy tych sprzed 5-10-30 lat, którzy zbudowali renomę szkoły. A może w szkole jest 3 słabych polonistów a jeden świetny lub odwrotnie, czy ranking to pokaże?

    Publikowanie ranking powoduje przepływ uzdolnionej i ambitnej młodzieży do wybranych szkół, zwłaszcza na poziomie licealnym, ale ten pęd zaczyna się już w gimnazjach. Czy to jest zjawisko korzystne? Dla kogo tak, dla kogo nie i jaki jest bilans? Czy dobrze jest zaniedbywać szkoły rejonowe kosztem kilku wiosek potiomkinowskich? Czy ważniejsze są olimpijskie medale, czy orlik w każdej gminie?

    Czy gdziekolwiek w Polsce dobra pozycja w rankingu szkoły przekłada się na pensje nauczycieli? Czy zła pozycja – na zwolnienie, przepraszam za mocny skrót – „śmierdzących leni?”. Bo przecież skoro wyniki są słabe, to wina nauczyciela, lenia, pijaka cholera wie co jeszcze, bo przecież nauczanie jest łatwe. Naprawdę?

    Czy wyniki testów powinny być w ogóle upubliczniane? Czy też powinny być wyłącznie wskazówką dla kuratorów, gdzie jest dobrze, a gdzie trzeba pomóc? Zwracam uwagę na słowo „pomóc”, które nie ma w sobie nic z represji, które czyhają za fasadą rankingów.

    Jaki jest przedział „niepewności pomiarowej” wyniku testów, na podstawie których tworzy się rankingi? Jak jest ich wiarygodność?

    W moim mieście 30 lat temu każdy wiedział, które liceum specjalizuje się w przedmiotach ścisłych, które w językach obcych, które w przygotowaniu przyszłych lekarzy. Od tego czasu nic a nic się nie zmieniło – te same szkoły są w tych samych specjalizacjach najlepsze, rankingi nic nie zmieniły.

    Jedno z moich dzieci uczęszczało do szkoły muzycznej, która z zasady w rankingach wypadała dobrze, zwłaszcza wśród dzieci młodszych. Czy dobry wynik odzwierciedlał znakomitość pracy nauczycieli czy to, że nie była to szkoła rejonowa, więc brakowało w niej „darów natury” wśród uczniów?

    A może ranking to tylko świetny pretekst dla dyrekcji, by cisnąć nauczycieli? Dla kuratorów, by cisnąć dyrektorów? Tylko gdzie w tym wszystkim są uczniowie?

  12. @Płynna nierzeczywistość
    Jak już pisałem – ranking Perspektyw dotyczy 500 szkół (z jakichś 20 tys. ) przyjmujących najzdolniejszą i najambitniejszą młodzież. I ich nabór jest porównywalny pod względem potencjału intelektualno-materialnego. Więc wyniki zależą głównie od pracy szkoły i nauczycieli! Ty zaś konsekwentnie piszesz o WSZYSTKICH szkołach w celach manipulacyjnych. Co do rankingów CKE z „gołych” wyników egzaminów zewnętrznych wszystkich(!) szkół to one oczywiście są dużo gorsze – w USA się je „wzbogaca” o kryterium zamożności(bardziej niezamożności) uczniów w danej szkole.
    Jak wiadomo nie ma idealnego pomiaru – każdy jest obarczony niepewnością, wymaga określonych nakładów itp. itd. Ale lepiej mieć wyniki pomiaru (zamiast widzi mi się!) niż nie mieć … 😉
    BTW Nie zetknąłem się z tym żeby do szkół z najgorszymi wynikami częściej trafiali wizytatorzy czy ewaluatorzy. Wręcz przeciwnie!!! Urzędasy chcą by wszystkie szkoły były JEDNAKOWE bo to dla nich i wygoda i władza. A ty się w ten nurt biurokratycznej propagandy, świadomie jak sądzę, wpisujesz … 🙁

  13. Złota zasada Murphy’ego: Zasady określa ten, kto ma złoto.

  14. @Płynna nierzeczywistość
    A jakoś tak JAŚNIEJ propagandysto!!! 😉

css.php