Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

24.10.2007
środa

Nauczyciel parobek

24 października 2007, środa,

Im więcej rodzice oczekują od szkoły, tym mniej gotowi są dla niej zrobić. Większość reprezentuje postawę, którą wyraził w jednym ze swoich komentarzy mkmk, czyli płacę podatki, więc wymagam. Akceptując takie rozumowanie, nauczyciele musieliby prosić każdego rodzica o pokazanie swojego zeznawania podatkowego i stosownie do wysokości płaconych podatków otaczać danego ucznia lepszą bądź gorszą opieką. Zaś dzieci rodziców, którzy podatków nie płacą, należałoby chyba usuwać ze szkół. Podatek podatkowi nierówny, więc jeśli już zaczynamy mówić o pieniądzach, to sprawdźmy, o jakich sumach mówimy.

Uważam, że szkoła daje coś więcej niż prosty zwrot zapłaconych w ramach podatków pieniędzy. Przede wszystkim prowadzi wyższą działalność publiczną, czyli – w zależności od polityki edukacyjnej państwa – przygotowuje do życia w społeczeństwie, umożliwia przekazywanie wiedzy, nabywanie umiejętności i ułatwia tworzenie więzi międzyludzkich, a także wdraża do patriotyzmu. Biorąc pod uwagę te cele, wszelkie postawy roszczeniowe, tak uczniów, jak i rodziców, to nic innego jak rzucanie nauczycielom kłód pod nogi. Postawa „płacę podatki, więc wymagam” to zabijanie edukacji. Gdy słyszę to z ust rodziców, to czuję, że jestem traktowany jak parobek, a nie nauczyciel. Nie zdziwiłbym się, gdyby zaraz po słowach o płaceniu podatków rodzice wyciągnęli kije i obili nimi całą radę pedagogiczną. Być może kiedyś do tego dojdzie – w końcu parobka czasem się bije.

Najgorsze jest to, że postawę roszczeniową najczęściej wyrażają rodzice, którzy sami są nauczycielami. Nikt tak źle mnie nie traktował, jak nauczyciele, których dzieci uczyłem. Większym szacunkiem obdarzał mnie ordynator wojewódzkiego szpitala, właściciel sporego pakietu akcji dużej firmy, dobrze zarabiający menedżer czy znany reżyser filmowy, dyrektor banku oraz szef przedsiębiorstwa budowlanego. Nigdy nie odczułem, że jestem dla nich parobkiem. Natomiast dość często zdarza mi się to odczuć w kontaktach z rodzicami-nauczycielami. Ciekawi mnie, dlaczego tak wielu rodziców-nauczycieli zabarykadowuje się we własnej niechęci do nauczycieli swoich dzieci. Zwykle dialog z takimi osobami jest w ogóle niemożliwy. Być może działa tu zasada, o której pisał Albert Memmi, doskonały eseista, że ludzie znoszący upokorzenia (np. nauczyciele) zaczynają nabierać przekonania, iż wprawdzie są nauczycielami, ale tymi lepszymi. Stąd bierze się zjawisko pogardzania ludźmi reprezentującymi tę samą profesję, ale przecież w gorszym wydaniu niż my.

W każdym razie, jeśli to możliwe, zapraszam wszystkich lepszych nauczycieli, rodziców moich uczniów, na rozmowę o blaskach i cieniach zawodu nauczyciela. Ja stawiam (z pieniędzy opodatkowanych). Proszę tym zaproszeniem nie pogardzić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Nie jestem absolutnie zwolennikiem postawy roszczeniowej, bo świadczy ona o prymitywiźmie. Zakładając, że szkoła ma być państwowa i finansowana z podatków trzeba wg mnie rozważyć najlepszą formę wprowadzenia do tego sektora konkurencyjności. Z metod sprawdzonych, sądzę że najlepiej działa funkcjonowanie bonów edukacyjnych. Niestety z tego co wiem takie bony wprowadzono tylko w dwóch gminach w Polsce(jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić). Dzięki temu niezadowolony ze szkoły uczeń może się przenieść do innej placówki, przenosząc tym samym fundusze jakie są przeznaczone na jego edukcję gdzie indziej. Z jednej strony taki sposób finansowania wprowadza silniejszą rywalizację między szkołami (co może przynieść tylko poprawę jakości świadczonych przez nie usług), a jednoczenie nie rozróżnia uczniów na tych wnoszących więcej do budżetu i tych wnoszących mniej. Wtedy nie musiałby Pan nikogo prosić o roczne zeznanie podatkowe, a istniał by pewien zarys wolnego rynku.
    Nie zgadzam się z Panem, że szkoła ma realizować wyższe cele, ucząc choćby patriotyzmu, czy wychowując. Od tego są rodzice! Szkoła wg mnie ma TYLKO przekazywać wiedzę, a nie „kreować postawy”. W czasie zaborów szkoła tępiła polski patriotyzm, a jednak jakoś nie zaginął. Szkoła jest tylko instytucją, a nauczyciele tylko ludźmi i to nie zawsze godnymi swojej pracy. Na szczęście nigdy nie wywiązywali się ze swoich obowiązków i byłem wychowywany w domu a nie w szkole. Pozdrawiam

  2. zgadzam sie z panem w 90% jako uczen (niestety jeszcze rok liceum)
    Wydaje mi sie, ze rodzicom-nauczycielom wydaje sie, ze pelnia swoja funkcje na tyle dobrze, ze lepiej od pana. Swoja droga maja a przynajmniej powinni miec jakies wymagania w stosunku do nauczyciela, przeciez to jakby nie patrzec wskazuje na zainteresowanie nauka syna i jego problemami.
    Co do pana wyzej to edukacja spadla by na wyjatkowo niski poziom jesli nawet przenosiliby uczniow rodzice trzeba wziac pod uwage ze rodzicami mozna latwo manipulowac ( cos o tym wiem ) Jesli natomiast chodzi o nauke patriotyzmu to jesli nie mozna wyniesc ich z domu bo nie zgadzamy sie z danym wartosciami to szkola jest odpowiednim miejscem rozumiem, ze pan akurat mial szczescie byc wychowywanym w szkole, ale niektorzy nie maja takiego szczescia.

  3. „Większym szacunkiem obdarzał mnie ordynator wojewódzkiego szpitala, właściciel sporego pakietu akcji dużej firmy, dobrze zarabiający menedżer czy znany reżyser filmowy, dyrektor banku oraz szef przedsiębiorstwa budowlanego.”
    Powiało burżuazją… Nie ma to jak 21lo……

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ferydurkowy parowek lubi, jak się go wali po gębie. 🙂 PS: Podobno 10 tys. nauczycieli ma wkrótce pikietować… Pan Darek też idzie?

  6. bardzo trafna obserwacja.

  7. Witam.
    Uważam, że pierwsza część Pańskiego wpisu – jak rozumiem, żartobliwa -nie jest trafiona, to taka analogia, która zaciemnia obraz. Równie dobrze, możnaby rzec, iż ochronę sprawowaną przez policję nad obywatelem należałoby zróżnicować od wysokości podatków, zaś sądy rozpatrywałyby poważne sprawy ludzi płacących wysokie podatki, a tych płacących niskie -tylko sprawy błache. „Płacę podatki, więc wymagam” niekoniecznie musi być postawą jednoznacznie negatywnie roszczeniową, to też znak nowoczesności, stawiania na specjalizację – nie wtrącam się w to, czego nie umiem, poświęcam cała swoją energię temu, na czym się znam, płacę proporcjonalne podatki, chcę, by inni robili to, na czym oni się znają. Trudno sobbie wyobrazić sytuację, gdy wszyscy wezwani do współpracy z policją kupimy sobie pistolety i zaczniemy łapać przestępców, bądź samodzielnie wymierzać sprawiedliwość. Wymagam, by szkoła robiła to, do czego jest powołana, tak jak policja, czy sądy, a moja współpraca z tymi organami może się ograniczać do tego, do czego w tym rozumieniu jestem zobowiązany. I tyle. Na temat zachowań wewnątrz środowiska nauczycieli się nie wypowiem, to Pan wie lepiej. Natomiast konkludując, na prawdę chciałbym, żeby szkoła przez swych nauczycieli robiła swoje, bez warunkowania tego moją szczególną współpracą. Pozdrawiam.

  8. Przeprszam, że nie na temat, ale jestem właśnie w trakcie czytania wspaniałej lektury pod tytułem „Statut XXILO” i znalazłem wyśmienity fragment:
    6. Pisemną naganę Dyrektora Liceum uczeń otrzymuje za:
    6.3. udowodnione rozgłaszanie informacji szkalujących szkołę i jej pracowników

    Tym samym my wszyscy, którzy jesteśmy uczniami szkoły i powiedzieliśmy o niej cokolwiek złego, zgodnie z prawem powinniśmy otrzymać po naganie.
    Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że XXI to instytucja totalitarna?
    Pozdrawiam

  9. Drogi Panie Redaktorze,
    Niezwykle zaskoczyl mnie pana ostatni wpis na blogu. Od sidmiu miesiecy mam przyjemnosc posmakowania jak to jest byc nauczycielka (choc to tylko nauczanie jezyka obcego w prywatnej szkole na rocznym kontrakcie), i z kazda godzina lekcyjna rosnie we mnie zrozumienie dla nauczycieli oraz przekonanie, ze szkole nalezy wspierac, nawet jesli ogranicza sie to wylacznie do wychowywania wlasnych dzieci w szacunku dla nauczycieli. Ja sama bylam wychowana w takim duchu, choc moi rodzice nigdy nie mieli czasu angazowac sie w zycie szkoly. Jednak dopiero staniecie po drugiej stronie katedry uswiadomilo mi, jak bardzo nauczyciele potrzebuja wsparcia rodzicow. Niewielu ma ten wyjatkowy dar, ktory pozwala im zaskarbic sobie szacunek i posluszenstwo uczniow, co wcale nie znaczy, ze nie potrafia w interesujacy sposob przekazywac wiedzy. Zachowanie uczniow musi im to jednak umozliwic. Dlatego szokuje mnie Pana doswiadczenie z rodzicami-nauczycielami.
    Jesli chodzi o to czy szkola ma byc instytucja wylacznie nauczajaca, czy tez wychowujaca i przekazujaca wartosci – uwazam, ze ma przede wszystkim nauczac, a moze inaczej – to jest jedyny obowiazek nauczyciela. Jest sprawa uczniow (i ich rodzicow, bo to ich przede wszystkim obowiazkiem jest ksztaltowanie postaw swoich dzieci), ile zechca i beda potrafili skorzystac na kontakcie ze swoimi nauczycielami, na ich doswiadczeniu i glebszej wiedzy. Slowem, ile beda potrafili sie od nich nauczyc poza wymaganym materialem, czy wiedza faktograficzna w ogolnosci.
    Kompletnie nie zgadzam sie z pomyslem bonowym mkmk – niestety, edukacja jest ta dziedzina, w ktorej wolna konkurencja nie oznacza automatycznie poprawy jakosci. Jest to oczywiscie mozliwe w wielu przypadkach, ale wydaje mi sie, ze glownie w nauczaniu doroslych, i to tam, gdzie liczy sie realnie nabyta wiedza, a nie dyplom ukonczenia (czyli np nauka obcego jezyka). Pracujemy obecnie z mezem, jak juz wspomnialam, wlasnie w prywatnym sektorze edukacyjnym (nauczanie jezyka obcego dla dzieci), i niestety konkurencyjnosc ma tu na jakosc wplyw odwrotnie proporcjonalny. Dzieje sie tak ze wzgledu na rodzicow podatnych na mode, trendy, i ze wzgledu na ich wyolbrzymione wyobrazenia o zdolnosciach wlasnych dzieci. Dochodzi do tego, ze na karcie, ktora maz musi co miesiac wypelniac, nie wolno mu wpisywac zlych wynikow testow, czy slow krytyki pod adresem dzieci (nawet czegos tak lagodnego, jak ‚dziecko latwo sie rozprasza’). Szczytem szczytow bylo zazalenie rodzica w brzmieniu ‚Nauczyciel nie motywuje mojego dziecka do wykonywania pracy domowej’!
    Uwazam, ze kazdy obywatel, jezeli nie starcza mu wyobrazni, powinien choc raz w zyciu stanac przed liczaca dwudziestu czy trzydziestu paru uczniow klasa, i sprobowac ich czegos nauczyc. Pozdrawiam.

  10. Myślę, że ci, którzy najgłośniej o podatkach krzyczą, wcale takich kolosalnych nie płacą.

  11. mkmk dlatego jestem dumny z tego że teraz mogę mówić różne rzeczy na temat mojej BYŁEJ szkoły (sama prawda) i nic mi za to nie grozi.
    I zapewnię sobie prawo do nieużywania mojego imienia i nazwiska do reklamowania szkoły (oczywiście jeżeli zostanę osobą publiczną)

  12. Witam.Też jestem nauczycielem z 25 letnim stażem,ale mam zupełnie inne doswiadczenia i spostrzeżenia w tym temacie.Byc może dlatego,że całe życie pracowałam w szkolnictwie specjalnym i rodzice tych dzieci też są inni.To zazwyczaj prości ludzie,bez wykształcenia,pochodzący z małych wsi i miasteczek,którzy są szczęśliwi i wdzięczni ,że w szkole specjalnej mogą powierzyć swoje dziecko fachowcom.Pozdrawiam i zapraszam na bloga mojego męża-też nauczyciela-www.edwardradecki.blog.onet.pl-pozdrawiam

  13. Czyżby konkurencja zblogowanych nauczycieli dała o sobie znać? 🙂

css.php