Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego BelferBlog - Blog Dariusza Chętkowskiego

21.03.2007
środa

Legalne wagary

21 marca 2007, środa,

Kościół spłatał młodzieży figla, ustalając rekolekcje na tradycyjny dzień wagarowicza. Nastąpiła w tym roku kompromitacja tradycji. Ale przynajmniej nikt nie będzie kompromitował dnia wagarowicza. Gdyby nie rekolekcje, większość uczniów kilka dni wcześniej przyniosłaby od swoich rodziców usprawiedliwienia, że akurat 21 marca wypada ważny wyjazd rodzinny albo planowana wizyta u lekarza.

W zeszłym roku zdarzało się, że całe klasy dostarczały wychowawcy takie zwolnienia, a potem udawały się na Piotrkowską pić piwo. Zresztą stary zwyczaj uciekania ze szkoły – nie tylko w pierwszy dzień wiosny, ale w ogóle, np. w wyniku spontanicznej potrzeby opuszczenia lekcji – uległ jeszcze większej kompromitacji. Nie tak dawno zdarzyło się w moim liceum, że pewna klasa nie chciała zostać na tzw. zastępstwie z nieznanym im nauczycielem, wolała po prostu wyjść wcześniej ze szkoły. Potrzeba całkiem normalna. Jednak sposób załatwienia tej sprawy dziwny. Najpierw kilka osób udało się do dyrekcji, prosząc o zwolnienie. Dyrekcja odmówiła, uzasadniając, że nie mogą przepadać lekcje (przedmiot maturalny). Wtedy wszyscy uczniowie wyciągnęli zwolnienia, podpisane przez rodziców, dali wychowawcy i na tej podstawie opuścili szkołę. Lekcja się nie odbyła.

Nie ulega wątpliwości, że ci uczniowie posiadają zwolnienia na każdą ewentualność, podpisane in blanco przez rodziców (podpisy autentyczne), wystarczy tylko wstawić datę. Podziwiam zaradność młodzieży, jestem pełen uznania dla współpracy dzieci z własnymi rodzicami. Ostatecznie nic wielkiego się nie stało. Po prostu klasa poszła na wagary za pozwoleniem swoich rodziców. Warto jednak wiedzieć, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Jak dziecko przyzwyczai się, że może opuszczać szkołę według własnego widzimisię, podobnie będzie się zachowywać w pracy. Gdy wracam z żoną do domu, ona, pracownik prywatnej firmy, zawsze widzi kilku, czasem kilkunastu kolegów z pracy, którzy dostarczyli zwolnienia, że są obłożnie chorzy, a tymczasem chodzą po mieście zdrowi i weseli. Koszty niesłusznie wystawionych zwolnień to dla pracodawcy jakieś 10-15 procent funduszu płac. A przecież będzie gorzej. Pokolenie, które nosi w plecakach zwolnienia podpisane in blanco przez rodziców, jest jeszcze w szkole. Co będzie, gdy pójdzie do pracy? Z opasłą książeczką lekarskich zwolnień w zapasie? Czemu nie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. A skąd ma Pan takie informacje na temat rekolekcji? Przecież to nieprawda. Rekolekcje są w różnych szkołach [podst., gimn., śr.] w różnych terminach, więc w niektórych zapewne są i dziś. Pewbnie tez róznie to wyglada w poszczególnych miejscowościach. Tak na marginesie – są też szkoły, w których w dniach rekolekcji odbywają się lekcje, a same rekolekcje są po południu.

    Co do zwolnień – nic dodać, nic ująć.

  2. A ja sobie przypomniałem mojego szkolnego rusycystę (późny PRL, jakby to dzisiaj wypadało przypomnieć), który zapowiedział na początku naszej nauki, że jeśli będzie piękna pogoda i będziemy chcieli wyjść do parku, zamiast się uczyć rosyjskiego, to mamy mu powiedzieć, a on się z nami wybierze…

    Chyba raz, pewnej pięknej, późnej wiosny, skorzystaliśmy. Raz na 4 lata nauki w liceum.

  3. Gasta,
    przepraszam, że dokonałem nieuzasadnionej generalizacji. Oczywiście dzisiejsze rekolekcje dotyczą części młodzieży, np. moich uczniów. Inni mają więc szansę iść na wagary, legalne lub nie, zależy od stylu życia. Popieram rekolekcje popołudniowe.
    Pozdrawiam serdecznie
    DCH

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Belfrze.Nie wypowiadam sie w sprawie terminów rekolekcji bowiem od czasu powrotu lekcji religii do szkół nie mam wątpliwości, że w Polsce trudno mówić o rozdziale między kościołem i państwem. Powstaje obrzydliwy twór, który zawłaszcza coraz większe obszary dotychczasowej prywatności. Postawa dzieci, młodzieży (starszej i młodszej) wspieranej dzielnie przez rodziców jest zwyczajnym cwaniactwem, przywarą brzydką i podobno kiedyś napiętnowaną ostro. Chcę wykorzystać okazję, że przelewam swoją żółć na ekran i poprosić Pana aby Pan i liczne grono pedagogów szkół różnego typu wypowiedzieli walkę zwrotowi ZAGłOSOWAĆ. Co to jest, od czego wywiedziono? Rozpleniło sie to wszędzie. Ratunku! Pozdrawiam

  6. Panie Chętkowski…dobrze wiemy, iż uczniowie w dzień wagarowicza opuszczają szkołę by tradycji stało się zadość. Oczywistym jest, że gdyby w ten dzień legalnie nie odbywały się zajęcia, wówczas sama wizja ucieczki przestałaby być tak kusząca. Fakt, rodzice ułatwiają nam podjąć decyzję w kwestii: iść na wagary czy nie. Dużo trudniej wziąść na siebie odpowiedzialność za nieobecność w szkole, wraz z towarzyszącymi temu konsekwencjami.
    Aczkolwiek czy warto uogólniać?? Czy rzeczywiście wszyscy ci którzy wymigiwali się od zajęć w liceum, w życiu dorosłym mają podobne podejście do wykonywanej pracy?
    Jestem studentką, a w liceum zdarzało mi się wagarować, również za zgodą rodziców, a dziś robię wszystko by nie opuszczać zajęć. Dlaczego?? Bo robię to co lubię. Gdy praca będzie niosła ze sobą korzyści i będzie nam sprawiać przyjemność to zapewne nikomu nie przyjdzie do głowy załatwiać sobie lipnych zwolnień. Rozumiem że czasem życie zmusza nas do zatrudnienia się w zawodzie który z całą pewnością nas nie fascynuje ale są inne mozliwości motywacji. Reasumując. Stwierdzenie, że zwolnienia szkolne są pierwszym krokiem do nieróbstwa i cwaniactwa w życiu dorosłym jest zbędnym wyolbrzymieniem. Nie róbmy z tego problemu. To przywilej młodości iść na wagary.

  7. W mojej miejscowości rekolekcję sa jeszcze dziś, w związku z tym pierwszy dzień wiosny uczniowie mają (oficjalnie) swiętowac jutro. Czyli 4 dni nauki z głowy.

  8. Pan jak zwykle cyniczny… Ale cóż… i tak pana kocham 🙂

  9. Do podstawówki chodziłam z mniejszą lub większą przyjemnoscią. Nie było mnie tylko gdy byłam naprawdę chora. Z liceum chciałam w pewnym momencie uciec. Nie chodziłam na wagary tylko dlatego, ze jestem „grzeczną dziewczynką”. Moje cudowne elitarne liceum tak mnie załatwiło, ze co chwilę chorowałam, a moje życie pozaszkolne leżało (wraz ze mną). Z perspektywy czasu wiem, ze nadawałam się do psychologa. Kiedy byłam już pełnoletnia i mogłam swobodnie wypisać sobie sama zwolnienia, odżyłam. Miałam swój wentyl bezpieczeństwa. Po dostaniu się na studia wróciłam do normy. Nie opuszczam już zajęć :]

  10. Aby wymagać nieuciekania ze szkoły najpierw trzeba coś podczas szkoły zaproponować. A że w klasie maturalnej 50% lekcji się nie odbywa to się na nie nie chodzi.

  11. a od kiedy Pan jest zwolennikiem trzymania wolnych jednostek z ich przyrodzoną godnością ludzką na zajęciach, które i tak pewnie niczego nie wniosą (wszyscy wiemy jak wyglądają zastępstwa z nieznanym nauczycielem)? Powinien Pan się cieszyć, że młodzież sie buntuje i nie daje się opresyjnemu aparatowi państwowemu wtłoczyć w ciasne ramy.

  12. wagary to są fajne bo można mieć wolne i jeszcze raz wolne

  13. kocham wagary ale lubię też SEX

css.php