Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

25.10.2016
wtorek

Dajcie nam rok

25 października 2016, wtorek,

Dzisiaj w mojej szkole dyskutowano o dwóch sprawach: o tym, że nie ma na nic pieniędzy, oraz o odwleczeniu reformy oświaty o jeden rok. Obie sprawy dadzą się sprowadzić do jednego: trzeba znaleźć sposób, aby ludzie zechcieli zapłacić za nie swoje pomysły.

O sprawach mojego liceum nie będę się rozpisywał, bo to dla Czytelników nudne, a dla mnie ryzykowne. Zajmę się więc kwestią odłożenia reformy o rok. Informację tę podał Dziennik Gazeta Prawna (zobacz tutaj). Wg Anny Zalewskiej, nie ma potrzeby przesuwania reformy, ponieważ przygotowania idą zgodnie z planem.

Ciekawe tylko, o jakich przygotowaniach mówi pani minister. Podejrzewam, że nie o finansowych. Szkoły już teraz są na granicy bankructwa, więc nie potrzeba wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć, co się będzie działo podczas przewrotu PiS-owskiego. Znowu trzeba będzie sięgnąć do kieszeni rodziców, ale znacznie głębiej niż obecnie. I na przygotowanie się do tej akcji PiS chce jednego roku.

Rodziców należy oswoić z koniecznością poniesienia większych kosztów, zapłacenia za reformę. Jak na to zareagowaliby teraz, proszę zapytać samych siebie. Macie ochotę wyłożyć więcej na szkołę swojego dziecka i zapłacić za to, że nie poszło do gimnazjum, bo ja nie zamierzam. Oczywiście, rok później też nie zamierzam wyciągać portfela i płacić. Ale za rok może wcale nikt nie będzie mnie o nic prosił. Może uda się znaleźć sposób, żeby pieniądze wyszły z portfela bez pytania właściciela o zgodę.

W szkole doszliśmy jednomyślnie do wniosku, że szkoda, iż nie możemy na rodziców nałożyć podatku. Prawdę mówiąc, mieliśmy na to ochotę, ale ktoś przypomniał, iż byłoby to nielegalne. Nie jesteśmy przecież rządem, nie stanowimy prawa, nie dysponujemy organami ścigania itd. Czyli my w szkole mamy problem, a rząd nie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 29

Dodaj komentarz »
  1. @Gospodarz
    Nie rozumiem mąk Pana i kolegów z liceum – przecież akurat WAM krzywda się nijaka nie dzieje i nie zapowiada… 😉 Chyba że, wszak to Łódź, Broniarz&ZNP kazali niepokój siać 😉

  2. „Nie jesteśmy przecież rządem, nie stanowimy prawa, nie dysponujemy organami ścigania itd. ”

    Na pocieszenie serial „Belfer” (nie mylić z Belferxxx-wersja pornograficzna), ukazujący nauczyciela w roli bohatera i mistrza sztuk walki.

    Szkoda tylko, że na końcu to belfer okaże się mordercą i do tego własnej córki.

  3. z tym płaceniem przez rodziców, to Autor powinien wyrazić się jaśniej, o co chodzi. O ile wiem szkoła w Polsce jest według Konstytucji bezpłatna. Kolejny przykład, że Polacy mogą sobie swoją konstytucją podetrzeć ….

    Czy też Autor konfabuluje.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ja się przełamałem, sięgnąłem i płacę.
    Warto, nikt mordy nie drze, nie zwraca się do uśmiechniętego ucznia, co się szczerzysz, nie rzuca ze złością na podłogę pieniędzy położonych na biurku, bo skarbnik zbiera, nauczyciele odpowiadają na zadane pytania, uśmiechają się, pozwalają się wypowiedzieć a aktywność i dociekliwość jest nagradzana nie tępiona jako przeszkadzanie w lekcji u utrudnianie realizacji programu. Dziecko na pytanie jak w szkole odpowiada, że fajnie, że chemia była ciekawa i historia.

  6. Jeśii to prawda z tym przesunięciem, to jest to dobra wiadomość i oznacza, że całość będzie uwalona (bardzo słusznie). Ta cała „reforma” i ta cała minister wygląda na jeden wielki fake, wygenerowany po to by postraszyć i zaistnieć (pobredzić) parę miesięcy w telewizji.

  7. sam osobiście namawiał Annę Zalewską, szefową MEN, aby na apele części związkowców i samorządowców o przesunięcie reformy o roku, odpowiedziała pozytywnie. Niestety minister oświaty nie chce o tym słyszeć. Podkreśla, że w 2018 r. będą wybory samorządowe i lokalna opozycja będzie grała w kampanii zwolnieniami nauczycieli i nieprzemyślanymi zmianami.

    I to są przesłanki podejmowania decyzji w XXI wieku? Chyba w jakimś Bantustanie! W jakim teatrze absurdu my żyjemy? Niemal co dzień ktoś z Nowej Elity palnie coś takiego, że mózg staje w stuporze, a po roku to żeśmy już ten stupor całkowicie oswoili. Tego nawet w PRL-u nie było!

  8. Rok nie wyrok, czyli: ile się bankrutom należy…

    To jest bardzo słuszne miejsce, ta konstatacja Gospodarza – Belfra, że o sprawach szkoły nie ma co mówić, bo to nudne.

    Jedyne, co warto, to o piniondzach; oczywiście obecnie cudzych, a dzięki wszelkim „reformom” i „edukacji” zmieniających status własności.
    Zupełnie jak w lesie Sherwood, tyle że Robin okradał budżety podatników sam, a nie dzieciaczkami się posługiwał…

    Jeśli szkoły więc „bankrutują”, co oczywiście ekonomicznie i prawnie nie ma miejsca bo jadą na wózku budżetowym, to jedynie postawą i poziomem zaludniających je etatowych Robinów, co w istocie będąc szeryfami z Nottingham skrytymi pod oszukańczym kapturem, łupić by pod siebie chętni, ale niestety, rodzice już nie w ich mocy.
    Ci, zapewne jeszcze chętniej zapłacą za reformy, ale indywidualne i czynione nogami, płacąc za szkoły wolne od bezczelnego etatowego wyłudzania, czyli za szkoły niepubliczne i prywatne.
    Do czasu ich renacjonalizacji i unarodowienia pissem… 🙂

    A na razie, jak widać, Gospodarz (i jego wesoła kompania z pokoiku gogicznego ) stracił cierpliwość w błogim oczekiwaniu na podwyżki i postanowił – publicystycznie – wziąć cudze portfele w swoje ręce, oczywiście znacznie czystsze niż te wolnego rynku.

    W tej intencji, ja bym chętnie zasponsorował, jako rodzic, kolejne wpisy na belferblogu „Polityki”. Niech będzie, że pod płaszczykiem prenumeraty.
    Byle już tylko Gospodarz zajął się wreszcie nie moimi podatniczymi pieniędzmi, ale nudną jak flaki z olejem edukacją o merytorycznych problematach belfrów i szkoły.
    Dla wprawy i na początek – na belferblogu.
    Przynajmniej pospołu oddalimy widmo bankructwa, finansowego, skoro na ratowanie belfrów przed tym kompetencyjnym za późno.
    😉

  9. @ snakeinweb
    „…Ta cała „reforma” i ta cała minister wygląda na jeden wielki fake, wygenerowany po to by postraszyć…”

    A owszem , oczywiście i jak najbardziej. Pisałem, że to dysputy zastępcze.
    To, aborcja i wszystko inne w wykonaniu ‚tego pissa’, to dość prostacka i bandycka metoda wymuszania strachu i uległości, gdzie dobroczyńca najpierw wali w pysk, a potem łaskawie pozwala przeżyć. Inaczej zwana taktyką „gniecenia salami”.
    Tylko, że durne bo tchórzliwe ofiary, wdzięczne za darowanie życia i uzębienia, mają zastraszone nie ważyć się więcej podnosić wzrok choćby na dobroczyńcę.
    Dlatego odpowiedzią na zakaz aborcji powinno być …zniesienie wszelkich zakazów, a na „reformy” szkół publicznych – walka o ich pełną prywatyzację.
    Inaczej, ofiary spełniają rolę pożytecznych idiotów w salonie rzeźniczym małpy z brzytwą, myśląc że ‚negocjują’ z nią kształt fryzury…

  10. @ Gekko

    Co do symptomów i oceny „sił politycznych” to się mocno zgadzamy, ale co do wniosków i rozwiązań to już nie za bardzo. Życie dzieci nienarodzonych w ogóle nie powinno być przedmiotem politycznych zagrywek, targów i demonstracji sił, bo to jest kwestia moralna stojąca wysoko ponad polityką (nawet gdy jest przez politykę instrumentalnie wykorzystywana). Natomiast co do formy szkoły to jest to już bardziej skomplikowana sprawa. Działanie szkół prywatnych generalnie popieram, ale nie widzę potrzeby likwidowania szkolnictwa publicznego. Zresztą nie znam żadnego państwa wysoko-cywilizowanego, w którym całościowy model szkolnictwa prywatnego był stosowany i działał poprawnie. Natomiast radykalnie i ustawowo odsunąłbym polityków od szkolnictwa oraz radykalnie „usamorządniłbym” z wyeksponowaniem rodziców i nauczycieli jako faktycznych zarządców szkoły oczywiście w ramach ogólnie przyjętych standardów dydaktycznych i programowych. Ale to jest dyskusja na osobny temat. A do tego zupełnie teoretyczna, bo i ja i Ty możemy temu partyjnemu bydłu w Warszewie co najwyżej na bukiel skoczyć a wszelkie dyskusje w Polsce można uprawiać tylko w celu zabicia czasu lub w formie nieszkodliwego i nieproduktywnego hobby.

  11. snakeinweb,
    znasz jakieś dziecko nienarodzone?
    kto płaciłby za publiczne szkoły po odsunięciu od nich polityków?
    czy nauczyciel, jako faktyczny zarządca szkoły, może rozpoczynać każdą lekcję od modlitwy?

  12. Z podatkiem w szkole jest tak. Jest taki twór o nazwie rada rodziców. Zatraciłem czujność rewolucyjną i wraz z dwoma innymi rodzicami dałem się wybrać do rady rodziców. Reszta rodziców jak rekiny kiedy wyczują krew w wodzie atakują tak tu jak ktoś wpisał trzy nazwiska to roszta się rzuciła i nas wybrała. Zrobiono zebranie rady rodziców, gdzie się wszyscy przedstawili i …… wykazałem się czujnością i wpakowałem niewinną kobietę na stołek przewodniczącej. Reszta stada chętnie to poparła. Udało się ograniczyć straty i zostać tylko czymś tam w komisji rewizyjnej. Gdy wyznaczyliśmy składki. zebrali je nauczyciele i wpadła kasa z ubezpieczenia wydawaliśmy w ciągu roku te pieniądze….. I zaczęło się…… rozpatrywanie wniosków dyrekcji (ciekawe kto śmiałby odmówić?) i nauczycieli. Wicie rozumiecie…… w pracowni X brakuje takiej pomocy naukowej…. dacie? Damy. Szkolna drużyna Y potrzebuje. No jak nie dać szkolnej drużynie? A na papier dla ksero? Tak pewnie. nagrody dla uczniów? No a jakżeby inaczej….. I tak do osuszenia źródełka. Tak więc jeden podatek już jest. teoretycznie dobrowolny ale…..

  13. Publiczność własności … czyli bryk oświatowy. …do przyswojenia w rok przed nadejściem Godota, intronizowanego w koronie króla Ubu… 🙂

    Szkoła pełniąca funkcje publiczne to nie jest to samo, co forma jej własności.
    W sumie nie jest ważne w cywilizowanym państwie, jaką własność ma szkoła; rolą takiego państwa jest jedynie (i aż) określanie celów edukacji, norm i standardów edukowania oraz kontroli nad ich wdrażaniem, niekoniecznie monopol czy oligopol na własność budynków i instytucji szkolnych.

    Każda szkoła, która spełnia w/w standardy powinna mieć prawo ubiegania się o „licencję” państwową na status szkoły publicznej, tzn. realizującej prawo i normy oświatowe.
    Nie własność szkół jest ostoją dobrej edukacji, ale jakość państwa (czyli obywateli go urządzających). W ścisłej korelacji z doborem, kształceniem i weryfikacją kadr nauczycielskich.
    W społeczeństwie i państwie chorym, zdemoralizowanym, instytucje o własności państwowej, z musu i definicji szerzą choroby społeczne i patologie cywilizacyjne.
    Dlatego, w zdrowych społecznościach i państwach, ‚własność państwowa’ (czy samorządowa albo stowarzyszeniowa) szkół niekoniecznie przeszkadza w oświacie, ale zwykle nie dorównuje poziomem szkołom w taki czy inny sposób prywatnym.
    I oczywiście, ta ‚prywatność’ własności szkół nie przesądza o konieczności uiszczania w nich opłaty za edukację (są systemy stypendialne i kredytowe), więc nie ma żadnej majątkowej bariery dostępu. Tylko ta ambicjonalno-kompetencyjna.

    Jeśli takie warunki mają miejsce, nie ma miejsca (i potrzeby) belferska metoda „czekania na podwyżki”, albo „dawania sobie roku” – by petryfikować publicznemu (czyt. państwowemu) belferstwu korzystny, dojny układ bez zobowiązań, za to z najbezczelniejszymi roszczeniami, wpisanymi w ethos etatowca uwłaszczanego na cudzym.
    No, ale z braku cywilizowanej edukacji, mamy za to belferblog – co jest jakąś rekompensatą (choć w dziedzinie entertaintment, a nie education).
    Pozdrawiam.

  14. @Gekko
    >W społeczeństwie i państwie chorym, zdemoralizowanym, instytucje o własności państwowej, z musu i definicji szerzą choroby społeczne i patologie cywilizacyjne.<
    W Afryce prawie nie ma szkół publicznych więc tam społeczeństwo, a zwłaszcza państwo, są najzdrowsze. Za to taka UE, USA, Australia czy Kanada, nie mówiąc już o Chinach, przegniły do cna … ;-))))))))))))))))
    No i wyszedł z ciebie sfrustrowany właściciel/dyrektor drogiej, płatnej szkółki. A tak się tym bełkotem maskowałeś … ;-))))))))))))))))))))))))))))))))

  15. O własności Gekko… i niepożytecznych idiotach.

    I owszem, Gekko, wraz z 10 milionami podatników jest właścicielem – ale jedynie całej hordy najbardziej i bezproduktywnie drogich, płatnych podatkami „szkół” państwowych.

    Jest to własność przymusowa, choć właściciele ubezwłasnowolnieni… przez np. poiksowanych idiotów, czerpiących z procederu tego typu „szkolnictwa” osobiste jak najbardziej i szkodnicze społecznie zyski.
    Przy okazji, względna pożyteczność idioty polega na tym, że można wskazać jak takie usiłują nieudolnie manipulować.
    Bo, otóż, z faktu że kraje niecywilizowane szerzą państwowym szkolnictwem patologie, nie wynika że (rzekomy choćby) brak państwowych szkół w krajach niecywilizowanych patologie w nich wyklucza, lub istnienie takich szkół w cywilizacji tę cywilizację likwiduje (o czym pisałem, jaki i inny ma to związek i rolę).
    Lecz idiota, w swym bezczelnym tupecie uwłaszczonym latami ociemniania na państwowem, obnaża się i swoje kalekie manipulacje, jakże ochotnie i bezwstydnie…
    Co stanowi dowód sam przez się, że tak właśnie patologia się przedstawia, wspierając mój opis.
    Wypadałoby więc może za obnażenie idiotyzmu poiksowanej patologii podziękować, gdyby nie koszty społeczne takich „lekcji”… 🙂

  16. @ Gekko

    Znowu zgoda co do zasady i pewna różnica co do wniosków. Właśnie dlatego, że uważam, że forma własności ma drugorzędne znaczenie a ważniejsze jest zarządzanie i definicja zadań publicznych byłem przeciw idei generalnej prywatyzacji szkolnictwa. Dla mnie szkoły prywatne to znakomite uzupełnienie, ale nie istota problemu. Poza tym z zadaniami publicznymi o charakterze powszechnym jak szkolnictwo czy medycyna, będzie zawsze tak, że w niektórych segmentach lub terytoriach model prywatny będzie pasował znakomicie, a w niektórych będzie kompletnie nie na miejscu. Są obszary zadań publicznych, które ekonomicznie będą zawsze nieopłacalne i bez sensu a mimo to muszą być dostarczone i zrealizowane. Na przykład na zapuszczonych ekonomicznie i cywilizacyjnie lub mało zaludnionych terenach.

    Poza tym uważam, że nieco przesadzasz z tym zacofaniem społeczeństwa i mylisz rzeczywistość medialną tworzoną przez zupełnie zdegenerowane zamknięte środowisko partyjno-medialne (zwane czasem mylnie elitami) z rzeczywistością społeczną. A nawet gdyby, to nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że w zdegenerowanym społeczeństwie własność prywatna miałaby działać lepiej niż własność państwowa. Mi się wydaje, że w takim społeczeństwie będzie raczej odwrotnie. Instytucje państwowe mają zwykle jakieś zasady nawet gdy je łamią. Natomiast prywatne mogą w takim społeczeństwie uprawiać dzicz bez trzymanki.

  17. @ Płynna Rzeczywistość

    Twierdzenie, że politycy płacą na szkoły to objaw społecznego i obywatelskiego analfabetyzmu, który jest typowy raczej dla dzikich plemion z jakiegoś bantustanu.

    Natomiast pytanie „czy znam dzieci nienarodzony” to jest objaw zwykłej głupoty, z powodu której nawet analfabeci i dzikusy z bantustanów wygnaliby cię z wioski. Albo wypatroszyli, upiekli na rożnie i skonsumowali, wychodząc z założenia, że szkoda marnować cenne proteiny, gdy tylko mózg jest zepsuty.

  18. @ snakeinweb

    Aproposy

    A propos rzeczywistości.
    Żyję jak najbardziej w szerokiej rzeczywistości społecznej, nawet zawodowo ją badam, stąd poniekąd obecność i na blogu…(ale jako podatnik i rodzic) 😉
    Nic to nie ma wspólnego z wizją z przedpokojów władzy uwłaszczonego na niej gumna.
    No i w rzeczywistości, nie ma żadnego „modelu prywatnego” czy innego.
    Jest cywilizacja, z demokratyczną władzą dojrzałego do niej społeczeństwa, która wyznacza i pilnuje społecznie korzystnych warunków gry wszelkich i równoprawnych podmiotów.
    I jest jeszcze zbiorowisko wspólnot plemiennych i zwalczających się wzajemnie szajek, w których modele i narzędzia cywilizacyjne stają się własną karykaturą, rękami ciemnych mas zakładników szamana, czy innego prezesa. To akurat dzieje się (horyzontalnie) na wschód od Łaby, a osobliwie – Wisły… aż po Morze Japońskie …hihi.
    Bez tej świadomości odkrywającej sterownicze paradygmaty percepcji, zawsze będziemy brnąć w pozorne sprzeczności, wyznaczające pozorne problemy i idiotyczne „rozwiązania” własnej nieświadomości wynalezienia koła.
    Pozdrawiam.
    – – –
    Btw, apropo wpisu…
    Czy pradawnym korzeniem tego disco-polo polo-edukacji nie był przebój „Daj mi ten rok… ten jeden rok” ?
    To by wyjaśniało styl, poziom i fascynacje oświatowe na blogu… 😉

  19. PS i jeszcze jeden apropos @ snakeinweb

    „…na jakiej podstawie twierdzisz, że w zdegenerowanym społeczeństwie własność prywatna miałaby działać lepiej niż własność państwowa…”

    Nic takiego nie twierdzę.
    Faktem jest natomiast, że w takim „społeczeństwie”, warunkiem koniecznym dla ewentualnych światłych enklaw cywilizacji (i tak zresztą skazanych w końcu na zagładę) jest niezblatowanie ze zbójeckim państwem.
    To jest warunek konieczny, ale oczywiście (!) niewystarczający, bo nie implikuje zależności braku zblatowania z cywilizowanym charakterem.
    Lecz jedynie i aż ją potencjalnie umożliwia…
    Stan przeciwny za to gwarantuje patologię.
    Na przykład taką, ilustrowaną opowieściami belferbloga. 😉
    Pzdr.

  20. Likwidacja gimnazjów i zmiany w szkolnictwie. Rodzice chcą powrotu do starego systemu

    Na ponad 12 tys. zapytanych osób w całej Polsce, 64 proc. twierdzi, że zmiany w systemie oświaty dobrze wpłyną na naukę ich dzieci. W Podlaskiem sądzi tak 63 proc.

    Wrocławska firma VULCAN Sp. z o.o., zajmująca się wspieraniem polskiej edukacji, w związku z zapowiadanymi zmianami w systemie oświaty w naszym kraju postanowiła zapytać rodziców o opinię na ten temat. Sonda przeprowadzona wśród użytkowników korzystających z elektronicznego dziennika ich firmy wykazała, że większość badanych popiera pomysł MEN.

    Wśród argumentów za przywróceniem 8-klasowej podstawówki i 4-5-letnich szkół średnich najczęściej, bo u 57 proc. badanych, pojawia się brak sensu rozdzielania zgranej klasy i przenoszenia dzieci do nowej szkoły na trzy lata, kiedy przypada trudny okres dojrzewania. Ponadto wielu rodziców wskazuje na fakt, że sami chodzili do szkoły w takim systemie i uważają go za dobry. Jednak z drugiej strony, mają oni obawy wiążące się koniecznością zmian budynku, programów szkolnych, podręczników i nauczycieli. Tego rodzaju zaniepokojenie wyraziło 43 proc. pytanych. Martwi ich również możliwe obniżenie poziomu nauczania.

  21. @ Gekko

    To może nieco przeceniasz społeczeństwa zachodnie. Również dojrzałe zachodnie demokracje to nic innego jak walka plemion i niekoniecznie zwalczających się grup interesów. Różnica do „demokracji wschodnich” leży w tym, że jest to arena walki otwarta i trzymająca się pewnych reguł i zasad, która są jako tako szanowane. Sęk w tym, że w „demokracjach wschodnich” jak w Polsce czy w Rosji nie jest to scena otwarta, lecz mniej lub bardziej zamknięta, silnie zolirgachizowana lub sklikowana a i zasady są raczej umowne, teoretyczne i do kupienia. Stąd uzachodnienie „demokracji wschodnich” powinno polegać w pierwszej linii na otworzeniu areny walki i dopuszczenie do nich wszystkich podmiotów a nie na udawaniu, że konfliktów interesów i „walk plemiennych” nie ma. A w drugiej linii na budowaniu reguł (państwa prawa), które w otwartym systemie siłą rzeczy będą się tworzyć. Stąd wskazuję często na słabość Twojego rozumowania o kiepskim i reprezentowanym przez centrum stanie polskiego społeczeństwa, ponieważ w systemie zamkniętym społeczeństwo nie ma technicznej możliwości się wyartykułowania i nie jest przez kliki na szczycie ani trochę reprezentowane. Społeczeństwo i te koncesjonowane kliki żyją osobnym życiem. Pewne interakcje istnieją, ale są one raczej szczątkowe.

    W sumie społeczeństwa zachodnie i wschodnie się między sobą aż tak mocno nie różnią natomiast poziom wyobcowania państwa ze społeczeństwa jest na Wschodzie, w tym w Polsce, dramatyczny i dużo większy niż na Zachodzie.

    Weźmy przykład. Najbardziej obiektywne dostępne badania statystyczne znane pod nazwą PISA mówią, że poziom tak krytykowanego przez Ciebie szkolnictwa i wykształcenia polskiej młodzieży (na poziomie końca gimnazjów) jest w dobrej średniej państw najbardziej rozwiniętych a nawet ciutkę wyżej od średniej. To że się to później w ogóle nie przekłada poziom i jakość sfery publicznej, działania państwa i polityki nie świadczy tyle o wadliwości tych badań, czy jakiś genetycznych wad polskiej ludności, lecz raczej o tym, że ta sfera publiczna w Polsce jest dla tych ludzi niedostępna, jest zamknięta i jest pod hermetyczną kontrolą wąskiej niewymienialnej metodami demokratycznymi kliki. To jest klasyczny typowy wschodni układ zamknięty wyobcowany ze społeczeństwa. W Polsce jest on gwarantowany monopolem mafii partyjnych na wybieralność do Sejmu połączona z równie sitwiarskim układem mediów. Dodajmy jest to jawne pogwałcenie zapisów Konstytucji a więc objawem zupełnej umowności i braku znaczenia jakichkolwiek reguł. Klika sobie swobodnie ustala, które reguły są dla niej wygodne i będą przestrzegane.

  22. @ Gekko

    Co do twierdzeń wciskanych Tobie w usta, to powiem tylko, że było ono wydedukowane z tezy, że w niedorozwiniętym społeczeństwie czy chorym układzie trzeba szkoły całkiem sprywatyzować by poprawić sytuację. Brzmiało to dosyć kategorycznie i z takim podejściem się nie zgodziłem.

    Poza tym sam twierdzisz, że również szkoły prywatne musiałby wypełniać zadania publiczne (słusznie). Tylko tam gdzie się zaczynają zadania publiczne tam kończy się pełna „prywatność” i tam właśnie wkracza wspólnota czy państwo, bo zadania publiczne siłą rzeczy muszą być ustalane wiążąco i wspólnie. Czyli jednocześnie mamy styk „prywaty” i państwa, który zwłaszcza układach chorych otwiera Puszkę Pandory dla cwaniactwa, kombinatorstwa, kumplostwa, korupcji i bezprawia. Tak więc leczenie chorych układów dotyczących sfery publicznej poprzez prywatyzację nie jest moim zdaniem dobrym pomysłem i nie prowadzi do zamierzonego celu. Takie choroby należy leczyć gdzieś indziej. Mówię tu oczywiście o podejściu generalnym nie mając absolutnie nic prywatnym szkołom, które w pewnych kontekstach mogą być rzeczywiście bardzo pomocne i korzystne.

  23. O wszelakim rzeczy sposobie, czyli, jak nie czekając tatka latka, zarobić na podwyżkę…

    (@ snakeinweb)
    Niczego nie przeceniam a opisuję; każdy sam wybiera, jakie wzorce są dla niego wiążące.
    O powszechnie docenianym standardzie cywilizacyjnym, jak chodzi o edukację, świadczy to, że na studia cały świat aspirujący do cywilizacji tam właśnie posyła swe dzieci – a nie np. do żadnego poiksowanego na polo-gumnie, ani na belferblog…
    Oczywiście że cywilizowane demokratyczne społeczeństwo polega na rozumnym i sprawiedliwym ustawieniu reguł gry interesów; oczywiście, że po to cywilizacja rozwinęła państwo, aby te reguły ustanawiać i ich pilnować.
    Nie polega natomiast i oczywiście na ignorowaniu czy manipulowaniu naturalnymi sprzecznościami interesów społecznych (tylko na organizowaniu ich do wspólnego zaprzęgu o progresywnym wektorze sił); nie polega też na ustawiania państwa jako jednego z graczy (i sędziego w meczu), o dominującej i specjalnej, ponadregularnej pozycji.
    Różnice umownie mówiąc wschód-zachód nie polegają na różnym charakterze społeczeństw równie społecznych, a właśnie na nieobecności społeczeństwa we wspólnotach plemiennych, z pełną konsekwencją nadania tej wspólnocie cywilizowanych narzędzi w rodzaju brzytwy, z nadzieją na samodzielną erekcję salonu fryzjerskiego tym sposobem.
    Tak dokładnie przebiega los PRZEDWCZEŚNIE przynoszonych plemionom w teczce (czy interwencyjnie) demokracji, samorządności, ‘funduszy’ i innych tego typu wynalazków; to jak przypinanie koła do szyi troglodyty w zamiarze zwiększenia jego mobilności.
    Badanie plemion pierwotnych (albo i społeczności w stadium degeneracyjnej retrowersji) tradycyjnymi narzędziami analizy rozwiniętego społeczeństwa, obrazuje co najwyżej i jedynie stopień konformistycznej adaptacji wizerunku małpich brzytew i ich skutków na gardłach jako malejących głębokością zadraśnięć.
    Te narzędzia już od dawna są mylące, bez rozumnej i postępowej analizy; nauki społeczne powoli budzą się do otrzeźwienia, choć i tak za poźno. Przykładem takich mylących narzędzi i konsekwencji nienadążania za ich interpretacją (i nie mniej cynicznych manipulacji interpretacjami) sa tak PISA czyniona w ordowiku, jak wyniki sondaży wyborczych w zbiorowiskach zidiociałych – ale jeszcze wstydzących się zidiocenia na tyle, aby, co na zachodzie jest nowinką nasłaną z odmętów mongolskich stepów, by cynicznie łżeć na masową skalę.
    Opowieści o „zamkniętych strefach społecznych” to są właśnie i w brew faktom, tego typu mongolskie i zabobonne mity, których źródłem i celem jest jedynie wyparcie odpowiedzialności za własny i plemienia los. To nie dziwi, w plemionach hodowanych na zakrystiach szamańskiej ciemnoty; to charakterystyczna tylko podmianka retoryki – o winie „innych” za własne poczynania, o „wykluczeniu” czy „nierównościach”, w demokracji, którą daną (cudem, cudem!) plemię samo sobie pokręciło na karykaturę.
    A nie żadne media (sic!) – to akurat jakby słyszeć Putina i Trumpa w jednym… 😉
    No i oczywiście, jeśli gdzieś system polityczny i partie są wg Ciebie „mafią”, to opisujesz właśnie patologiczną karykaturę chorego gruntu społecznego ich zastosowania, a przecież nie cechy tych elementów demokracji (które nie są i nie tworzą mafii tam, gdzie powstały, a przeciwnie – są jej rozwojową i cywilizacyjną antytezą).

    O wciskaniu w usta nie pisałem ( i nie gustuję 😉 ) ale mam nadzieję odwołałem się do logiki mojego, a czytanego przez Ciebie tekstu, celem wyjaśnienia.
    Na całym cywilizowanym świecie reguły gry polegają na tym, że kwestia styku państwowego i prywatnego nie jest ani w ogóle problemem, ani tym bardziej domniemanym z góry źródłem patologii.
    Odwołując się do metafory, to właśnie za komuny wmawiano ludziom, że tak sędzia, jak obrońca i prokurator muszą być ludowo sprawiedliwi, co zapewnia ich jednolita państwowość, w postaci namaszczenia partyjną nomenklaturą.
    Otóż, w normalnym państwie i demokratycznie urządzonym, nie czyni niesprawiedliwości „państwowość” urzędu sędziego, na styku z prywatnym obrońcą a nawet …podsądnym. 😉 Reguły wyznacza nie umieszczenie funkcji przy państwie, ale strzeżenie przez Państwo prawa, równego dla wszystkich niezależnie od własności.
    Dodam na koniec, że fałszywe antynomie rozniecane przeciw własności, szczucie „państwem” „prywaciarzy” to nic innego jak pozostałości, albo i narzędzia toksycznego zniewalania umysłów.
    W cywilizacji – wstrętne i znajdujące zdrowy odpór, a w szamańskiej jurcie spod Ułan Bator – objaśniające zgniły świat przeznaczony do podbicia.
    Swą lokalizację możesz jeszcze , snakeinweb, wybrać sobie sam, śpiesz się bo czas wolności upływa i jest ograniczony…
    Nawet Gospodarz ocenia go najwyżej na rok (a ja na o wiele mniej, do grudniowego zgwałcenia TK).
    Pozdrawiam.

  24. No i się Gekko rozgadało, a im więcej otwartego tekstu zamiast typowego bełkotu tym więcej subiektywnych bzdur. O Chinach i ich kulturze Gekko słyszało? A o takim kraju jak Singapur – są już btw WSPÓLNE studia Yale i Narodowego Uniwersytetu Singapuru (inne uczelnie ligi bluszczowej też mają podobne programy) z uczelniami w Azji. A o tym jaką część rządowych funduszy na II wojnę iracką „przejęli” amerykańscy „przedsiębiorcy” pod hasłem „prywatyzowania wojny” ? 😉 Gekko się zatrzymało w rozwoju umysłowym na neoliberalizmie i tak mu już zostało 😉

  25. Oploty bluszcza z idioty… </b) czyli obraz'a (pono) edukacji publicznej poiksowaniem…

    Z czym się mogą kojarzyć poiksowanemu idiocie:
    kultura – ze słyszenia
    Chiny – za Chiny nierozumienia
    Jale – z zamkiem – btw (between you and me)
    wspólne studia – z narodowym
    sing-singapur – z podobieństwem
    Azji – z tuhajbejowiczyzną
    amerykańscy – z przejęciem, ale bez sensu
    zatrzymanie – z rozwojem (na czterdzieści osiem godzin)
    liberalizm – z neonówką
    umysłowy – z Gekko
    … no i tego ostatniego idiota modelowo nie jarzy, choć mu się ze wszystkim kojarzy, jak nie trawi…
    Medycyna nazywa posty eo modo, jak poiksowane – sałatą słowną, ale czy kogoś sałata edukuje?
    No chyba, że w ty edukacji publicznie, jak na blogu, rozchodzi się tylko o czekanie na sałatę… 😉
    Kolejne dowody zapewne w drodze, na jedenej, ale od czapy poiksowanej nodze…
    Oj, trwa budowa broniarzowego "zaplecza społecznego", jak ta lala… 😉

  26. Uprzejmie przepraszam Gospodarza za niezamknięcie bolda – i proszę o ile da się, o korektę…

  27. Gekko
    No i wrocilo sie do belkotu + bezpieczniejszy…

  28. @Gekko
    No i wróciłeś do ulubionego bełkotu – bezpieczniejszy, bo lepiej ukrywa „mądrość inaczej” twoich wywodów i intelektualną „głębię inaczej” 😉

  29. Z przykrością zauważam, że komentujący przyjęli słownictwo PiS-u. Zamiast „płód” wszyscy piszą „dziecko nienarodzone”. Może warto wrócić do właściwego nazewnictwa?

  30. @ Elka
    Pornograficzny komentujący to typowy PiS-owski troll, wrzucający tu partyjne przekazy dnia lub stosujący prymitywne zabiegi erystyczne, więc jego słownictwo nie powinno dziwić.
    Wężu ma natomiast olbrzymie braki z wykształcenia biologicznego. Z racji czego na wzór średniowiecznych filozofów wyobraża sobie, że zarodek i płód to taki człowiek w miniaturce, którego rozwój polega jedynie na zwiększaniu swoich rozmiarów. Fakt, że zapłodniona komórka jest wyłącznie komórką z wewnętrzną instrukcją jak do zbudowania człowieka doprowadzić jest dla niego rzeczą zbyt abstrakcyjną.
    Musi Pani po prostu przejść nad nimi do porządku dziennego. Troll kłamie i manipuluje, bo musi. Ignorant opowiada głupoty, bo nie zna faktycznego stanu rzeczy lub z powodu ograniczenia intelektualnego nie jest w stanie jego ogarnąć. Takie jest życie.

    Proszę nie używać wielkich kwantyfikatorów, typu wszyscy. Ja konsekwentnie mówię i piszę – także na forum Polityki – wyłącznie o płodzie. No ale ja wiem czym jest zapis genetyczny i w jaki sposób „przekłada” się on na biosyntezę białka.

css.php