Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

6.07.2017
czwartek

Szkoły renomowane dzięki korepetycjom

6 lipca 2017, czwartek,

Uczniowie najlepszych szkół biorą korepetycje. Często im lepsza placówka, tym więcej osób korzysta z dodatkowych, płatnych zajęć. Jak nie korepetycje, to kursy, a nieraz i jedno, i drugie.

Niektórzy nauczyciele traktują dodatkową pomoc jako obrazę honoru i absolutnie zakazują. Przecież są mistrzami w swoim fachu. Uczniowie biorą więc korepetycje po kryjomu.

Gdy po maturze szkoła chwali się wynikami, a nauczyciele wypinają piersi do orderów, uczniowie wypisują na forach takie rzeczy (wpis autentyczny):

„To nie jest żadne elitarne liceum jak się niektórym wydaje. Wyniki są powodem dziesiątek tysięcy złotych jakie wydają rodzice na korepetycje, bo kadra nauczycielska od przedmiotów ścisłych jest bardzo przeciętna. O wiele lepiej rysuje się sprawa nauk humanistycznych – tu jest moc. Jednakże, jeśli myślicie, że ta szkoła jest z jakichś powodów wyjątkowa to się mylicie. Korki, korki i jeszcze raz korki. Na tym szkoła buduje swój autorytet, przeciętna placówka.”

Dawniej narzekano też na nauczycieli przedmiotów humanistycznych, ale odkąd egzaminy z tych dziedzin stały się łatwiejsze, a wyniki często do niczego niepotrzebne, humaniści niby uczą lepiej. Gdy wrócą wymagania na maturze, wtedy znowu będą potrzebne korepetycje z polskiego czy historii.

W moim liceum, też elitarnym, czyli narażonym na zarzuty, dyrekcja walczy z korepetycjami. Nauczyciele, szczególnie przedmiotów ścisłych, oferują masę dodatkowych zajęć. Jedni uczniowie korzystają, inni nie, ale na korepetycje i tak chodzą. Nie ma sensu z tym walczyć. Korki i szkoła, szczególnie renomowana, to brat i siostra. Trzeba się z tym pogodzić, zaakceptować i popierać. Dlatego dyrekcji proponuję, aby nawiązała kontakt z korepetytorami naszej młodzieży i najlepszym przyznała nagrody oraz wyznaczyła do medalu kuratora, MEN i prezydenta. Byłoby to piękne i sprawiedliwe.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Korepetycje różnią się od szkolnych zajęć. Podczas korków mogę pogadać z uczniem na różne tematy. Nawiązuje się między nami więż, która pomaga nadrobić braki, umocnić jego wiarę w siebie. Nie ma belferskiego biadolenia ani straszenia. Jest ciężka robota. Ale jest też nadzieja. Uczniowie liceów renomowanych szybko nabierają wiatr w żagle, nadrabiaja braki, odzyskują zaufanie we własne siły, polecają korepetytora swoim znajomym, gdy on się sprawdzi. A musi, bo inaczej wypada z gry.
    Oczywiście, korepetycje to szara strefa polskiej edukacji. Jest ona poddana zasadom rynku. Jest na nim tlok. Wygrywają najlepsi, Rodzice uczniów ze szkół z górnej półki nie szczędzą pieniędzy dla korepetytora. A jak jest opłacany belfer w szkole – zainteresowani o tym wiedzą. I wiedzą, że podczas korków panuje inna atmosfera niż w wielu renomowanych liceach, I dla belfra, i dla ucznia.

  2. Moje technikum samo zorganizowało swoiste „korepetycje” dla jednej uczennicy w mojej klasie. Po fachowemu to się chyba nazywa rewalidacja. Idzie w czasie godziny wychowawczej na indywidualną godzine matematyki z nauczycielką która jej nie uczy.

  3. @Gospodarz
    Ten wpis(i podobne) raczej pochodzi od sfrustrowanej konkurencji albo od frustrata-ucznia/rodzica – w czasach komunikatorów uczniowie najlepszych szkół znają swoją przyszłą stronę od podszewki, z ulubionymi trikami, powiedzonkami i lapsusami wszystkich nauczycieli. Bo do tych szkół chociażby chodzą ich starsi koledzy z gimnazjów chociażby (te najlepsze też spotkania uczniów ze swoimi absolwentami z najlepszych liceów robią!). To zdecydowana większość Natomiast na tysiące uczniów, których Pan uczy, znajdzie się (statystyka!) jakiś procent frustratów, którym nie wyszło i muszą odreagować … 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Oczywiście „znają przyszłą SZKOŁĘ” a nie stronę …

  6. Rąbniętawariatko, godziny wychowawcze są bardzo ważne, gdy prowadzi je wychowawca z prawdziwego zdarzenia, nawiązujący dialog z młodzieżą. A ona tego potrzebuje. Niepotrzebnie, mówiąc kolokwialnie, idziecie na skróty. Rzeczywistość dostarcza belfrowi wielu tematów do dyskusji z młodymi ludżmi……..

  7. „O wiele lepiej rysuje się sprawa nauk humanistycznych – tu jest moc.” Lubie skromnych ludzi;)

  8. @Ino
    Godziny wychowawcze w szkole średnią służą głównie omówieniu tego kto ma ile nieusprawiedliwionych godzin i gdzie i z jakimi nauczycielami są problemy. Myślę że jednak bardziej potrzebuje zdania do następnej klasy z matematyki…

  9. Rąbniętawariatko, i dlatego właśnie , miedzy innymi, szkoła jest obdarzona synonimem „Buda”. I nie tylko przez uczniów.

  10. @Ino
    Kiedyś trzeba o tej frekwencji i problemach porozmawiać, a także o zorganizowaniu studniówki, wyborach samorządu ……………………. ……………………………………………………………………………………………………………………………………
    KIEDY??? Wychowawca ma tę godzinę i zwykle godzinę lu dwie swojego przedmiotu tygodniowo, czasem, ale coraz częściej, TYLKO tę godzinę !!! 😉

  11. Myślę, że od korepetytorów należy kategorycznie żądać świadectwa moralności,
    http://natemat.pl/211749,do-zadan-szkoly-nalezy-wskazywanie-na-prawo-do-zycia-od-poczecia-nowa-podstawa-programowa-nie-wszystkim-sie-podoba

    PS. Atmosfera na korepetycjach, jak ją pamiętam, była niezwykle oniryczna. Konieczne były ćwiczenia oddechowe, zaciskanie pięści, szczypanie się w uda, picie herbaty – inaczej spadłbym pod stół, chrapiąc.

  12. U mnie niewiele osób chodziło na korepetycje. Głównie te słabsze, które sobie słabiej radził z materiałem

  13. @belferxxx
    Jedna godzina godziny wychowawczej to jeszcze nic. Zabawa się zaczyna jak jest 1 godzina przedmiotu egzaminacyjnego (chodzi mi tu o egzamin gimnazjalny) i trzeba przerobić materiał całej klasy z tym…

  14. absolwent XXI opisuje sytuację z podobno elitarnej szkoły, bo z miejsca pracy @Gospodarza.
    Tutaj moje narzeknięcie piernika w przewidywalnym stylu; za moich czasów to uczniowie elitarnych liceów DAWALI korepetycje a nie je brali. Ja dawałem z matmy, z fizyki i z geografii, aby było śmieszniej.
    Mama wprawdzie zmusiła mnie do wzięcia korepetycji z angielskiego tuż przed maturą, ale byłem tym obrażony. Na całe szczęście okazało się, że korepetytor, mimo bardzo ehm, specyficznych metod pedagogicznych polegających głównie na szydzeniu z umiejętności ucznia, był wybitnym anglistą i nauczył mnie całkiem dużo. Dużo powyżej maturalnych wymagań… i mama była spokojniejsza. 😉

css.php