Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

23.09.2007
niedziela

Co to są korepetycje?

23 września 2007, niedziela,

Udzielanie korepetycji własnym uczniom jest moralnie naganne. Jednak nie każde douczanie własnego ucznia za pieniądze można nazwać korepetycją. Wyobraźmy sobie, że nad moimi uczniami sprawuje pieczę jakiś sponsor, który zleca mi prowadzenie dodatkowych lekcji i za to sowicie płaci. Czy można mieć wtedy jakieś moralne opory? Powiedzmy, że tym sponsorem będzie jakaś prywatna fundacja, hojna organizacja pożytku społecznego, jakiś fundusz unijny, spółka z o.o. albo uczelnia. Wiadomo, że państwo polskie jest niewydolne w zakresie zapewnienia obywatelom jednakowego dostępu do edukacji, więc trzeba dzieci i młodzież dokształcać prywatnie. Piszę o tym w związku z zatrudnianiem nauczycieli przez uczelnie techniczne, aby za dodatkowe pieniądze uczyli swoich własnych uczniów, a przyszłych studentów tychże uczelni.

Nie mam nic przeciwko zarabianiu dodatkowych pieniędzy przez nauczycieli. Pewnie sam też bym nie odmówił, gdyby hojny sponsor zatrudnił mnie w celu dodatkowego przyuczenia moich własnych uczniów. Uczelni bym nie odmówił, gdyby zechciała płacić. Tak samo nie odmówiłbym Unii, TVP, Polskiemu Radiu, Kościołowi, Philipsowi, Sony Ericsson itd. Lista jest długa. Zastanawiam się tylko, czy za sponsora można by uznać wujka ucznia albo babcię czy też ciocię. Bo z rodzicami to sprawa wydaje się oczywista. Rodzice i ich dziecko, a mój uczeń, to jakby jedna kieszeń. Chociaż to też nie jest takie oczywiste. W końcu rodzic może prowadzić swój własny odrębny budżet i płacić mi właśnie z niego. Gdy tak o tym myślę, to wydaje mi się, że pojęcie korepetycji jest bardzo anachroniczne. Dzisiaj nikt już nie udziela swoim własnym uczniom korepetycji, lecz dokształca ich w ramach programu unijnego, programu uczelnianego, ewentualnie specjalnego programu rodzinnego. Sam uczeń zaś otrzymuje te dodatkowe lekcje całkowicie za darmo. Co innego, gdyby zarabiał i płacił z własnej kieszeni. Wtedy byłyby to korepetycje.

Podpowiadam zatem partii rządzącej, aby ogłosiła w ramach kampanii, że udało jej się zlikwidować w naszej ojczyźnie proceder udzielania korepetycji. W razie czego zaświadczę, że korepetycji w Polsce już nie ma. Nie słyszałem, aby jakikolwiek nauczyciel udzielał uczniom korepetycji. Wprawdzie wielu nauczycieli doucza swoich uczniów za dodatkowe pieniądze, ale tego w żaden sposób nie można nazwać korepetycjami. To się nazywa po prostu pracą sponsorowaną przez specjalnie do tego celu powołane instytucje pożytku uczniowskiego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php