Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

28.07.2015
wtorek

Szkoły z dopalaczami

28 lipca 2015, wtorek,

Jak tylko nauczyciele wrócą po wakacjach do pracy, będą musieli udowodnić, że ich szkoła jest wolna od dopalaczy. Tu się ani nie bierze, ani nie handluje.

Kilka lat temu, w czasie pierwszej mody na dopalacze, wyjątkowo dużo rodziców chciało przenieść swoje dzieci z jednej szkoły do drugiej. Chodziły plotki i tylko plotki, bo przecież badań nikt nie prowadził, że w tych placówkach są dopalacze, a w innych nie. Rodzice chcieli wyrwać swoje dzieci ze złego środowiska.

Dzisiaj plotki mogą już nie wystarczyć. Potrzebne będą mocne dowody. I właśnie te dowody trzeba będzie przygotować po wakacjach. Choć na całym świecie wojna, nasza szkoła jest spokojna.

Kilka lat temu moja szkoła miała szczęście, że plotkowano o niej jako wolnej od dopalaczy. Wystarczyło parę prostych działań wychowawczych, kilka prostych programów profilaktycznych i problem mieliśmy z głowy. Ale to było dawno, gdy w wielu szkołach zwyczajnie olewano ten problem. W tym roku raczej wszyscy podejdą do sprawy poważnie, więc na szczęście bym nie liczył. Trzeba będzie się solidnie napocić, aby udowodnić, że gdzie jak gdzie, ale u nas jest czysto.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Jak nauczyciele wrócą to najpierw będzie referendum, a potem wybory. Po nich zaś temat dopalaczy zniknie tak jak się pojawił … 😉

  2. Za moich, na szczęście przaśnych w tym względzie czasach, psychotropem był przede wszystkim alkohol. W naszym liceum w moim roczniku było na tyle dużo klas pierwszych, że niektóre musiały chodzić na popołudnie. Z jedną z nich mieliśmy wf i byliśmy dość zaprzyjaźnieni. Osobiście miałem tam trzech kumpli, którzy notorycznie przed szkołą dawali sobie w gardło i na śrubie przychodzili do szkoły. Nikt nie podejrzewał 15’to latków o takie rzeczy i sprawa nigdy się nie wydała. Po latach jeden z nich jest całkowicie normalny, drugi wręcz przeciwnie, a trzeci jest totalnym alkoholikiem. Wówczas dysponowaliśmy co najwyżej kalkulatorami, dzisiaj są łączące się z całym światem smartfony mieszczące się w kieszeni. Podobny skok technologiczny dokonał się w „używkach”. Kieliszek zastąpiła wygodniejsza pastylka. Część młodzieży nie tknie jej dla zasady (i zależy to wyłącznie od nich samych, ich pewności siebie i charakteru, otoczenie szkolno nauczycielskie nie ma na to wpływu), część (ta mniej pewna siebie) spróbuje, żeby się zabawić, żeby nie odstawać od towarzystwa, żeby zobaczyć jak to jest i odstawi, a część (także o słabszym ego) wpadnie po uszy i może mieć kłopoty do końca życia (mniej lub bardziej krótkiego, czy dłuższego) jak np bohaterka „Dzieci z dworca ZOO”. Labilności w pewności siebie sprzyja na pewno charakterystyczny dla naszych czasów brak stabilizacji: niepewność zatrudnienia i dochodów rodziców, ich często ponadwymiarowy czas pracy i nieobecność w rodzinie, ciągle wzrastająca liczba rozwodów. Amplituda poczucia własnej wartości młodego człowieka i co za tym idzie jego pewności siebie może być jak jojo. Czy szkoła może być w tym zamieszaniu pomocna? Tak, ale nie w obecnym scholastycznym modelu odklepywania pamięciowych formułek – kto ma gorszą pamięć ten głąb. Obowiązujący jeszcze ciągle XVIII / XIX wieczny system kształcenia będzie tylko problem pogłębiał. Bo zawsze znajdzie się paru, których mózgi pracują inaczej nie nauczą się tych wszystkich enzymów i uważani za głąbów mogą próbować gdzieś szukać odskoczni. Na nowe czasy, nowe problemy i nowy świat musi być także nowa szkoła. Powinna być sprofilowana na indywidualne potrzeby i zdolności ucznia, odkrywająca jego silne strony i je pielęgnująca. Taka, która różnicuje wymagania w zależności od cech osobniczych i poszukuje talentów, w przeciwieństwie do dzisiejszych placówek, które starają się głównie aby je zniszczyć. Tylko odkrywając na nowo pedagogikę dla jednostki, nie dla mas i budując siłę jednostki możemy zwyciężyć z chemicznymi projektorami sztucznych światów i zapewnić sobie przyszłość, bo tylko pewni siebie i swoich wartości ludzie będą w stanie w przyszłości nas utrzymać.

  3. Dwa lata temu (chyba), kiedy nastapiło pierwsze wzmożenie moralne i działania anty-dopalaczowe, w szkole przeszlismy przyspieszony kurs rozpoznawania (mniej więcej) dopalaczy, specjalista pokazywał/tłumaczył/ostrzegał. Podobne spotkanie miało być zorganizowane dla rodziców. Rozdano zaproszenia z prośbą o potwierdzenie chęci wzięcia udziału. I co? DWOJE rodziców wyraziło zainteresowanie. Dwoje na całą szkołę. Pan edukator uznał, pewnie słusznie, że nie będzie sobie głowy zawracał i odwołał wykład. My- przekazaliśmy dzieciom/młodzieży naszą wiedzę o zagrożeniach. Rodzice nie chcieli jej nabyć, mimo, że już wtedy o dopalaczach było głosno. To jesteśmy Ok, czy nie jesteśmy Ok? Kiedy wydarzy się jakas tragedia gromy spadną oczywiście na nas, bo według rodziców to nauczyciele powinni stanowić legion aniołów stróżów i body guards ich dzieci. Oni nie mają wobec własnej progenitury żadnych obowiązków.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Butapren albo tri.
    Według jednej z nauczycielek (chyba w siódmej czy ósmej klasie), miałem któryś z nich wąchać. Jezu, co ja się nasłuchałem!

    A ona pewnie była po nauczycielskim szkoleniu! Człowiek powygłupiał się na korytarzu, zawył i zakwiczał, kogoś popchnął, udał cwałującą małpę (w czym byłem mistrzem) i to wystarczyło abym z paragrafu „wącha klej!” wylądował u pani dyrektor.

    Kochana pani dyrektor popukała mnie w głowę aż zadudniło, taki duży a taki głupi i wyrzuciła z gabinetu.
    Nauczycielska prokuratorka potem chodziła po szkole i sprawdzała, czy ten zza kałuży to rzeczywiście taki szkolny prymus, jak to jej powiedziała pani dyrektor. Była pewna, że omamiłem szkolne władze aby swobodnie móc wąchać klej.

    Biegnącej małpy już nie próbowałem udawać.

  6. belfrzyca
    28 lipca o godz. 19:01 245632

    Wzmożenie moralne nastąpiło wtedy, gdy profesor Samsonowicz, minister Edukacji, podpisał instrukcję wprowadzającą katechezę katolicką do szkół. Biskupi, na występie tanecznym w siedzibie rządu oświadczyli, że nareszcie, po mrokach komuny deprawującej dzieci, do szkół wraca Bóg, religia, normalność i moralność. Od tej pory – oświadczyli biskupi, nie będzie w szkołach nic złego, żadnej przemocy, a dzieci i nauczyciele będą wreszcie mogli się miłować, co już biskupi zagwarantują.
    Od tej pory katolickie wzmożenie moralne moralne rośnie, przez co spada poziom miłości bliźniego, w szkołach i na ulicach.

  7. @Tanaka, fajny elaborat, ale co to ma wspólnego z dopalaczami w szkołach (wiem, wiem, zaraz mi odpowiesz, że po wprowadzeniu religii do szkół oczekiwałes powszechnej miłosci i chrześcijańskich cnót w wielkiej obfitości- sam oczywiście w to nie wierzysz 😉 ) Zapropnuj rodzicom w mojej szkole, zeby zniesiono religię w szkole, w związku z czym na nich spadnie obowiązek przyprowadzania i odprowadzania dzieci popołudniami na religię- będą zachwyceni. Wszyscy psioczą, ale gdy przychodzi do praktyki, 80% uznaje za wygodną religię w szkole. Może 70%, a może 75%. Nie wiem, ale wiem, jak to wygląda u mnie.

  8. Zróbmy zakłady bukmacherskie w sprawie szkół wolnych od dopalaczy ( i całej reszty świństw, bo inaczej to nie ma sensu): ja obstawiam, że skutek będzie zerowy . Ale będą nagrody. Dla dyrekcji i niektórych nauczycieli. Za dobre serce.

    Jak interesująco zauważył powyżej @delfin, szkoła ma zerowy na to wpływ, nawet gorzej problem pogłębia (obowiązujaca XIX wieczna scholastyka nauczania) chociaż w ostatnim akapicie sobie nieco zaprzeczył. A w każdym razie wyraził nadzieję (tylko odkrycie na nowo pedagogiki…)
    Glos jest celny, identyfikuje wiele realnych i poważnych problemów, ale można się obawiać, że jakaś zmodernizowana pedagogika temu nie zaradzi. Co może poradzić modernizacja na bezrobocie rodziców, na rosnącą ciągle ilość rozwodów, na kilka milionów ojców i matek,którzy szwędają się po Europie szukając lepszego życia, zostawiając dzieci u babć, wujków, albo pod opieką „sąsiadów?
    kilka lat temu, w samym województwie opolskim było 200.000 tzw eurosierot. Czy dziś zostało sztuk trzy, czy tyle co było, a może jeszcze więcej? Co państwo,co gmina, co szkoła w tej sprawie może/chce/umie zrobić?
    Obstawiajmy: ja stawiam, że poczynając od poziomu państwa, po poziom szkoły najpierw nie ma ochoty i rządzi ślepota.
    Co może szkoła poradzić na samotność dzieci? W domu, wśród innych dzieciaków,zagubienia wśród przedmiotów, które są fantomami zasłaniającymi żywych ludzi i koniecznie do życia i zdrowia silne, zdrowe i głębokie związki emocjonalne, uczuciowe, psychiczne, mentalne.
    Tylko to jest naturalną i silną barierą przeciw dopalaczom i innym ersatzom sztucznie osładzającym świat. Ale nawet nie gwarancją.

    Szkoła mogłaby od ręki uporządkować, tanio i może bezinwestycyjnie rzeczy bardzo proste: wyprodukować jeden, spójny i szanujący dziecięcą integralność,wolność podmiotowość oraz intelekt przekaz.
    Ale tego nie robi, więc rzeczy proste są niemożliwe.
    Co więc z trudnymi?
    Mamy więc przekaz taki, że dziecko nie ma na kogo liczyć, a chodząc do szkoły chodzi w miejsce schizofreniczne: uczy się biologii, ale ważniejsza jest mariologia. Uczy się praw stanowionych, ale ważniejsze jest Prawo Boże, Uczy się, że jest urodzone z in vitro, przez kochających rodziców, ale dowiaduje się, że rodzice stosując in vitro są bandytami, wspólnikami w zbrodni. O sobie się dowiaduje z ust księdza katechety, wraz z księdzem biskupem i księdzem profesorem, że ma „bruzdę dotykową” na czole i jest genetycznie przez in vitro skażone.

    Widzi dookoła, że dzieci już nie ma na podwórku, bo Polki ich nie chcą rodzić, ale jak rodzą dzięki in vitro, to są potworami, które po wieczność będą się smażyć w piekle, a zacznie się to już zaraz, za ich życia, od jutra.
    Dzieciak ma niepewność, czy więcej w nim dziewczynki, czy też chłopca, ale już wie, że jak ma imię męskie, to klamka zapadła – koniec wewnętrznego wzrastania do poczucia własnej tożsamości: ma obowiązek być mężczyzną. De facto, jego krucha i niedokształtowana tożsamość, jego wewnętrzna delikatność już jest wyszydzana – takie coś nie ma prawa mieć żadnej tożsamości bo istnieją tylko dwie:dziewczynka i chłopiec.
    Szydzą z niego ci, co zawodowo zajmują się „miłością bliźniego”i nieustannie mają we wszystkim rację i wyłącznie rację: w szkole się dowiaduje, że Jedyna,Pełna i Wyłączna Prawda jest właśnie taka, jak mówią i demonstrują jej właściciele. Właściciele Prawdy reprezentują szkołę i wszystko co najcenniejsze i najdroższe.
    Odkrycie przez dzieciaka, jakim jest obrzydliwcem grzechu, jak nieustannie rani nożem własnej podłości Pana Boga prowadzą do tego co się raz po raz kończy przypadkiem chłopaczka, co się powiesił,lub dziewczynki co sobie podcięła żyły: on jest ciota i pedał, ona kurwiszońska lezba.
    Gdy się dziecko może dowiedzieć rzeczy podstawowych koniecznych i rzetelnych o życiu rodzinnym i seksualnym, co każdemu od dziecka żywotnie jest potrzebne, to się dowiaduje – w szkole, a jakże, że to podły dżender, pornoseksualizacja dzieci, ofensywa cywilizacji śmierci i atak na Świętego Ojca Świętego oraz jego Pana Boga wraz z jego miejscowym biskupem i księdzem katechetą. Oraz atak na Prawdziwą Polskę.
    Zamiast się koniecznie dowiedzieć, co to „zły dotyk”, dziecko się dowiaduje, jak się zlizuje śmietanę z rozdziawionych ud księdza dyrektora, oraz dostaje nauczki od księdza prymasa, że dzieci „lgną do dorosłych” w celach ewidentnie pornograficznych.

    Następnie dziecko się bardzo ładnie modli, przystępuje do komunii i bierzmowania i nasiąka miłością bliźniego.
    W międzyczasie zaś się dowiaduje, że nauczyciele są tchórzami, udają, że nie ma sprawy, albo co gorzej – sami dyszą miłością bliźniego. Zaś dyrekcja odwraca oczy i zasłania problem szkolnym sztandarem. Ze szkoła jest rozdęta godzinami nauki a nie jej sensem i osnową pedagogiczną.

    Wołanie o „nową pedagogikę” jest wołaniem w pustkę. Koniecznym, a bezowocnym. Nie w Polsce. Bo nie chce tego ani polski rząd, ani nauczyciel, ani rodzic, też nauczyciel.
    Dopalacze, wóda, wszelkie dragi, przemoc, zasada oszustwa, prostytucja uczniów, zastąpienie relacji człowieka z człowiekiem relacją z przedmiotem i „standardem” są i będą. Oraz nie ma podstaw zakładać, że się to zmniejszy, natomiast są podstawy do przypuszczenia graniczącego z pewnością, że się to zwiększy i pogłębi.

    Gadania ministrów, jakieś papierkowe dupokrytkowe programy, gadania dyrekcji i nauczycieli to tylko gadanie. Czyli pieprzenie. Jak dzieciaki gadały:pieprzenie kotka za pomocą młotka.

  9. belfrzyca
    29 lipca o godz. 20:03 245635

    Belfrzyco, czy Ty tak masz z urodzenia, że wiesz co powiem, zanim powiem? Czy to belfrzenie tak nastraja?

    A co powiem, to powiedziałem nieco niżej.
    Ze zgórywiedzącej pozycji, spróbuj przeczytać, a nawet rzecz przytomnie w sercu i głowie rozważyć. Nie jest to jednak obowiązkowe.

  10. @Tanaka 29 lipca o godz. 20:30
    Szanowny Tanako, dziękuję, że jeszcze ci się chce :). Często wpadam na blogach dostępnych z „Polityki” na twoje komentarze i poza charakterem pisma praktycznie nie różnią się od moich (tych nie napisanych).
    Z tym wymienionym w nagłówku zgadzam się jak najbardziej także.
    Ale co do polemik z nauczycielami – zaryzykuję tezę, że tak jak 80% rodziców wg @belfrzycy uznaje religię w szkole za wygodną, tak 99% nauczycieli odpowie ci, że oni nie są od szerzenia poglądów niezgodnych z poglądami 80% rodziców.

  11. rs_
    29 lipca o godz. 21:15 245638

    W pierwszych słowach swego wystąpienia tworzysz sytuację dżenderową, a więc od razu niebezpieczną: ja czyli Ty, a ty czyli ja.
    Przed tym właśnie drżą nogi i głowy ciał pedagogicznych, które szczękając zębami mówią, że nic im nie drży, tylko Pan Bóg się gniewa na prezydenta Obamę, że dżender w całej Ameryce zrobił.

    O tym zresztą wyżej było.
    Jeśli nauczyciele mieliby powiedzieć, że oni nie są od tego, żeby nie robić tego co chce 80% rodziców, to ja się zapytam od czego są nauczyciele i co pojęcie „nauczyciel” znaczy. Bo dwie rzeczy wydają się jasne:
    nauczyciel jest od brania pieniędzy
    nauczyciel jest od 80%
    Nastąpi zaraz kolejna zagadka: jakim to sposobem nauczyciel zrobił, że w Niemczech nie ma już roku 1412? Bo w Polsce jest rok 1410.
    W roku 1411 101% obywateli uważało, że Ziemia jest płaska, z obywatelem najważniejszym – papieżem.

    Już o tym gdzieś gadałem, w sprawie nauczania i tego, kto jest kim: 20% polskich katolików nie wierzy w Boga, a 60% nie wierzy w Zmartwychwstanie. Co w żaden sposób nie przeszkadza polskim katolikom być katolikami, a biskupom twierdzić, że 95% Polaków to katolicy.
    Ponieważ w sprawie dragów i przemocy w szkole, w sprawach edukacji w ogóle, oraz w sprawach polskich jeszcze bardziej w ogóle każdy gada co nieuważa, w Polsce mamy rok 1410, czyli bardzo dobry: w tym momencie Jagiełło kropi Krzyżaków za pomocą Matejki.

    Mamy więc też tak, że im więcej ludzi wykształconych, tym gorsze mają wykształcenie. Z pewnością z tego powodu, gdy się uczennica Zosia powiesi, na pytanie policji i mediów panie dyrektorki mówią ciągle tak: „nie rozumiem jak do tego mogło dojść” . Po czym udaje się do bankomatu odebrać stanowczo zbyt niską pensję.
    Po przejściu na emeryturę nie żyją w dalszym ciągu.

  12. @Tanaka
    A tak jeszcze tytułem komentarza do komentarza:
    Mam wrażenie, że u tych symbolicznych 80% Polaków takie oceny jak wygodny/niewygodny oraz dobry/zły się nie przecinają. Rozumiem przez to, że jedne nie mają na drugie wpływu. Konkretniej, ocena „zły” nie eliminuje stosowania oceny „wygodny/niewygodny” jako głównego kryterium dla danego zachowania wobec danego zjawiska.
    Heh, ponieważ 80% to procent symboliczny, może właśnie wypisałem główny wyznacznik polskości – no, rozpoznawania z jakiego kraju ktoś się wywodzi…
    A przecież nauczyciele z powietrza się nie zjawiają ;).
    Ach, czyż nie o tym DCh powyżej pisze?

  13. Cała histeria z dopalaczami służy tylko takim akcjom …. 😉
    http://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/pakt-spoleczny-przeciw-dopalaczom.html

  14. @Tanaka
    >Szkoła mogłaby od ręki uporządkować, tanio i może bezinwestycyjnie rzeczy bardzo proste: wyprodukować jeden, spójny i szanujący dziecięcą integralność,wolność podmiotowość oraz intelekt przekaz.<
    Jaaasne! Bardzo proste. Tylko kto ustali jaki ten przekaz ma być? Takie rzeczy to tylko w Korei Płn. – tam wiadomo KTO takie rzeczy ustala, a i to czasem musi jakiegoś wuja odesłać do wieczności, pomniejszych ofiar nie licząc … 😉

  15. Tanaka jesteś cudowna, dziękuję za wpisy. Jesteś jak moja siostra. Zgadzam się z każdym punktem, a szczególnie jeżeli chodzi o edukację.

  16. belferxxx
    29 lipca o godz. 23:58 245642

    Dziękuję za zgłoszenie się na ochotnika do udowodnienia mojej tezy: rzeczy proste są w polskiej szkole niemożliwe. Do czego przykładasz głowę, za pomocą Korei Północnej.

    Czesio
    30 lipca o godz. 2:21 245643
    😉

css.php