Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

9.01.2014
czwartek

Jest kasa na edukację

9 stycznia 2014, czwartek,

Najnowsza wiadomość – idą duże pieniądze na edukację. Jakieś 18 miliardów zł z budżetu unijnego na lata 2014-2020 dla Polski. Gdy do tego dodamy środki z naszego podwórka, to wyjdzie, że forsy będzie jak lodu. Problem tylko w tym, jak wydać, aby nie zmarnować (zob. info).

Od paru lat mamy podejrzenie graniczące z pewnością, że środki na edukację są wyrzucane w błoto. Idą one głównie na szkolenia i do firm, które powstały tylko w tym celu, aby zarabiać. Nie powiem, sam parę razy skorzystałem z tego programu. Na przykład uczestniczyłem w szkoleniach, podczas których jadłem i piłem jak nigdy, a wszystko dzięki środkom unijnym. Na szkoleniach, za które płaciłem z własnego portfela, siedziałem o suchym pysku albo musiałem pić lurę z automatu.

Nie narzekam, gdyż dzięki budżetowi unijnemu reperowałem także swój budżet domowy. Niedawno otrzymałem pismo od pewnej instytucji, która poinformowała mnie, że honoraria, jakie otrzymałem w 2013 roku, były finansowane ze środków unijnych. No to kłaniam się w pas, nie narzekam, a nawet proszę o więcej. Liczę, że z 18 miliardów zł skapnie coś dla mnie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Myśmy się w liceum, zdarzyło się, na odczynniki na koło składali. Już widać, kto przeżerał nasze odczyniki 🙂

  2. @Gospodarz
    1. 18 mld na 6 lat to zaledwie 3 mld rocznie. Dla porównania – na nikomu już niepotrzebne stadiony-piramidy, strefy kibica i inne podobne inwestycje jednorazowego użytku na imprezę zarobkową(!) pseudoprofesjonalnych kopaczy piłki EURO 2012 Polska wydała (z naszych podatków!!!) ponad 10 miliardów zł!!! Więc takie wielkie te środki unijne na edukację nie są!!!
    2. Te środki są wydawane i rozliczane tak, by wzbogacić znaczne grono „krewnych i znajomych królika”!!! O efektywność nikt nie pyta!!! Stąd „reforma” 6-latków z koszmarnymi wydatkami na reklamę, stąd pseudoreklama medialna matematyki z pieniądze 10 co najmniej razy większe niż wydawane w Polsce przez MEN na wszystkie olimpiady przedmiotowe razem wzięte, stąd koszmarny system „ewaluacji” autorstwa min. Berdzik i podobnie zmarnowany przez lewaka Dolatę i CKE dobry (w założeniu!) pomysł EWD itp. itd.
    3. Więcej pieniędzy to więcej grantów dla dobrze ustawionych cwaniaczków w edukacji. Żeby oni zarobili to „owoce ” ich działań powinny być wdrożone(!). Co więcej – żeby Polska nie zwracała do UE ogromnych kwot euro, te wdrożenia muszą przez czas jakiś funkcjonować…;-) Dlatego spodziewam się raczej gigantycznego zalewu „nowatorskiego” badziewia, „wdrażanego” (czy raczej wciskanego!) z maniackim uporem (szczególnie przez towarzystwo min.Berdzik, CEO & Co i lobby PSL!)!!! Nawet jeśli będzie oczywiste, że to badziewie na pierwszy rzut oka, to rządowe i samorządowe urzędasy będą nam dawać liczne lekcje i wykłady, że czarne jest białe, a białe – czarne!!! 😉
    Z podobnego mechanizmu wzięła się zresztą „reforma” Handkego! Tyle, że wtedy było PHARE, a dziś jest np. EFS … 😉

  3. Acoto Panie Gospodarzu, a to nie było przyjemnie pospać w jakimś hotelu, szwedzki stół nawiedzać? Od biedy można było w ostatnim dniu wynieść obiad i dla rodziny?
    Bo tak już z zupełnie innej strony, to niewiele się tam dawało wynieść.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. errata
    wynieść poza tym obiadem.

  6. Ad belferxxx 9 stycznia o godz. 15:46
    Dobry pomysł EWD?
    To zdarty żywcem system z kontroli jakości produkcji masowej w fabrykach i przetransponowany na potrzeby edukacji. Pewnie twórcy tego tam gdzieś w świecie wpadli na pomysł, jak to przetransformować i sprzedać „murzynkom” (sorry, spróbuję inaczej) – koloredom intelektualnym.

  7. Czy ktoś pamięta w jakim horyzoncie czasowym miały być wydane te głupie 130 miliardów złociszy na zbrojenia?

    18 na edukację 130 na wojsko.

    Ciekaw jestem ile na więzienia.

    I się kręci. Innowacyjnie ma się rozumieć.

  8. Ależ w czym problem? wojsko mamy przestarzałe. Trzeba je unowocześnić. Zastanówmy się dziś nad szansami walki z sąsiadami?
    Ale jeszcze jest inny wróg…
    I trzeba się zbroić.
    A jak by tak przez morze… jak zamarznie.
    I wziąć w niewolę fińskich nauczycieli.
    Niechby u nas robili… zegarki.

  9. @klakier
    Akurat na tle urzędniczego widzimisię przy ocenie efektów pracy szkół czy generującego fikcję ewaluacyjnego potworka ministry Berdzik (obie koncepcje skazane od początku niepowodzenie w spełnianiu założonych celów!) sama idea EWD głupia nie jest!!!
    A jakiś system oceny efektów pracy (bo tak się każdą pracę powinno oceniać – przez efekty(Po owocach… 😉 !)) nauczycieli, dyrektorów i szkół jest niezbędny. Wada obecnego EWD lewaka Dolaty tkwi w wykorzystaniu do oceny efektów „na wyjściu” wyłącznie(!) wyników egzaminu zewnętrznego, bardzo niskiej jakości na dodatek… 🙁

  10. @klakier
    Masz jakiś lepszy pomysł oceny nauczycieli i szkół? Czy tak tylko sobie w czambuł … 😉

  11. klakier 9 stycznia o godz. 19:18
    „Zastanówmy się dziś nad szansami walki z sąsiadami?”
    Sąsiadów pokonamy dronami, spokojna głowa.
    Już niedługo wybrana w nieustawionym przetargu firma z Jedynej Demokracji na Najbliższym Nam Wschodzie drony te dostarczy.

    Dużo gorsza sprawa z tym Iranem. Najbardziej martwi mnie zagrożenie ze strony Iranu. Pamiętasz te mapy z naniesionymi okręgami – zasięgami kolejnych modeli irańskich rakiet?
    Wynikało z nich, że Irańczycy na Warszawę rakiety szykują!
    Tarczę rakietową musimy budować bo Iran jest na Polskę szczególnie cięty, zapomniałeś? Przecież Wybiórcza kłamała nie będzie. Takie ładne mapy drukowała.

    Kto wie, może i te 130 miliardów nie wystarczy? Trzeba będzie te 18 na oświatę zabrać i na tarczę dołożyć.
    Nie ma sensu uczyć dzieci literek jak irańskie rakiety na głowy lecieć będą. Każdy zrozumie.

  12. @belferxxx1.

    „EURO 2012 … 10 miliardów zł!!!”
    A masz jakieś źródło? Bo ja szukałem i znalazłem tylko, że na stadiony poszło 4,4 mld, na strefy kibica, promocję itp. 0,2 mld. A gdzie ponad 5 mld reszty? Chyba że doliczasz koszty budowy autostrad, modernizacji lotnisk i dworców, ale przecież to są rzeczy, który trzeba było tak czy siak zrobić niezależnie od jakiejkolwiek imprezy, i wrzucanie tego do kosztów jest naciągane. Zresztą mówisz o samych kosztach, a przecież kibice zostawili ok. 1,4 mld, do tego długofalowe korzyści z promocji kraju i przyspieszonej modernizacji (szkoda, że politycy potrzebują takiego kopa, żeby ruszyć d**ę). I nie, nie bronię tezy, że euro miało sens i się opłaciło. Zwyczajnie nie lubię, kiedy ktoś jako argument podaje liczby z sufitu.

    „18 mld na 6 lat to zaledwie 3 mld rocznie. ”

    I to jest argument za zwiększeniem tych dotacji, a nie przeciw nim. To mogłoby być 50 mld a nie 18, UK, Niemcy, Francja, Holandia i Szwecja nawet by tego nie poczuły, to dla ich budżetów kwoty niemal w granicach błędu zaokrąglenia. Niestety ostatnio za dużo posłuchu mają u nich demagodzy psioczący, że UE za dużo kosztuje. Tak się dzieje, kiedy ktoś w dobrobycie wyrósł i go nie docenia, narzekając jedynie na koszty.

    „Te środki są wydawane i rozliczane tak, by wzbogacić znaczne grono ?krewnych i znajomych królika?!!! O efektywność nikt nie pyta!!! ”

    (Zakładam, że mówisz o ogóle dotacji, nie tylko tylko o tych na edukację) Część tych środków rzeczywiście idzie w p***u i frustruje, że za mało się temu zapobiega (co nie znaczy, że nie ma żadnego nadzoru). Historie z debilnymi kursami dla nauczycieli są tu przykładem. Ale chodzi o efekt ogólny – jakby nie patrzeć obecnego stanu autostrad o własnych siłach dorobilibyśmy się może za 20 lat – do tego dotacje dla firm na inwestycje, itp. itd. Hiszpania i Irlandia z siedlisk biedoty przeistoczyły się w zupełnie bogate kraje. Bardzo możliwe, że stałoby się to i bez żadnej pomocy finansowej od bogatych krewnych, pytanie kiedy? 10 lat później? 20? Grecja i Portugalia nie wyszły na tym tak spektakularnie, ale i tak są znacznie bogatsze od Polski.

    „?reforma? 6-latków”

    No cóż, spieprzone. Tuskowcy wbili sobie to do głowy i forsują nie patrząc na nic.

    „Więcej pieniędzy to więcej grantów dla dobrze ustawionych cwaniaczków w edukacji. Żeby oni zarobili to ?owoce ? ich działań powinny być wdrożone(!). Co więcej ? żeby Polska nie zwracała do UE ogromnych kwot euro, te wdrożenia muszą przez czas jakiś funkcjonować?;-) Dlatego spodziewam się raczej gigantycznego zalewu ?nowatorskiego? badziewia, ?wdrażanego? (czy raczej wciskanego!) z maniackim uporem”

    Przykład, źródło? Byłbym wdzięczny, bo nie znam tematu, a piszesz tak ogólnie, że nie wiem czego szukać.

  13. Ad belferxxx 9 stycznia o godz. 19:55 i 19:53

    @klakier
    Masz jakiś lepszy pomysł oceny nauczycieli i szkół? Czy tak tylko sobie w czambuł ? 😉

    Zaraz tam w czambuł, albo w jakiś kotcioł. 😉
    Jeśli stawiam jakąś tezę przeciwbieżnie, to może i po to, aby się czegoś nauczyć, o czym nie wiem.
    Od razu się zastrzegam, że wnętrza statystycznego metody nie znam, umiem się nią posługiwać w ograniczonym zakresie.
    Ta metoda statystyczna wzięła się z kontroli jakości produkcji masowej.
    Znam ją sprzed 30 lat.
    Tylko, że tam krzywa regresu była wciąż uaktualniana o wieloletnie wyniki powtarzalnej produkcji MASZYN.
    Tylko tak niechcący wspomnę, że Uczeń nie jest MASZYNĄ!
    A już bałbym się napisać, że nauczyciele to wymienne sztance (nie daj Boże, pomyślałbym o innym narzędziu).
    W tym modelu „kontrola jakości produkcji” jest tworzona o wyniki egzaminu z danego roku i np. w przypadku poziomu gimnazjalnego odnoszona do wyników śmietnika różnych obszarów, jakim jest sprawdzian po szkole podstawowej.
    Dla robiących doktoraty, to ciekawy temat: „Korelacja obszarów sprawdzania umiejętności uczniów szkoły polskiej w powtarzającym się trzyletnim cyklu egzaminacyjnym”.
    Może szansą będzie, gdy sprawdzian po SP zostanie rozdzielony na dwie części: j. polski i matematyka. I wówczas w tych dwóch obszarach może będzie można coś porównywać przy założeniu, że zarówno sprawdzian i egzamin sprawdzają ten sam obszar.

    Czy ja mam jakiś lepszy pomysł?
    Ale, czy ja muszę mieć?

    Nie bardzo też rozumiem określenie „lewak” w stosunku do dr Dolaty.

  14. @klakier
    Badanie efektywności różnych instytucji, organizacji i urządzeń na zasadzie porównania tego co na wyjściu z tym co na wejściu jest dosyć oczywiste. Problem z jakością tej metody to odpowiedni dobór parametrów na wejściu i na wyjściu. Przy czym oczywiście nie ma metod idealnych! Tym niemniej oceny dokonuje się przez porównanie – z 3 jakie są „w obiegu” (tradycyjna biurokratyczna kontrola formalnej poprawności w oparciu o liczne papiery, tzw. ewaluacja ministry Berdzik i EWD) ta ostatnia, choć niepozbawiona wad, wydaje się najrozsądniejsza i najbardziej perspektywiczna. Atakując ją, bez przedstawienia alternatywy, opowiadasz się w istocie za dwoma pozostałymi 😉
    Co do Dolaty:
    Dla Dolaty(na tym jego lewackość polega!) podstawową i właściwie jedyną wartością w edukacji jest równość czy raczej jednakowość. Każdy, niezależnie od zdolności, zainteresowań i ambicji, powinien się uczyć tego samego w identycznej (jeśli chodzi o statystyczny skład ) klasie. Do uzyskania tej jednakowości gotów jest nawet użyć aparatu państwowego i przymusu związanego z losowaniem klas i szkół, dowożeniem uczniów z jednych dzielnic do drugich dla uzyskania efektu jednakowości.
    Dolata odrzuca jakiekolwiek motywowanie szkół i nauczycieli za dobre efekty pracy bo się szkoły ‚rozwarstwią”. Jako nagrodę dla nauczycieli z osiągnięciami proponuje … wysyłanie ich do pracy z najtrudniejszą i najbardziej zdemoralizowaną młodzieżą. To oczywiście wspaniała motywacja … 😉
    Tacy jak Dolata mają w nosie fakt, że ludzie są różni i mają różne aspiracje i talenty – za wszelką cenę ma być jednakowo. Takie podejście nazywam lewactwem, niezależnie od tego jak się sam zainteresowany definiuje.
    Ostatnio zaczął tropić zróżnicowanie gimnazjów – wyszło mu, że są bardziej zróżnicowane w wielkich miastach, co przypisał wrednej ideologii i knowaniom rodziców z klasy średniej, których w wielkich miastach jest więcej… 😉 Nie wziął pod uwagę, że po prostu w wielkich miastach istnieją wystarczająco duże części względnie jednorodne społecznie by tworzyć rejony dla gimnazjów. I dlatego rejonowe gimnazjum na Saskiej Kępie(biorąc stołeczne przykłady!) będzie zupełnie inne niż gimnazjum rejonowe w okolicach Stalowej … 😉

  15. Ad belferxxx 10 stycznia o godz. 20:39
    O, to ja się nasrożę srogo!
    Nie atakuję EWD i nigdzie nie napisałem ‚to jest zła metoda’.
    Zgłaszam tylko swoje zastrzeżenia.
    Alternatywę też mógłbym przedstawić, ale tylko tak dla „paddierżania razgawora” i w obronie własnej, że nie opowiadam się za innymi, przez Ciebie wymienianymi.
    Alternatywa w stosunku do EWD istnieje (pomijam wartościowanie owej alternatywy) 😉

    https://www.analizator.progman.pl/

    Wracając do EWD – moim zdaniem ta metoda obarczona jest błędem podstawowym (o którym zresztą piszesz i w czym się zgadzamy, choć trochę innymi słowami ), że zakłada „maszynowość” dzieci i porównuje wyniki szkół w skali kraju nadając szkołom etykietki szkół „sukcesu”, czy „wymagających wsparcia” bez brania pod uwagę wszelakich uwarunkowań społecznych.
    Może gdyby to narzędzie stosować do zamkniętych na stałe obwodów szkolnych i wykreślać krzywą regresu dla jednej szkoły (choć wtedy byłoby to obarczone dużym błędem statystycznym lub w przypadku szkół o małej liczebności uczniów, nie dawałoby się w ogóle porównywać – tu mamy to podporządkowanie oceniania wymaganiom narzędzia oceny produkcji masowej) to uzyskiwalibyśmy w miarę rzetelną coroczną ocenę pracy szkoły.
    No i oczywiście w przypadku, gdy egzaminy zewnętrzne byłyby systemowe i porównywały w cyklu trzyletnim te same obszary uczniowskich umiejętności.

    Co do
    „w wielkich miastach istnieją wystarczająco duże części względnie jednorodne społecznie by tworzyć rejony dla gimnazjów”
    Mam wrażenie, że wszelka rejonizacja to zaszłość systemu edukacji.
    Dziś rodzice są w stanie dowozić dzieci po drodze do pracy (lub posyłać do niej, korzystając z dobrego jej usytuowania pod względem komunikacyjnym) do szkół odległych nawet o kilkadziesiąt kilometrów, jeżeli uznają szkołę za odpowiednią dla dziecka, bo te w najbliższej okolicy, z różnych powodów, nie spełniają ich oczekiwań.

    „Jako nagrodę dla nauczycieli z osiągnięciami proponuje ? wysyłanie ich do pracy z najtrudniejszą i najbardziej zdemoralizowaną młodzieżą. To oczywiście wspaniała motywacja ? 😉 ”
    A to kiedyś usłyszałem na jakimś spotkaniu z urzędnikami.
    – Skoro macie dobre wyniki, to przenosząc was gdzie indziej, szkoła na tym nic nie straci. Tam, co prawda jak wszyscy wiedzą, samorząd ma kłopoty z finansowaniem oświaty, może podłączą wam rejon z patologią społeczną, ale przecież jesteście tak dobrzy, że to nic nie wpłynie na osiągane przez was wyniki.
    Niestety urzędnicy samorządowi kierują się tylko bieżącym rachunkiem pieniędzy i liczby dzieci, które się rodzą.
    W skali krajowej Pan Premier czasem wpadnie 1 września lub 14 października do jakiejś szkoły, aby się sfotografować z dziećmi.
    No, ale który z rządzących nie lubił fotografowania się z dziećmi?

  16. Aż się ciśnie na usta – jest kasa na edukację – tylko gdzie? 😉

css.php