Popłoch w ekipie Czarnka z powodu matury

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Próbne matury, które odbyły się we wrześniu i grudniu zeszłego roku, musiały napędzić niezłego stracha w Ministerstwie Edukacji i Nauki, skoro postanowiono jeszcze bardziej złagodzić kryteria oceniania. Dzisiaj ogłoszono decyzję, że egzaminy z polskiego, matematyki i języka angielskiego będą o wiele łatwiejsze. Ktoś je przecież musi zdać.

Nauczyciele angielskiego dowiedzieli się, że mogą darować sobie ćwiczenie umiejętności rozumienia ze słuchu i tworzenie na tej podstawie wypowiedzi. Maturzysta nie będzie bowiem udzielał odpowiedzi, lecz jedyne zaznaczał „prawda” czy „fałsz”. Zadanie typu otwartego, które jest trudniejsze, zastąpiono zadaniem zamkniętym, gdzie w razie braku umiejętności można liczyć na szczęśliwy traf.

Jeszcze więcej ułatwień dano na egzaminie z języka polskiego. Można będzie popełnić więcej błędów językowych, więcej ortograficznych i całą furę interpunkcyjnych (maksymalną liczbę punktów dostaje się za nawet za 8 byków interpunkcyjnych, średnią za 9-17 byków, a zero za interpunkcję jest dopiero przy 18 i więcej bykach). Poluzowano ocenę ortografii, sprawności językowej, a nawet strony merytorycznej wypracowania, czyli prawie wszystkiego (ocena kompozycji pozostaje bez zmian).

Zmienia się filozofia oceniania części merytorycznej. W pełni funkcjonalne wykorzystanie jednego utworu (na maturze obowiązuje odwołanie się do dwóch dzieł literackich w wypracowaniu) jest tym samym, co częściowo funkcjonalne wykorzystanie dwóch utworów. Zmiana ta otwiera furtkę egzaminatorom, aby przepuszczali prace, w których jest mowa tylko o jednym dziele. Po co zmuszać uczniów do czytania kilkudziesięciu lektur, gdy maturę można zdać na jednej?

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

To jednak tylko czubek góry lodowej. Egzaminatorzy opowiadają, że CKE szykuje rewolucję w ocenianiu. Zamiast oceniać, czy odpowiedź jest poprawna, egzaminator będzie musiał szukać „zalążka poprawnej odpowiedzi”. Jeśli zalążek jest, należy przyznać punkt. Te zmiany ukryte są w urzędowym języku, przy pomocy którego oznajmiono dzisiaj, że są kolejne ułatwienia. To nie są żadne ułatwienia, tylko strach zajrzał do tyłka ekipie Czarnka, więc szukają sposobu, jak z tego wybrnąć. Matura w formule 2023 to niewypał, ale PiS nie ma odwagi, żeby się do tego przyznać. 

Info o zmianach tutaj oraz tutaj.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj