Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.04.2015
poniedziałek

Wydział pyta o wakacje

13 kwietnia 2015, poniedziałek,

Jako rodzic otrzymałem zapytanie, czy planuję posyłać swoje dziecko do szkoły w wakacje. Mam się zadeklarować pisemnie i natychmiast.

Dzisiaj córka wręczyła mi pismo tej treści:

Szanowni Państwo!

Wydział Edukacji prowadzi wstępne rozeznanie wśród rodziców dotyczące ewentualnego korzystania przez dzieci podczas wakacji z półkolonii bądź zajęć otwartych w łódzkich szkołach w pobliżu miejsca zamieszkania ucznia. W związku z tym zwracamy się z prośbą o udzielenie informacji, czy jesteście Państwo zainteresowani korzystaniem z:

Półkolonii (wybiera się termin) tak nie
Zajęć otwartych (nie wybiera się terminu) tak nie

Dyrekcja Szkoły

Chciałem się zastanowić, ale okazało się, że nie mogę. Na odpowiedź mam czas do jutra. Nie wiem, czy moja deklaracja jest wiążąca. Czy mogę napisać „tak”, a potem się rozmyślić, bo mi się nie spodoba oferta? Czy nikt się nie obrazi, jeśli zmienię zdanie? Czy mogę dzisiaj napisać „nie”, a gdy oferta okaże się wartościowa, jednak przysłać dziecko? Trudno mi decydować w ciemno.

Mam wrażenie, że zapytanie jest robione metodą „na odwal się”. Uważam, że przed zadaniem pytania należałoby przedstawić rodzicom ofertę. I nie chodzi mi wcale o propozycję tej jednej szkoły, lecz o oferty wszystkich placówek w mieście. Co wydział edukacji proponuje dzieciom na wakacje 2015? Czy ma jakiś pomysł? Czy zaangażował dyrektorów szkół w stworzenie interesujących programów? Czy przeznaczył na to jakieś środki? Jeśli oferuje coś wartościowego, dziecko z chęcią skorzysta.

Jest program i są pieniądze na półkolonie w szkole, będą chętni. Nie ma programu ani funduszy, pies z kulawą nogą się nie zainteresuje. Obawiam się, że wydział edukacji pyta, aby pytać, a pomysłu na wakacje nie ma żadnego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. -Pani Aniu, gdzie pani biegnie?
    -Meble rzucili! Zająć pani miejsce?
    -No pewnie, złociutka, no pewnie. Dziękuje!!!

    -Kazik? Wiśniewska trzyma dla mnie kolejkę.
    -Po meble.
    -Co? Nie wiem jakie.
    -No wreszcie zajarzyłeś! Zośka, ta co może załatwić zamrażarkę, no wiesz, z zieleniaka, ma szwagra na wsi, to od nich będzie świniak na wesele Gośki.
    -No tak. On chciał nową wersalkę.
    -Zośce da się….a w zamian….

    Panie gospodarzu, jak rzucili półkolonie to się bierze!
    Najwyżej potem pan wymieni je na świniaka, świniaka na wersalkę a wersalkę na zamrażarkę. A ilu będzie pan miał dobrych znajomych! Ile wdzięcznych osób! Jak kapitał społeczny wzrośnie!

    Wydziałowi edukacji najbadziej chodzi o ten kapitał społeczny.

  2. „Uważam, że przed zadaniem pytania należałoby przedstawić rodzicom ofertę.”

    Wydaje mi się, że pytanie jest sondażowe, mniej więcej wiadomo co może szkoła zaoferować w ramach takiej akcji, salę gimnastyczną i zajęcia sportowe, jak atrakcyjne będzie zależało od inwencji i zaangażowania nauczyciela, wyjście do kina, zajęcia świetlicowe, znów czy atrakcyjne będzie zależało od nauczyciela, jak będzie miał gdzieś swoją pracę, włączy dzieciom telewizor, wycieczki, czy ciekawe znów zależeć będzie nie od dyrektora. Pewnie zaoferowany będzie posiłek, jadłospis powinien być podany?
    Może Gospodarz by napisał czego oczekuje, jak sobie wyobraża taką ofertę. Środki na to muszą pójść, jakie? To będzie zależało od frekwencji, temu pewnie służy ankieta, wiadomo, część deklarujących przyjście zrezygnuje, część odwrotnie, bo coś wypadnie, babcia się rozchoruje.
    Czepialstwo:)

  3. Parkerze,
    szkoła ma za sobą 100 lat istnienia, więc orientacyjnie wie, ile osób w wakacje zechce skorzystać z jej oferty. A jak było w zeszłym roku? Ludzie aż tak bardzo się nie zmieniają, szczególnie sami z siebie. Jeśli szkoła pyta, to chodzi o coś więcej, np. zamierza zwiększyć udział uczniów w półkoloniach albo zmniejszyć. A zatem znowu sondaż powinien zostać poprzedzony kampanią.
    Dobrze wiem, że pytanie zostało narzucone szkołom przez wydział edukacji. Chodzi o zrobienie papierów na coś takiego: zamykamy szkoły w wakacje, ponieważ nikt od nas nic nie chce. Wydział edukacji nie musi przeznaczać dodatkowych pieniędzy na wakacje, gdyż nie było zapotrzebowania. Dowód: pisemne odpowiedzi rodziców. 99 procent odpowiedziało „nie”.
    Pozdrawiam
    Gospodarz

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Profesorze,
    zgadywanie intencji innych, wiąże się z ryzykiem pomyłki, sam Pan pisze, że albo chodzi o zwiększenie albo o zmniejszenie frekwencji. I zgaduje Pan, złe intencje „Chodzi o zrobienie papierów na coś takiego: zamykamy szkoły w wakacje, ponieważ nikt od nas nic nie chce.”
    Zgadzam się z Panem, chcąc zwiększyć frekwencję powinno się przygotować atrakcyjną ofertę i zachęcać rodziców i uczniów do skorzystania, chyba obaj jako rodzice nie mamy wątpliwości, że jest ona potrzebna.
    Problem z taką ofertą polega na tym, że szkoła ma słaby piar, bo to co może zaoferować wiemy, czy będzie to atrakcyjne, moim zdaniem będzie zależało od realizujących program nauczycieli, pisałem o tym w pierwszy komentarzu.
    To, że większość odpowiedziała „nie” nie wynika z braku potrzeb, wiemy że potrzeby są, moim zdaniem nie wynika też z nieprzygotowania atrakcyjnej oferty, cudów wianków się nie wymyśli, większość odpowiedziała nie, bo w świadomości dzieci a może przede wszystkim rodziców takie zajęcia stygmatyzują, rówieśnicy wyjeżdżają a my biedacy do szkoły. Żeby to zmienić, trzeba lat pracy, poprawa piaru nie dzieje się z dnia na dzień, zwłaszcza że psucie trwało 100 lat jak Pan pisze:)
    Może jestem naiwny, ale zawsze jak nie wiem, wolę doszukiwać się dobrych intencji i dla mnie pytanie poza tym, że sondażowe miało też na celu poinformowanie rodziców o możliwościach, jak ministra informowała przed Świętami, odebrano to jako atak na nauczycieli i buntowanie rodziców, jak teraz Wydział Edukacji zobowiązał szkoły do informowania, znów nie tak, pewnie chcą zaoszczędzić.
    Pozdrawiam i życzę więcej wiary w ludzi.

  6. **http://uml.lodz.pl/budzet_obywatelski/budzet_obywatelski_na_2015/zgloszone_wnioski/

    ZESTAWIENIE WNIOSKÓW ZŁOSZONYCH DO BUDŻETU OBYWATELSKIEGO 2015
    Bałuty – 212 wniosków
    Górna – 142 wnioski
    Polesie – 131 wniosków
    Śródmieście – 53 wnioski
    Widzew – 118 wniosków
    Ogólnomiejskie – 215 wniosków
    ŁĄCZNIE 871 wniosków

    Wnioski można sobie poczytać w necie. Ciekaw jestem czy pomiędzy tymi 871 wnioskami znajdę jeden pomysłu naszego malkontenta. Nie ma, panie, piniędzy, piniędzy wydział nie rzucił.

  7. Ponieważ mnie grzecznie poproszono o prostsze komentarze w sprawie, którą tu nieustannie komentuję, czyli przesłania belferbloga, uprzejmie donoszę, że już drugi odcinek dotyczy zagadnienia:
    „Pse pani, nowa derekcja wydziału edukacji w Łodzi jest gupia.
    Wyboldowałem, bo nie każda komentatorska gimbaza zatrudniona na etacie, która tu komentuje, czyta drobnym drukiem.
    No i ukryte przesłanie bloga wystaje jak bold z buta.
    Dlaczego nikt na czas nie zapyta rodziców o sprawy zasadnicze dla bloga, to znaczy, kto powinien był zostać umiłowanym i lubianym derektorem?
    Jest przecież idealny kandydat (i zapewne niejeden w tym towazrystwie), budzet też by sie musiał znaleźć.
    Od czego jest rewanżowe wsparcie związkowe i ew. manifestacje o godne płace i prace Kandydata…
    A tak – kicha, pytają w wydziale o gupoty, jakieś dzieci i ich wakacje…
    Żenada i całkowity brak prostactwa w treści i przesłaniu, oraz, oczywiście brak wizji. Belferbloga nie czytają.

css.php