Edelman i Polański na jednym wózku

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Czytałem w EMPiK-u „Polskę do wymiany”, doskonale bolesną książkę Przemysława Czaplińskiego. Trwało to jakieś cztery godziny, gdyż dzieło jest grube i drogie, a postanowiłem przeczytać je od deski do deski i nie zapłacić nic.  W pewnej chwili obok mnie przejechał wózek załadowany pod sufit Edelmanem i Polańskim. Nawet mnie wszystkie leżące tam książki wyjątkowo mocno zainteresowały. I strasznie silne poczułem pragnienie, aby je mieć. Także inni bywalcy empikowych kanap spojrzeli pożądliwie na wózek, a ten i ów popędził po egzemplarz dla siebie.

Gdy patrzyłem na to połączenie spraw wyjątkowo odległych moralnie, ale komercyjnie tożsamych, poczułem, że oglądam najlepsze przedstawienie sezonu. I że jestem tu, gdzie trzeba. Przychodzę do EMPiK-u doskonalić duszę, ponieważ jest tu większy ferment intelektualny niż w teatrze czy w muzeum. Pani, która ładuje książki na jeden wózek, ma większe wyczucie współczesności, niż większość pisarzy opisywanych przez Czaplińskiego. Może robi to bezwiednie, ale widocznie tak trzeba. W wierszu „Czasy zboczeń” Jacek Podsiadło pisał o takiej kobiecie w ten sposób:

„Wypięła się: pełna, dojrzała…”

Edelman stanął na półkach obok Polańskiego, a przed nimi kartka z napisem „Bestseller”. I zrobiłem dokładnie to samo, co podmiot liryczny:

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

„Kupiłem gazetę i teraz
żałuję, ach, żałuję.
Biję się w piersi i pięść
wchodzi jak w tekturę, pusto.
Więc te dzieci spłonęły żywcem na oczach rodziców.
Jak ja śmiem powtarzać takie zdania.
Czy róże liczą się jeszcze?”

Liczą się tak długo, dopóki można je sprzedawać. Kiedy wracałem wczoraj z Krakowa do Łodzi, „niebo było jak atrament”.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj