Dzień Nauczyciela – dzień wolny od zajęć dydaktycznych. Pewnie zazdroszczą nam tego święta uczniowie, więc można by wprowadzić Dzień Ucznia - dzień wolny od kontaktu z nauczycielami. Przydałby się też na doczepkę Dzień Woźnego, Dzień Dyrektora Szkoły i Dzień Pedagoga. Nie zaszkodziłby też Dzień Katechety, Dzień Etyka i - absolutnie konieczny - Dzień Wychowawcy. I wszystko wolne od zajęć dydaktycznych. Nie wolne w ogóle, tylko wolne od prowadzenia lekcji. Można by wtedy iść do teatru, kina, muzeum albo pojechać na wycieczkę do Krakowa czy Kazimierza nad Wisłą. Można by też zostać w szkole i prowadzić wolne zajęcia tylko dla zainteresowanych. Święto to podstawa szkoły.
Kultura szkolna uformowana została przez liczne święta. Gdyby nie dni świąteczne, uczniów i nauczycieli ogarnęłaby melancholia. Mnie już bierze w swoje szpony stres, ale trzymam się, bo przecież już jutro Dzień Nauczyciela. W szkole czuć atmosferę przygnębienia, ale pocieszamy się wizją jutrzejszego święta.
Święto jest dobrą okazją do wprowadzenia zmiany. Po święcie można przyjść do szkoły w całkiem nowej skórze. Jak się komuś nie wiedzie w nauce, powinien w dniu świątecznym przemyśleć siebie samego i przejść metamorfozę. Nie można stać się innym człowiekiem z dnia na dzień, ale po święcie można. Byłem nikim, ale podczas święta zaznałem oświecenia i wracam do szkoły jako ktoś wyjątkowy. Takie powinniśmy mieć nastawienia do dni świątecznych.
Dzień Nauczyciela jest po to, aby dotrzeć do ukrytych głęboko w sercu wartości, które spowodowały, że zostaliśmy nauczycielami. Ostatnimi czasy trochę mi te wartości podgniły i lekko się zestarzały, ale mam nadzieję, że w Dniu Nauczyciela wszystko odżyje i na nowo się zazieleni. Niech żyje nasza nauczycielska zieloność i niech każdego dnia kiełkuje nowymi pomysłami dla dobra uczniów. Wszystkiego Najlepszego, Nauczyciele!
13 października o godz. 16:09
Wszystkiego najlepszego… Ot tak, w dniu Naszego święta!
Jacek Stolarski z Włoszczowy
13 października o godz. 16:29
Skoro tak Panowie mówicie, to wszystkiego najlepszego w dniu naszego….święta.
PS mialam dziś radę pedagogiczną…
13 października o godz. 19:24
Ja byłem na uroczystościach powiatowych z okazji jutrzejszego święta. Udział parlamentarzystów uświetnił uroczystość, ale niczego nie wniesli oni do naszych oczekiwań. Wręcz przeciwnie. Jeden z Posłów, nauczyciel od lat 60-tych i członek Komisji Oświaty w kilku kadencjach, narzekał na niedokończoną reformę oświaty. On, parlamentarzysta ! Życzył nam wiele dobrego, a zakończył z nadzieją w głosie abyśmy jeździli do Warszawy z wycieczkami, a nie po to aby tam protestować.
W kim więc nasze nadzieje? Chyba jedynie w Prezydencie.
Mimo wszystko życzmy sobie, aby wysłuchane dzisiaj życzenia spełniły się chociaż w części.
Jutro (mamy wolne) słuchajmy radia, oglądajmy TV a i gazetę warto wziąć do ręki aby ucieszyć oko, ucho i ego tym co będą mówić o nas i naszej roli. Syćmy swoje narcystyczne natury…bo to będzie festiwal „Jednego Dnia”.Pozdrawiam Nauczycielską Brać. Trzymajmy się! Nie dajmy się!
13 października o godz. 21:17
Jutrzejsze święto już nie jest Dniem Nauczyciela. Jest Dniem Edukacji Narodowej, a więc jest też Dniem Katechety, Dniem Woźnego, Dniem Ucznia…
Taka oszczędność.
Albo pierwsza próba zdeprecjonowania nauczycieli.
14 października o godz. 6:22
Abyście Państwo nie ulegli czarownym i otumaniającym zapachom okolicznościowych kadzideł, abyście nie przegadali kolejnego swojego święta. Święto Edukacji Narodowej czy Dzień Nauczyciele? Kiedy decydenci nie mogą niczego sensownego wymyślić, to wymyślają inną i bardziej wzniosłą nazwę.
Podstawowy problem – jak dzielić uczniów na klasy?
Ze względów dydaktycznych zaczniemy od prostego i oczywistego dla wszystkich przykładu. Wszyscy wiedzą doskonale, że piłkarze różnią się bardzo swoimi umiejętnościami, uzdolnieniami oraz pracowitością. Najlepsi grają w najlepszych drużynach, a najlepsze drużyny rozgrywają mecze między sobą. Po zakończaniu sezonu piłkarskiego najlepszy zespół zostaje mistrzem Polski. Najsłabsze drużyny spadają do II ligi, a w ich miejsce wchodzą najlepsze drużyny z II ligi. Podobna wymiana drużyn ma miejsce między II i III ligą. System taki jest racjonalny, logiczny i obowiązuje we wszystkich zespołowych dyscyplinach sportowych. Najlepsi sportowcy otrzymują zawrotnie wysokie wynagrodzenia, a najsłabsi – często na podwórkach – też z wielką przyjemnością kopią piłkę. System współzawodnictwa sportowego nikogo nie dziwi – a wręcz przeciwnie – jest powszechnie uważany za uczciwy i oczywisty.
Nie mamy ani najlepszych piłkarzy, ani najlepszych drużyn piłkarskich. Czy byłoby korzystne dla zawodników i czy poziom gry w piłkę nożną podwyższyłby się, gdyby PZPN wymieszał piłkarzy z I, II oraz III ligi i utworzył z nich nowoczesny „produkt” piłkarski czyli jedną „wielką ligę równych szans”? Reakcja kibiców byłaby natychmiastowa i nowoczesny „produkt” piłkarski – odmiennie od nowoczesnych „narzędzi oraz produktów” edukacyjnych – nie przetrwałby ani jednego dnia.
Dlaczego zatem podobny system różnicujący uczniów nie został przyjęty w szkolnictwie? Dlaczego POLITYCY oraz EDUKATORZY uporczywie – i trzeba to w końcu powiedzieć otwarcie – OKŁAMUJĄ rodziców, nauczycieli i uczniów „SZKOŁAMI RÓWNYCH SZANS”, które szkołami równych szans wcale nie są, i w obecnym systemie szkolnictwa – być nimi nie mogą!
Razem w „wielkiej lidze równych szans”.
Klasy szkolne tworzone są z uczniów jednego rocznika. W ramach dowolnego rocznika uczniowie różnią się między sobą pod każdym względem – a szczególnie pod względem uzdolnień i pracowitości. Mimo to, corocznie w każdym gimnazjum mamy przykładowo: „wielką ligę równych szans klas I”, „wielką ligę równych szans klas II” oraz „wielką ligę równych szans klas III”. I podobnie jest w szkołach podstawowych oraz w liceach. W każdej klasie „wielkiej ligi równych szans” dowolnego rocznika mamy zarówno bardzo zdolnych uczniów, jak i uczniów z wielkim trudem pokonujących szkolne przeszkody. Bardzo często różnice między najzdolniejszymi i najsłabszymi uczniami w tej samej klasie są niewspółmiernie duże. W klasach takich najlepsi uczniowie nudzą się, a najsłabsi ciągle stresują nie mogąc nadążyć za pozostałymi uczniami. Mimo to, jedni i drudzy muszą „chodzić do tej samej klasy” – i wzajemnie sobie przeszkadzać. W klasach „wielkiej ligi równych szans”, to nie najlepsi uczniowie podciągają najsłabszych uczniów, a wręcz przeciwnie, to słabsza większość (tzw. polskie piekło) – jak tylko może – skutecznie ściąga w dół najlepszych uczniów. Nazywa się ich kujonami – chociaż nimi wcale nie są. Są zdolnymi dziećmi, które po prostu lubią się uczyć. Klasy „wielkiej ligi równych szans” są bardzo uciążliwe i męczące nie tylko dla uczniów, ale i dla nauczycieli. Nauczycielom bardzo trudno uczyć takie klasy, a uczniom bardzo trudno jest się uczyć w klasach „wielkiej ligi równych szans”.
Osobno – to nie zawsze lepiej.
W Wielkiej Brytanii obowiązywał system, w którym uczniowie po ukończeniu primary schools zdawali egzamin i w zależności od uzyskanych wyników byli przyjmowani do grammar schools stojących na wyższym poziomie i zapewniającym im możliwość dalszego kształcenia oraz do słabszych secondary schools. System ten – wydawałoby się bardzo logiczny – miał jednak istotną wadę: egzamin w bardzo młodym wieku dziecka decydował o jego dalszych losach. Dzieci z wiekiem zmieniają się: niektóre robią bardzo duże postępy, a inne tylko niewielkie.
Ani razem, ani osobno, czyli jak zwykle w Polsce – niekonsekwentnie!
W naszych szkołach nie tylko piątka piątce nie jest równa, ale i podziały uczniów na klasy też różnią się miedzy sobą! Na początku każdego roku szkolnego środki masowego przekazu „biją na alarm” twierdząc, że w szkołach ma miejsce segregacja, że uczniowie z ubogich rodzin są przyjmowani do gorszych klas. I wszystko – jak zwykle – na „biciu na alarm” się kończy.
Nie ma segregacji w naszych szkołach, ale to nie znaczy, że jest tak, jak być powinno. Segregacja miałaby miejsce wtedy, gdyby podział uczniów na klasy w obrębie każdego rocznika był dokonywany w oparciu o status majątkowy rodziców: w klasach A byłyby dzieci najbogatszych rodziców, a w klasach B dzieci pozostałych rodziców lub w klasach A dzieci najbogatszych rodziców, w klasach B dzieci średnio zamożnych rodziców, a w klasach C dzieci ubogich rodziców . Nie ma więc segregacji w naszych szkołach, a jest raczej grzecznościowa korupcja polegająca na umieszczaniu mniej zdolnych dzieci zamożnych lub wpływowych rodziców w lepszych klasach – których zgodnie z prawem oficjalnie nie ma. W „państwie prawa” są tylko „klasy równych szans”!
Zdaniem rodziców oraz środków masowego przekazu każdy dokonany przez szkołę podział uczniów na klasy jest stronniczy i niesprawiedliwy. Wszyscy zgodnie uchylają się jednak od odpowiedzi na pytanie, jakie kryteria należy stosować przy podziale uczniów na klasy? Co więcej, specjaliści od edukacji z czołowych dzienników, z czasopism oraz z innych środków masowego przekazu, jak również z fundacji „wspierających edukację”, takich jak Fundacja im. Stefana Batorego czy Federacja Inicjatyw Edukacyjnych etc. nie zauważyli jeszcze, że w powodzi aktów prawnych, którą nieustannie powiększa Ministerstwo Edukacji Narodowej, nie ma rozporządzenia, które by to bardzo ważne zagadnienie praktycznie, uczciwie, sensownie i jednoznacznie regulowało.
Jak zatem należy podzielić, na przykład 90 uczniów przyjętych do pierwszej klasy gimnazjum na poszczególne klasy? Możliwe są różne kryteria podziału.
1. Podział wielopoziomowy. Do klasy A można przyjąć 30 uczniów, którzy uzyskali najlepsze wyniki na sprawdzianie po ukończeniu szkoły podstawowej, do klasy B kolejnych 30 uczniów ze słabszymi wynikami, a do klasy C 30 pozostałych uczniów. Podział taki zostałby uznany za niesprawiedliwy przez rodziców tych uczniów, którzy w „ocenianiu wewnątrzszkolnym” uzyskali znacznie lepsze stopnie niż w „ocenianiu zewnętrznym”. Szkoła może też przyjąć jeden z wielu możliwych systemów mieszanych, uwzględniających zarówno wyniki z „oceniania zewnętrznego”, jak i wyniki z „oceniania wewnątrzszkolnego”. Każdy podział z całą pewnością będzie miał tyle samo zwolenników, co i przeciwników.
2. Podział jednopoziomowy. Zwolennicy zarówno doktryny „podciągania słabszych uczniów przez lepszych” (w praktyce szkolnej to uczniowie słabsi robią wszystko, aby lepsi od nich przestali być lepszymi), jak i gołosłownego – a nie faktycznego – „wyrównywania szans” będą domagać się podziału „sprawiedliwego”. Podział „sprawiedliwy” zgodnie z koncepcją „wielkiej ligi równych szans” będzie podziałem, w którym udziały uczniów najlepszych, średnich i słabych w klasach A, B i C byłyby takie same. Aby dokonać tego rodzaju podziału na klasy nie trzeba wyliczać tych udziałów, a wystarczy zezwolić uczniom, aby losowali swoje klasy, a tym samym, aby o przydziale uczniów do poszczególnych klas decydował ślepy los. Losowy podział uczniów na klasy nie jest jednak stosowany w praktyce szkolnej, a powinien być – zgodnie z obecnym systemem „równych szans”! Nie byłoby wówczas podstaw, aby oskarżać nauczycieli o „segregację uczniów” lub inne „niegodziwości” przynajmniej przy podziale uczniów na klasy.
Nauczyciele nie powinni mieć możliwości decydowania o podziale uczniów na poszczególne klasy. W pierwszych klasach szkół podstawowych o podziale uczniów na poszczególne klasy powinien decydować ślepy przypadek, ponieważ jest najbardziej uczciwy. Natomiast w klasach wyższych o podziale uczniów na klasy powinny decydować wyłącznie wyniki w nauce uzyskiwane przez uczniów.
To uczniowie uzyskiwanymi przez siebie wynikami w nauce – a nie nauczyciele – powinni decydować, w jakich klasach chcą i będą się uczyć. A mają dwie możliwości: mogą się uczyć w klasach ujednoliconych intelektualnie i wyrównanych pod względem uzdolnień oraz pracowitości, które stwarzają im najlepsze możliwości rozwojowe, albo w klasach „wielkiej ligi równych szans”, które oferują uczniom jednakowe, ale i najgorsze możliwości rozwojowe. Takie same możliwości rozwojowe mieliby też piłkarze w drużynach utworzonych losowo z piłkarzy I, II i III ligi, którzy dodatkowo zostaliby wyposażeni w buty – tego samego rozmiaru.
Najlepsze rozwiązanie – razem, ale osobno.
Jeżeli przy podziale na klasy 90 uczniów przyjmiemy podział wielopoziomowy, to niezależnie od tego czy za kryterium podziału zostaną przyjęte wyniki „sprawdzianu zewnętrznego”, „oceniania wewnątrzszkolnego” czy jedną z wielu możliwych kombinacji obu tych sposobów oceniania, to wkrótce okaże się, że w klasie B znajdują się uczniowie znacznie lepsi od najsłabszych uczniów z klasy A, a najlepsi uczniowie z klasy najsłabszej C będą lepsi od najsłabszych uczniów z klasy B poziomu średniego. Podział taki będzie więc zawsze podziałem niesprawiedliwym, jeżeli będzie podziałem jedynym i ostatecznym.
A zatem po pierwszej i po drugiej klasie gimnazjum można i należy dokonywać podziałów korekcyjnych: najlepsi uczniowie z klas niższego poziomu powinni przechodzić do klas wyższego poziomu (C -> B; B -> A), a najsłabsi uczniowie z klas wyższego poziomu do klas niższego poziomu (A -> B; B -> C).
System wielopoziomowego kształcenia (zob. Wstępny projekt dwustrumieniowego szkolnictwa podstawowego, Aleksander Janik „Kłopoty z kruszeniem betonu” Wyd. Alwa Kraków 1991, str. 93) ma dwie podstawowe zalety:
Uczniowie mogą wybierać taki poziom kształcenia, który zapewnia im uzyskiwanie wyników adekwatnych do ich uzdolnień i pracowitości.
W klasach złożonych z uczniów o zbliżonych do siebie uzdolnieniach uczniowie nie będą rozleniwiani i zanudzani ciągłym powtarzaniem tego, co już wiedzą, ani też nie będą się stresować z powodu stawiania im nadmiernych wymagań, którym z wielkim trudem lub w ogóle nie są w stanie sprostać.
Nauczycielom znacznie łatwiej jest pracować z klasami intelektualnie wyrównanymi – niezależnie od poziomu nauczania – a uczniom znacznie łatwiej będzie się uczyć w takich klasach. W obecnymi klasach „wielkiej ligi równych szans” nauczycielom bardzo trudno uczyć – a uczniom uczyć się.
W klasach „wielkiej ligi równych szans” bardzo zróżnicowanych pod względem uzdolnień uczniów nauczyciele muszą dostrajać się zarówno do wymagań najzdolniejszych, jak i najsłabszych uczniów, co często kończy się klęska na obu frontach równocześnie. Ten bardzo trudny problem, przed którym codziennie stają nauczyciele, edukatorzy oraz nadzór pedagogiczny rozwiązali w bardzo prosty i wygodny dla siebie sposób przy pomocy „przyjaznego uczniom”, ale i pustego frazesu: „nauczyciel powinien umieć nauczyć uczniów – a jeżeli nie umie, to …”. Tylko w pedagogice możliwe są prawdy, które prawdami wcale nie są.
Nauczyciele nie są cudotwórcami, są zwykłymi ludźmi, od których zależy bardzo wiele – ale nie wszystko. Nauczyciele są ograniczeni możliwościami poznawczymi swoich uczniów. Nawet najlepszy nauczyciel nie jest w stanie z mało zdolnego ucznia zrobić geniusza, ale może go nauczyć znacznie więcej od tego, czego mógłby go nauczyć nauczyciel przeciętny i nie przykładający się do pracy. Najlepszych nauczycieli potrzebują najlepsi i najmniej zdolni uczniowie. Przeciętnych uczniów mogą uczyć przeciętni nauczyciele.
Aby system wielopoziomowego kształcenia funkcjonował prawidłowo oraz wpływał inspirująco na wszystkich uczniów, nie wyłączając uczniów średnio i mało zdolnych, ocenianie pracy uczniów musi być rzetelne, uczciwe i wiarygodne. System ocen znormalizowanych spełnia te wymaganie (zob. Aleksander Janik „Kłopoty z kruszeniem betonu” Wyd. Alwa Kraków 1991). Nie ma natomiast żadnych podstaw, aby dotychczasowe „ocenianie wewnątrzszkolne”, jak również „ocenianie zewnętrzne” można było uważać za rzetelne, uczciwe i wiarygodne. Problem braku bezstronności w ocenianiu istniał i w dalszym ciągu istnieje. Na przykład Pan he-man, uważający się za specjalistę od „nowoczesnych narzędzi” w „nowoczesnych szkołach”, nie miał żadnych oporów, aby ex cathedra wystawić mi negatywną „ocenę opisową”, w której w ogóle nie odniósł się do tego, co napisałem. Gdybym był uczniem byłbym bezbronny w stosunku do takiej oceny. Nie jestem ani uczniem, ani studentem. Mogę więc poprosić Pana he-mana o przedstawienie praktycznie sprawdzalnego dowodu o wartości przynajmniej jednego z tych „nowoczesnych narzędzi” (zob. post „Nowoczesna szkoła” z „nowoczesnymi narzędziami” i z „nowoczesnym myśleniem” – ale bez kredy, papieru toaletowego, papieru do kserowania).
Osobno, ale razem.
System osobno, ale razem byłby w istocie systemem szkół specjalnych dla dzieci najzdolniejszych oraz dzieci bardzo mało zdolnych, jak również dzieci upośledzonych umysłowo w stopniu umiarkowanym. Szkoły takie mogą być zakładane tylko w odpowiednio dużych miastach. W szkołach tych byłyby tworzone klasy z najzdolniejszych uczniów klas poziomu A oraz oddzielne klasy z najsłabszych uczniów poziomu podstawowego. Jestem głęboko przekonany, że w szkołach tego rodzaju może nastąpić najlepsze zrozumienie oraz najsilniejsze zintegrowanie najbardziej utalentowanych z najmniej utalentowanymi z korzyścią dla jednych i dla drugich.
W moim przekonaniu problem organizacji kształcenia uczniów w naszych szkołach przedstawiłem jasno i w sposób zrozumiały dla wszystkich. Jeżeli ktoś z polityków, edukatorów, reformatorów, pedagogów, publicystów, nauczycieli oraz rodziców nie zrozumiał jeszcze istoty problemu, to znaczy, że nie jest w stanie niczego zrozumieć.
Wybór, przed którym stoją teraz rodzice, nauczyciele, a przede wszystkim rząd, nie polega tylko na wyborze między kształceniem zgodnie z koncepcją „wielkiej ligi równych szans” lub inspirującym i uczciwym w stosunku do wszystkich uczniów systemem wielopoziomowego kształcenia, ale jest też wyborem między nowoczesnym i pracowitym państwem lub dreptaniem w tym samym i wszystkim dobrze znanym błotku.
14 października o godz. 8:06
Napisałem wczoraj apel, abyśmy dzisiaj wsłuchiwali się w to co mówią i piszą o nas i o szkole. Ja od rana siedzę zajęty domowymi sprawami i słucham programu I Polskiego Radia. O 7.15 był wywiad z Panią Minister Hall. Życzyła nam nie tylko satysfakcji w sferze duchowej ale i materialnej – o co się wespół z Premierem starają. Ucieszyłem się.
Październik będzie dla nas ważnym miesiącem, bo to i Okrągły stół u Prezydenta i wniesienie do sejmu projektu ustawy o zmianie ustawy”Karta Nauczyciela”. Oj, będzie się działo, pomyślałem nieco zmartwiony.
Zajrzałem do Onetu. Są życzenia. Są i wypowiedzi nauczycieli. Przeczytałem kilka. Krzepiące! Zauważyłem również, jako polecaną również moją wypowiedź sprzed miesiąca, zamieszczoną na moim blogu „Tatulowe opowieści”a dotyczącą szkolnictwa zawodowego.
Tytuł: „Perypetie nauczyciela zawodu”, sygnowaną nickiem Tatul. Polecam i tę lekturę. Proszę również o komentarze do Tornada (kolejny post) jaki tamta opowieść wywołała. Myślę,że pouczające. W sam raz na dzisiejszy poranek.Pozdrawiam nauczycielsko.
14 października o godz. 11:44
Aleksander Janik powyzej opublikowal plan A. Dodalbym tam selekcje nauczycieli. I wtedy do lepszych uczniow dac gorszych nauczycieli a do gorszych lepszych. Tym najgorszym nauczycielom nie placic, a najgorsi uczniowie nie musza przychodzic do szkoly..I mamy wtedy wielka lige rownych szans….No i rodzicow tez do selekcji! Ze wzgledow statystycznych (aby rozklad byl normalny) skrajnosci kasowac!
Powazniej troche – wszystkim nauczycielom zycze satysfakcji z wykonywanej pracy (takze finansowej). Pozdrawiam.
15 października o godz. 6:54
Podtrzymuję wszystko, co napisałem, i czuję się w pełni odpowiedzialny za to, co napisałem. Natomiast nie czuję się w żadnym stopniu odpowiedzialny za to, co chciał Pan odczytać lub było Panu wygodnie odczytać z mojego tekstu. Wykrzywić i wypaczyć można wszystko – i nie trzeba się nawet specjalnie wysilać. Jeśli zalicza się Pan do edukatorów, reformatorów i innych dobrze opłacanych działaczy oświatowych, to stanowisko takie wcale mnie nie dziwi. Jeżeli natomiast pracuje Pan w szkole jako nauczyciel, to radziłbym jeszcze raz przeczytać moją propozycje – ale tym razem ze ZROZUMIENIEM.
15 października o godz. 9:14
Z Dniem Nauczyciela jest jak z Dniem Kobiet. Jak składasz życzenia, to mówią, że po co kwiatki, woleliby podwyżki, jak nie składasz, to się obrażają. W mojej szkole w tym uroczystym dniu odrabiali 2 stycznia. I po co komu to święto?
15 października o godz. 15:08
Świątecznie życzę wszystkiego najcierpliwszego! Niech nas wszystkich los choć trochę obdarzy brakiem lęku przed politykami!
15 października o godz. 18:12
Ależ czemu dzień nauczyciela jest dniem wolnym od zajęć???I czemu miałby być dzień ucznia, katechety itp???Jestem w klasie maturalnej i dla mnie te święta muszą istnieć, ale z normalnymi lekcjami. Na drugi dzień nic nie chce się robić, a my maturzyści nie możemy sobie w szczególności teraz na to pozwolić. Wszystkiego naj dla nauczycieli…
15 października o godz. 19:37
My paracowaliśmy jak w każdy powszedni dzień !
Był tylko uroczysty apel który przygotowali uczniowie
pod naszym kierunkiem !
18 października o godz. 13:46
A nauczyciele – ani me, ani be …
Przyznaję, że to sztubackie, ale, niestety, bardzo trafne! Na mój bardzo obszerny post „Podstawowy problem – jak dzielić uczniów na klasy?” zareagował tylko zet44. Odpowiedziałem powyżej, ale wypowiedzi świadczących o ZROZUMIENIU problemu przez nauczycieli, niestety, do tej pory nie ma.