Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

14.09.2016
środa

Mniej czy więcej godzin?

14 września 2016, środa,

Uczniowie wystąpili do dyrekcji z petycją w sprawie mniejszej liczby godzin na zajęcia dodatkowe. Jest tego w mojej szkole od groma, a młodzież chciałaby mniej. A przede wszystkim, aby zajęcia dodatkowe były dobrowolne, czyli aby można było z nich nie korzystać.

Problem w tym, że ministerialna pula godzin, przewidzianych na realizację programu, jest za mała. Łata się te braki zajęciami dodatkowymi. Właściwie każdemu przedmiotowi przydałaby się dodatkowa godzina, a najbardziej przedmiotom maturalnym. Aby takie zajęcia miały sens, uczniowie muszą z nich korzystać. I tu rodzi problem. Zdaniem młodzieży zajęcia dodatkowe nie mogą być obowiązkowe.

Podpisałem petycję (kobyłami, aby wszyscy widzieli), ponieważ przekonała mnie argumentacja uczniów: chcą mieć wybór, prawo do rezygnacji, absencji, wypisania się itd. W końcu to nie są zajęcia obowiązkowe. Dostało mi się jednak po głowie od kolegów. Nikt nie chce prowadzić lekcji, na które można nie przyjść. Szkoda czasu i atłasu. Jak już prowadzę te zajęcia – rozumują nauczyciele – to młodzież musi korzystać. Kochani uczniowie, zrozumcie belfra. Jemu nie mieści się w głowie, że można go olać.

Minister edukacji obiecała zwiększenie liczby godzin dla kluczowych przedmiotów. Ośmioletnia podstawówka miała obejmować godziny z obecnej sześcioletniej podstawówki i trzyletniego gimnazjum. To rozwiązałoby problem. Niestety, Anna Zalewska wycofuje się z tego pomysłu (info tutaj). Godzin obowiązkowych będzie tyle samo. A to oznacza konieczność łatania dziur zajęciami dodatkowymi lub korepetycjami. Wybór lepszej drogi, oczywiście, należy do uczniów i ich rodziców.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. @Gospodarz
    Do tej pory „dobrowolno-przymusowe” zajęcia dodatkowe wyznaczały po prostu karcianki. Każdy nauczyciel, obojętne od czego, MUSIAŁ mieć te godziny i na nich uczniów, to i uczniowie MUSIELI! Teraz karcianek już nie ma, więc nie każdy nauczyciel MUSI, szczególnie jeśli to uczniom niepotrzebne! Może niech zamiast tego pojedzie na wycieczkę albo się czymś zaopiekuje dla równowagi … 😉 Do uczniów to jeszcze nie dotarło, stąd petycje. Oczywiście na zajęcia dodatkowe z polskiego i matematyki popyt ZAWSZE będzie 😉

  2. Wychowanie, czyli olewanie albo godzinki na musika.

    „Drodzy uczniowie” ustawiczne łamanie prawa i etyki przez nauczycieli i narzucanie cynicznych, prostackich przymusów, opisane przez ich Kolegę Chętkowskiego, zrozumieją nawet bez jednej dodatkowej godziny tych praktyk.
    Bo to się nazywa w y c h o w a n i e…
    I dzieje się zupełnie bez potrzeby samouświadomienia niekompetencji łamaczy praw i godności uczniowskiej, z jakże niskich pobudek, i TO właśnie jest (a nie nieśmiałe petycje uczniów o praworządność i przyzwoitość) o l e w a n i e m.
    Drodzy uczniowie zostają też demaskatorsko i jakże wychowawczo pouczeni o stanie kompetencji towarzycha gogicznego: „aby zajęcia miały sens, uczniowie muszą z nich korzystać”.
    Takim przenikliwym imperatywem ocenia postawę zawodową swego środowiska renomowany Belfer – i nie ma powodów, aby przyzwoity uczeń tę diagnozę olewał jakimiś nakolannymi petycjami.

  3. @Gekko drogi. Wybacz, ale bredzisz jak zwylke. To się nazywa niepohamowana biegunka werbalna.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem po Pana stronie
    Czyli po stronie uczniów
    Czyli po stronie nauczycieli

    Tylko proszę się już nie fraternizować. Nauczyciel jest nauczycielem a nie belfrem. Czas by było dorosnąć.
    To tak jak dzisiaj nie ma już ojca ani matki tylko tylko amerykańskie mom i dad. Infantylizm, kiedy „mama” się stawia umysłowo na poziomie niemowlaka. Niestety, weszło to nawet do języka oficjalnego. No cóż, taka polityka jaki poziom mamów i tatów.

  6. Takie zajęcia trzeba by prowadzić dobrze.

  7. @mpn
    jeśli w szkole jest, powiedzmy, 60 nauczycieli, to oznacza, że według jeszcze niedawno funkcjonujących przepisów w gimnazjum musiało się odbyć 120 godzin dodatkowych tygodniowo. Znajdź mi proszę szkołę, gdzie wszyscy uczniowie poszliby ochoczo na x, nawet najciekawszych, zajęć tygodniowo zupełnie bez przymusu. 1/10- być może, choć to optymistyczne założenie. No chyba, że to będą zajęcia sportowe (może 1/5) lub czatowanie w necie (1/3). Zachęć szkolne lenie, aby zamiast tkwić przed kompem ćwiczyły z własnej woli przebieg zmienności funkcji lub present perfect continuous. Niech sobie ćwiczą w domu lu też nie ćwiczą, tylko jak to pogodzić z żądaniami władz oświatowych i organów prowadzących w stosunku do nauczycieli. Nagle uczeń ciekawy świata i żądny wiedzy wyrywany jest sobie przez nauczycieli jak biały kruk przez bibliofilów.

  8. Wszystko jest kwestią precyzyjnego definiowania pojęć obowiązkowe i nieobowiązkowe. W trakcie studiów, w bardzo elitarnej uczelni, miałem w programie 4x45min. w tygodniu nadobowiązkowe zajęcia. Po miesiącu zostałem wezwany do dziekana i zapytany dlaczego na nie nie uczęszczam. Moja odpowiedź, że są nieobowiązkowe wywołała reakcję władz uczelni. Przekreślono na czerwono słowo zajęcia nieobowiązkowe i napisano,że są obowiązkowe dla wszystkich cudzoziemców.

  9. ” Jeśli w szkole jest 60 nauczycieli…”

    Ot, i cała dylemmata, skąd, po co i dla kogo przymuszanie uczniów do zapełniania list obecności.
    Dla cwanej kasy; w szkole, którym jedynym constansem i celem istnienia jest zapewnienie miejsc pracy tzw. „nauczycielom”.
    Oczywiście w ilości każdej i niepodważalnej, hihi.
    A o jakości, o jakiej świadczy, równie bezmyślnie i z jakimż tupetem, ujawniona konieczność przymuszania do kontaktu.
    Bezwstyd i głupota samodonosu – elementarna.
    Aż hadkość zżera, co przyniesą następne komentarze i wpisy źródłowe… 😉

  10. @Gekko złoty- znowu: nie wiem, ale się wypowiem. Nie wiesz, orle, że o kasę tu nie chodzi, bowiem, orle, te godziny były przymusowe tudzież darmowe dla nauczycieli. Oczywiście w twoim umyśle nie mieści się, że w szkole może pracować 60 nauczycieli, którzy są rozliczani z OBOWIĄZKOWYCH zajęć dodatkowych. Żeby takie się odbyły muszą być obecni uczniowie. Jesteś jak ta jaszczurka- wychylisz się spod kamienia, dróżkę przebiegnesz, język wysuniesz, z kałuży popijesz, ale nie rozumiesz tego, co cię otacza, bądź udajesz, że nie rozumiesz. Co chyba gorsze.

  11. Tak, właśnie o niepojęcie i niezrozumienie chodzi.
    Niepojęte jest bowiem etatyście, że to etaty wymiarowane godzinami dają kasę, a ta wymaga…? (wg. Pana Chętkowskiego) przymuszania uczniów do bezprawia – by utrzymać etat.
    No, bo nie pracę określoną standardami stanowiska przecież, skoro jej konsumpcja wymaga przymusu.
    Niezrozumienie, że szkoła nie jest do przymuszania uczniów do wyrobnictwa liczby godzin(sic!), uzasadnianych przez samych belfrów (tu, na blogu) ilością … etatów belferskich.
    Ile godzin jeszcze będzie trwało w Polsce opłacanie nierozumnych i niepojmujących sensu swej etatem wymaganej pracy (i płacy), ani niezdolnych jej świadczyć bez przymusu konsumpcji belfrów?
    Oto jest pytanie, którego filozofom na etacie belferskim nie śni się zadać.

  12. @gekko, ty albo udajesz udatnie , że nie dociera ciebie, co i autor, i ja próbujem ci wytłumaczyć, albo rzeczywiście… Nie męcz się już, i tak większość tutaj ma cię za trolla. Bez odzewu.

  13. Boże, Gekko, bierz może po pół tabletki.

  14. Ano właśnie.
    Nie dociera do uczniów i społeczeństwa, co usiłujecie bezrozumnie i bezczelnie „wytłumaczyć” – i nic dziwnego, nie rozumiejąc, co się belfrzym bezwstydem samemu pisze 🙂
    Trzeba więc „dotrzeć” kolanem, na siłę, godzinka po godzince…
    Oczywiście, jak to w szkole, nieumiejętność „tłumaczenia”, to jest właściwość zmuszająca do przymusu zamawiania godzinek u nieumiejących, a nie kompetencyjnie wykluczająca przydatność tłumacza.
    Ewentualnie, mile widziane są petycje ofiar tłumaczeń, o darowanie kary…
    Tak, zamawianie godzinek, ale przez takich belfrów, byłoby trafniejsza intencją niż tak wykoślawione usiłowania „edukacji”.
    Wiem też i owszem, z praktyki, że wierzycie w tabletki jak w panaceum przymusu; tak często muszę ich Wam odmawiać, rozwiewając Wasze nadzieje na łyknięcie tym sumptem rozumu… hihi.
    Niestety, ma to na blogach skutki w samoleczniczych, a nieświadomych akompetencyjnego ekshibicjonizmu obnażeniach mnogich.
    No, a teraz napiszcie : ile godzinek musi Wam podpisać uczeń, aby uratować jeden belfrzy etato-stołek? Na przykład jeden z tych wzmiankowanych 60-ciu?
    Jak „edukować”, to konkretnie, bez wpisowych ogródek… 😉

  15. belfrzyca,
    Tak, to jest to! Dodatkowe zajęcia z LoL-a! Wyrabiają refleks i koordynację ekran-oko-ucho-mózg-ręka-palce-myszka!

  16. @belfrzyca
    U nas w liceum zajęcia dodatkowe z chemii były 2 x w tygodniu, po 2 godziny zegarowe. Chętnych było kilkudziesięciu, z samych klas pierwszych około 40 osób.

  17. @mpn
    Chemia – wiadomo medycyna etc. Ale taka EDB, etyka, „przedsiębiorczość” ,Wiedza o Kulturze, religia i inne michałki, albo w humanistycznej szkole fizyka czy chemia. A tu KAŻDY miał prowadzić zajęcia i MUSIAŁ mieć na nich uczniów 😉 120 godzin tygodniowo to jest 24 godziny PO lekcjach dziennie, i wszystkie mniej więcej w tym samym czasie 😉

css.php