Seks nauczycieli w szkole, czyli co oni właściwie robili?

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Musi do tego dochodzić niezwykle rzadko, skoro cała Polska żyje seksem uprawianym przez dwoje nauczycieli w szkole. A może dochodzi częściej, tylko nie udaje się sprawców nagrać. Tym razem kochankowie zapomnieli nie tylko o Bożym świecie, ale także o monitoringu w miejscu pracy. Teraz będą musieli stanąć przed komisją dyscyplinarną i odpowiedzieć za swój czyn.

Czytam, że lubieżnikom grozi nawet wydalenie z zawodu (szczegóły tutaj). Podobno doszło do zgorszenia młodzieży, a przecież nastolatki nie były świadkami seksu belfrów, nie nakryły ich na gorącym uczynku, tylko z własnej woli obejrzały nagranie. Ktoś pobrał materiał z monitoringu i puścił w obieg. Kuratorium zajmuje się nauczycielami, a policja sprawcą rozpowszechniania treści seksualnych bez zgody uczestników zdarzenia.

Choć nie mam ochoty oglądać tego nagrania, to chciałbym wiedzieć, co oni tak naprawdę robili, że grozi im aż wydalenie z zawodu. Seks bowiem każdy rozumie inaczej. Na miejscu oskarżonych wybrałbym taką linię obrony, że to nie był seks (zakazany w szkole), lecz jedynie czynności seksopodobne (niemile widziane w szkole, ale niepodlegające karze). Konieczna byłaby opinia biegłych. W razie czego mogę podać kilka adresów takich ekspertów, którzy obejrzą nagranie i nie dopatrzą się tam ani grama seksu. I będzie po sprawie.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj