Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

8.06.2015
poniedziałek

Co robi nauczyciel na zastępstwie?

8 czerwca 2015, poniedziałek,

Spieszę wyjaśnić, dlaczego na lekcjach prowadzonych w zastępstwie nieobecnego pracownika nie są realizowane żadne tematy, a uczniowie siedzą i się nudzą. Nie zawsze. Czasem nauczyciel na zastępstwie uczy. Od czego to zależy?

Nauczyciel pracuje 40 godzin w tygodniu, w tym ma 20 godzin dydaktycznych. Jeżeli dyrekcja posyła go na lekcję w zastępstwie nieobecnego kolegi, to albo zamawia u niego godzinę dydaktyczną, wtedy płaci za nadgodziny, albo każe tylko zadbać o bezpieczeństwo dzieci, wtedy nie płaci dodatkowych pieniędzy. W placówce budżet na zastępstwa dydaktyczne wynosi – w zależności od gminy czy powiatu – od 2 do 10 procent całego wynagrodzenia. Zwykle po kilku miesiącach nie ma pieniędzy na zastępstwa, więc dyrekcja zleca opiekę. Każe więc wejść do sali i nie prowadzić lekcji. Jeśli pracownik chce uczyć, to już jego prywatna sprawa. Nie powinien jednak odnotowywać tego w dokumentacji, gdyż kontrola PIP mogłaby kazać pracodawcy zapłacić nauczycielom za nadgodziny.

Gdy podejmowałem pracę w szkole prywatnej i podpisywałem umowę zlecenie na prowadzenie określonej liczby godzin, prezes poinformował mnie, że jest tutaj taki zwyczaj, iż nauczyciele jedną lekcję w tygodniu realizują bez zapłaty. Takiego zapisu w umowie jednak nie miałem. Mimo to zgodziłem się. Po kilku miesiącach prezes zarządził, iż bez zapłaty będziemy prowadzili dwie lekcje w tygodniu. Gdy podniósł liczbę lekcji bez wynagrodzenia do trzech tygodniowo, odszedłem z pracy. Wiem, że koledzy przyjęli to i kolejne polecenia prezesa, widocznie musieli.

W szkole publicznej dyrekcja nie może zmusić nauczycieli do prowadzenia lekcji bez zapłaty. Może jednak zlecić pracę innego rodzaju – sprawowanie opieki. I tak właśnie dzieje się w większości szkół. Niejeden nauczyciel zadaje sobie pytanie, czy realizować na zastępstwie temat, mimo że pracodawca takiej pracy u niego nie zamawia, czy tylko czuwać nad bezpieczeństwem uczniów? A gdy już zacznie uczyć, to czy powinien – jak mu kazano – sfałszować dokumentację i wpisać, że to nie była lekcja przedmiotowa, a jedynie opieka? Oczywiście, zawsze można odejść i dać miejsce tym nauczycielom, którzy nie będą mieli żadnych dylematów, tylko zrobią tak, jak im „prezes” każe.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. A nie może nauczyciel oświadczyć, że rowadził lekcję na zasadach wolontariatu i nie weźmie pieniędzy?

  2. mpn,
    z przyjemnością poprowadzę lekcję w ramach wolontariatu, ale poproszę o podobne zachowanie przedstawicieli innych zawodów. Jutro rano idę do piekarni. Spodziewam się, że piekarz upiecze mi chleb w ramach wolontariatu i nie wydam ani grosza.
    Pozdrawiam
    Gospodarz

  3. Drogi gospodarzu. Wydaje się, że gros bywalców tego bloga, nie-nauczycieli, bardzo chętnie zagospodarowałoby nam czas przez całą dobę, głównie w ramach wolontariatu. Następnym razem, gdy wejdę do gabinetu lekarskiego, zamiast uiścić, zaproponuję lekarzowi zmianę formuły zapłaty na uścisk dłoni. Oczywiście wolontariat w miejscu pracy to podstawa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Myślę także, że są i tacy, którzy uważają, że za przywilej niesienia kaganka oświaty powinniśmy dopłacać, I koniecznie zapaść, jako te siłaczki, na galopujące suchoty. Tudzież syndrom sztokholmski 🙂

  6. „W placówce budżet na zastępstwa dydaktyczne wynosi – w zależności od gminy czy powiatu – od 2 do 10 procent całego wynagrodzenia. Zwykle po kilku miesiącach nie ma pieniędzy na zastępstwa, więc dyrekcja zleca opiekę.”
    A to wszystko w porządku.
    A już się niepokoiłem.

  7. W szkole każda jednostka lekcyjna powinna być efektywnie przeprowadzona, zgodnie z planem nauczania. Dyrektor szkoły powinien mieć w odwodzie nauczycieli specjalistów (bezrobotnych lub nauczycieli emerytów), którzy przeprowadzą lekcję w oparciu o rozkład materiału opracowany przez nieobecnego nauczyciela. Rozkłady materiału z poszczególnych przedmiotów powinny znajdować się w sekretariacie szkoły. Ze względu na mizerię finansową szkół, zastępstwa za nieobecnych nauczycieli są najczęściej niepłatne a w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych młodzież jest zwalniana z zajęć. Wspomniana praktyka jest demoralizująca dla młodzieży, sprzyja byle jakości i jest sprzeczna z jakością nauczania.

  8. @rotor
    1.Byłbyś świetnym dyrektorem fabryki śrubek … 😉
    2.Oczywiście jest źle, że nie ma kasy na efektywne zastępstwa … 🙁

  9. @belfrzyca 8 czerwca o godz. 23:13
    > … powinniśmy dopłacać, I koniecznie zapaść, jako te siłaczki, na
    > galopujące suchoty. …

    Jako uczeń zastanawiałem się, dlaczego omawia się ten utwór jako przykład pozytywny, a nie negatywny. Ale skoro tak robicie, to teraz macie…

  10. @Dariusz Chętkowski; 8 czerwca o godz. 20:25 245174

    „Jutro rano idę do piekarni. Spodziewam się, że piekarz upiecze mi chleb w ramach wolontariatu i nie wydam ani grosza.” etc

    Gospodarzu, nawet Pan nie zauważył, że w tej sytuacji zmienił się zdecydowanie „punkt siedzenia”.
    Teraz Pan stał się klientem i chciałby Pan chrupiący chlebek?

    Wyobraźmy sobie, że wszystko się kręci jak w Pana wpisie inicjalnym:
    Piekarczyk zachorował, drugi pracuje i wykonuje pracę przez osiem godzin wypełniając ważne-obowiązki-w-pracy: zamiata koło pieca, wyciera półki, wynosi śmieci, przygotowuje się do pieczenia, liczy wory z mąką – a na upieczenie chleba braknie mu czasu.
    Ale pracował, ruszał się, więc należy mu się zapłata.
    Po godzinach nie będzie piekł, bo Naczelny Piekarz nie ma pieniędzy, żeby mu dodatkowo zapłacić a za darmo nie może ani nie powinien. Z zatrudnieniem innego –podobnie.

    Więc Pan „jutro idzie do piekarni” ale zamiast chleba dostanie Pan trochę mąki na skrawku gazety. Zapłaci Pan oczywiście jak za chleb. I nie powinien się Pan dziwić, ani tym bardziej oburzać. Wszystko jest w porządku.
    Piekarze pracowali i dostali zapłatę.
    A Pan może sobie upiec sam chleb (jak Pan umie i jak Panu się chce – bo jak nie, okazuje się, że Panu na chlebie nie zależy ani Pan nie zasługuje by go jeść) albo zastępczo zjeść kartofle.
    A jutro? Okaże się czy będzie chleb, czy mąka w gazecie, czy sam skrawek gazety.
    Pan się nie zna na piekarnictwie, więc proszę cierpliwie i potulnie czekać.

  11. rebe,
    pełna zgoda, że w piekarni należy piec chleb, a w szkole uczyć. Jeżeli jednak tak się nie dzieje, to do kogo mieć pretensje? Czy do piekarczyka, który robi to, co mu kazał Naczelny Piekarz? Najwygodniej jest mieć pretensje do piekarczyka, bo to żadne ryzyko. Byłem kiedyś świadkiem, jak w hipermarkecie były czynne tylko trzy kasy na dwadzieścia. Kolejki zrobiły się spore. W pewnym momencie jakiś mężczyzna zaczął robić awanturę kasjerce, która uwijała się jak w ukropie, aby szybko obsługiwać klientów. Dlaczego ten mężczyzna na nią krzyczał. W końcu kobieta się rozpłakała. Typowo polskie pieniactwo: zrobić awanturę szeregowemu pracownikowi i nie mieć odwagi interweniować wyżej.
    Podobny przykład. Nauczyciel miał wypadek samochodowy i 4 tygodnie leżał w szpitalu. Po powrocie do szkoły zorientował się, że nie odbyły się żadne zastępstwa. Jego klasy albo były zwalniane, albo siedziały na świetlicy. Rodzice zdenerwowali się, że program nie był realizowany i dzieci mają zaległości. Pytanie za 100 punktów. Do kogo mieli pretensje za tę sytuację?
    Pozdrawiam
    Gospodarz
    PS W piekarni za chleb zapłaciłem. Kupiłem nawet świeże bułki. Wczoraj miałem zastępstwo płatne ekstra, więc mogłem zaszaleć. Nie wszędzie jest tak patologicznie, jak to opisałem. Są szkoły, gdzie wymaga się od pracownika dużo i za tę pracę płaci. O dziwo, z takiej sytuacji wszyscy są zadowoleni.

  12. „Byłem kiedyś świadkiem, jak w hipermarkecie były czynne tylko trzy kasy na dwadzieścia.”
    Byłem kiedyś świadkiem, jak w hipermarkecie w takiej samej sytuacji za kasjerką stanął kierownik hipermarketu i zaczął pomagać jej pakować towary klientom. Tłumaczył się, że niespodziewanie kilku kasjerów/pakowaczy mu zachorowało i że jest mu bardzo przykro. Z klientami wesoło żartował próbując rozładować kolejkowe zdenerwowanie. Było to za kałużą.
    Może dlatego, że tutaj kierownik hipermarketu to nie są jakieś wielkie pieniądze, absolwent po elektronice pierwszą pensję ma wyższą. Skutkiem czego kierownik we łbie nie miał przewrócone.

    „Typowo polskie pieniactwo: zrobić awanturę szeregowemu pracownikowi i nie mieć odwagi interweniować wyżej.”
    Czy ja wiem, czy typowo polskie… masę razy byłem u wielu zdumionych szefów prosto z mostu im mówiąc, że „mam pretensję do ciebie a nie do twoich podwładnych, bo oni robią tylko to, co ty im kazałeś robić”. Samemu będąc w firmie na tym samym poziomie co owi podwładni.

  13. Jak się czuje taki „porządkowy” nauczyciel ? Udaje, że pracuje ? Uczy dzieci udawać. To tylko w tym belferskim świecie takie nieróbstwo. Dawniej brano najlepszego ucznia ze starszej klasy do opieki, ale on chętnie się angażował w przekazywanie wiedzy dzieciakom.

  14. Jasne @Gama, a teraz najlepszy uczeń z najstarszej klasy ma z reguły w nosie, a i jego rodzice mogą mieć pretensje, że nauczyciel zabiera ucznia z jego lekcji. To raz. Dwa, to nie jest nieróbstwo. To jest, moja gamo, całkiem rozsądne bronienie się przed narzucaniem bezpłatnej pracy, zwiększaniem obowiązków bez zwiększania wynagrodzenia. Poza tym, jak słusznie zauważył któryś z przedmówców, zmuszanie pracownika do wykonywania pracy bez zapłaty jest łamaniem prawa pracy. A to, że jest to powszechny grzech naszego miałkiego kapitalizmu rodem z XIX wieku, nie jest usprawiedliwieniem. Tak więc nie mam zamiaru prowadzić zajęć za darmo, mogę sobie z uczniami posiedzieć i popilnować, żeby się nie pozabijali. I proszę mi misją nauczyciela przed oczami nie błyskać, bo misją rachunków nie zapłacę. Ot, tyle.

  15. Gama,
    a co rozumiesz pod pojęciem pracy? Czy pracą jest wykonanie zadania zleconego przez pracodawcę, czy działanie wbrew jego woli? Podam przykład. Znajomy zamówił robotnika i polecił mu skosić trawę. On był tak pracowity, że przy okazji wyciął krzaki i skosił świeże sadzonki drzew. No i był problem. Narobił się, a zapłaty nie dostał nawet za skoszenie trawy.
    A co do nauczycieli. Co ma robić nauczyciel, gdy dyrekcja zamawia u niego pracę polegającą tylko na zaopiekowaniu się uczniami? Dura lex, sed lex.
    Pozdrawiam
    Gospodarz

  16. @Dariusz Chętkowski
    Skoro i tak musi siedzieć w pracy?
    Ja akurat takich ludzi znam. PS Kiedy to ja ostatnio wyszedlem z pracy o czasie?

  17. Pod wpływem intensywnego ostanio słuchania Radia (co)Maryja oraz „prawdziwie patriotycznych” polonijnych rozgłośni radiowych zmieniłem mój bardzo pozytywny (w dzieciństwie i młodości) stosunek do księży. Zapewne lektura (dla równowagi) mediów zaprzyjaźnionych z panem reżyserem też zrobiła swoje.

    Lektura Belferbloga zniszczyła zaś cały mój sentyment do nauczycieli. Pewnie zresztą polegał on od samego początku na mojej głupocie i naiwności. Podobnie jak było z lekturą Passenta za Gierka i teraz. @Gekko i @parker (+ wielu innych oraz ci sami pod różnymi nickami) mają rację.
    Moja żona ma rację,- selekcja negatywna.

    Szkołę trzeba przecierpieć bo jest ona jak kiedyś pobór do wojska. A nawet gorzej, bo przed poborem można było kiedyś uciec na studia. Jest jak chrzest, niby można nie ochrzcić ale ile z tym potem kłopotów.

    Skazani na szkołę.

  18. zza kałuży,
    selekcja negatywna jest argumentem, który zamyka wszelką dyskusję. A czy o to chodzi?
    Pozdrawiam
    Gospodarz

  19. @ Dariusz Chętkowski 9 czerwca o godz. 20:57 245195
    Wyborcy nie powinni oglądać polityki od kuchni.
    Wierzący Kościoła od zakrystii.
    Uczniowie wchodzić do pokoju pedagogicznego.

    Bo potem przeczytają o dura lex, sed lex, co na polsko-angielski tłumaczymy jako: durny lex, smutny lex.

  20. @Dariusz Chętkowski; 9 czerwca o godz. 19:05 245192

    „a co rozumiesz pod pojęciem pracy?”

    Praca w sensie ekonomicznym to (w skrócie) celowe i zorganizowane działanie skierowane na i skutkujące wytworzeniem założonego celu (dobra materialnego lub niematerialnego) – mierzone jakością tego wyniku.
    Natomiast wg paraekonomii socjalistycznej praca to narzędzie wyzysku – mierzone ilością wyciśniętego potu.

    Konsekwencje i skutki są w tych przypadkach są daleko idące.

    Znany przykład z brodą:
    Czym różni się praca socjalistyczna od kapitalistycznej?
    Jeżeli dwóch robotników przez cały dzień: jeden kopie dołek a drugi go zasypuje to wg doktryny socjalistycznej wartość ich pracy jest duża bo wylali sporo potu, wg ekonomii wartość ich pracy jest równa z e r o, bo zrobili wielkie n i c.

    Oczywiście można im zapłacić.
    Można każdemu zapłacić więcej niż wynosi wartość jego pracy.
    Ale prostą konsekwencją płacenia za polakierowanie samochodu, który nie został polakierowany, za upieczenie chleba, który nie został upieczony itd. jest albo drożyzna i inflacja, albo reglamentacja.
    A ludzie ostatecznie nie tyle chcą zarabiać pieniądze, oni chcą zarabiać samochody, papier toaletowy, bułki i mięso bez kości.
    I wszystko, co można sobie wyobrazić między pierwszym i ostatnim.

    Dlatego doktryna socjalistycznej pracy
    – jeśli zastosowana globalnie, musi prowadzić do destabilizacji ekonomicznej,
    – jeżeli lokalnie, np. ograniczona do piekarzy, stanie się narzędziem wyzysku (piekarze będą mieć możliwość kupowania samochodów, papieru toaletowego i mięsa bez kości, bo te wycinki będą działać wg praw ekonomii, bułki na swój użytek sobie upieką, więc będą mieć wszystko, a pozostali będą się obywać bez bułek, bo bułki nie powstaną, a zapłacą za wylany pot piekarzy)

    P.S. W przykładzie z koszeniem myli Pan klienta z pracodawcą.
    Zazwyczaj to odrębne osoby a na pewno o różnych kompetencjach. I tutaj tkwi klucz do funkcjonowania jakiejkolwiek działalności.
    Pracodawca ma zapewnić takie funkcjonowanie, takich pracowników, takie procedury, metody organizacyjne, wreszcie takie wskaźniki częściowe, aby ostateczny wynik zadowolił klienta.
    I właśnie zadowolony klient jest kryterium weryfikacji funkcjonowania, pracowników, procedur, metod i wskaźników.

  21. @Dariusz Chętkowski; 9 czerwca o godz. 16:54 245188

    „Jeżeli jednak tak się nie dzieje, to do kogo mieć pretensje? Czy do piekarczyka, który robi to, co mu kazał Naczelny Piekarz?”

    1. A może należałoby postawić pytanie inaczej: nie – do kogo mieć pretensje ale do kogo te pretensje wyartykułować?
    Nie jest rzeczą klienta szukać winnego po firmie ani z każdym problemem startować do Naczelnego Piekarza, choć czasem jest to dobry pomysł.
    Najczęściej jednak pretensje przekazuje się pracownikowi szeroko rozumianej obsługi klienta, czyli mającemu bezpośredni kontakt z klientem i to raczej naturalne.
    On zaś przekazuje kompetentnej osobie zgodnie z obowiązującą w organizacji procedurą, zwyczajem lub zdrowym rozsądkiem.
    Że nie przekazuje?
    Owszem, bo to w jego interesie, nie tylko i nie głównie dlatego, że obsłuchuje za zakalcowate bułki ale dlatego, że od tego, czy klienci przychodzą, czy odchodzą zależy istnienie piekarni i w konsekwencji jego zatrudnienie a czasem nawet zarobki.

    2. Jeżeli piekarczyk jest fachowcem i wie że z tego co mu każe Naczelny Piekarz chleba nie będzie, to gorączkowo szuka pracy w innej piekarni, bo wie, że ta długo nie pociągnie.

    „Najwygodniej jest mieć pretensje do piekarczyka, bo to żadne ryzyko.”

    No, w przypadku chleba edukacyjnego, powiedziałbym, że ryzyko jest wysokie; najmniejsze, co może grozić, to przytyki do końca roku szkolnego przy każdej okazji – wielokrotnie testowane.

    „Byłem kiedyś świadkiem, jak w hipermarkecie,,,”

    Szeregowy pracownik nie jest bezwolnym cielęciem, które ma stać, gdzie go postawią i nie myśleć, wbrew pozorom przełożeni wcale tego nie oczekują.
    A głupio tłumaczący się i z klapkami na oczach robiący głupoty „żeby nie podpaść” wywołuje często agresję klienta i… niezadowolenie przełożonego.

    „Są szkoły, gdzie wymaga się od pracownika dużo i za tę pracę płaci. O dziwo, z takiej sytuacji wszyscy są zadowoleni.”

    Dlaczego: „o dziwo”?

  22. Ze szkolnych paradoksów, tym razem coś lżejszego. Zdjęcie z polsko-francuskiej wymiany uczniów. Liceum znane @Gospodarzowi. Młodzież w coś gra i wyniki zapisuje na tablicy, osobno dla chłopców i dziewcząt. Na tablicy są napisane dwa wyrazy; „boys” oraz „girls”. 😉

  23. @rebe
    Masę kasy podatnika wydaje się na rzeczy, których nie ma, nie było, nie wykorzysta się – ot takie np. wydatki wojenne (teraz ochoczo powiększane!) albo całkiem niedawno – 10 miliardów na stadiony-piramidy na EURO 2012 – pożytek żaden, wydatki nie zwrócą się nigdy, tylko działacze UEFA/PZPN mieli więcej do ukradzenia…. 😉 To gigantyczna kasa, a jakoś ciebie jako podatnika nie boli. Tylko ten nauczyciel co, jak zachoruje, to mu, o dziwo, płacić chorobowe trzeba… 😉

  24. @belferxxx
    Wydawało mi się, że tutaj jest Belfer-blog a nie Futbol-blog albo Sołdat-blog.
    Ale co tam, każdy sposób jest dobry, byle zmienić temat.
    A ja nie piszę o chorobowym, tylko o socjalizmie. I to rzeczywiście boli.
    Ale co tam, kto by to odróżnił.

  25. @rebe
    Gdzie, poza Afryką (niecałą)i Ameryką Płd (ale też nie całą) masz ten swój kapitalizm wymarzony – bo zasiłki chorobowe i ubezpieczenia zdrowotne w różnej formie są wszędzie indziej … 😉

  26. @belferxxx
    Za to socjalizmu karcianego jak w naszych szkołach to chyba nawet w KRLD nie ma.
    A co ma ubezpieczenie do szkoły?

  27. @rebe
    Myślałem, że ty coś naprawdę wiesz – zasiłki chorobowe to część ubezpieczenia, nieodzowna skądinąd … 😉

  28. @belferxxx
    No, wiem cośkolwiek o zasiłkach chorobowych, o zasiłkach dla bezrobotnych, o posiłkach regeneracyjnych…
    Myślałem, że do czegoś zmierzasz, ale chyba nie. Cóż, nie będę zgadywał.
    Dobranoc

  29. @rebe 10 czerwca o godz. 17:53
    > A ja nie piszę o chorobowym, tylko o socjalizmie. I to rzeczywiście boli.
    > Ale co tam, kto by to odróżnił.

    Boli, gdy ktoś pisze używając terminów, których nie rozumie.
    Nie wiem, czy zrozumiesz (‚odróżnisz’…), że wymyślając sobie własne i do tego głupie definicje tworów pod nazwą „pracy socjalistycznej” czy „pracy kapitalistycznej”, a potem się nimi zajmując, dokładnie wpisujesz się w model tego człowieka, który kopie sobie dołek, a potem go zasypuje – nic nie tworząc – czyli jesteś swoim „socjalistą” z umysłu i przekonania.
    Ale nie z tym problem, że sobie takie problemy stwarzasz, tylko, że obciążasz nimi innych. Jak ten kopacz, który zamiast robić te dołki w swoim ogródju wychodzi na skrzyżowanie.

  30. @ zza kałuży 9 czerwca o godz. 20:05
    > Lektura Belferbloga zniszczyła zaś cały mój sentyment do nauczycieli.

    Spróbuję się domyślić – „do nauczycieli” oznacza bezładny i bezkształtny twór bez imienia i nazwiska? System, w którym nasze dzieci są zmuszane do obdarzania zaufaniem jednostki głupie, mierne, bierne ale wierne?

    Jeśli jednak zaczynam do słowa „nauczyciel” dodawać znane mi (niektóre) nazwiska, to ten sentyment – pewnie z inna nutką, ale jednak – mi wraca. I dlatego szkoła mimo wszystko jest lepsza od wojska, bo tu jeszcze liczą się ludzie.

  31. Bardzo chętnie uczę matematyki podczas „opieki”. Oczywiście ku chwale ojczyzny ( i coś dla siebie – czas szybciej płynie). Uczeń traktuje to jako karę (trzecia matma w tym tygodniu, pomocy!). Dyrekcja odczyta ile dodatkowych (obowiązkowych i nie) godzin pani IX zrealizowała. Nie za każde wykonywane zadania płacą, ale cóż, kto powiedział, że życie Nauczyciela to idylla. Ja kocham to co robię i tego stanu można mi zazdrościć.

css.php