Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

29.11.2006
środa

„Playboy” i Biblia

29 listopada 2006, środa,

Mcwal we wczorajszym komentarzu przypomniał mi lekcje, które prowadziłem o Biblii. Poprosiłem uczniów, aby udowodnili, że Pismo święte jest obecne we współczesnej kulturze. Wszystkie prace trzymam do dziś. Także tę z dolarem Pana syna, Wiktora. Szkoda, że wcześniej nie znałem okoliczności, w jakich powstawała ta praca. Kolekcjonuję historie powstawania projektów, które zadaję uczniom. Mam materiał na książkę.

W związku z pracą o Biblii matka mojego ucznia (klasa d, nie c) doznała szoku, dlatego chciała ze mną porozmawiać. Nie było to dla niej łatwe – ja mężczyzna, ona kobieta. Różnica wieku, mentalności, doświadczeń życiowych itd. Poprosiłem, aby zaczęła od początku i niczego nie ukrywała.

Powiedziała, że syn (16 lat) poprosił ojca o jakiś numer „Playboya”. Ojciec powiedział, że nie ma. Matka odparowała, że stary ma. Ojciec: „Nie mam”. Matka: „Masz”. Ojciec: „Mówię ci, że nie mam”. Matka: „Masz na strychu ze sto numerów”. Ojciec: „Pożyczyłem wszystkie koledze”. Syn: „To pójdę i kupię”. Ojciec: „Dobrze”. Matka: „Mój syn nie będzie kupował ‚Playboya'”. Ojciec: „To niech kupi jeszcze dżem truskawkowy i przy okazji gazetę. Ja tak zawsze robię”. Matka: „Jeszcze go ktoś zobaczy”. Syn: „Ale ja już nieraz kupowałem ‚Playboya'”. Matka: „Niemożliwe”. Ojciec: „Dla mnie czasem kupował”. Syn: „To dajcie pieniądze”. I poszedł po „Playboya”.

Gdy się wydało, że „Playboy” jest potrzebny chłopakowi w związku z pracą domową z języka polskiego, rozmowa była jeszcze ciekawsza. Widocznie Dulska miała siostrę i ta zamieszkała w Łodzi. W każdym razie ja uczyłem młodego Zbyszka i – nie wiedząc, że to też Dulski – zadałem niemoralne zadanie. Tzn. ja niczego nie sugerowałem. Decyzja, gdzie dostrzega się obecność Biblii, należała do ucznia. Ten zbuntowany młodzieniec widział Pismo święte w „Playboyu”.

Wrócił do domu z czasopismem i położył na stole w kuchni. Przy stole usiedli wszyscy mężczyźni – ojciec z dwoma synami. Matka zmywała i słuchała jednym uchem, co robią jej chłopcy. Uczeń wyjaśnił, że chce pokazać, iż biblijne opisy urody żeńskiej z „Pieśni nad pieśniami” dobrze obrazują fotografie nagich kobiet. Teraz trzeba wybrać ideał kobiety, wyciąć zdjęcie i podpisać je cytatem z Biblii. Chwileczkę – powiedział ojciec – i wygłosił monolog o pięknie kobiecego ciała. Mama powiedziała mi, że to ją najbardziej zdenerwowało. „Stary pryk tłumaczył chłopcom, jak rozpoznać ideał kobiety, a na mnie nawet nie spojrzał”. Wściekła się i przestała zmywać. Zaczęła oglądać „Playboya” i wtrącać swoje trzy grosze.

W końcu ojciec przekonał wszystkich, że cytat należy wydrukować w takim samym kolorze, jak odcień skóry modelki. Chłopiec przyniósł na lekcję piękne dzieło – zdjęcie nagiej kobiety z podpisem: „Kim jest ta niewiasta, spoglądająca w dół niczym jutrzenka, piękna jak księżyc w pełni, budząca lęk niczym odziały zgromadzone wokół sztandarów?”. Kolegom wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na taki wybór, czym się kierował. Zrozumieliśmy, że „Playboy” jest bliższy Pismu świętemu, niż nam to się wydaje. Projekt godny wykorzystania w reklamie. Oceniłem wysoko.

Matka tego twórczego chłopca wyjaśniła mi, że na początku zdenerwowała się na mnie, potem na syna, następnie na męża. A na końcu na siebie, że jest taka głupia. Dawno jej rodzina nie siedziała przy stole, robiąc coś wspólnie. A teraz nadarzyła się świetna okazja. Mąż był w dobrym humorze, gdyż czuł się jak stary samiec, który uczy życia młodych – swoje potomstwo. A miał wiele do powiedzenia i chłopcy go naprawdę słuchali. A ona – po prostu się wzruszyła, dlatego przyszła mi o tym opowiedzieć.

Ja natomiast nieźle się wystraszyłem. Dwa razy: pierwszy raz, gdy zobaczyłem pracę łączącą erotykę współczesną z tekstem biblijnym, drugi raz, gdy matka ucznia zaczęła swoją opowieść. Bo przecież można było i moje zadanie, i wykonanie ucznia potraktować zupełnie inaczej. Na przykład jako marnowanie czasu, który w całości trzeba poświęcać na przygotowywanie do matury. Punkt widzenia zależy od potrzeb człowieka. Także tych fałszywych potrzeb, jak nota na świadectwie maturalnym i dyplom uczelni, które o niczym nie świadczą. Ani o kreatywności, ani o umiejętności rozwiązywania problemów. Choroba wie, o czym świadczą świadectwa, o które tak walczą nasi uczniowie, godząc się na bezmyślne wkuwanie niepotrzebnej wiedzy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. ?Oceniłem wysoko?. To nie szkodzi, że praca w ogóle nie spełniała wymogów zadania, które ten uczeń miał wykonać. Kiedyś temu chłopakowi ktoś mniej albo bardziej boleśnie uświadomi, że odpowiedź powinna mieć związek z pytaniem.

  2. Jako Polak i Katolik protestuję przeciwko masońskim praktykom na blogu, hołdującym syjonistycznej modzie opluwania wszystkiego co święte, rodem ze zgniłej unii.

  3. Jako Polak i katolik serdecznie dziękuję za twórcze wykorzystywanie motywów religijnych, czym ukazuje pan ich ponadczasowość i uniwersalność.
    😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gucio,
    wyobraź sobie, że trenujesz zawodnika, chcąc, aby skoczył o tyczce ponad 8 metrów. Ćwiczysz i nic z tego nie wychodzi. Chłopak nie radzi sobie. Więc mówisz mu: a rób, co chcesz (i myślisz: może skoczy, jak nie będę na niego patrzył i go stresował). Chłopak bierze tyczkę, biegnie, skacze i… nagle nie tylko nie strąca poprzeczki, ale leci do góry 15 metrów, jak mówi poeta, „ponad poziomy”. I co robisz? Mówisz mu, że przesadził z tym skokiem? Mówisz mu, że to bzdura?
    Czy nigdy nie przekroczyłeś jakiejś zasady, aby odkryć coś zupełnie nowego? Dla mnie ten chłopak to był Picasso, a Ty byś chciał, żeby on uczył się malować jak Matejko. Gdzie Rzym, gdzie Krym?
    Pozdrawiam
    DCH

  6. Tautologia. Przecież każdy prawdziwy Polak to Katolik. Nie ma potrzeby tego pisać. Niekatolik jest jedynie łżepolakiem i prawdopodobnie Żydem,

  7. No to teraz będziemy mieli same notki o nietypowych zadaniach, które DCH zadaje swoim uczniom. To chyba taki system obronny Pana Chętkowskjiego.

    Gucio, co tam, że uczeń zrobił swoją nie tak jak powinien. Ważne, że była szokująca. No i jest materiał na kolejną książkę. Tylko to się teraz liczy.

  8. Przepraszam za pomyłkę w nazwisku Pana Chętkowskiego.
    Oczywiście, ?j? które wkradło się tam niepostrzeżenie jest zupełnie nie potrzebne. Moja wina.

    Pozdrawiam.

  9. Gucio!
    Uczeń zrealizował swoje zadanie. Jak wpadł na te opisy? Musiał przeczytać chociaż część Biblii, aby je odnaleźć. Musiał także pomyśleć co wybrać, jak to uzasadnić etc. A do tego włączył swoją rodzinę do działania. Oby więcej takich zadań!
    Katolicy drodzy!
    Powiedzcie szczerze, czy ten biblijny opis nie pasuje do takiego obrazka? Moim zdaniem jest wręcz idealny.

  10. Do a :
    ” Tautologia. Przecież każdy prawdziwy Polak to Katolik. Nie ma potrzeby tego pisać. Niekatolik jest jedynie łżepolakiem i prawdopodobnie Żydem. ”

    Czy to any nie przesada? Od kiedy katolicyzm jest miarą oceniania Polskości? Od kiedy zarzucamy komuś kto nie jest katolikiem Żydostwo? Może Twoja ortodoksyjność zakryła Ci oczy na tolerowanie innych wiar. Lub też nie zauważasz, że można być ateistą i nie wierzyć w Stwórcę.

    Biblia to również dzieło literackie. Nie tylko Pismo Święte.

  11. W metaforze skoku o tyczce jedna rzecz się zgadza: zadanie rzeczywiście było bardzo trudne. Zresztą ta historia najlepiej to pokazuje. Pismo Święte ma tyle wątków, że i Klan mógłby być źródłem wielu podobnych twórczych olśnień. Jestem naprawdę ciekawy, jakie inne dowody obecności Pisma we współczesnej kulturze znaleźli Pańscy uczniowie. Chłopak zignorował skakanie i zrobił coś innego, to wszystko. Efekt może mógł być punktem wyjścia ciekawej rozmowy o Biblii, o życiu i o sacrum, a także o genezie różnych zjawisk w kulturze. Zamiast tego „zrozumieliśmy, że jest bliższy Pismu świętemu, niż nam to się wydaje”. Z całym szacunkiem, to chyba jednak nie był intelektualny wzlot.

  12. z cytatu wycięło mi Playboya, musiałem użyć niewłaściwych znaków wyodrębniających

  13. Polonistyczna Masakro, przecież u ,,a” na odległość się wyczuwa ironię w tym tekście, przynajmniej ja ją wyczuwam, no chyba, że na blogu pana Darka już nie tylko uczniowie ale i fanatycy zagościli i bzdury wypisują, ale nie wierzę w to.Pozdrawiam.

  14. Ktośka bardo ładnie odczytała coś, czego ja stary piernik nie zauważyłem.
    Zauważyła to też „Dulska” i pewnie dlatego przyszła. Że ta jej rodzina pochylona nad stołem i Bilią, to tak trochę jak Święta Rodzina.
    I nawet Playboyowa Lilith ją przestała straszyć.
    Ale zaraz mi napiszą, w góry, i ty nam nie mów co Wielki Autor chciał powiedzieć.
    Ktośka -chapeau bas!

  15. Komentarze pod tym wpisem są albo nienawistne albo mijające się z tematem. Piszecie tu, żeby człowiekowi powiedzieć – nie wychylaj się, karierowiczu, czy jakiś inny cel ich jest?
    A propos projektu – bardzo mi się podoba sama idea, a odkryć podobnych we własnej szkole mam dużo. Najbardziej zastanawiająca jest rozmowa z matką, czego nikt nie raczy zauważyć. Osoba ta najwięcej skorzystała na lekcji syna.

  16. Pragnę jeszcze skomentować Pana metodę opracowywania projektów w klasie maturalnej i przedstawiania ich całej klasie. Jak mają nauczyć nas pisania prac maturalnych nasi koledzy, którzy sami tego nie umieją?
    Po drugie, dlaczego z zadaniem rozumienia tekstu czytanego zetknęliśmy się po raz pierwszy dopiero na maturze próbnej? Przez prawie 2,5 roku nauki jęz. polskiego w humanistycznym XXI LO nie robiliśmy ani jednego takiego testu, więc jak bez dodatkowych korków, kursów, mamy się do niego przygotować? Podobnie jest z pisaniem prac pisemnych. Trzy prace przez 2,5 roku? Coraz częściej odnoszę smutne wrażenie, że dobre wyniki matur jakie osiągają Pana klasy są wynikiem korków.

  17. Nie odczułem ironii. Za dużo jej na tym blogu może, bo jeśli za dużo rzeczy będziemy pisać ironizując myśląc, że to będzie bardziej cool, trendy to chyba w dzisiejszych czasach może lepiej pokusić sie o zwyczajna szczerość i tępo dawać do zrozumienia co sie myśli. Tym bardziej na tym blogu. Nie twórzmy atmosfery blogu nadwyraz inteligentnego i ponadprzecietnego (jakkolwiek piszemy te wyrazy, bo przyznaję, że nie chce mi sie sprawdzac w słowniku a pisowni pewny nie jestem).

    Jeśli DCH dał takie zadanie do wykonania to uczeń zrobił to, co uważał za słuszne. Przedmiot j. polski nie ma służyć jako kolejne narzędzie Kościoła. Ocenienie wysoko pracy wykonanej przez ucznia, pomimo skojarzenia Biblii z negliżem, uważam za słuszne. Przylozył się. Postarał.
    Nie rozumiem tylko jednego – wizyty matki w szkole. Nie rozumiem także czemu matka miałaby opowiadac naucycielowi j. polskiego cała historię jak owa praca domowa powstawała. Trochę to absurdalne, gdy rodzic opowiada w jakich to warunkach jak jego winorośl tworzy pracę domową.

    Czyżby Matka przyszła się wyżalić? Od kiedy rodzic opowiada o wzruszeniu licealnemu nauczycielowi?

    Przepraszam, ale wydaje mi sie to naciągane, zmyślone. Pan profesor Dariusz Ch. wysluchujący zwierzeń rodziców.

    Ironizując – aż łza się w oku kręci. Cóż za pedagog. Cóz za rodzic.

  18. „Punkt widzenia zależy od potrzeb człowieka. Także tych fałszywych potrzeb, jak nota na świadectwie maturalnym i dyplom uczelni, które o niczym nie świadczą. Ani o kreatywności, ani o umiejętności rozwiązywania problemów. Choroba wie, o czym świadczą świadectwa, o które tak walczą nasi uczniowie, godząc się na bezmyślne wkuwanie niepotrzebnej wiedzy.”

    Czy Bolek Wysłouch zasługiwał na piątkę z angielskiego ?
    Szkołę średnią „odbyłem” we Wrocławiu,przez trzy lata angielski prawie nie istniał, ja nie nauczyłem się nic, podobnie trzy czwarte klasy, specjalnie nam to nie przeszkadzało.
    W klasie maturalnej zmieniono nauczyciela i te trzy czwarte nadal spokojnie czekało na rozwój wydarzeń: albo nam odpuszczą, albo w składzie prawie nie zmienionym będziemy czekać aż i tak nam odpuszczą (o nauce języka jakoś nikt nie wspominał). Nowa Pani Profesor „nas ogony” też traktowała jak powietrze, całą „pedagogiczną furię” kierując na tą mniejszość, która jednak coś umiała. Wszyscy wiedzieliśmy że najlepszy z angielskiego jest Bolek, i on też był najbardziej gnębiony.
    Przed klasyfikacją Bolek został poroszony żeby jednak zdawał na piątkę.
    Jakiś diabeł w niego wstąpił i powiedział że jemu ta piątka do szczęścia potrzebna nie jest i albo ją będzie miał, albo nie, to decyzja Paani Profesor, ale zdawał nie będzie.
    I tak to Bolek Wysłouch (prawnuk Bolesława Wysłucha) po wsze czasy na świadectwie maturalnym będzie z angielskiego mieć cztery.
    O tym że jednak z angielskim i nie tylko sobie poradził można się przekonać np. tutaj:
    http://cat.inist.fr/?aModele=afficheN&cpsidt=16005576
    Ja żałuję że angielskiego się nie nauczyłem, ale to tylko moja „zasługa”.

  19. kobieta w czasach biblijnych http://kobieta.netbird.pl/?app=311

css.php