Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

10.08.2009
poniedziałek

Dodatkowa godzina pod znakiem zapytania

10 sierpnia 2009, poniedziałek,

Obiecane podwyżki są ściśle związane z powiększaniem czasu pracy nauczycieli. Od września będziemy pracować godzinę dłużej, co stanowi zapłatę za dwie 5-procentowe podwyżki w roku 2009 (druga podwyżka za kilka tygodni). Podobnie miało być w roku 2010: za podwyżki płacimy wzrostem czasu pracy. Skoro rząd wycofuje się z podwyżek, to powinien także wycofać się z drugiej dodatkowej godziny. Jeśli chcemy być skrupulatni jak aptekarze, to za 1-procentową podwyżkę możemy zgodzić się na 10 minut dodatkowej pracy i ani sekundy więcej.

Rząd uzasadnia wycofanie się z obiecanych podwyżek argumentem, że mamy kryzys i braki w kasie. Kryzys odczuwają także nauczyciele (ceny żywności rosną), zatem skoro nie możemy liczyć na wyższe zarobki, będziemy musieli do swojej pensji dorobić. Godzina tygodniowo więcej w szkole oznacza o jedną godzinę mniej korepetycji. Jeśli rząd będzie nieugięty w sprawie podwyżek, my powinniśmy uparcie nie zgadzać się na dodatkową godzinę.

Oczywiście nie chodzi o zachowanie pojedynczych nauczycieli, lecz o postawę reprezentujących nas związków zawodowych. Bardzo chciałbym wiedzieć, jakie pomysły ma ZNP i Solidarność w związku z brakiem podwyżek. Może związki chowają w rękawie takiego asa, który zmusi rząd do dotrzymania słowa i obiecane dwie 5-procentowe podwyżki w roku 2010 będą. Jeśli jednak nic nie mają, pozostaje pokazać rządowi w sprawie dodatkowej godziny gest Kozakiewicza.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. A nie sądzi Pan, że w dłuższej perspektywie będzie lepiej, jeżeli nauczyciele będą pracować pełne 40h, z czego połowa dydaktycznie, a drugie 50% spędzone na przygotowaniach, kształceniu, sprawdzaniu prac etc.

    Oczywiście, tzw. pokój nauczycielski musiałby być przystosowany to takiej zmiany — widzę tu raczej miejsce dla nowoczesnego open-space’a, jak w korporacjach.

    Odpadłyby wszystkie argumenty pt. „pracują 18 godzin i ….”.

  2. „Może związki chowają w rękawie takiego asa, który zmusi rząd do dotrzymania słowa i obiecane dwie 5-procentowe podwyżki w roku 2010 będą. Jeśli jednak nic nie mają, pozostaje pokazać rządowi w sprawie dodatkowej godziny gest Kozakiewicza.”

    Jak nic nie mają, to im bym wała pokazał.Nie nadają się.
    Może by mi autor wytłumaczył,co sądzi,dlaczego rząd tak się uwziął na nauczycieli.To ogromna rzesza wyborców.Czemu nie chce dać?

  3. Baron
    Już tak jest, ze mamy 40 godzinny tydzień pracy w tym 18 godzin dydaktycznych. Od września 19 godzin, a wg planów od przyszłego roku 20 godzin.

    gdy ktoś szafuje argumentem 18 godzin to jest albo ignorantem albo cynikiem. Przeważnie tym drugim i nie warto rozmawiać chyba, że równie bezczelnie manipulować.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Parker
    Czemu rząd nie chce dać nauczycielom konkretnej podwyżki? Jeszcze nauczyciele nie wiedzą? A ile razy szkoły były pozamykane na klucz a uczniowie wysłani do domu na tydzień, miesiąc czy dłużej (jak lekarze czy pielęgniarki olewają pacjentów)-odp: zero razy. Ile razy nauczyciele zbojkotowali egzaminy gim/maturalne-odp: zero razy. Nic się nie dzieje w tym specyficznym środowisku, nauczyciele jak ognia boją się utracić dniówki. Tylko misja, realizacja programu, plany wynikowe, „uczeń umie i potrafi…” i inne bzdury a nie pilnują swoich wynagrodzeń. I tutaj nie jest kwestią, że nauczyciele to same kobiety i nic nie potrafią. Bierzmy przykład z pielęgniarek jak potrafiły się zorganizować. Teraz ja czegoś nie rozumiem i proszę o wyjaśnienie: Skąd taka bierność i brak zjednoczenia i odwagi do walki o godne wynagrodzenia wśród nauczycieli????????

  6. Baron- jestem jak najbardziej za. Rzecz nie przejdzie. To nie tylko kwestia dostosowania pokoju/pokojów nauczycielskich (w mojej placówce jest 60 n-li, miejsc siedzących chyba 40), odpowiedniego wyposażenia: biurko, odpowiednie oświetlenie, komputer powiedzmy chociaż na co drugim, ale i: wydatki na materiały biurowe i prąd czy Internet uległyby zwielokrotnieniu. Obecnie chyba zdecydowana większość z nas pracuje w domach na własnym sprzęcie- komputer, drukarka (papier, toner, prąd, Internet). W części szkół obcina się wydatki na papier, jeżeli uczniowie nie przynoszą własnego, nauczyciele dają dla świętego spokoju swój (szkoła ma być ‚nowoczesna’, kto to widział pisać sprawdziany z tablicy…). Wielokrotnie dodatkowe materiały i pomoce też są wykonywane przez nauczycieli w domu. Jeżeli te koszty zostaną przerzucone na gminy, to połowa szkół z miejsca pójdzie pod nóż. Tak więc nie ma mowy o tym, że ktoś wpadnie na rozsądny pomysł zatrzymania nauczyciela na 40h w miejscu pracy. Należałoby przy tym dostosować odpowiednio godziny zebrań, rad… wyliczać należne nadgodziny… Który samobójczy rząd na to się zgodzi?
    Co do 10 minut za 1%, to jestem za. Obawiam się jednak, że nasze związki na taki pomysł nie wpadną.
    Ja naprawdę lubię mój zawód, celowo wybrałam kierunek nauczycielski, już na studiach tak kierowałam moją nauką, zdobywaniem doświadczenia, aby być dobrym pracownikiem. I dlatego też uważam, że jak najbardziej mam prawo uważać, że należy mi się godne wynagrodzenie i godne warunki pracy. Niestety w czasach obecnych szkoła wciąż jest skansenem minionych- czyny społeczne jak są, tak będą wymuszane.

  7. @Piotr Saj
    Jestem swiadom, że nauczyciele pracują więcej niż godziny dydaktyczne, jednak, o ile się orientuję to:
    (*) czas pracy nie jest rejestrowany
    (*) często odbywa się wieczorami/po nocach, zamiast np. w godzinach 9-17, lub 8-16
    (*) świadomość osób niezwiązanych z pedagogiką jest taka, że nauczyciele pracują mało (a narzekają dużo)

    Rzuciłem luźny pomysł o całkowitej zmianie sposobu pracy, wzorując się na korporacjach (w których spędzam większość życia 🙂 ).

    @belferrrka – dziękuję za kometarz. Kilka luźnych uwag/pomysłów:

    (*) zebranie nauczycieli w jednym miejscu umożliwiłoby moim zdaniem lepszą koordynację pracy (w końcu prowadzenie klasy, to moim zdaniem, praca całego zespołu nauczycieli — jak jest to w chwili obecnej zarządzane?). Nauczyciele nauczeni pracy w warunkach bardziej projektowych niż obecnie na pewno lepiej przygotują uczniów do pracy w dzisiejszych firmach.
    (*) centralizacja zamawiania sprzętu komp./materiałów biurowych drastycznie zmiejszyłaby faktyczne koszta. Proszę pomyśleć o rozwiązaniach obowiązujących w dużych firmach — zamawianie przez poszczególne departamenty (tu: szkoły w imieniu nauczycieli) wymaganych materiałów, centralizacja wymagań i następnie zakupy hurtowe przez centralną jednostkę (tu: jednostka wojewódzka/powiatowa) odpowiedzialną za zakupy — duży wolumen = duże upusty. Wszystko oczywiście realizowane za pomocą narzędzi informatycznych (np. system ARIBA) czyli koszty samego procesu są minimalne. Science-fiction? Być może dla szkół, ale każdą instytucję można zmodernizować, nawet Pocztę Polską 🙂
    (*) Koszty – na pewno spore, przynajmniej na początku, ale chyba każda inwestycja w poprawę standardów szkoły opłaci się.

    PS. Na bloga trafiłem przypadkiem, z szkołą nie mam nic wspólnego od momentu zakończenia edukacji. Na codzień pracuję w globalnej korporacji (150+ tyś pracowników). Moje pomysły na pewno zupełnie nie przystają do realiów polskich, o ile szkoły nadal wyglądają tak, jak je zapamiętałem 🙂

  8. bykx
    Rozumiem, rząd tylko pod presją daje podwyżki.
    Pytanie było dlaczego?Dlaczego nie da tak sam z siebie?Przecież zyskał by poparcie nauczycieli,ich rodzin.

  9. Baron- jak pisałam, jestem za takim rozwiązaniem, tak aby szkoła przypominała normalny zakład pracy. Jednak choćby nie wiem jak oszczędnie można byłoby wydatkować pieniądze na nowy sprzęt, materiały itd. to wciąż będą to wyższe kwoty niż to się ma obecnie, dlatego żadna gmina, ba, rząd się do tego nie przychyli.
    Centralizacja zakupów- wg mnie- i zwiększenia efektywności gospodarowaniem pieniędzmi, powinno iść przez gminę. Jedna, minimalna obsadowo komórka do zbierania informacji na temat potrzeb jednostek podległych gminie. Zamawiamy w sumie 50 tablic, a nie 5 * 10 w przybliżonych terminach i jest git, każda szkoła oszczędza. Ale to trzeba chcieć. Już pisałam w innym komentarzu, że moja gmina jak ognia unika programów unijnych, żeby broń Bóg chociażby ułamka kwoty nie dopłacać. Są gminy wzorowe, dla których edukacja to inwestycja, i są takie jak moja, która najchętniej większość szkół zamknęła.

  10. -do powyższego zdania umknęło mi „-by” 😉 , jak dotąd- pomimo ostrych protestów rodziców- zamknięto ‚tylko’ jedną szkołę.

  11. Baron i belferka

    Problemem jest brak miejsca w szkole na gabinety dla nauczycieli. Nie mówię o pojedynczych, ale osobny gabinet dla polonistów czy matematyków.
    Podręczna biblioteczka i dostęp do netu (przy założeniu, że nauczyciel ma laptopa) to nie są jakieś niesamowite koszty. Natomiast nadprodukcja pomocy, które tworza nauczyciele to problem na inną pogadankę.
    W sumie może dałoby się to zrobić. Tylko po co?
    Praca na godziny nie jest efektywna. Większość rzemieślników nie pracuje na godziny (stolarz, dekarz, informatyk, architekt, dziennikarz).
    Można nauczyciela sprowadzić do roli urzędnika i skoszarować w szkole w określonych godzinach, ale nie podniesie to jakości pracy.

  12. Do Barona. Zapewniam Ciebie,że nauczyciele nie chcą pracować w domu na swoim sprzęcie,na własnych materiałach biurowych,zaopatrując się za wlasne pieniadze w podręczniki potrzebne do prowadzenia zajęć,wypalając dodatowo prąd.Jesteś pierwszą osobą -nienauczycielem ,która upomina się o zorganizowanie warsztatu pracy nauczyciela w szkole.Do tej pory osoby niezwiązane ze szkołą żądały pracy na miejscu w szkole ,ale nie zadawały pytania czy jest to możliwe w obecnych warukach lokalowych i bez ponoszenia kosztów przez państwo.Ciągle czekam na wydanie przepisów przez MEN dotyczacych organizacji miejsca pracy nauczyciela ( pomieszczenie,biurko,komputer,materiały piśmienne,zaoptrzenie w komplet podręczników,itd.). Mimo ponagleń RPO nie ma ich nadal.Zadaję sobie pytanie,czemu związki zawodowe i PIP nie interweniują w tej sprawie.Organizacja i właściwe zaopatrzenie warsztatu pracy pracownika to w kazdym przedsiębiorstwie rzecz najważniejsza,ale nie w oświacie. Ciekawe dlaczego?

  13. Parker
    Owszem, rząd daje podwyżki (może nawet sam z siebie) w wymiarze np. 1% od stycznia 2010 ale przecież to kpina i marnotrastwo papieru i czasu na wydanie rozporządzeń, wypisywanie nowych angaży i Bóg wie czego jeszcze. Nas interesuje podwyżka w wymiarze 50%-100%,podstawy bo wtedy można mówić o godnych zarobkach. Rząd jednak tyle nigdy nie da, bo wtedy całej budzetówce trzeba podnieść wynagrodzenia a to wtedy katastrofa dla budżetu, pomimo wtedy ogromnej miłości i poparcia ze strony nauczycieli. Wszystko chodzi o kasę, a najlepiej i najłatwiej zlikwidować oddziały czy szkoły bo jest zysk. Który rząd w Polsce dał coś od siebie np. duże podwyżki? Żaden, a więc jedyną metodą jest presja, twarde negocjacje, i konsekwentna realizacja gróźb w przypadku fiaska. Nie musimy daleko szukać-czy uczniowie będą pilnie pracować na lekcjach jak nauczyciel wejdzie do klasy i powie „No to uczcie się” Nie, bez odpowiednej motywacji, zachęt a czesto także gróźb w postaci złych ocen.

  14. Niestety, my, nauczyciele nie pokażemy rządowi gestu Kozakiewicza, to kolejne rządy nam pokazują. A przecież o potrzebie troski o los nauczycieli apelował Frycz Modrzewski, pisała Orzeszkowa, trąbili z trybuny sejmowej przedstawiciele różnych opcji politycznych….. Jest niż demograficzny, dyrektor szkoły to pan i władca, szuflady jego biurka zawierają stosy podań o pracę pisanych przez ludzi, którzy nie marzą o podwyżkach, dobrym, nauczycielskim warsztacie pracy, lecz o znalezieniu roboty. Do tego dochodzi strusia polityka zwiazków zawodowych: wiadomo, kryzys… I co? Gówno !

  15. bykx- że tak sobie pozwolę ironizować, to może na modłę niektórych wymówek uczniowskich rzeczywiście przydałaby się postawa- źle pracuję, bo mnie rząd nie zainteresował i się czujemy zestresowani 😉 .

  16. Do Piotra. Skoszarowanie nauczycieli nie poprawi efektywności pracy nauczycieli,ale wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa. Ludziom się wydaje,że tak będzie sprawiedliwie wobec innych pracujących.Nasza praca stanie się mniej uciązliwa i mniej absorbująca.Odpadają wywiadówki i rady pedagogiczne do godziny 19.00,odpadają kilkudniowe wycieczki ,a nawet jednodniowe,jeśli wykraczaja poza godzinę 16.00, bo to już nadgodziny za które nauczyciel nie dostaje wynagrodzenia.Poza tym przestanie się wyliczać zarobek nauczyciela dzieląc pobory przez 18,a zacznie dzielić przez 40. Bez podwyżki nasze pensje wzrosną,bo wszystkie materiały konieczne do pracy zapewni nam pracodawca tak ,jak się to dzieje we wszystkich zakładach pracy.Społeczeństwo będzie się musiało przyzwyczaić,że każda dodatkowa godzina pracy nauczyciela musi być opłacona.Taka organizacja pracy szkoły podziałalaby wychowawczo na nasz rząd i społeczeństwo.Koszty prowadzenia szkół wzrosłyby,bo gabinety dla nauczycieli muszą spełniać odpowiednie standardy,ale to nie nasz problem,lecz pracodawcy.Na 30 metrach kwadratowych (tyle ma np. mój pokój nauczycielski) nie da się pomieścić prawie 80 nauczycieli.Domagajmy się więc zmian organizacyjnych i zapewnienia nam warunków pracy odpowiadających przepisom,które MEN będzie w końcu musiał wydać.

  17. Zakładam, że wszyscy przedmówcy zdają sobie sprawę, że nauczyciele poszczególnych przedmiotów mają różne potrzeby (natury zawodowej, rzecz jasna) oraz w odmienny sposób przygotowują się do zajęć. Mocno podejrzewam, że nauczyciel w-f przygotowuje się do zajęć i inaczej, i znacznie krócej niż- powiedzmy- polonista czy historyk, inne też wymagania stoją przed nauczycielem plastyki, muzyki czy zpt (jest jeszcze coś takiego?).
    Rozumiem oczywiście powody, dla których związki zawodowe tego nie podnoszą, jednak- obiektywnie patrząc- nauczycielskie pensum powinno być zależne od charakteru wykładanego przedmiotu.

  18. bykx
    No właśnie.Byłem pewny że sam do tego dojdziesz.Siadaj pięć.

    „Rząd jednak tyle nigdy nie da, bo wtedy całej budżetówce trzeba podnieść wynagrodzenia a to wtedy katastrofa dla budżetu.”

    Rząd nie ma swoich pieniędzy.Wydaje pieniądze moje a od pewnego czasu już moich dzieci.Budżet nie może się zadłużać w nieskończoność bo dojdzie do momentu kiedy wpadnie w spiralę zadłużenia.Gdy do tego dojdzie, to w najgorszej sytuacji znajdzie się budżetówka właśnie.
    Wtedy presja to będzie za mało.Będzie Pan wtedy wzywał na barykady?

    „Nas interesuje podwyżka w wymiarze 50%-100%,podstawy bo wtedy można mówić o godnych zarobkach.”

    Ja jestem mniej skromny,mnie interesuje podwyżka 200%.
    Już to pisałem.Szkołę trzeba zreformować.W tym stanie rzeczy nikt z niej nie jest zadowolony.Ani uczniowie,ani rodzice,ani w końcu nauczyciele.Tyle że to nie uczniowie ani rodzice są przeciw.

  19. parker
    Wielokrotnie zabierałem głos na tym forum. Moje obawy odnośnie „reform” potwierdziły się w całości. Moje stanowisko podzielił Gospodarz i liczne grono uczestników tej dyskusji. Odpowiem zatem tylko na twoje ostatnie zdanie. Mogę przypuszczać, że za brak reform winisz nauczycieli. Tak? Zatem gdy ja zaczynałem pracę w oświacie 28 lat temu wprowadzano reformę Kuberskiego. I co? Ne wiem czy znajdę rok bez reformy. 28 lat reformowania bez zapewnienia środków. Nikt nie słuchał nauczycieli. Na otarcie łez obniżono pensum do standardów europejskich. Ja i pewnie większość nauczycieli, bo w każdym zawodzie znajdą się ludzie przpadkowi, poprzemy dorze przygotowane reformy. Tylko gdzie są te projekty? Kto ma je przygotować? My, związki zawodowe? Nie mamy takich uprawnień. Możemy opiniować, czyli ponarzekać na zasadzie „mówił dziad do obrazu”.

  20. Z.O,
    Właśnie jakieś 28 lat zakończyłem swoją przygodę z edukacją szkolną.Przez ten czas nie śledziłem pilnie zmian w oświacie.Oczywiście zarejestrowałem reformę wprowadzającą gimnazja,z całą pewnością było w tym czasie wiele zmian programowych których bym reformami nie nazywał.Świat idzie naprzód. Od niedawna rozpocząłem swoją drugą przygodę, posyłając do szkoły dzieci.Nie zauważyłem jakichś dużych zmian.Tym bardziej że posłałem je do tej samej szkoły do której chodziłem.Nawet dyrektor ten sam.
    Mówiąc o reformie mam na myśli zmiany które umożliwią zrównanie zawodu nauczyciela w prawach i obowiązkach z innymi zawodami.Wiem że zawód nauczyciela taki wyjątkowy jest.
    Mój też.
    Piekarz uważa że wstaje o trzeciej,górnik że fedruje a lekarz się poświęca.
    Zależy mi na tym, żeby moje dzieci uczyli ludzie zadowoleni z życia i spełniający się w swoim zawodzie.Jestem za podwyżkami dla nauczycieli.Ale najpierw zmiany bo inaczej jak zauważył bykx, budżet tego nie wytrzyma.
    Co do deklaracji poparcia dla reform to trzymam za słowo.Przy popieraniu polecam zrezygnować z pośrednictwa związków zawodowych.One zrobią wszystko, żeby do żadnych zmian w prawie pracy nie dopuścić.

  21. parker.
    Oczywiście, że o sytuacji w oświacie ludzie nie wiedzą. Być może dla postronnego obserwatora zachodzące zmiany są mało istotne, ale my z pomysłami „reformatorów” musimy się zmagać. Do każdej zmiany trzeba przystosować plan pracy swój i szkoły. Trzeba tłumaczyć rodzicom o co chodzi władzom oświatowym. Ja często proponuję, aby rodzice dzwonili do MEN, bo wiele pomysłów nie da się racjonalnie wyjaśnić. Zatem proszę się nie dziwić, że nauczyciele chcą aby ich opinie były brane pod uwagę. Bo różnych „wizji” mamy dość. Może to dziś nie modne. ale twierdzę, że o szkole powinni decydować rodzice i nauczyciele. Tak jest np. w Finlandii i to działa. A o kierunkach w pilityce oświatowej, grono ekspertów. Politycy myślą tylko o wyborach, czyli mają perpektywę w najlepszym wypadku kadencji. To dla oświaty za mało.

  22. aga.tas
    Czemu mam się podlizywać nieokreślonemu społeczeństwu?

    Nie zamierzam „odbębnić” dupogodzin 8-16 w szkole, żeby polepszyć samopoczucie ograniczonych zawistników. I tak im nie dogodzę.
    Tak samo jak dzisiaj nie dokładam ze swoich do oświatowego interesu. Ksero robię tylko w szkole (wywalczone) podręczniki dostaję od wydawnictwa (standard, każde daje), biurko komputer i net mam w domu, bo tak mi wygodnie i oprócz pracy papierkowej dla szkoły mogę sobie zaglądnąć na belferblog, inne pomoce wykonują uczniowie (projekt w ramach zajęć), na wycieczki jeżdżę bo lubię (2 dni w roku nie stanowi uszczerbku) dyskoteki organizujemy gdy do opieki przychodzą rodzice (w efekcie dyskotek jest 2-3 w roku)
    Na prawdę nie widzę sensu siedzenia od 8-16 w szkole.

  23. Piotr. Bardzo to wielkoduszne i superwygodna postawa dla pracodawcy,bo pracujesz wówczas wg niego 18 godzin,więc za tyle należy Ci się wynagrodzenie,a że faktycznie jest tego ponad 40 godzin to wyłącznie Twoja sprawa. Nie wiem czemu chcesz utrwalać obecną patologiczną sytuację czyli niepłacenie za realnie wykonaną pracę oraz zwolnienie pracodawcy z obowiązku dbania o warsztat nauczyciela. Ja nie chcę dokładać do pracodawcy i całą całą pensję chcę przeznaczać na potrzeby swojej rodziny.Wchodzenie w układy z wydawnictwami nie jest w porządku. Pozostaje wątpliwość co do charakteru tych związków.Byłbyś poza wszelkimi podejrzeniami gdybyś składał zamówienie u pracodawcy i ten zaopatrywał Ciebie we wszystkie materiały. Pracy nauczycielskiej nie da się wykonywać w sztywnych ramach od 8 do 16 i zdaję sobie z tego sprawę,ale ludziska -nie. Warto więc zrobić taki eksperyment (w końcu eksperymentujemy już ponad 20 lat, cóż tam jeden rok dłużej) i ulec oczekiwaniom społeczeństwa.Nagrodą będzie podwójna wypłata ( możemy się jej domagać,bo przecież pracujemy wtedy 40 godzin). Jestem przekonanana,że głosy żadające powrotu do nienormowanego czasu pracy będą masowe.Za dyskoteki i wycieczki powinieneś mieć nadgodziny.Pasją społecznikowską możesz wykazać się po 16,w klubach osiedlowych.Sytuacja będzie zdrowsza.Cała praca w szkole powinna być opłacona przez pracodawcę. Pozdrawiam wakacyjnie.

css.php