Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

30.03.2015
poniedziałek

Szkoły zapłacą za projekcje filmów

30 marca 2015, poniedziałek,

Jedną z popularniejszych metod, jakimi posługują się nauczyciele, jest puszczanie uczniom filmu. Problem w tym, że to bardziej zabawa niż nauka. Dlatego organizacje zarządzające prawami autorskimi żądają od szkół wykupienia licencji bądź zapłaty za każdy pokaz. To mogą być duże pieniądze.

Zmroził mnie tekst Piotra Skury „Nie ma seansu za darmo” (Głos Nauczycielski z 25 marca, s. 5). Czytam o ataku firm na szkoły. Jeden z dyrektorów opowiada:

„Najpierw był telefon z wyraźnym oskarżeniem w stylu ‚czy zdaje pan sobie sprawę, że wyświetlanie filmów bez licencji jest łamaniem prawa?’.”

Potem firma przysłała cennik.

Piotr Skura wyjaśnia, że szkoła może wyświetlać filmy bez licencji, ale tylko w celach edukacyjnych. Gdy robi to w celach rozrywkowych, musi zapłacić.

A zatem wszystko w rękach prawników. Prawo niby jasne, ale bez interpretacji ani rusz. Wychodzi na to, że komuś trzeba będzie zapłacić: albo twórcom, albo prawnikom. W ostateczności niech sądy decydują, co bawi, a co uczy?

Ja stosuję prostą regułę. Wcześniej zapowiadam uczniom, co będziemy oglądali. Jak słyszę jęk zawodu, to wiem, iż realizuję cel dydaktyczny. A jak uczniowie się cieszą, wiadomo, że to rozrywka. Ostatnio mieliśmy oglądać „Wesele” Wajdy. Młodzież jednak tak wyła z bólu, że musiałem zrezygnować. Zadałem więc jako pracę domową: niech pooglądają w wolnym czasie albo przeczytają streszczenie. Co ja się będę męczył na lekcji, przecież też wolę rozrywkę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Takie mamy czasy, że nawet już w salonie fryzjerskim radia nie można posłuchać, bo oczywiście człowiek do fryzjera idzie posłuchać darmowego radia.

    Idąc do meritum, jako przyszły nauczyciel chciałem zająć się Kołem Filmowym, które pomagałem współtworzyć jako uczeń. Teraz widzę, że może się ta perspektywa oddalić, bo żadna szkoła (chyba, że jakaś z profilem filmowym) nie zechce kupić licencji.

    A i tak na tym zamieszaniu najbardziej straci uczeń.

  2. Trochę nie a propos aktualnego wpisu. Dziś uczeń szóstej klasy, na zwróconą uwagę, żeby nie przeszkadzał, powiedział z usmiechem: To pani zaklei mi usta plastrem.

  3. Gospodarz ironizuje ale ma rację, wszystko zależy od interpretacji. Interpretacja należy do nauczyciela. Jeżeli firma posiadająca prawa autorskie chce ją podważyć sama musi wynająć prawnika i przed sądem dochodzić swoich praw. Zapewniam Pana, nie będzie jej się opłacało i przyjmie interpretację nauczyciela.
    To nie jest żaden atak na szkoły, domagają się tego co im się należy.
    A czy im się należy decydują nauczyciele.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. tylko jak rozumiec oplaty licencyjne za filmy dofinansowywane z PISFu ? przecierz to czesciowo wspolna wlasnosc…ogladanie w szkole blockbusterow uwazam za strate czasu ale jest sporo filmow za ktore zaplacilismy wszyscy

  6. Skoro, jak zawsze, jesteśmy przy temacie okradania podatnika.
    Przynajmniej jak to cały czas widzą niektórzy komentatorzy.
    Podlinkowuję dobry powód do wydania własnych pieniążków przez tych moralistów. Biednym ludziom trzeba pomóc. Liczę na to, że @markowy długopis (bo przecież nie @morderca) rzuci się do otwierania swojego czułego portfela.

    Jak zwykle komentarze do artykułu więcej nam mówią nic sam artykuł z Gazetki.

    **http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17686057,_Wyrwali_bojlery_i_kuchenki__Mieszkania_socjalne_zamienili.html#MT

  7. @zza kałuży; 31 marca o godz. 17:37 244428

    Ależ skąd! Problem okradanego podatnika jest stary jak ludzkość. Nie dziwi nic.

    Mnie zmroziło (@Gospodarz) coś innego.
    Że dyrektor jest zdziwiony. Zdziwiony, że takie prawo jest.
    Gdyby to był dyrektor bodaj galerii w mieście powiatowym, to pewnie by wiedział. A jeśli by nie wiedział, to by się dowiedział. Albo by zlecił komuś, żeby dowiedział się i sprawdził, kiedy można a kiedy nie. I czym to grozi. A gdyby nawet nie miał jednoznacznej opinii, miałby świadomość, co ryzykuje przed i nie dziwiłby się po.
    Natomiast dyrektor szkoły nie wie a stąd wynika, że to atak firm. Zachodzę w głowę, dlaczego nie nagonka?

    Skoro tak to wygląda, możemy spodziewać się kolejnych ataków.
    Jakiś dyrektor może się zdziwić, że oprogramowanie made in chomik, czy inny torrent na sprzęcie szkolnym jest nielegalne i atak gotowy. A ataki US na nieujawnione dochody np z korepetycji – to dopiero ataki! A jest jeszcze prawo o ruchu drogowym, prawo budowlane (i obowiązki zarządcy budynku, również szkolnego), prawo „śmieciowe” (i obowiązki) przepisy bhp i jeszcze dużo dużo innych.

    Ileż tu jeszcze materii do ataków – i zdziwienia.

    Może nie należy demonizować, bo dyrektor szkoły nie jest szkolony w zakresie zarządzania, tylko zarządzania oświatą.

    Ale problem można rozwiązać i trzeba.
    Wariant pierwszy: zainstalować w szkołach po dwóch dyrektorów. Dyrektora od oświaty i dyrektora od (reszty) świata.
    Wariant drugi: stworzyć prawo równoległe: prawo podatkowe i prawo podatkowe dla nauczycieli, prawo o ruchu drogowymi i jw dla nauczycieli, kodeks pracy i.. o, to już jest, prawo budowlane i prawo budowlane dla szkół (…)
    I nic dziwić nie będzie.
    A ile korzyści można w nich umieścić…

  8. Rebe, brawo!

css.php