Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

30.01.2009
piątek

Szukanie oszczędności

30 stycznia 2009, piątek,

Jedni szukają w oświacie oszczędności, a inni zysków. MEN chce się pozbywać szkół, przekazując je w prywatne ręce, ponieważ liczy, że dzięki temu zaoszczędzi sporo pieniędzy. Na razie prywatyzowane będą szkoły z małą liczbą uczniów (do 70 osób), ale później pod młotek pójdą i większe placówki. MEN lekką ręką pozbywa się niezłego źródła dochodu, gdyż jest zupełnie nieświadome, że na swoich szkołach może zarobić. Jak?

Prasa donosi, że uniwersytety zaczęły prywatyzować toalety. Komuś może się to wydawać dziwne, ale kryzys usprawiedliwia każde działanie, które zmierza do uratowania placówki. Lepiej sprywatyzować tylko uczelniane toalety niż całą uczelnię. Władze uczelni policzyły, że student chodzi do kibla średnio pięć razy dziennie (piwosze nawet częściej), więc gdyby opłata wynosiła symboliczną złotówkę za wejście, uczelnia pozyskałaby środki na badania naukowe. Cel szczytny – studenci na pewno z ochotą oddawaliby mocz w uczelnianych toaletach, wiedząc, że w ten sposób wspierają rozwój polskiej nauki. Jeśli w Łodzi studiuje 180 tysięcy osób, to oznacza, że codziennie do kasy łódzkich uczelni wpływałaby kwota nieomal jednego miliona złotych. I tak skończyłyby się w polskich uczelniach braki finansowe, a zacząłby się istny raj.

Uczniowie piją nie mniej niż studenci, więc też odczuwają silną i częstą potrzebę chodzenia do ubikacji. Z lekcji potrafią chodzić całe pielgrzymki uczniów do kibelka. Do tej pory nauczyciele się denerwowali, teraz będą puszczać z ochotą, bowiem każde wejście dzieciaka do szkolnej toalety wnosić będzie złotówkę do budżetu placówki. Jak wprowadzimy opłaty za siusianie, to nie będziemy się oglądać na nędzną dotację z budżetu. Sami zarobimy na wszystkie potrzeby szkoły.

Zresztą nie tylko ubikacje mogłyby być źródłem zysku. Warto pomyśleć o opłatach za korzystanie ze szkolnej bramy, która służy uczniom za palarnię. Kto to widział, aby pozwalać dzieciom na palenie papierosów całkiem za darmo. To rodzi złe przyzwyczajenia. Dzieci muszą się nauczyć, że społeczeństwo będzie pobierać od nich opłatę proekologiczną za puszczanie dymka. Być może część osób z chytrości rzuciłaby palenie papierosów raz na zawsze.

Katarzyna Hall siedzi sobie u premiera i jest przepytywana, czy znalazła jakieś oszczędności w swoim resorcie. Z sympatii dla pani minister podpowiadam: można nawet zarobić na inne resorty. Wystarczy wprowadzić opłaty za kibelki i za bramy. Nie ma się czego wstydzić, dużo więksi i mądrzejsi twierdzili, że pecunia non olet.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Francuz w swoim eleganckim języku powie: „Apres nous le delige”, co na język postsarmacki (!) się tłumaczy: „Po nas choćby potop”. Piszę to nie bez kozery, ponieważ mam coraz większą pewność, że to przybyłe znad Sekwany porzekadło, stało się nad Wisłą dewizą rządzących tak newralgiczną dziedziną jak oświata. Na naszych oczach odbywa się reformatorskie szaleństwo, które nijak się ma do powziętych wcześniej idealistycznych haseł w rodzaju „wyrównywania szans”. Wdrażanie szaleństwa oszczędnościowego zniszczy oświatę dokumentnie
    i spowoduje, że Polska bezapelacyjnie stanie się prowincją cywilizowanego świata, przy czym słowo „prowincja” odnoszę do sfery mentalnej, nie geograficznej. Po tym dictum pozostaje mi poddać pod rozwagę Pana Redaktora i Państwa następujący fragmencik jednego z felietonów Stanisława Lema: „Zawsze miałem nadzieję, że świat się pomalusiu posuwa jednak do przodu. Teraz straciłem tę nadzieję. Ludzie ze swoją odzyskaną wolnością robią rzeczy obrzydliwe”.

  2. Wszyscy kpią sobie z oszczędności a ja mam wrażenie że w niektórych sektorach w dalszym ciągu pokutuje socjalistyczne myślenie. Nie piszę o szkole bo do tej rzeczywiście rodzice często dokładają ale podam przykład szpitali. Pomijając brak oszczędności na energii czy ogrzewaniu powszechną praktyką jest wynoszenie ze szpitala środków opatrunkowych, lekarstw, środków czyszczących itd. i proszę wierzyć to nie są małe ilości.

  3. genialne:D

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lepszym sposobem jest pobieranie oplat za oddychanie,wszyscy musza oddychac .

  6. Być może, prywatyzowanie toalet na uniwersytetach jest częścią reformy studiów przygotowywanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Pani minister Kudrycka ujawniła niedawno ( radio TOK FM,28.01.2009 ), że każdemu studentowi przydzielona zostanie „określona pula punktów” taka, aby zniechęcić młodego człowieka do studiowania na kilku kierunkach jednocześnie. Jeżeli student będzie zmuszony z owej „puli” opłacać również toaletę, to niewątpliwie głęboko zastanowi się, czy opłaca mu się studiować na kilku kierunkach równocześnie.

  7. Witam.

    Jeśli prywatyzacja szkół to prawda to wspaniały pomysł! Tak samo jak kontrowersyjna prywatyzacja szpitali.

    Na całym świecie firmy, fabryki i przeróżne punkty usługowe prowadzą menedżerowie.
    Do prowadzenia tak dużej i jakże ważnej instytucji jak polska szkoła potrzeba kogoś, kto się na tym zna od strony ekonomicznej. Umie pozyskać dotacje, dogadać się z miastem uczestniczyć w politycznym życiu szkolnictwa.
    Nie tylko narzekać na blogu albo, co gorsza nie mając własnego zdania podpisywać się tylko pod narzekaniami innej osoby.
    By prowadzić szkołę, zagwarantować poczucie pewności pracy personelowi, pensji i przyzwoitych dla niego warunków pracy, dyrektor szkoły nie może być tylko kwalifikowanym fizykiem albo filologiem. Musi umieć kierować tak swoją placówka by ta nie tylko umiała żebrać o pomoc finansową górę albo tych znienawidzonych rodziców w zasadzie nikomu do niczego nie potrzebnych dzieci, ale sama mogła zarobić na siebie, pomoce naukowe i pensje dla pracowników.

    Zapytacie pewnie, a co taki swoisty biznesman nastawiający się tylko na zarabianie pieniędzy może wiedzieć o nauczaniu dzieciaków?

    Już odpowiadam:
    1. Przecież Wy i tak edukacje dzieciaków macie w d.
    2. Przecież od uczenia zatrudnia nauczycieli.

    W zależności od stanu swojego sumienia i poczucia moralności proszę wybrać odpowiednią odpowiedź.

    I równie ironiczny, co głupkowaty pomysł z zamienieniem szkolnych toalet w płatne szalety jest tak potrzebny jak dziura w moście prowadzącym do nieba.

    Pozdrawiam
    Bartłomiej Stasiak

    PS.: Byliby zwolnieni z płacenia czy by zaoszczędzić na pensji robiliby po kątach?

  8. Nie wiem jak na uczelniach, ale w szkołach samorządowych, to nie takie proste jak się Panu wydaje. Każda złotówka pozyskana przez szkołę MUSI być przekazana do budżetu gminy lub starostwa. Następnie środki te MOGĄ być przekazane do budżetu szkoły uchwałą rady gminy jako zmiana (korekta) budżetu szkoły. Takie są przepisy budżetowe. Inaczej pieniądze te będą uznane jako „nielegalne dochody”, zupełnie jak te datki na papier ksero.

  9. Panie B. Prusie vel Bartłomieju Stasiaku,
    w odpowiedzi zadedykuję Panu fragmenty „Traktatu moralnego” Czesława Miłosza:

    Nie sądź poza tym zbyt pochopnie,
    Bo różne są obłędu stopnie
    I z chęcią, czy też mimo chęci,
    Wszyscy jesteśmy nim objęci (…)
    Kto w smutnym znalazł smak cynizmie,
    Ten się losowi nie wyśliźnie (…)
    Oto twój świat. On jest na szali.
    Politycy już grę przegrali,
    Triumfy ich tylko pozorne
    Jak błyskawice są wieczorne,
    Choć nikt z nich nigdy nie utraci
    Ufności w indoktrynacji,
    Która wyznawców da kohorty.
    Społeczne jednak są retorty
    Bardziej złożone, a pierwiastki
    Jak nie odkryte płyną gwiazdy(…)

    PS:
    Nie sądzę, by prywatyzacja była lekiem na całe zło, jakim dotknięte są placówki oświatowe. Po lekturze postu „kwanta” jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym m n i e m a n i u.

  10. DO PANA CHĘDKOWSKIEGO i wszystkich zainteresowanych.

    Nazywam się Bartłomiej Stasiak, dwa lata temu skończyłem 21 lo i przez 3 lata byłem Pana uczniem. Może mnie Pan jeszcze pamięta, a może już nie.

    Chce powiedzieć, że nie wiem, czemu człowiek o nicku B. Prus w sobotę 31.01 podpisał się dokładnie tak, jak się nazywam.

    Być może to przypadek a być może nie. Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Chciałbym, aby nie kojarzył mnie Pan, jako swojego byłego ucznia, z człowiekiem o pseudonimie B. Prus.

    DO B. PRUSA: Nie wiem czy to przypadek czy nie, nie czuje się urażony ani ni z tych rzeczy. Nie wiem czy to Twoje prawdziwe personalia, pseudonim artystyczny czy mało smaczny żart. Jednak, jako że Gospodarz mógłby mylić Cię ze mną, uznałem, że warto się wyraźnie odciąć od Twoich komentarzy.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia..

css.php