Jak uczyć?

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Od podstawówki do uniwersytetu polskie placówki edukacyjne uczą źle. Nie całkiem źle, bo przecież może być gorzej, ale powodów do zadowolenia nie ma nikt. Wiemy sporo o grzechach podstawówek, gimnazjów i liceów, teraz przyszła pora na zapoznanie się z wadami uczelni. Jak wynika z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych, studentom za dużo wbija się do głowy wiedzy odtwórczej, a za mało ćwiczy młode umysły w nieszablonowym rozwiązywaniu problemów (zob. info).

Innowacji i samodzielności tyle, co kot napłakał. Czyli na Einsteina nie ma co liczyć. Szewca Dratewki też nie będzie. Musi wystarczyć przemądrzały inteligent i jego dwie lewe ręce.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Przybić piątkę ze Sławulą

Wiece wyborcze kandydata na prezydenta Polski Sławomira Mentzena rozpoczynają się zawsze o piętnastej. Ta pora daje pewność, że przybędzie elektorat – uczniowie po lekcjach.

Marcin Kołodziejczyk

Bardzo chciałbym uczyć młodzież innowacji, praktycznych umiejętności i nie obarczać nikogo balastem odtwórczej wiedzy. Chcę i to robię, ale w ramach działań partyzanckich, wbrew podstawom programowym. Gdy więc zagląda mi strach do tyłka, że nie zrealizuję podstawy, wracam do wbijania uczniom tego, co odtwórcze i niepraktyczne. Wtedy wilk syty i owca cała.

Nie znam nauczyciela, który chciałby uczyć niepotrzebnych rzeczy. Każdy chciałby rozwijać kreatywne myślenie. Jeśli tego nie robi, jeśli powiela szablony, to widocznie nie może inaczej. W końcu szkoła to nie jest prywatny folwark nauczyciela, a uczniowie to nie jego własne dzieci. Dlatego w szkołach innowacji nie będzie, dopóki nie zmienią się podstawy programowe. Podobno pracownicy uczelni mają większą swobodę, chociaż jak wynika z badań, też muszą realizować programy. A te są, jakie są.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj